12.05.2021

W czasach PRL, gdy dochodziło do zmian na szczytach władzy, tłumaczono czasem odejście I sekretarza PZPR pogorszeniem jego stanu zdrowia. Tuż po odejściu Edwarda Gierka, w Tygodniku Powszechnym opublikowano rysunek, gdzie stado owiec z pasterzem stoi na łące na skraju przepaści, a pasterz mówi: Dalej idźcie same, ja odchodzę ze względu na zły stan zdrowia.
Oczekuje się, że kiedy odejdzie „dobra zmiana” to nastąpią rozliczenia. Obawiam się, że nic z tego nie będzie, podobnie jak nie rozliczono PiS po poprzednich rządach. Nie rozliczono nawet Ziobry za sprawę śmierci Barbary Blidy, a premier Tusk wyraził się, że nie jest mściwy, tak jakby rozliczenia nie wynikały z naruszenia prawa, ale były wyrazem woli zwycięzców.
Prezes będzie dalej miał partię, która się jeszcze bardziej wzbogaciła i da posady najwierniejszym, a jemu tę monstrualną ochronę. Jeśli nawet postawiono by go przed Trybunałem Stanu i zostałby skazany, to przecież i tak już nie zamierza obejmować stanowisk państwowych, więc mu wisi ewentualna kara Trybunału. Jeśli nawet wytoczono by mu jakieś procesy to ciągną się one latami i jest mała szansa na to że się zakończą za jego życia.
Ale może uda się rozliczyć choć część tych złoczyńców i pijawek.
* * *
Życie królów i książąt to rozkoszny temat naszych (i nie tylko naszych) mediów. Brytyjska rodzina królewska zajmuje dużo miejsca w naszych mediach. Mieliśmy cały festiwal programów poświęconych księciu Filipowi. Teraz ze wzruszeniem powiadomiono nas, że królowa Elżbieta i książę Karol wysłali życzenia swemu prawnukowi i wnukowi z okazji jego drugich urodzin. Zapowiedziano dalszy ciąg wiadomości. Nie mogę się doczekać.
* * *
Większa część Polski ma dostęp tylko do mediów opanowanych przez PiS. Te media podają tylko niektóre fakty i specjalnie omawiane, kłamią i szczują. Widzowie TVP do dziś nie dowiedzieli się na przykład, że Watykan ukarał dwóch polskich biskupów za ukrywanie księży pedofilów (chociaż ta kara nie jest uciążliwa). Obraz działań władzy i opozycji jest nieprawdziwy – władza ma same sukcesy, a opozycja działa na szkodę Polski. Elektorat łyka obietnice władzy, ale na ogół nie widzi, że nie są one realizowane.
Opozycja nie ma dostępu medialnego do dużej części elektoratu. Obawiam się, że przed wyborami zadziała propaganda – to bardzo skuteczne narzędzie. Przed I Wojną Światową w Europie istniały bardzo silne ruchy pacyfistyczne. Wystarczyło jednak kilka tygodni propagandy, aby ci pacyfiści zaciągnęli się do wojska i ze śpiewem na ustach poszli zabijać swoich przeciwników, którzy przecież są potworami i marzą jedynie o tym, żeby nas zamordować.
Wystarczyło podbechtać narody Jugosławii żeby żyjący obok siebie i ze sobą ludzie zaczęli się nienawidzić i okrutnie wyrzynać.
* * *
W jednym ze skeczów Monty Pythona oskarżony wygłasza płomienne przemówienie w obronie wolności, sprzeciwia się prześladowaniom i okrutnym karom. Sędzia zwraca mu uwagę, że chodzi tylko o mandat w wysokości 6 szylingów za nieprawidłowe parkowanie.
To mi się przypomniało gdy słuchałem ognistych wypowiedzi liderów opozycji, skierowanych przeciwko Lewicy, która przekreśliła szansę obalenia rządów PiS (jakoś nie wymienia się PSL ani Polski 2050 Hołowni, które zagłosowały tak jak Lewica). Media jak zwykle używają języka pełnego przesady, mówią już o koalicji PiS i Lewicy, zdradzie itp.
Nie śledziłem uważnie całej rozgrywki, ale wydaje mi się, że przegrane przez PiS głosowanie nie spowodowałoby, że Zjednoczona Prawica odda władzę, zostawiając wszystkie frukta zarówno indywidualne, jak i partyjne. I kto miałby się wyłamać i zagłosować przeciw większości sejmowej?
Ale powiedzmy, że nerwy im puszczają, Kaczyński głosi rozpad koalicji, Gowin się wyłamuje (ktoś w to wierzy?) i opozycja powołuje „techniczny” rząd. W jakim składzie i z jakim programem? Przez sześć lat nie dogadali się co do wspólnych punktów programu, więc na chybcika nie uda się go sklecić. A tu sytuacja jest trudna – pandemia i służba zdrowia, gospodarka, stosunki z Kościołem itd. Potrzebny jest wspólny program z określonymi posunięciami, do których trzeba przekonać elektorat. To nie jest zadanie, któremu opozycja by sprostała, a wątpię też, czy uda im się zrobić coś podobnego do wyborów.
* * *
Czy dałoby się poprawić dzieło Pana Boga? Oczywiście, to się już dzieje. Trzeba tylko zignorować twardogłowych oponentów, którzy są przeciwko wszelkim zmianom. Na przykład wielu biskupów potępia in vitro, jako niedopuszczalną ingerencję w dzieło Boga, jednak nie przeszkadza im to nosić okulary, choć przecież gdyby Pan Bóg chciał, żeby mieli dobry wzrok to by ich takim obdarzył.
Co bym zmienił? Ze spraw technicznych wszczepiłbym w skórę ludzką wydajny chlorofil i już odpada wiele kłopotów ze zdrowiem, hodowlą zwierząt itp.
Ale wprowadziłbym dalej idące zmiany. Niedawno pokazano młodą rysicę, którą przeniesiono do lasu, gdzie – jak z radością zapewniano – znajdzie dość pożywienia. Na pewno ta wiadomość nie ucieszyłaby tamtejsze zające i wiele innych małych stworzeń. W całej przyrodzie wszystkie istoty żyją w lęku, bo jedne pożerają drugie. My też żyjemy w lęku, bo w każdej chwili inny człowiek może nas skrzywdzić na różne sposoby. Trzeba to zmienić.
Może wszystkie zwierzęta dałoby się przestawić na chlorofil? W przypadku zwierząt mięsożernych można im też zapewnić sztucznie mięso hodowane z tkanek. Ale potrzebne są jakieś zmiany w naszej i zwierząt naturze, aby wyzbyć się agresji. Myślał już o tym Stanisław Lem i w książce „Powrót z gwiazd” opisał społeczeństwo, które poddawano tzw. betryzacji, co powodowało zanik wszelkiej agresji.
To wszystko by się udało, gdyby zapanowały rządy rozumu i dobrej woli. Ale tego akurat Pan Bóg dał za mało człowiekowi.
* * *
Minister Czarnek zamierza wprowadzić religię na uczelnie jako przedmiot i umocnić ją w szkołach średnich (matura z religii). Nie mam nic przeciwko – pod jednym warunkiem: wzajemności. Skoro podręczniki do etyki i lekcje są domeną księży profesorów i katechetów to nauczanie religii należy powierzyć zdeklarowanym ateistom. To byłoby ciekawe spojrzenie z zewnątrz na przedmiot.
Na przykład w podręczniku do etyki pisze jego autor, ksiądz profesor: Poczęty człowiek jest autonomiczną osobą ludzką, która nade wszystko jest dzieckiem Ojca Przedwiecznego, zrodzonym przez ziemskich rodziców i powierzonym przez Boga ich pieczy.
A ateista/ateistka, prowadząc lekcje czy wykłady z religii, może zwrócić uwagę na zastanawiające aspekty ukrzyżowania Jezusa, które przedstawia się jako jego ofiarę z siebie Bogu Ojcu, aby go przebłagać za grzech, jaki popełnili Adam i Ewa, zrywając owoc z zakazanego drzewa, przez co cała ludzkość została przez Boga ukarana. Jak wyjaśnić na tym przykładzie, że Bóg jest wszechmocny, wszechwiedzący i jest dobrocią. I dlaczego wiara jest podstawą religii.
* * *
Prof. Mikołaj Grabowski, aktor i reżyser:
Tak długo wierzyliśmy w swoją wielkość i wyjątkowość, aż przyszli zaborcy i nas porozbierali, i odtąd przez półtora stulecia myśleliśmy tylko o odzyskaniu niepodległości, wszystko inne było nieistotne. Nasz romantyzm sprowadzony jedynie do wolności narodu, a nie do wolności jednostki, jak to działo się gdzie indziej, został przez to mocno zawężony. Stąd nasi romantycy – wspaniali notabene poeci – nie byli zrozumiani ani w Niemczech, ani w Anglii, ani we Francji. Czas płynął, a my tkwiliśmy „przy swoim”. A jeżeli zmiany zachodziły, to robiono je za nas. Pańszczyznę znieśli Rosjanie, w zaborze pruskim – Prusacy, w Galicji – Austriacy. Reforma rolna została zrobiona rękami komunistów – Rosjan. Jeżeli my się za coś zabieramy, zazwyczaj robimy to źle. Kiedy dziś patrzę na sprawy polskie, myślę: nic od nas nie zależy. Był moment, że trochę zależało. Ale już przestało. Nie jesteśmy narodem samodzielnym, chociaż chcemy nim być. „Pierwsi w Europie!”. Może trzeba sobie uczciwie powiedzieć, że to nieprawda.
Nie wydarzyła się [u nas] żadna zawierucha polityczna, w której chodziłoby o światopogląd. W której konfrontowałyby się różne spojrzenia na to, czym jest życie, kto nim kieruje, jak się w świecie odnaleźć. Zostaliśmy w kołysce XVII wieku i dotrwaliśmy w niej do wieku XXI.
Zapatrzeni w siebie i własną historię chyba nie do końca dostrzegamy, co się dzieje dookoła. Nasz egocentryzm nie dopuszcza zrozumienia, w jakim punkcie rozwoju społecznego się znajdujemy. Fakty mówią: wszystko albo prawie wszystko było w Europie robione za nas. Myśmy palcem nie kiwnęli, tylko biadaliśmy nad swoim nieszczęsnym losem pokrzywdzonych ofiar. Zapytam, czy gdyby nie było komunistów, to polscy ziemianie sami z siebie w latach 40. zrobiliby rewolucję agrarną? Na pewno nie. Mielibyśmy ustrój na wzór Hiszpanii Franco.

* * *
Co pewien czas jakiś polityk związany z Platformą (ostatnio były prezydent Komorowski) ostrzega, że Platforma przesunęła się za bardzo w lewo, co przyczyni się do jej marginalizacji. Nie pamiętam, żeby podawano jakieś przykłady. Może chodzi o uznanie, że to Ziemia kręci się wokół Słońca, a nie na odwrót?
Nigdy żaden działacz PO nie skrytykował swojej partii za to, że przesunęła się za bardzo w prawo. Jak wiadomo, z prawej strony jest tyle miejsca, że nie można się przesunąć za daleko.
W przeszłości Platforma zwykle ograniczała się do obietnic pochylenia się nad jakimiś problemami, które w cywilizowanym świecie już dawno rozwiązano, a u nas wciąż uchodzą za kontrowersyjne, bo Kościół katolicki je potępia. Ale że większość członków PO sytuuje się po prawej stronie, więc nie udało się nic podobnego przegłosować.
Jakoś nie mogę zapomnieć, że PO i PiS to „blizniecy-bratia”, którzy marzyli o połączeniu w jedną partię, i gdyby na czele stali wtedy inni liderzy to już by to dawno zrobili. Wielu członków obu partii przymierzało się do jednej bądź do drugiej i tylko przypadek sprawiał, do której trafili. Potem wymieniali się działaczami, często na ministerialnych posadach. Zapewne dlatego nie zrealizowali rozliczenia PiS-u po pierwszych rządach. Kiedy stanął wniosek o postawienie Ziobry przed Trybunałem Stanu, to nie udało się zebrać dostatecznej liczby posłów PO, żeby ten wniosek przegłosować. Premierka Kopacz wolała w tym czasie odwiedzić córkę, a potem tłumaczyła się, że i tak nie było w partii większości więc nawet gdyby ona sama głosowała to by to niczego nie zmieniło.
Patrzę na byłych pisowców, którzy przeszli kiedyś do PO i teraz krytykują byłą partię. Ta krytyka często nie dotyczy meritum sprawy, ale sposobu jej realizowania. A jeśli PiS zacznie przegrywać, zapewne wielu tamtejszych działaczy zostanie mile powitanych w PO.
Kiedyś partie miały swój określony elektorat, którego interesów broniły. Teraz trudno by było taki elektorat im przypisać. Zwykle nie forsują one pomysłów, ale podkreślają, że chcą dobrze dla Polaków. Nie chcą zrazić nikogo z wyborców. Tu pięknym przykładem jest Roman Giertych, aspirujący do PO. Kiedy startował w okręgu podwarszawskim w wyborach do senatu, zlecił najpierw badania i przygotował dwa rodzaje ulotek. Jedna przedstawiała go jako obrońcę demokracji a druga informowała o tym, że był wicepremierem w rządzie Jarosława Kaczyńskiego. Taki współczesny Światowid. Ulotki trafiały do określonych grup wyborców, na przykład te o wicepremierostwie rozdawał przed kościołami.
PIRS

Co do roli kościoła rz-kat w tzw. wolnej Polsce i roli polityków d. Solidarności w wywindowaniu kościoła, polecam internetowy podcast w Tokfm pt. Rzeczpospolita kościelna; są to rozmowy Magdaleny Rigamonti z ludźmi dawnej Solidarności. Dotychczas rozmawiała z B. Borusewiczem, B. Labudą, M. Kamińskim. Niezwykle poruszające są wspomnienia z czasów pierwszej Solidarności, strajków, pierwszych lat wolności. Dziennikarka zadaje niewygodne pytania o to, dlaczego politycy pozwolili na taki wzrost znaczenia kościoła i wynaturzenie jego zasług dla odzyskania wolności, których nie miał. Odpowiedzi są często wymijające, z użyciem bezosobowych form czasownikowych (zrobiono, uzyskano). Najbardziej otwarta i nieprzejednana jest oczywiście B.Labuda. Przypomniała, że T. Mazowiecki pod koniec życia w rozmowie z nią publicznie przyznał jej rację ws kościoła, i że nie sądził, że to tak daleko zajdzie. B.Borusewicz przypomniał tchórzostwo księży, kiedy szukał chętnego do odprawiania mszy przy bramie stoczni w czasie strajków sierpniowych. Wzruszył mnie M.Kamiński wyznaniem, że wstydzi się wizyty u Pinocheta i różnych głupich wypowiedzi, ale dopytywany o swoją rolę spin doctora za pierwszego PiSu, wymigał się. Dał jednak trafne spostrzeżenie, że obecne msze w publicznej telewizji za matkę Kaczyńskiego są wyrazem nie tyle pchania się kościoła do polityki, ile sakralizacji rodziny Kaczyńskiego, niczym faraona.
Politycy są na ogół krótkowzroczni i wydaje im się, że teraz trzeba wykorzystać jakąś sytuację, pohandlować z aktualnym kontrahentem, a potem zobaczymy. Nie myślą o skutkach, nie widzą z kim robią deal. Amerykanie wsparli kiedyś mudżahedinów w walce z Rosją w Afganistanie i to się potem rozbuchało. Izrael wyhodował Hamas, bo chciał przeciwstawić coś Al-Fatahowi.
Kościół ma feudalną strukturę i marny dobór kadry. Nie ma szans tam na istotny postęp. A widać, że co chwila trzeba go przekupywać żeby nie podjudzał elektoratu. Tak było np. w sprawie przystąpienia do Unii. Ale politykom łatwiej się z nim dogadać opłacając go sowicie niż podziałać w elektoracie i tak znaleźć poparcie dla swoich pomysłów.
Kamiński to bystry facet, ale reprezentuje to czego w politykach nie lubię – dopasują wygłaszane poglądy do każdej sytuacji. On nigdy nie przeprosił za hołdowniczy wyjazd do Pinocheta, ani za słowa że nie przepraszałby za Jedwabne i za parę innych rzeczy. Owszem, zapytany wprost przez dziennikarkę, powie że żałuje, bo kto tego słucha?.
Politycy mogą zmieniać poglądy, ale dobrze by było gdyby odcięli się od dawnych błędów, a to nie ma miejsca. Odnosi się wrażenie, że jak wiatr zawieje to sobie przypomną co kiedyś mówili i tak jak Giertych pochwalą się wicepremierostwem w rządzie Kaczyńskiego.
To, na nasze uwarunkowania, rewolucyjny cykl wywiadów. Niemniej od trzech audycji czekam na zadanie pytania dlaczego tzw. politycy boją się Kościoła. Czy nie pada ono dlatego, że odpowiedź anuluje demokratyczny charakter naszych wyborów od 1989 roku?
I proszę, następna rozmowa, z prezydentem Komorowskim wybranym wbrew woli Kościoła, i nadal ten temat jest poza obszarem zainteresowania, choć co chwila partyjna rola Kościoła implicite zawarta jest w pytaniach.
Dwulicowość polityków w stosunku do KKorproacji to dzisiaj norma, zwłaszcza polityków PiS- niektórzy mają już za sobą 2-3 śluby kościelne, tacy są religijni :))) Giertych i jego ulotki są tutaj doskonałym przykładem- reaktywator Młodzieży Wszechpolskiej wprawia w ekstazę swych wyznawców na portalach społecznościowych jakby nie wiedząc, że taki Kaczyński na przykład w sieci w ogóle nie istnieje.
Polscy politycy boją się, że kiedyś może w końcu pojawić się ktoś z ruchu oddolnego będący przeciwieństwem Napieralskiego czy Palikota z przeszłości. Że taki ktoś porwałby swoją szczerością tłumy, że mógłby uzyskać szerokie społeczne poparcie i pokazać, że można wygrywać i rządzić bez danin na rzecz skompromitowanych biskupów czy biznesmenów pokroju Rydzyka. Dlatego ze wszystkich sił zwalczają takich ludzi klerykalne fronty tworzone przez ludzi będących na bakier z moralnością i uczciwością- bo gdzie podzialiby się w świeckiej Polsce, w jaki sposób czerpaliby frukty?
„Nie rozliczono nawet Ziobry za sprawę śmierci Barbary Blidy,”
Jestem cierpliwy i będę tłumaczył do skutku:
Bronią był rewolwer, załadowany kolejno: nabojem gazowym, nabojem nieśmiercionośnym (woreczek ze śrutem jako pocisk), dolej nabojami zwykłymi. Bębenek był oczywiście ustawiony na nabój gazowy.
Rewolwer nie był przechowywany w klozecie.
.
Gdyby doszło do przypadkowego wystrzału to p. B. próbowała by się (ewentualnie: próbowano by ją…) zastrzelić nabojem gazowym.
Skoro tak nie było, to znaczy że bębenek został przestawiony wcześniej, dokładnie o jedną komorę. Gdyby doszło do przypadkowego przestawienia bębenka, to raczej by przestawiono na nabój zwykły.
Także można zakładać, że rewolwer nie przemieścił się samodzielnie do klozetu.
.
Podsumowując:
P. B. postanowiła dokonać nieudanej próby samobójczej nabojem nieśmiercionośnym, lądując jako ofiara siepaczy Z. w szpitalu, możliwe że z połamanymi żebrami. Ogólne współczucie, kwiaty, łzy…
Tyle, że nie wiedziała że nieśmiercionośna amunicja z bliska potrafi zabić…
.
Oczywiście, rozliczenia powinny być, bo to że jej się udało tego dokonać dowodzi wyjątkowego partactwa służb…
Mam wątpliwości co do wersji samobójstwa. Policjantka szarpała się z Blidą, próbując wyrwać jej rewolwer. Padł strzał. A potem szybko zamieniła się na kurtki z koleżanką, żeby nie można było odtworzyć sytuacji w jakiej padł strzał. I nie poniosła za to żadnych konsekwencji, prokuratura jakoś nie badała głębiej tego wątku.
„A potem szybko zamieniła się na kurtki z koleżanką, żeby nie można było odtworzyć sytuacji”
Toż to dowód niewyobrażalnego syfu w służbach… To nie policja, tylko grupa przestępcza…
.
„Mam wątpliwości”
I żadnych wątpliwości, co do próby samobójstwa/zabójstwa przy pomocy amunicji nieśmiercionośnej?
Opinia Mikołaja Grabowskiego to jako żywo tezy Andrzeja Ledera z Prześnionej rewolucji.
A teraz wyglądamy wydarzenia, które za nas odsunie okupantów demokracji od władzy.