13.06.2021

Ekipa rządząca Polską jest zdeterminowana, ma wyraźnie postawione przez prezesa cele i realizuje je nie oglądając się na nikogo. Żadne głosy polskich autorytetów, żadne orzeczenia europejskich sądów czy decyzje statutowych władz wspólnoty, do której przynależymy w wyniku rozstrzygnięcia w rezultacie referendum powszechnego – nie mają żadnego wpływu na decyzje polskich władz.
Rządzący znaleźli prosty jak konstrukcja cepa argument za tym, że to, co robią jest słuszne i sprawiedliwe. Argumentem tym jest wygranie wyborów; powtórne już wygranie wyborów parlamentarnych, co zdarzyło się wcześniej tylko raz. Taki sukces osiągnął Donald Tusk, taki sukces uzyskał teraz Jarosław Kaczyński.
Jarosław Kaczyński ma szanse na wygranie wyborów po raz trzeci a wtedy trzeba będzie zweryfikować wszystkie podstawowe definicje dotyczące tego, czym jest demokracja, kim są obywatele zamieszkujący Polskę. Jeżeli miałoby być tak, że taka partia, jak Prawo I Sprawiedliwość – po tym wszystkim, co zrobiła z demokratycznym państwem prawa miałoby uzyskać w wyniku wyborów powszechnych mandat do dalszego sprawowania władzy a tym samym do zbudowania systemu całkowicie autorytarnego, to trzeba spojrzeć inaczej na wybory określane często jako święto demokracji.
Wybory powszechne stały się nie świętem demokracji a wydarzeniem biznesowym.
Do wyborów partie przygotowują się dokładnie tak samo, jak do kampanii biznesowej. Prowadzone są subtelne analizy rynku – czytaj postaw wyborców, dobierane są techniki i narzędzia gwarantujące najskuteczniejsze dotarcie do ludzi, do ich oczekiwań i nadziei. Kampania wyborcza każdej partii to widowisko pełne tańca, śpiewu i wszechobecnych baloników. Kandydaci objeżdżają swoje okręgi wyborcze i spotykają się z ludźmi, prezentując siebie i swoje obietnice dotyczące zawsze tego samego – gdy mnie wybierzecie, to będzie wam się dobrze żyło i wszyscy będą szczęśliwi. Dochodzą do tego niezliczone uściski dłoni i robienie sobie wspólnych zdjęć z kandydatem.
Takie spotkania trwają 2-3 godziny i kandydat pędzi dalej, na następne. Najważniejsi gracze poruszają się po kraju, a to Tuskobusem, a to Dudabusem czy innym pojazdem, specjalnie oznaczonym logo partii i zdjęciem kandydata.
Co to ma wspólnego z racjonalnym i rzetelnym wyborem kogoś, kto przez kilka następnych lat będzie miał realny wpływ na bieg wydarzeń w kraju, bo to od jego decyzji zależeć będzie czy wejdziemy na ścieżkę wzrostu gospodarczego i potencjału naukowego, czy pogrążymy się w stagnacji, inflacji i regresie naukowym i kulturowym?
Jestem głęboko przekonany, że ogromna większość ludzi spośród tych, którzy biorą udział w wyborach nie ma żadnych kwalifikacji do rozstrzygania takich problemów. Pamiętać też trzeba, że znacząca część obywateli nie bierze w wyborach udziału – deklarując tym samym, że jest im to obojętne, że im na tym, kto będzie rządził w ogóle nie zależy. Ich świat zamyka się w kręgu rodziny, przyjaciół i znajomych. Reszta to są oni, jacyś oni, którzy pojawiają się nie wiadomo skąd i mówią o sprawach całkowicie oderwanych od tego, co dla tych ludzi jest ważne, co jest ich światem.
Jeżeli tak jest, a jest, to wybory w dotychczasowej formie nie mają sensu, ich wynik jest funkcją takiej ilości zmiennych, że ferowanie rozstrzygnięć ostatecznych, kto ma mieć władzę a kto jest przegranym jest fikcją.
No to co robić, jak wyłaniać władzę, w jakiej procedurze, jakimi narzędziami, od jakiego poziomu decyzji władza winna mieć mandat zaufania społecznego, czy ten mandat musi pochodzić z wyborów powszechnych, które nie są ani powszechne (prawie połowa nie chodzi do wyborów) ani świadome a tym bardziej racjonalne?
To takich kilka pytań. Ciekaw jestem czy mamy jakieś propozycje jak wyjść z tego zaklętego kręgu tak pojmowanej demokracji i jej prawdziwego obrazu.
No to jak, mamy jakieś pomysły?
Ja mam, ale podzielę się z nimi w dyskusji.

Zbigniew Szczypiński
Polski socjolog i polityk. Założyciel i wieloletni prezes Stowarzyszenia Strażników Pamięci Stoczni Gdańskiej.

Bardzo dobrze, że taki tekst się pojawił. Brawa dla Autora za „wyczajenie” czasu i postawienie problemu (pytań). Pomysłu, takiego konkretnego, na uczciwe i sensowne wybory, to ja nie mam ale pozwolę sobie zasygnalizować dwie sprawy : (1) już pod koniec lat czterdziestych ub. wieku Kenneth Arrow pokazał, że „dobrej”, uczciwej ordynacji wyborczej nie ma (i nigdy nie będzie). Dostał za to Nobla w 1972 r. Jego definicja „uczciwości” i „dobroci” wyborów jest może i „wyśrubowana” w tym sensie, że niektóre warunki (ograniczenia) są w normalnych sytuacjach mało prawdopodobne, ale twierdzenie swą wagę ma. Dowodów jest mnóstwo. Mnie przypadł do gustu dowód z czasopisma „Delta” sprzed kilku lat. Pewnie do odgrzebania w Internecie. Może dla „ostudzenia” ew. nadziei warto jakimś publikatorom ten temat (niekoniecznie ten dowód) podrzucić. (2) nieusuwalną wadą naszej współczesnej demokracji jest brak odpowiedzialności wyborcy za swoją decyzję wyborczą, a kandydata za realność obietnic. Ja próbowałem sondować REALNY poziom zaufania do kandydatów pytając znajomych o to, jaką kwotę (sugerowałem w procentach rocznego dochodu) pożyczyliby „swojemu” kandydatowi bez jakiegokolwiek pokwitowania ani świadków. Spróbujcie Państwo sami. Rezultat poraża. Nie wiem jak realnie można(?) to rozwiązać (czy nie naruszałoby to zasad demokracji), ale sprawa wydaje się być fundamentalna, bo człowiek mogący bez żadnych konsekwencji wymusić na bliźnich jakieś daniny (np. podatki na obiecane praz kandydata świadczenia czy inwestycje) na swoją korzyść wcale nie musi podejmować decyzji dla wspólnoty dobrych, a dzięki temu dla siebie racjonalnych. Do pytania o świadomość nawet odnieść się jako ew. wyborca nie potrafię. Ale chętnie poczytam dyskusję, bo temat jest ciekawy (aktualny?!)
Do zastrzeżeń wyliczonych przez Autora należy dodać jeszcze możliwości niejawnego manipulowania opinią wyborców, zarówno przez konkurujące ugrupowania, jak i całkowicie zewnętrzne siły (jak to robiła Cambridge Analitica)…
Problem jest fundamentalny i dotyczy samej demokracji gdyż system władzy stworzony przez polityków miał służyć i służy wyłącznie realizacji ich interesów. W systemie tym, fasadowej demokracji obywatele nie posiadają podmiotowości i faktycznie są ubezwłasnowolnieni w decydowaniu o czymkolwiek. Oddajemy jako społeczeństwo nasze państwo, nasz los w ręce zupełnie przypadkowych ludzi bez weryfikowalnych kompetencji i zupełnie tracimy kontrolę nad ich działaniami,decyzjami, postępowaniem, które realnie wpływają na nasze życie. Czy można zatem mówić, że żyjemy w systemie władzy gdzie jako obywatele mamy realny wpływ na decyzje, działania polityków. Oczywiście że NIE, dlatego też demokrację trzeba zdefiniować na nowo, tak aby służyła obywatelom a nie bezkarnej kaście polityków. Należy zatem stworzyć warunki brzegowe prawdziwej demokracji, w której to władza będzie czuła respekt przed obywatelami i każdego dnia będzie musiała udowadniać potrzebę swojego istnienia i zasadność podejmowanych decyzji. Jako obywatele musimy pełnić rolę swoistej rady nadzorczej wobec każdej władzy ale do tego potrzebujemy instrumentów. Wybory powinny być jedynie jednym z elementów prawdziwej demokracji i niekoniecznie najważniejszym. O wiele istotniejsze są instrumenty za pomocą których społeczeństwo może na co dzień kontrolować, dyscyplinować, rozliczać każdą władzę. I tego najbardziej boją się politycy. Dzisiaj wyborcy poddani swoistej obróbce kampanijnej mają ograniczone możliwości podejmowania racjonalnych wyborów a nawet jeżeli takowych by dokonali to po wyborach nie mają już nic do powiedzenia więc władz oburzeniem obywateli nie musi się specjalnie przejmować. Przypomnę jedynie, iż w kampanii wyborczej 2015 roku było wielu dziennikarzy, komentatorów, obserwatorów i innych tzw. znawców życia politycznego którzy apelowali aby „nie straszyć PISem” gdyż jest to normalna partia więc niech sobie teraz porządzi. Z litości nie wspomnę nazwisk dwoje znanych osobistości pewnej pani profesor socjolog i pana doktora ekonomii zagorzałych akolitów PIS w kampanii 2015 roku, którzy szybko wytrzeźwieli po pierwszych decyzjach pisowskich po objęciu władzy. Jeżeli więc takie osoby znające politykę, jej meandry, zawiłości i kuchnię dały się uwieść pisowskiej propagandzie to czego oczekujemy od przeciętnego wyborcy ?
Znając z wcześniejszych publikacji punkt widzenia autora na sprawę wyborów należy się spodziewać aktywnego propagowania sztucznej inteligencji w podejmowaniu decyzji wyborczych. Obawiam się, że nie jesteśmy i jeszcze długo nie będziemy gotowi na takie decyzje jako obywatele nie tylko Polski ale i świata a politycy nigdy na nie zgodzą się na oddanie swojej władzy AI
A to się Pani zdziwi, nic o SI, przynajmniej na razie.
To są ważne sprawy, które wymieniła Pani jako słabości systemu demokracji takiej jaką mamy. Brak kontroli wybranych przez wybierających jest wpisany w obecne systemy wyborcze. Dlatego też wybory to „święto demokracji” .Skoro święto to poza czasem wyborów zwykłe dni, codzienność. Zgadzając się z tą tezą chciałbym jednak zwrócić uwagę, że permanentne kontrolowanie rządzących oznacza paraliż władzy. Tak się nie da wprowadzać żadnego porządku, tak może być tylko permanentny chaos.
No to robić ?
Może zacząć od tego aby próbować znaleźć punkt powyżej którego władza nie może być wybierana w wyborach powszechnych skoro są one targowiskiem próżności, może tradycyjne wybory winny kończyć się na poziomie prezydenta miasta a i to nie wielkiego a takiego do ogarnięcia przez ludzi wybierających. Wybory w Rzeszowie są dobrą ilustracją tej tezy. Rzeszów tak, Warszawa nie a Polska to już wcale.
To tylko pierwsza z propozycji do przemyślenia. na zapleczu mamy też rozważania o pojęciu wolności, tak jak pojmowali ją starożytni, na przykład Grecy z ich dążeniem do umacniania się cnót i zwyczaju a nie normy prawnej jak to stało się później a rozkwitło wraz z pojawieniem się liberalizmu. To liberalizm buduje rządy oparte na prawie a nie cnotach i zwyczaju. może też dlatego, ze nie ma już starożytnej agory na której wszyscy obywatele, przypomnę tylko ludzie wolni, mogli się spotkać i dyskutować na przyszłością swojego miasta.
To już nie wróci, jesteśmy w innym świecie ale takim, który niesie nowe rozwiązania, nowe techniki komunikacji, nowe wszystko…
„jesteśmy w innym świecie ale takim, który niesie nowe rozwiązania, nowe techniki komunikacji, nowe wszystko…” No właśnie; a mentalność mamy w zasadzie taką samą jak kilkaset lat temu. Osłonka rozmaitych nowych idei, wartości czy inszego „humanizmu” jest cienka i nasz egoizm ciągle spod niej wystaje. I co cwańsi politycy zawsze będą mieli za co złapać. Zresztą chyba nie tylko to nam przeszkadza. Takich „kwiatków” jak wspomniane twierdzenie Arrowa jest mnóstwo. Ja coraz częściej mam wrażenie, że tak naprawdę, to wszystkie jakoś ważne problemy są „tak do końca” nierozwiązywalne. Fizycy i filozofowie chyba to zaakceptowali, Może to dobry czas na „tłumaczy” tej gorzkiej „prawdy” na język szarych obywateli?
Może trochę optymizmu. Gdyby miało byc tak jak pan pisze to lepiej sobie wyłączyć prąd i zniknąć.
Demokracja powstała jako typ sprawowania rządów w miastach-państwach i mimo tego, ze wtedy ludzie motywowani byli cnotami jako normami społecznych relacji, wychowaniem i zwyczajem też mamy wiele przykladów odejścia od modelu demokracji. To z tamtych czasów pochodzą przecież takie terminy jak ochlokracja czy autokratyczne jednowładztwo satrapy.
Minęły tysiące lat a nadal w obiegu pozostają terminy-byty idealne z tamtych czasów. Teraz pojęcie wolności jest kluczowe dla wszystkich odmian liberalizmu, w liberalizmie zachowania ludzi determinuje przede wszystkim prawo ustalane przez państwo. To bardzo zawodny sposób na osiąganie stanów idealnych, na przykład demokracji.
Jesteśmy tu i teraz. Narasta przekonanie, ze albo powstanie zupełnie inny sposób wyłaniania władzy państwa albo wszystko pójdzie w perzynę. Gdyby przyjąć, że państwo to przedsiębiorstwo działające na rynku, czytaj w otoczeniu międzynarodowym, rząd to dyrekcja, premier to prezes, parlament to rada nadzorcza to każdy się zgodzi, ze takie sposoby wyłaniania władz oznacza jedno – upadek tego przedsiębiorstwa i zniknięcie z rynku, patrz I Rzeczpospolita.
Tal dalej się nie da. Korzystając z technicznych możliwości jakie dają nowe technologie informatyczne, ze stale rozwijającej się SI trzeba być gotowym, przynajmniej mentalnie, na nowy świat w którym naprawdę kluczowe decyzje będzie podejmowała ona, SI, bez emocji i przywar ludzkiego charakteru. Gdyby tak już było to na przyklad w Stanach w wyborach prezydenckich, po wyłonieniu tradycyjnych dwóch kandydatów prezydentem nie mógłby zostać ktoś taki jak Donald Trump. To byłoby po prostu niemożliwe. A Donald Trump został prezydentem i wcale się nie zdziwię gdy zostanie nim ponownie bo jakoś nie slychać o zapowiadanych procesach za przekręty finansowe i nie płacenie podatków. Al Capone poszedł do więzienia za niepłacenie podatków a Donald Trump nie bo nadal jest ważnym graczem na scenie politycznej . To kolejny dowód na zawodność instytucji kierowanych przez ludzi, z ich interesami, słabością charakteru itp
Będzie inaczej albo nas nie będzie…