Bohdan W. Oppenheim: Oszukany przez księdza na Powązkach6 min czytania

()


25.04.2026

Nowa książka Artura Nowaka „Taca” opisuje i analizuje łajdactwa finansowe Kościoła Katolickiego (KK) w całej jego rozwiązłości, ale skupiając się na Polsce. Wydaje mi się, że nikt przed nim tak rzetelnie, ciekawie i z takimi szczegółami podobnej pracy nie napisał w żadnym kraju.

Żałuję, że nie wiedziałem wcześniej, że autor pracuje nad tym tematem, bo bym dał mu dość ważny przykład z mojego życia. Ważny, bo dotyczy najważniejszego cmentarza w polskiej kulturze i historii: Warszawskich Powązek. Oto on.

W 2005 r. zmarła moja ciotka Hanna Dowoyna-Sylwestrowicz. Razem z mężem Witoldem odegrali ważne role w promowaniu polskiej sztuki i kultury w Stanach Zjednoczonych. W czasie wojny Witold wylatał 3 tury na myśliwcach w polskim lotnictwie w Wielkiej Brytanii i był odznaczony przez samego Króla. Ciotka została w Warszawie i przeżyła gehennę okupacji, zamordowanie jej ojca w Palmirach, Powstanie… Po wojnie Wuj bał się wrócić do komunistycznej Polski i próbował Hannę wydobyć z Polski do Anglii. Udało się po kilku nieudanych próbach, każda jak z dobrej noweli szpiegowskiej. Wyjechali do Stanów w 1954 r. Wybudowali rewelacyjny, nowoczesny dom w Stanie New Jersey, który został opisany w najlepszych pismach architektonicznych i zaczęli kolekcjonować polską sztukę nowoczesną. Po latach ta kolekcja stała się jedną z najlepszych w Stanach. Stali się dość znani zarówno jako naukowcy, jak i ambasadorzy polskiej kultury nowoczesnej. Napisałem wspomnienia o nich pt. „Dzienniki polskiego lotnika Witolda Dowoyny-Sylwestrowcza i jego żony Hanki 1939-1946”, która została wydana jako Nr. 17 w Bibliotece Historycznej Instytutu Lotnictwa (i pozytywnie recenzowana przez Gazetę Wyborczą).

Wspominam te szczegóły, bo one są istotne w moich kontaktach z księdzem na cmentarzu powązkowskim. Otóż Wuj był tam wcześniej pochowany w grobie rodzinnym. Gdy Ciotka zmarła w kilka lat po nim w Santa Monica w Kalifornii, poprosiłem kolegów Jezuitów na moim Loyola Marymount University (LMU) w Los Angeles o pogrzeb w kaplicy kampusowej. Poprosiłem o możliwość pokazania slajdów z jej i Witolda życia i wypowiedzenia eulogii przeze mnie w czasie mszy. Jezuici zrobili bardzo ładną krótką msze. Oczywiście, głównym punktem programu była moja eulogia (jak powyżej) plus pokaz slajdów. Ciotka chciała być pochowana obok męża na Powązkach. Wiec przyjeżdżam z jej urną do biura Powązek. Przyjmuje mnie, jak się okazało, sam proboszcz (może dlatego, że ja „z Ameryki”?) Opowiadam mu jak wyjątkową Ciotka była postacią i że chciałbym, aby msza była o podobnym charakterze jak ta w USA, bo wielu ludzi z Polski nie było w stanie być na tamtej. Od samego początku, ksiądz był mocno niegrzeczny. Zaczął od „u nas eulogie w czasie mszy św. wypowiada tylko ksiądz (co nie jest prawdą, bo wielokrotnie brałem udział w pogrzebach katolickich w Polsce, w czasie których świecka osoba wypowiadała eulogię). Powiedziałem mu, że w czasie mszy na LMU to nikomu nie przeszkadzało. „Co mnie Pan będzie uczył, jak robić msze św.?” Próbowałem tłumaczyć jak niezwykłą postacią była zmarła, co go coraz bardziej złościło. Zarzucił mi, że może będę bluźnić w czasie mszy. Ja na to, że jestem profesorem katolickiego uniwersytetu w Stanach i to chyba jest jakąś rękojmią. Zaproponowałem, że wsiądę do taksówki i za 30 min przywiozę mu tekst eulogii, który chcę wypowiedzieć. Tak zrobiłem. Wręczam mu tych kilka kartek, on rzuca okiem na pierwsze zdanie i rzuca mi papier w twarz (dosłownie), mówiąc: „to się do niczego nie nadaje”. „Dlaczego?” „Bo to się nie zaczyna od Szczęść Boże”. Powiedziałem OK, zacznę od tego. W końcu zdałem sobie sprawę o co mu chodzi, jestem przecież „z Ameryki”. Wiec wyciągnąłem $500 i położyłem na biurko. On od razu zmiękł: „Dobrze, to zrobimy tak: ja na końcu mszy św. dam Panu mikrofon i Pan swoje powie, ale o slajdach nie ma mowy”. Zgodziłem się. Za kilka dni msza się odbywa. Czuję, że on przeciąga i przeciąga, i w pewnym momencie mówi „Proszę Państwa o szybkie opuszczenie kościoła, bo dziś mamy bardzo dużo pogrzebów.” Urna wyjeżdża na wózku z kwiatami, ksiądz idzie za wózkiem, mała grupka przyjaciół i krewnych za nim. Niestety, od kaplicy do grobu jest tam daleko, więc kilku starych rówieśników zmarłej nie miało siły dreptać na dużą odległość po nierównych cmentarnych ścieżkach. Po drodze do grobu na głos powiedziałem, że przepraszam, że nie było obiecanej eulogii w kościele, ale ten ksiądz mnie oszukał, obiecując mi szanse wypowiedzenia eulogii i tego nie zrobił. Kilka ciotek szarpnęło mnie za rękę „w Polsce tak się nie mówi”. On to słyszał. Nad grobem machną kropidłem, coś wymamrotał i szybkim krokiem odszedł. Dopiero wówczas ja wypowiedziałem eulogie oddając honor mojej niezwykłej ciotce. Ale niestety, większość starych osób tego nie była w stanie usłyszeć. O pokazie slajdów nie było mowy, a na nich były zdjęcia z wystaw sztuki polskiej z kolekcji wujostwa w najlepszych muzeach amerykańskich.

Po pogrzebie dzwonię do księdza. Odbiera jakąś kobieta i ja do niej: żądam, aby ten ksiądz, który prowadził nasz pogrzeb, do mnie natychmiast zadzwonił, bo jak nie, to daję znać na policję, do prasy i do biskupa. On dzwoni wściekły po kilku minutach. Ja mówię: „ksiądz mnie oszukał, ksiądz obiecał mi czas na eulogię, a ksiądz przeciągał mszę celowo a potem kazał się nam wynosić”. „Jak Pan śmie tak się odzywać do kapłana Kościoła?” „Odzywam się, bo mam do czynienia z oszustem”. Na to on: „to siostra zawiniła, bo zapomniała Panu podać mikrofon”. Oczywiste kłamstwo. Kazałem mu w ciągu tego wieczoru przywieźć mi pieniądze, bo jak nie to pójdę na policje i do prasy. Powiedział, że pieniądze dostanę. Nie dostałem. Tego wieczoru miałem mały kryzys rodzinny i z braku sił nie zadzwoniłem ani do prasy, ani na policje. Teraz tego żałuję, bo z takimi księżmi należy walczyć.

Mój kuzyn, któremu opowiedziałem tą historie, a którego syn – gej popełnił samobójstwo, powiedział mi, że ten sam ksiądz zrobił komentarz nad trumną: „coś mi tu śmierdzi”. Kuzyn powiedział, że ostatnimi siłami powstrzymał się, aby temu kapłanowi nie dać w pysk.

Straszne, że takie historie zdarzają się gdziekolwiek, a szczególnie na najważniejszym historycznym cmentarzu Polski. Pytanie do ówczesnego biskupa: jak mógł takiego oszusta i chama trzymać na tym stanowisku? Pytanie retoryczne: oczywiście chodzi o potężną mamonę, którą KK kasuje za pogrzeby na tym (i nie tylko) cmentarzu. Książka „Taca” Artura Nowaka pokazuje wiele takich koszmarnych działań „naszego umiłowanego kościołka”. Polecam tą świetną książkę wszystkim. I dziękuję autorowi za odwagę.

Bohdan W. Oppenheim
Ph.D., Ret. Professor, LMU, Los Angeles

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

3 komentarze

  1. Stanisław Obirek 26.04.2026 Odpowiedz
  2. Senex 27.04.2026 Odpowiedz
  3. narciarz2 30.04.2026 Odpowiedz

Odpowiedz

wp-puzzle.com logo