Ład i dach

Zdanie odrębne

28.05.2021

Najpierw miał być Nowy ład na wzór amerykańskiego z lat 1933-39, ale w ostatniej chwili zmieniono nazwę na Polski ład. Pewnie by do tego nie doszło, gdyby wypróbowany przyjaciel Trump został wybrany na drugą kadencję. Biden nie darzy sympatią ‘naszej’ władzy, więc gdzie można, trzeba się dystansować od Ameryki nowego prezydenta, który co rusz mówi o praworządności, niezawisłych sądach i niezależnych mediach.

Ład (ang. Deal) kojarzy się pozytywnie – jako umowa, porozumienie, transakcja, współpraca; ale wystarczy poprzedzić go literką u- powstaje układ, okazja, interes, rozdanie (w kartach). Stąd się bierze dealer, który handluje narkotykami, mieszkaniami, bronią, a w czasie pandemii – respiratorami… W aktualnej sytuacji religijno-politycznej ład polski to kolejna propozycja układu, dzięki któremu będzie się namnażać rodzima oligarchia – świecka i duchowna oraz osoby zatrudnione przy jej obsłudze.

Najbliższym słowu ład jest przymiotnik ładny, w którym dominuje warstwa estetyczna. Dlatego mało komu przychodzi do głowy kojarzyć ładładowaniem – na przykład do kieszeni… A przecież istnieje staropolskie słowo ładarz, czyli ten, który ładuje…

Sformułowanie polski ład jest o tyle dziwne, że byliśmy (i jesteśmy) znani raczej z nieładu, czyli bałaganu albo nieporządku. Tak przez stulecia postrzegano naszą gospodarkę, a wstrętni Niemcy wymyślili nawet wyrażenie polnische Wirtschaft, które oznaczało „skrajną niegospodarność, brak planowania i manier oraz brud”. Pojawiło się jeszcze w czasach rozbiorów i w niektórych  kręgach zagranicznych funkcjonuje do dzisiaj, rozszerzone na organizację naszego życia społecznego. A może chodzi o to, by dać odpór niemieckiemu stereotypowi?

Trudno przewidzieć, jakie będą losy nowego sloganu – wszak przestała już działać dobra zmiana... W ciągu kilku dni od jego ogłoszenia widać wyraźnie, że jest to kolejny program polityczny, w którym próżno szukać rzetelnych wyliczeń ekonomicznych, sposobów i metod realizacji zadań, tudzież terminów… Jeden z sygnatariuszy dokumentu odcina się od rozwiązań, jakie w nim znalazł, tuż po złożeniu swego podpisu! W związku z tym ogłoszenie nowego ładu należy traktować jako kolejną próbę oddziaływania na ośrodek podkorowy mózgu, który przyjmuje „wrażenia czuciowe z różnych części ciała i przekazuje je do ośrodków korowych. […] przyjmuje bodźce, ale ich nie rozpoznaje”. Tak było z setką tysięcy mieszkań, milionem elektrycznych samochodów, 13., 14. emeryturą (prezydent zapowiadał 15. i 16.!), polskim dronem, promem okrętami podwodnymi itp. Da Bóg – będzie tak z Centralnym Portem Komunikacyjnym!

Miarą polskiego ładu, który nie wygląda jak poemat dla dorosłych tylko dla dzieci, jest dwuwiersz wypowiedziany przez premiera na tle fermy kwiatowej:

Niech prawo zawsze prawo znaczy,
a sprawiedliwość – sprawiedliwość.

Przywołanie tych słów po dwu kadencjach rządów partii, która ma je w nazwie, rodzi przypuszczenie, że ciągle jeszcze nic nie znaczą – albo pewność, że już nic nie znaczą. A oto inna poetycka wypowiedź szefa rządu: „bogaci korzystają z naszych dróg, chodników, szkół, służby zdrowia, a nie łożą na to odpowiednio ze swoich zarobków”. A przecież mówił niedawno, że nasze „chodniki” zbudowała Unia i tylko na to starczyły jej pieniądze… Naród wychowany na Mickiewiczu i Sienkiewiczu nieustannie się cieszy z takich skrzydlatych słów. Mrożka nie czuje w nich ani za grosz…

*

Elementem albo fragmentem ładu – pojęcia bądź co bądź słowiańskiego, jest dach – słowo, o zgrozo, niemieckie (das Dach). Jest to: „górna, najwyższa część budynku, mająca za zadanie przykrycie i osłanianie go przed wpływami atmosferycznymi”. W polskim ładzie odgrywa ono ważną rolę, ponieważ każda konstrukcja – także intelektualna – musi mieć przykrycie, w przeciwnym razie wygląda jak głowa bez czapki. A ponieważ wypowiada je najważniejsza osoba w państwie – samo w sobie zasługuje na uwagę.

Dach pojawił się w kontekście domu, który każdy Polak będzie mógł teraz postawić bez pozwolenia, nie pytając o zgodę władzy rządowej czy samorządowej. Będzie to mały, 70-metrowy własny domek, „z umiarkowanym, ale jednak solidnym metrażem” – nie jakiś pałac czy willa, które kolekcjonuje szef największej firmy paliwowej… Jest to kolejna „próba przełamania blokad, które wciąż jeszcze blokują możliwość zaspokojenia potrzeb mieszkaniowych wielu Polaków”. Taka ich perfidna rola…

Zdanie to jest dowodem ostatecznego fiaska programu budowy mieszkań. Prezes, nie przyznając się do klęski, zostawia rodakom wolną rękę, a państwo w końcu wycofuje się z budownictwa mieszkaniowego. Podobnie jak z naprawy stanu służby zdrowia, modernizacji armii, unowocześnienia edukacji i innych dziedzin życia. Zamiast wieloletniego, ponad rządowego i ponad partyjnego programu mieszkaniowego, będzie anarchia (pol. bezrząd!) budowlana, zwana u nas samowolką. Wcześniej próbowano z nią walczyć – teraz ma przyzwolenie.

Jednak winę za budowlaną niemoc PiS ponosi stromy dach, który tak wygląda w oczach głównego architekta: „To wynika z zasad bezpieczeństwa budowlanego – duży, stromy dach wymaga dużo droższej konstrukcji, innych rozwiązań konstrukcyjnych, ostrzejsze są zasady bezpieczeństwa”. W związku z tym mały biały domek[1] będzie miał płaski dach, bo to obniży koszty budowy. Wprawdzie ubocznym tego skutkiem jest brak strychu, ale tu geniusz pozostawia furtkę otwartą – „… z płaskim dachem, ale jednak z pewnym poddaszem, po części do wykorzystania”. Pewne – znaczy nie określone, a po części – nie do końca!

Poza tym rzecz jest do natychmiastowego przeprowadzenia, zwłaszcza że świat zna lekkie, samonośne konstrukcje dachowe np. z bambusa tudzież z ogromnych liści roślin strefy równikowej. Sęk w tym, że my Polacy ciągle jeszcze żyjemy w klimacie bliższym bieguna północnego i musimy się liczyć z obfitym niekiedy opadem śniegu. Dla płaskiego dachu stanowi on poważne obciążenie, czasem prowadzi do zawalenia się „rozwiązań konstrukcyjnych”, jak to miało miejsce w Katowicach, podczas wystawy miłośników gołębi. Płaski dach to wprawdzie konstrukcja tańsza, ale nie zawsze zgodna z zasadami bezpieczeństwa i … ze zdrowym rozsądkiem.

Dodatkowo nie sprzyja szybkiemu spływowi wody, tylko go spowalnia. Pojawiają się przecieki, plamy na suficie, wilgotnieją mury i ściany, które wymagają nieustannych remontów. Wiedzą o tym „właściciele” mieszkań spółdzielczych, powstałych za Gierka, kiedy stosowano tzw. stropodachy, a grzyb pojawiał się nawet na 10 piętrze… Kiedy spółdzielczość mieszkaniowa – największy dysponent lokali w PRL – zaczęła liczyć straty spowodowane płaskim dachem, jeden z prezesów wywalczył zgodę centrali na dachy strome, kryte blachą (płaskie były z papy!). Odtąd zaczęto je wprowadzać w całej Polsce – najpierw dwu-, a potem czterospadowe. Skończyły się przecieki, liszaje, odpadające tynki… Dzisiaj na płaski dach decyduje się szaleniec albo deweloper budujący dla korporacji, który rozkłada koszty utrzymania szklanych domów na lokatorów.

W domkach budowanych poza polskim ładem wraca stary dach naczółkowy, określany niekiedy jako dach polski. Ma niewielkie, trójkątne płaszczyzny, umieszczone ukośnie w górnej części ścian szczytowych. Przypomina dach czterospadowy, a jego zaletą jest to, że zmniejsza uderzenie wiatru na kalenicę. Ale skąd ma o tym wiedzieć fundator dwu wież w centrum Warszawy, mieszkaniec willi na Żoliborzu, której dach nie jest ani płaski, ani stromy…

*

Polski ładpłaski dach można wymyślić na podobnej zasadzie co wybory kopertowe w czas pandemii, a potem rzucić je z partyjnej ambony. „Ciemny lud to kupi” – jak mawia organizator narodowej wyobraźni.

J S


  1. Tytuł przedwojennej piosenki śpiewanej przez Fogga.

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com