28.10.2025
Studio nagraniowe, czerwone krzesła, dwa mikrofony i napięcie gęste jak w finale teleturnieju. Z jednej strony Krzysztof Ziemiec – dziennikarz, który po dwudziestu latach pracy w TVP i prowadzeniu propagandowych „Wiadomości” próbuje teraz udowodnić, że ma jeszcze coś do powiedzenia w niezależnych mediach. Z drugiej – Łukasz Pawłowski, prezes Ogólnopolskiej Grupy Badawczej, człowiek, który przewidział wyniki ostatnich wyborów z niemal chirurgiczną precyzją, gdy inni sondażowcy taplali się w błędach jak dzieci w kałuży.
Właśnie w tym studio, w programie „Otwarta konserwa”, odbywa się rozmowa, która jest zarazem fascynująca i żałosna. Fascynująca, bo Pawłowski – jak zwykle – operuje twardymi danymi i analizami, które kłują w oczy polityków obu opcji. Żałosna, bo Ziemiec, najwyraźniej ciągle uwięziony w mentalnych kajdanach swoich czasów z TVP, nieustannie próbuje podważyć opinie swojego rozmówcy, jakby wciąż miał w uszach szept Jacka Kurskiego: „Krzysztof, pamiętaj – PiS musi wygrać”.
Badacz, który wie więcej niż chcieliby politycy
Łukasz Pawłowski to nie jest typowy „ekspert”, którego stacje zapraszają, żeby powtórzył to, co chcą usłyszeć widzowie. To analityk z krwi i kości, który w ostatnich latach zbudował firmę badawczą o najlepszej reputacji w Polsce. Ogólnopolska Grupa Badawcza wielokrotnie zdobywała Złoty Puchar Pytii przyznawany przez Uniwersytet Jagielloński za najdokładniejsze prognozy wyborcze – coś, czym nie mogą pochwalić się ani United Surveys, ani IBRiS, ani tym bardziej te internetowe „śmieciówki”, które media kupują, bo są tanie.
Co ważne, OGB nie polega na tanich panelach internetowych, które są obarczone błędami metodologicznymi. Pawłowski inwestuje w metodę CATI – badania telefoniczne, które są droższe, ale znacznie dokładniejsze. Po każdych wyborach zespół OGB analizuje wyniki, porównuje je z prognozami i wprowadza poprawki metodologiczne. To podejście naukowe, które w świecie sondaży jest tak rzadkie jak szczerość w polskim parlamencie.
W wywiadach – w tym w rozmowie z Ziemcem – Pawłowski przedstawia Polskę, jakiej nie chcą widzieć ani PiS, ani PO. Mówi o zmęczeniu elitami, o podziale nie na lewicę i prawicę, ale na „górę” i „dół”. O tym, że młodzi wyborcy mają dość duopolu PiS-PO i szukają czegoś nowego. Opisuje wzrost poparcia dla Konfederacji, rosnące nastroje antyelitarne i fakt, że Donald Tusk – mimo medialnej wszechobecności – traci poparcie.
Te analizy są niewygodne dla obu stron polskiej sceny politycznej. Dlatego Pawłowski często spotyka się z atakami – zarówno z lewej, jak i prawej strony. TVP przez miesiące ignorowała sondaże OGB pokazujące przewagę Karola Nawrockiego nad Rafałem Trzaskowskim, by nagle pokazać jeden sondaż korzystny dla KO i nazwać go „pierwszym, który TVP pokazała”.
Ziemiec – dziennikarz w poszukiwaniu tożsamości
Krzysztof Ziemiec. Człowiek, który przez osiem lat był jedną z twarzy propagandowej TVP za rządów PiS. Współtworzył „Wiadomości”, które w raportach ekspertów z Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji były opisywane jako narzędzie manipulacji i indoktrynacji. Sam Ziemiec w felietonach w katolickim tygodniku „Idziemy” bronił TVP przed zarzutami fake-newsów – podczas gdy jego własna stacja produkowała je masowo.
Po odejściu z TVP w marcu 2024 roku – podobno za porozumieniem stron, choć media sugerowały zwolnienie – Ziemiec próbował różnych rzeczy. Przez chwilę malował ściany, co stało się memem w internecie. Potem założył kanał YouTube „Otwarta Konserwa”, który mimo 191 tysięcy subskrybentów zarabia symboliczne pieniądze. Wreszcie zaczął współpracować z FMC27NEWS, gdzie prowadzi program „Halo! Tu Ziemia”.
I w tych programach – w rozmowach z ekspertami – widać cały dramat Ziemca. Z jednej strony chce być postrzegany jako niezależny dziennikarz, który „szuka prawdy”. Z drugiej – w każdej wypowiedzi, w każdym pytaniu przebija desperackie pragnienie, by jego rozmówca powiedział coś korzystnego dla PiS.
Gdy Pawłowski mówi o słabych notowaniach rządu Donalda Tuska, Ziemiec momentalnie próbuje skierować rozmowę na „sukcesy” poprzedniego rządu. Gdy ekspert analizuje wzrost poparcia dla Konfederacji i Grzegorza Brauna, Ziemiec stara się to sprowadzić do „problemu z lewicą”. Gdy Pawłowski mówi o zmęczeniu Polaków duopolem PiS-PO, Ziemiec szuka sposobu, by to przedstawić jako problem wyłącznie Platformy Obywatelskiej.
To jest żałosne, bo widać, że Ziemiec nie potrafi wyjść z roli, którą grał przez osiem lat. Nie potrafi zadawać pytań neutralnych, analitycznych, takich, które naprawdę pogłębiają wiedzę widza. Zamiast tego cały czas próbuje „ustawić” rozmówcę, znaleźć haczyk, wbić szpilkę – w tych, którzy PiS krytykują.
Najbardziej bolesne momenty wywiadu przychodzą wtedy, gdy Pawłowski mówi rzeczy, które są absolutnie niekwestionowalne – poparte danymi, badaniami, analizami – ale jednocześnie dewastujące dla narracji, którą Ziemiec najwyraźniej chciałby promować.
Na przykład: Pawłowski podkreśla, że afera ze sprzedażą działki pod CPK silnie uderzy w PiS. Ziemiec próbuje ten skandal zrównoważyć, sugestią, że jest równoważne z projektem zniesienia dwukadencyjności w samorządach. Pawłowski wyraźnie dementuje tę sugestię.
Inny przykład: Pawłowski mówi, że młodzi wyborcy masowo odwracają się od PiS i PO, bo widzą w nich dwie strony tego samego establishmentu. To kluczowa obserwacja, która wyjaśnia fenomen Sławomira Mentzena i wzrost poparcia dla Konfederacji. Ale Ziemiec próbuje to sprowadzić do „buntu młodych”, jakby to była jakaś przemijająca moda, a nie głęboka zmiana społeczna.
Jeszcze inny moment: Pawłowski analizuje, dlaczego Karol Nawrocki wygrał wybory prezydenckie, mimo że był kandydatem establishmentu (popieranym przez PiS). Wyjaśnia, że to była walka „góry” kontra „dół”, i Rafał Trzaskowski – jako reprezentant warszawskich elit, mediów mainstreamowych, kultury liberalnej – był najgorszym możliwym kandydatem w tej rywalizacji. To precyzyjna analiza, która tłumaczy wiele. Ale Ziemiec nie jest w stanie tego docenić, bo skupia się na jednym: „No ale jednak Nawrocki wygrał, więc PiS jest w dobrej formie, prawda?”. Nie, to nie o to chodzi.
Ważne dla obserwatorów
Ta rozmowa – i szersze zjawisko, które ona reprezentuje – jest kluczowa dla zrozumienia stanu polskiego dziennikarstwa i debaty publicznej. Mamy w Polsce niewielu prawdziwych ekspertów, którzy operują twardymi danymi, mają naukowe metodologie i są w stanie powiedzieć prawdę nawet wtedy, gdy jest ona niewygodna dla wszystkich stron politycznego spektrum. Łukasz Pawłowski jest jednym z nich.
Jednocześnie mamy dziennikarzy, którzy – nawet po odejściu ze ściśle partyjnych mediów – nie potrafią wyzbyć się nawyków propagandysty. Krzysztof Ziemiec jest tego przykładem. I to jest problem, bo tacy dziennikarze nie służą prawdzie. Służą propagandzie. A gdy ona się kończy (jak w przypadku odejścia z TVP), zostaje pustka – i desperacja.
Dla ludzi, którzy chcą rozumieć Polskę, a nie tylko w nią wierzyć, takie rozmowy są jednocześnie frustrujące i pouczające. Frustrujące, bo widzimy, jak dziennikarz marnuje szansę na pogłębioną rozmowę, bo woli szukać haczyków na „drugą stronę”. Pouczające, bo w reakcjach Ziemca widać cały mechanizm myślenia ludzi, którzy przez lata pracowali w propagandzie: wszystko jest walką, każda wypowiedź musi służyć „naszej stronie”, nie ma miejsca na obiektywizm.
Co badania Pawłowskiego mówią o Polsce ?
Jeśli odsuniemy na bok postawę Ziemca i skupimy się na tym, co mówi Pawłowski, dostajemy interesujący obraz Polski roku 2025. To kraj głęboko zmęczony polityką ostatnich dwudziestu lat. Kraj, w którym tradycyjny podział lewica-prawica przestaje mieć znaczenie, zastępowany przez podział elity-lud. To kraj, w którym młodzi ludzie – nawet ci, którzy głosowali na PO 15 października – dziś mówią: „Dość, chcemy czegoś nowego”.
Pawłowski przewiduje, że w nadchodzących latach zobaczymy dalszy rozpad Trzeciej Drogi, erozję poparcia dla PO wśród młodych, wzrost Konfederacji i – co najbardziej interesujące – możliwość pojawienia się nowych sił politycznych zarówno po stronie liberalnej jak i konserwatywnej, które nazywa „Czwartą Drogą”. Jeżeli powstaną, a Pawłowski dostrzega wyraźne potrzeby społeczne w tym zakresie, to będą ruchy antyestablishmentowe, krytykujące Tuska i krytykujące Kaczyńskiego. I jeśli Pawłowski ma rację – a zazwyczaj ma – to będzie to trzęsienie ziemi na polskiej scenie politycznej.
Żeby to zrozumieć, trzeba słuchać ekspertów. Prawdziwych ekspertów, rzetelnych badaczy, a nie propagandystów udających dziennikarzy. I tu dochodzimy do sedna problemu: Ziemiec i jemu podobni nie chcą słuchać. Chcą walczyć. Chcą wygrywać. Nawet wtedy, gdy bitwa już dawno się skończyła, a oni stoją na ruinach własnej wiarygodności.
Epilog – szpilki trafiające w próżnię
Jest coś głęboko smutnego w oglądaniu Krzysztofa Ziemca, jak próbuje być kimś, kim nie jest. Nie jest niezależnym dziennikarzem. Nie jest badaczem rzeczywistości. Jest byłym propagandystą, który nie potrafi przestać być propagandystą. I gdy siedzi naprzeciwko prawdziwego eksperta – Łukasza Pawłowskiego – to rozmowa staje się bolesna do oglądania.
Ziemiec wbija szpilki. Ale te szpilki trafiają w próżnię. Bo Pawłowski nie jest politykiem, którego można zahaczać retoryką. Jest analitykiem, który operuje faktami. Każda próba Ziemca, by „podważyć” te fakty, tylko podkreśla jego własną bezradność.
Niezależny obserwator wyciąga wnioski: nie każdy, kto nazywa się dziennikarzem, zasługuje na ten tytuł. Nie każdy, kto zadaje pytania, szuka odpowiedzi. Niektórzy szukają tylko potwierdzenia własnych przekonań. I gdy tego nie znajdują, to zamiast refleksji wybierają desperację.
Krzysztof Ziemiec to smutny obraz desperacji. Łukasz Pawłowski to profesjonalizm w najczystszej formie. I rozmowa między nimi jest jak zderzenie dwóch światów: świata, który już minął, i świata, który dopiero nadchodzi. Problem w tym, że Ziemiec wciąż nie zdaje sobie sprawy, że jego świat już nie istnieje.
_____________________________________________________
Najważniejsze informacje o rozmówcach:
Łukasz Pawłowski: (zaproszony ekspert)
- Prezes Ogólnopolskiej Grupy Badawczej (OGB)
- Ekspert od badań społecznych i sondaży
- OGB ma najlepszą dokładność prognoz wyborczych w Polsce (wielokrotnie nagradzana przez Uniwersytet Jagielloński – Złoty Puchar Pytii)
- Używa metody CATI (badania telefoniczne), które są droższe ale dokładniejsze niż internetowe panele
- Często gościem w mediach, gdzie analizuje sytuację polityczną w Polsce
Krzysztof Ziemiec: (gospodarz podcastu)
- Przez lata pracował w TVP jako prezenter „Wiadomości” i „Teleexpressu” (2009-2024)
- Za czasów PiS TVP była uznawana za propagandową tubę władzy
- W marcu 2024 odszedł z TVP po zmianach w mediach publicznych
- Założył kanał YouTube „Otwarta Konserwa”
- Obecnie prowadzi program „Halo! Tu Ziemia” na kanale FMC27NEWS
- Również prowadzi sobotni program „Gość Krzysztofa Ziemca” w RMF FM
Wywiad można obejrzeć pod adresem: https://www.youtube.com/watch?v=KT2pev9nEK4
Sławek

Bardzo interesujące.
A dla kogoś leciwego i po uszy zakopanego w egzystencjalnych problemach prowincji wprost nieocenione.
Sugestia „Czwartej drogi”, jawiąca się być może jako novum z tej racji, że jako idea nie popularyzowana do tej pory, to w zasadzie nic nowego, ona już długi czas istnieje w co światlejszych umysłach. Zaistnieje bardziej w zwiększającej się populacji zniesmaczonych zwolenników wyboru mniejszego zła. I mimo sporego ryzyka w jakim kierunku ruszy, to chyba jednak ta droga.
Pawłowski wchodzi do studia z faktami, danymi i chłodną analizą jak chirurg gotowy do operacji na mózgu opinii publicznej. Ziemiec za to wchodzi z zestawem wspomnień po TVP i zestawem trików z czasów, gdy narracja była ważniejsza niż rzeczywistość.
Efekt? Rozmowa jak zderzenie Excela z gazetką parafialną.
Pawłowski mówi, jak jest, i to boli – bo nie daje się złapać na sztuczki, nie gra w „czy PiS był naprawdę taki zły?”. Po prostu: pokazuje liczby, mówi „sprawdzam”, a Ziemiec – niczym zawodowy łowca symetrii – próbuje znaleźć winę PO nawet w składzie chemicznym powietrza.
To jest ten moment, w którym widz widzi nie tylko dwóch rozmówców, ale dwie epoki: jedna, która stawia na rzetelność, druga – na recykling dawnych przekonań. I niestety, recykling rzadko wygląda świeżo.
A najlepsze, że Pawłowski nie musi wbijać szpilek. On po prostu stawia fakty na stół, a Ziemiec sam się na nie nadziewa. Z gracją średniowiecznego jeża.
Dziękuję, że mogłem uczestniczyć w tym rytuale wyższej ironii.
Budujące, że Autor SO zupełnie nie skreślił wspomnianego w artykule pracownika frontu ideologicznego „partii”, którego potencjał na zaistnienie w świecie rzetelnego dziennikarstwa dawno spadł poniżej zera, i poświęcił czas na analizę jego audycji. – dobrze dać nawet takiemu człowiekowi szansę. Szacunek budzi poziom dobrej woli. Nie każdego na nią stać. Szansa została jednak zmarnowana.
I trochę z boku. Czytając o adekwatności badań OGB rodzi się pytanie, czy ogląda ona scenę polityczną tak dokładnie, że szacowała kiedyś efekty wyborcze „polityki ambony” i jej wpływ na wyniki stronnictw biorących władzę w naszym kraju., a więc czynnika, którego analizy wciąż oficjalnie brakuje.
Na podstawie dostępnych informacji badawczych, nie ma wiarygodnych danych publicznych wskazujących, że Ogólnopolska Grupa Badawcza (OGB) prowadziła szczegółowe badania dotyczące bezpośredniego wpływu „polityki ambony” (czyli zaangażowania Kościoła w kampanię wyborczą) na wyniki elektoralne poszczególnych stronnictw.
Warto zauważyć, że zjawisko wpływu Kościoła na wyniki wyborcze było badane przez inne instytucje. Centrum Badania Opinii Społecznej (CBOS) przeprowadziło szeroko cytowane badania w 2011 i 2019 roku na temat zaangażowania Kościoła w kampanie wyborcze. Badania te wykazywały :
– skala agitacji w kościołach – zaledwie 9% uczestników nabożeństw w okresie przedwyborczym deklarowało, że ksiądz sugerował im, jak głosować, a prawie wszyscy, którzy dostrzegali zaangażowanie Kościoła, przypisywali je wspieraniu Prawa i Sprawiedliwości (95% respondentów w 2019 roku).
– brak bezpośredniego wpływu – kluczowe odkrycie badań CBOS wskazuje, że „nawet wśród osób najbardziej religijnych, trudno znaleźć wyborcę, który przyznałby, że opinie lub sugestie księdza miały wpływ na podejmowane przez niego decyzje przy urnach”,
– wpływ percepcji a nie faktycznego zaangażowania – postrzeganie zaangażowania Kościoła wyraźnie różnicuje się w zależności od poglądów politycznych respondentów – osoby o poglądach lewicowych były znacznie bardziej skłonne dostrzegać angażowanie się Kościoła (66%), a osoby o poglądach prawicowych zdecydowanie rzadziej (27%).
Jeśli chodzi o OGB, dostępne informacje wskazują, że skupia się ona przede wszystkim na sondażach wyborczych, exit pollach, pomiarach poparcia dla partii oraz analizie trendów politycznych. Brakuje publikowanych sprawozdań z badań OGB bezpośrednio poświęconych quantyfikacji wpływu „polityki ambony” na wyniki wyborcze.
Pytanie zawarte w Pańskim pytaniu wskazuje na lukę faktycznie istniejącą w oficjalnych analizach – temat wpływu instytucji religijnej na zachowania wyborcze nie jest przedmiotem systematycznych badań przez większość polskich ośrodków badawczych w ujęciu metodologicznie solidnym, który pozwalałby na szacowanie tego wpływu jako zmiennej niezależnej.
„[L]ukę faktycznie istniejącą w oficjalnych analizach” – jest to fenomen budzący moje nieustające zdumienie, sam nadawałby się do metabadań. Ale na te też nie ma chętnych. Widać nienaukowe jakieś.
Być może odpowiedź jest bardziej prozaiczna – po prostu nikt nie zlecił takich badań.
Słyszałem taką wersję od indagowanych badaczy. Koszt rzetelnego badania szacowany był w 2021 roku na 0,3-0,5 mln zł. Zastanawia jednak, że jakieś są zamawiane (pamiętam takie z wątkiem wpływu pogody na wybory!). Bardziej bym prześwietlał aporie tkwiące w zamawiaczu. Zagadka istnienia niewidzialnego pola badawczego (z zastrzeżeniem dla tych utajnianych) pozostaje.
@JUREG
Ponieważ kwestie, które Pan poruszył są z wielu powodów bardzo istotne, spróbowałem znaleźć w sieci odpowiedź na pytanie: :Czy daje się wyjaśnić dlaczego, odkąd sa prowadzone badania sondażowe opinii publicznej w Polsce, nikt z zamawiających nie zamówił badania wpływu „polityki ambony” na decyzje wyborcze ?
Przytaczam odpowiedzi uporządkowane według częstotliwości powodów wskazywanych w ponad 40 źródłach:
Sytuację, w której zamawiający sondaże w Polsce nie wnosili o badania wpływu „polityki ambony” na decyzje wyborcze, można wyjaśnić zarówno czynnikami historycznymi, politycznymi, jak i społecznymi.
Czynniki wyjaśniające
Wysoka wrażliwość społeczna i polityczna tematu: Kościół katolicki od dekad jest jednym z najbardziej wpływowych podmiotów w Polsce, a wszelkie próby systematycznego badania jego roli mogły być postrzegane jako kontrowersyjne lub zagrażające relacjom między Kościołem a zamawiającymi badania – zwłaszcza państwowymi instytucjami, partiami politycznymi czy mediami publicznymi.
Presja polityczna i obawa o reakcje społeczne: Zamawiający sondaże, szczególnie partie i instytucje związane z władzą, mogli obawiać się społecznego odbioru wyników takich badań, które mogłyby wykazać silny wpływ Kościoła na demokratyczne procesy wyborcze. Temat jest nie tylko delikatny politycznie, ale także etycznie – regularnie wywołuje napięcia na linii polityka-Kościół.
Brak tradycji krytycznej analizy relacji Kościół–polityka: W polskiej nauce i debacie publicznej relacja państwo–Kościół przez lata nie była poddawana wszechstronnej, ilościowej analizie. Większość badań koncentrowała się na deklaratywnych postawach wobec instytucji, nie na precyzyjnych badaniach wpływu na wybory.
Religijny i społeczny konformizm respondentów: Wysoka deklarowana religijność społeczeństwa sprawia, że przy wypełnianiu ankiet wybierany jest często „bezpieczny” sposób odpowiedzi – respondenci mogą nie chcieć przyznawać się do wpływu ambony nawet jeśli rzeczywiście występuje.
Przesunięcie ciężaru debaty: Zamawiający (media, partie, instytucje) skupiają się często na sondażach dotyczących preferencji partyjnych, poparcia dla kandydatów, frekwencji wyborczej czy kluczowych tematów społecznych, unikając kwestii religijno-politycznych, aby nie prowokować konfliktów światopoglądowych.
Badania sondażowe i religia
Choć kwestie religijne były czasem marginalnie uwzględniane w badaniach (np. przez CBOS czy SW Research), najczęściej pojawiały się w formie pytań o ocenę zaangażowania Kościoła w politykę, a nie w formie bezpośredniego powiązania wypowiedzi ambony z indywidualnymi decyzjami wyborczymi.
Podsumowując: temat wpływu „polityki ambony” na decyzje wyborcze nie był szeroko badany na zamówienie instytucji ze względu na wrażliwość polityczną, strukturalne tabu oraz obawę przed społecznymi, medialnymi i politycznymi konsekwencjami takich analiz.
Do tak solidnego statystycznego ujęcia tematu, którego chyba nikt wcześniej nie zrobił, chciałby dodać dwa wątki. Niestety, nie mogę cytować (nie prosiłem o zgodę na upublicznianie prywatnej korespondecji):
1. Istnienie tych „nieetycznych” badań w utajnionej domenie wiadomej partii („partii”?)
2. Dziennikarską praktykę zmiany tematu, gdy interlokutor zahacza o tę tematykę.
Szczególnie to drugie wydaje się ważne dla nieistnienia problemu, choć brak zainteresowania badaczy zjawisk społeczno-politycznych szkodzi bardziej i poddaje w wątpliwość etos nauk społecznych w naszym kraju.
Jednak wydaje się najważniejsze, że „mogłyby wykazać silny wpływ Kościoła na demokratyczne procesy wyborcze” i doprowadzić do rozpoczęcia dyskusji o imponderabiliach ustrojowych. Dyskusji nigdy w Polsce po 1989 roku nie prowadzonej. Definiujący ustrój trójpodział władz przecież nigdy u nas nie zaistniał – poseł może być ministrem – uzus zrozumiały jeszcze przy pierwszej kadencji sejmu nie ma racji bytu w działającej demokracji.
Zainteresowanie, którym obdarzył Pan temat doskonale nieobecny w przestrzeni publicznej rodzi nadzieję na postęp w poznaniu naszej społecznej rzeczywistości.
Na marginesie: Sine ira et studio. Żałuję, że ta dewiza nie otwiera już Studia Opinii.
Podzielam Pańską uwagę o zasadzie „Sine ira et studio”. Zachowanie bezstronności w tak silnie antgonistycznym środowisku politycznym wydaje się bardzo trudne, o ile w ogóle możliwe. Na przeciw siebie nie stają dwa równoważne porządki społeczne. Porządek demokratyczny, liberalny czy nawet liberalno – lewicowy nie jest równoważny z porządkiem strony przeciwnej, która stara się ten pierwszy porządek zniszczyć. Wszelka bezstronność bywa w jakimś stopniu symetryczna, podczas gdy symetryzm nie ma w tym wypadku nic wspólnego z bestronnością czy obiektywizmem. Nie ma symetrii miedzy człowiekiem porządnym a złodziejem, człowiekiem prawym a bandytą, człowiekiem sprawiedliwym a człowiekiem odwołującym się do przemocy. Świat, który proponują tzw. konserwatyści, pominąwszy nieadekwatność tego określenia do realiów, to świat który ma zniszczyć oponentów i zapewnić im niepodzielne panowanie. Taki współczesny rodzaj fanatyzmu politycznego, porównywalny do fanatyzmu islamskiego. Obserwuję próby symetrystów w Polsce od 2005 roku do dzisiaj, ale ich postawa niewiele ma wspólnego z obiektywizmem, niestety.
Na swój użytek definiuję symetrystów, jako tych którzy „zapominają” o złamaniu ducha i litery (!) Konstytucji, bo to konieczne dla snucia analogii w stylu prezentyzmu. Łatwiej wtedy budować symetryczne opozycje, najważniejszejszą ze złej woli zaniedbując. Widać wtedy, po której stronie sporu „obiektywnie” chcą stanąć. Wola tych zapominalskich jest kluczowa.
Oprócz symetrystów są jeszcze dziennikarze, którzy świadomie rozpowszechniają kłamstwa, konfabulacje, oszczerstwa, fake-newsy, zabobony, ciemnotę, pseudo naukowe dowody, etc. uznając, że wolność słowa daje takim rozmówcom równoważne prawo wypowiedzi publicznych jak ludziom szanującym prawdę, wiedzę, racjonalnośc, przyzwoitość, prawo, etc.
To pozornie neutralne stanowisko kryje w sobie fundamentalne oszustwo – dotyczące istoty dziennikarskiej weryfikacji. Nie każdy „zasługuje” na wysłuchanie, zwłaszcza jeśli dysponuje on wyłącznie fałszywymi lub zmyślonymi faktami. W rzeczywistości stanowisko to jest jedynie sofistyką służącą do uzasadnienia popularyzowania oszustów naukowych, prawnych, politycznych, zdrowotnych etc. Ostatnio antybohaterem takiej postawy stał się Bohdan Rymanowski, którego bronią wyłącznie reprezentanci „prawej” strony mediów. Podobni do niego pracownicy mediów, którzy w nosie mają podstawowy obowiązek dziennikarski: weryfikacji informacji nieprawdziwych. To uderza nie tylko w odbiorców, zwłaszcza mniej zorientowanych, ale pośrednio w całość życia uublicznego przez zakłamywanie rzeczywistości. Na razie zwolennicy Rymanowskiemu „dali odpór” prswdzie, rozumowi i przyzwoitości. NIe przyjmują do wiadomości, że ich samych też dotkną skutki takiego nizczenia standardów zawodowego dziennikarstwa.