10.09.2021
1. D.O. nie może wyjść ze zdumienia, że krajowe media tak chętnie przytaczają i komentują (?) wypowiedzi posła Butaprena. D.O. oczywiście zdaje sobie sprawę, że nic nie daje takiej oglądalności, jak dyżurny idiota i stąd tak wielu polityków w mediach, ale mimo wszystko fuj!
2. W wyborach parlamentarnych w Maroku prawdziwą klęskę poniosła rządząca Partia Sprawiedliwości i Rozwoju o inspiracji religijnej. Miała 125 miejsc w 325-osobowym parlamencie, a po wyborach ma 13.
Można?
Można!
Pierwszym ugrupowaniem jest teraz centrystyczne Narodowe Zgrupowanie Niepodległych – 102 miejsca, a zaraz potem liberalna Partia Autentyczności i Nowoczesności – 87, centroprawicowa Partia republikańska (Istiqlal) – 81 miejsc oraz Socjalistyczna Unia Sił Ludowych – 34. Będzie potrzebna koalicja, ale zgodnie z marokańską Konstytucją, premierem zostaje lider partii większościowej, a jest nim Aziz Akhannouch, jeden z najbogatszych Marokańczyków i bliski znajomy króla Mohammeda VI.
3. Pigułki antykoncepcyjne będą za darmo dla wszystkich kobiet poniżej 25 lat.
We Francji, niestety (https://www.francetvinfo.fr/…/la-contraception-sera…), nie u nas. Odkąd w 2013 r. bezpłatną antykoncepcję przyznano młodym kobietom w wieku od 15 do 18 lat, odsetek aborcji znacznie spadł, z 9,5/1000 w 2012 do 6/1000 w r. 2018. To rozwiązanie będzie kosztować państwową kasę ok. 21 mln euro.
4. W Ontario w Kanadzie federacja francuskojęzycznych szkół katolickich – Conseil scolaire catholique Providence – w ramach odcinania się od treści obraźliwych dla rdzennych mieszkańców, wycofała ze szkolnych bibliotek 4700 książek, a część z nich, w „procesie oczyszczenia” – spaliła.
Spłonęli m.in. „Tintin in America”, „Asterix and the Indians”, trzy albumy Lucky Luke’a, ale też powieści, podręczniki do historii, opowiadania i encyklopedie.
No i wybuchł mały skandalik. Zwłaszcza że doradczynią Conseil scolaire catholique Providence była miejscowa „strażniczka wiedzy”, pani Suzy Kies. Ze śledztwa Radia Kanada wynikło, że ta pani, która jest również współprzewodniczącą Komisji Rdzennej Ludności Kanady w Partii Liberalnej, wcale nie jest „rdzenna”, jak utrzymywała. Premier JustinTrudeau potępił palenie książek.
D.O. jest pewien, że Mordo Jurij też chętnie zorganizowałoby parę takich imprez przy ognisku.
5. W Nikaragui Daniel Ortega nie dość, że ma wielką ochotę wygrać kolejne wybory prezydenckie, przy czym wiceprezydentem będzie jego żona, to jeszcze denerwują go wszyscy ci, którzy mają nieco inną niż on wizję kraju i świata. Właśnie nakazał aresztować wybitnego pisarza Sergio Ramíreza, zdobywcę m.in. prestiżowej hiszpańskiej nagrody Cervantesa w dziedzinie literatury. Ramírez został oskarżony o podżeganie do nienawiści i spisek mający na celu destabilizację Nikaragui.
W ramach rozprawy z krytykami prezydenta Ortegi zostały już aresztowane pod podobnymi zarzutami dziesiątki wpływowych Nikaraguańczyków. Wśród zatrzymanych jest siedmiu kandydatów na stanowisko prezydenta, przywódcy związkowi i redaktorzy gazet.
78-letni pisarz, który przebywa za granicą, zareagował wyzywająco na wydany przeciwko niemu nakaz aresztowania. W mediach społecznościowych napisał, że słowa są jego jedyną bronią i że nadal będzie ich używał, aby wspierać wolność i demokrację przeciwko dyktaturze.
Co jest dość zabawne, to fakt, że Ramírez był w przeszłości bliskim sojusznikiem prezydenta Ortegi i pełnił funkcję jego zastępcy w latach 1985-1990.
Ma nawet piękną fotkę z Ortegą, a pomiędzy nimi stoi Fidel Castro.
6. Nawet pierwszy obieg donosił o dość niesamowitym procesie przeciwko pani Elizabeth Holmes, założycielce firmy Theranos, która miała na podstawie kropli krwi pobranej z palca diagnozować występowanie lub nie jednej z co najmniej 60 chorób.
Od założenia w 2003 roku, kiedy piękna pani Holmes miała 19 lat, wartość firmy wzrosła od zera do 9 mld dolarów, przy czym majątek pani Holmes szacowano na 4,5 mld, mówiono o niej, jako o „następnym Stevie Jobsie”. W 2014 r. została najmłodszą miliarderką na świecie wśród tych, które majątku nie odziedziczyły.
Niestety, niezależne badania dowiodły, że badania krwi „metodą Theranos” dają zaledwie 12-procentową niezawodność testów. Przy czym Theranos przeprowadzała owe testy na dostępnych na rynku maszynach innych producentów. Pani Holmes łgała jak pisowiec: a to, że testy zostały zweryfikowane przez giganta farmaceutycznego Pfizer, a to, że jej technologia jest używana przez wojsko USA w terenie.
W panią Holmes uwierzyło wielu wpływowych ludzi, którzy zainwestowali w firmę około 700 milionów dolarów, w tym Henry Kissinger, Rupert Murdoch i gen. „Mad Dog” James Mattis, sekretarz Obrony u Trumpa. Kiedy oszustwo wyszło na jaw w czerwcu 2016 r. wycena spółki wyniosła 0 dolarów.
Pani Holmes grozi do 20 lat więzienia.
7. FoxBusiness (https://www.foxbusiness.com/…/elon-musk-jeff-bezos-anti…) donosi, że według MIT Tech Review, założyciel i były prezes Amazon Jeff Bezos (bezos to po hiszpańsku „całuski”) jest podobno jednym z grupy inwestorów wspierających Altos Labs, która pracuje nad odwróceniem procesu starzenia się komórek, co powinno zasadniczo przedłużyć ludzkie życie. Startup poszukuje naukowców uniwersyteckich i oferuje im pensje sięgające nawet miliona dolarów, aby mogli poświęcić swój czas na badania nad nieśmiertelnością.
8. D.O. pisał o rozlatującej się rosyjskiej części Międzynarodowej Stacji Kosmicznej, o czym mówił szef Roskosmosu. I wykrakał: (https://www.theguardian.com/…/smoke-and-fire-alarms-go…). W czwartek rano na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej włączyły się alarmy dymu i ognia. Roskosmos poinformował, że incydent miał miejsce w rosyjskim module Zwiezda, a jego przyczyną było jakieś zwarcie podczas ładowania baterii.
Według Roskosmosu załoga aktywowała filtry powietrza i wróciła do „nocnego odpoczynku”, gdy jakość powietrza wróciła do normy.
9. Jak pisze słynny magazyn naukowy „Nature” (https://www.nature.com/articles/s41586-021-03821-8), „Aby ograniczyć ocieplenie do 1,5°C, 60% ropy i gazu i 90% węgla należy pozostawić w ziemi.
Wydobycie gazu i ropy powinno spadać na świecie średnio o 3% rocznie do 2050 roku, a węgla o 7% – pisze „Nature”.
10. W Islandii uruchomiono właśnie największą na świecie instalację do wychwytywania CO2 z powietrza. Nazywa się „Orca”, co po islandzku znaczy „energia” i jest złożonym systemem zdolnym wychwytywać dwutlenek węgla i wstrzykiwać go do ziemi na głębokość tysiąca metrów, gdzie w końcu przekształci się w skałę. Niestety, urządzenie kosztuje od 10 do 15 milionów dolarów. Jest w stanie przejąć 4 tys. ton CO2 z powietrza, czyli tyle, ile wynoszą roczne emisje zaledwie 800 samochodów. To oznacza, że eliminacja jednej tony kosztuje od 600 do 800 dolarów; cena może zejść nawet do 150, jeśli urządzenia będą produkowane seryjnie. Biorąc pod uwagę fakt, że zgodnie z rekomendacjami International Energy Agency, do roku 2050 powinno się eliminować z atmosfery miliard ton CO2 rocznie, islandzkie urządzenie produkcji szwajcarskiej to drobiazg.
Ale, jak mawiał Konfucjusz, albo ktoś równie mądry: nawet najdłuższa droga zaczyna się od pierwszego kroku.
11. Podczas niedawnego, bardzo silnego trzęsienia ziemi w okolicach Acapulco, odczuwanego nawet w mieście Meksyk, na nocnym niebie pojawiły się tajemnicze, niebieskie światła: VIDEO: https://www.bluradio.com/…/videos-luces-en-el-cielo…
Naukowcy wyjaśnili jednak, że jest to naturalne zjawisko zwane tryboluminescencją. D.O. zajrzał do encyklopedii i odkrył, że „tryboluminescencja to zjawisko fizyczne, w którym światło powstaje podczas deformacji ciała (pękanie, ścieranie, łamanie). Mechanizm tego zjawiska jest nieznany, najprawdopodobniej ma związek z pękaniem wiązań asymetrycznych w ciałach o strukturze krystalicznej. Tryboluminescencji towarzyszy często emisja elektronów i zwana jest wówczas egzoemisją. Może być także efektem metamorfizmu dyslokacyjnego (ciśnieniowego), który wywołuje efekt świecenia skał”. D.O. nie zrozumiał ani słowa, ale wierzy, że P.T. Czytelnicy tak.
12. Przechadzał się człowiek z pieskiem, aż tu nagle, z krzaków… Popatrzcie sami:
VIDEO: https://twitter.com/ExpressPune/status/1434843190339596290
13. Karierę międzynarodową robi mydło z mleka mulicy (https://economia.uol.com.br/…/sabao-fabricado-com-leite…). Produkowane jest w Jordanii. Gdy mała rodzinna firemka Atan wprowadziła je na rynek, była wyśmiewana. Właściciele firemki – rodzina Atiyat – wpadli na pomysł rozdawania mydła za darmo. I chwyciło. Zaczęły napływać zamówienia, sprzedawano 4500 sztuk miesięcznie.
Rok później rodzinna firma Salmy al-Zohbi odniosła wielki sukces. Jedna mulica daje dwa litry mleka dziennie. Połowa wykorzystywana jest na paszę dla kurcząt, a druga – do produkcji mydła.
Dietetyk Susanna Haddad z centrum urody „Reviva” w Ammanie po badaniach oznajmiła: „To mleko jest bogatsze w substancje nawilżające i chroni skórę przed promieniami ultrafioletowymi”.
Mydła, które sprzedaje się na Facebooku , nie są tanie. Jedno o wadze 85 gramów kosztuje 8 dinarów jordańskich – niecałe 10 euro, czyli jakieś 45 złotych.
14. Jak donosi chilijski portal Publimetro (https://www.publimetro.cl/…/ropa-interior-mujeres…) Funkcjonariusze z miasta Beppu w Japonii aresztowali 56-letniego mężczyznę pod zarzutem kradzieży 6 damskich majtek z kilku pralni chemicznych. Kiedy policjanci udali się do mieszkania sprawcy, pana Tetsuro Uraty, odkryli, że znajduje się tam 730 sztuk damskich desusów.
15. Czasopisma pod tytułem Time Out wychodzą w dziesiątkach miast świata z myślą o odwiedzających je turystach. Na podstawie ankiet ustalają klasyfikację najprzyjemniejszych miast świata.
Oto klasyfikacja 2021. D.O. prosi obejrzeć, a potem zapoznać się z komentarzem D.O. zamieszczonym na końcu.
- San Francisco
- Amsterdam
- Manchester
- Kopenhaga
- New York
- Montreal
- Praga
- Tel Aviv
- Porto
- Tokio
- Los Angeles
- Chicago
- Londyn
- Barcelona
- Melbourne
- Sydney
- Shanghai
- Madryt
- Mexico City
- Hong Kong
- Lizbona
- Boston
- Mediolan
- Singapur
- Miami
- Dubai
- Pekin
- Paryż
- Budapeszt
- Abu Dhabi
- São Paulo
- Johannesburg
- Rzym
- Moskwa
- Buenos Aires
- Stanbuł
- Bangkok
D.O. jako, że w większości tych miast był, uważa, że ta klasyfikacja jest o qant potłuc. Większość tych miast to pułapki na ludzi, piekło nie do życia i nie do mieszkania. Nawet zamożni przyjezdni będą mieli trudności z relaksem.
W którym z tych miast D.O. mógłby na jakiś czas zamieszkać?
Jest kilka.
W SF nie, bo się trzeba wspinać, nie ma parkingów, a tam, gdzie płasko panuje chaos. Ale D.O. i tak je bardzo lubi.
Amsterdam ma parszywy klimat a poza tym przyciąga turystów podejrzanej konduity.
Manchester jest koszmarny, ma jedną fajną dzielnicę, ale i tam w weekendy wszyscy chodzą na rzęsach od nadmiaru alkoholu.
Kopenhaga – klimat do kitu i szara brzydota, nie licząc kilku nowoczesnych budowli nad kanałem.
Nowy Jork – nie zaparkujesz, a metro jest koszmarem. No i parę dzielnic off limits. Ale ma to coś.
Montreal fajny, ale tylko latem.
Praga zalana turystami prawie jak Wenecja, ale poza historycznym centrum jest brzydka.
O: w Tel Avivie D.O. mógłby jakiś czas pomieszkać, choć podejrzewa, że mógłby po pół roku zanudzić się na śmierć.
Porto przeszło gruntowna renowację i nie jest już tą zaplutą kupą ruder, jak w czasach, kiedy D.O. był tam po raz pierwszy. Ma atmosferę, ma cudne okolice, więc pojechać tak, ale zamieszkać nie.
W Tokio D.O. nie był, ale go nie ciągnie.
LA – no koszmar! Za nic w świecie! No, chyba, że na pacyficznych obrzeżach: Santa Monica, Venice, by nie wspomnieć o Malibu. Ale D.O. nie ciągnie ani do Beverly Hills ani nawet do Bel Air. Brrr…
Kalifornia ma kilka innych miejsc, w których D.O. by chętnie zamieszkał, poczynając od San Diego.
Chicago – za nic, nawet na Millioner Mile. Zwłaszcza zimą!
Londyn może się przyśnić jako koncentracja niezwykłej brzydoty, a jeśli dodać to tego metro, to wychodzi jedno z miast, do których za skarby.
Barcelona? Choćby dziś!
Melbourne i Sydney to wraz z Nową Zelandią największy żal D.O., że tam go nigdy nie zaniosło, a bardzo by chciał. Teraz jest już pewnie za stary…
Szanghaj? D.O. napisał po odwiedzeniu tego miasta w swojej książce „Kaczor po pekińsku”: „Dzięki ci Boże, że wymyśliłeś śmierć”. Odwiedziny, zwłaszcza na Pudongu – tak, zamieszkać – w życiu!
Hiszpania ma mnóstwo magnetycznych miejsc, w których D.O. by chętnie zamieszkał, ale Madryt do nich nie należy.
Ciudad Mexico – apokaliptyczna, zatruta smogiem pułapka bez żadnej gracji, raz po raz dewastowana trzęsieniami ziemi.
Hongkong w gruncie rzeczy jest koszmarem naćkanym 60-piętrowymi wieżowcami mieszkalnymi i choć oblewa go morze to 75% mieszkańców nie widzi go ze swoich okien. Nie, nie. Choć jedzenie zacne.
Lizbonę D.O. zna bardzo dobrze i w paru miejscusiach by chwilę pobył, ale by nie zamieszkał.
Szkoda, że Boston tak się rozrósł, bo centrum i Brookline mają to coś, co D.O. pociąga. Zwłaszcza okolice portu i Chinatown.
Mediolan? Kompletne nieporozumienie. Nawet człowiek nie czuje, że jest we Włoszech. Brzydkie, bez gracji, ni pies ni wydra. A za to drogo.
Singapur – choćby dziś, ale maksimum na rok. Miasto, którego najczęściej odwiedzany symbol zrobiony jest w 1982 r. z żelazobetonu, pociąga różnorodnością rasowa i kulturową. No i roślinnością!
Miami – owszem, ale Beach. No, niech będzie też Brickell, niech będzie Coconut Groove albo Gable Estates. A już na pewno nie na Calle Ocho.
Dubai: D.O. myślał, że fajnie byłoby tam pomieszkać. Teraz jego zapał nieco opadł ze względów politycznych.
Pekin? Piekło na ziemi! Nigdy!!!
Za Paryżem D.O. nie przepada, choć ma parę uliczek, po których lubił się powłóczyć. Ale ma coś niesympatycznego i to nie są wyłącznie horrendalne ceny.
Budapeszt jest bodaj najbardziej monumentalnym miastem w Europie, jest urokliwy, ale chwilowo D.O. nie mógłby tam wytrzymać, o nie.
Abu Dhabi: to żart? Kiepski! Jednodniowa wycieczka OK, ale już na drugi dzień Europejczyk chce zwiewać.
Sao Paulo – megalopolia, nie, nie!…
Johannesburg – w życiu never,
Rzym – D.O. już dał, tęskni, ale nie znosi.
Moskwa? No chyba was pogięło? Po serii bolesnych zastrzyków powinno przejść!
Baires ma miejsca magiczne, czemu nie, ale nie na długo i żeby nie musieć się przemieszczać,
Stambuł – natychmiast, ale tylko do willi nad Bosforem,
Bangkok – fascynujący egzotyką, nowoczesnością i klimatem. Byle z dala od dzielnicy rozpusty.
D.O. zdaje sobie sprawę, że się naraził wielu P.T. Czytelnikom, ale liczy, że o gustach nie zechcą dyskutować i uszanują prawo do wolności przekonań.
Największą wadą tej klasyfikacji jest to, że nie ma na niej ani Warszawy, ani Krakowa, ani Vancouveru.
Jacek Pałasiński


@10
Pierwsza myśł – czy nie taniej po prostu posadzić naturalne „wyłapywacze CO2” – znaczy się drzewa.
nie dość, że wyłapują dwutlenek węgla to jeszcze zatrzymują wodę, dają cień, pozwalają innym roślinom się rozwijać no i produkują tlen.
Rozumiem, że to kwestia skali – wg tekstu maszyna wyłapuje równowartość tego, co emituje 800 samochodów.
w przypadku drzew, żeby tę wartość osiągnąć potrzebne jest 200 hektarów lasu.
No i kwetia technologii – urządzenie być może można ukepszyć i uczynić bardziej wydajnym. Las tylko większym 🙂
@ ranking miast
też nie bardzo rozumiem, czym kierowali się jego autorzy. Nie bardzo widzę jakąś logikę. Które miasta brały zostały zakwalifikowane i na jakiej podstawie?
W pełni zgadzam się z DO co do hiszpańskich miast i oceny Madrytu.
Podobnie jest we Włoszech, gdzie jest mnóstwo wspaniałych miejsc, ale akurat Mediolan? Nie, dziękuję.
Wymieniona Praga, wymieniony Budapeszt, ale gdzie Wiedeń!!?? albo niemieckie miasta żeby trzy bardzo różne wymienić: Monachium, Hamburg, Berlin?
A swoją drogą, żeby zamieszkać, to po latach mieszkania w metropoliach wolałbym jednak mniejszy rozmiar. Wciąż na tyle duże, żeby miało sprawny transport publiczny i zapewniało rozrywkę (teatr, koncerty, puby/restauracje czynne dłużej niż do 22)
Nie Londyn czy Manchester, za to np Edynburg.
Nie Budapeszt, a Eger. Nie Mediolan czy Rzym, za to Werona czy Bologna itd.
„Jest w stanie przejąć 4 tys. ton CO2 z powietrza, czyli tyle, ile wynoszą roczne emisje zaledwie 800 samochodów.”
Policzmy. 4 tysiące ton podzielone przez 800 daje 5 tysięcy ton na jeden samochód. Używając kalkulatora dla pewności, 4000/800=5. Piec tysięcy ton. Zakładając dla uproszczenia, ze każda tona paliwa zamienia się na tonę CO2 (tak nie jest, ale załóżmy), podzielimy to na dni. Piec tysięcy ton na rok, czyli piec milionów kilogramów, podzielone przez 365 daje 13,698.6 kilograma na jeden dzień. Czyli jeden samochód spala dziennie około 14 tysięcy litrów paliwa.
Podejrzewam, ze jest to samochód elektryczny. Benzynowy tyle nie spala. Mam takowy, to z grubsza wiem, ile wlewam. Ale być może chodziło o samoloty?
4000/800=5. Pięć ton. Nie tysięcy.
ok. 14 g węglowodorów po spaleniu daje 12 + 2*16 = 44 g CO2 (przyjmując (CH2)n jako przybliżony wzór węglowodorów.
Przecież napisałem, ze używałem kalkulatora. Piec ton paliwa na rok daje 14 kilogramów dziennie. Moj samochód tyle spala przez meisiac, bo ja jeżdżę na rowerze.