29.10.2025



(albo: jak zostać capo di tutti ministrem i nie zauważyć, że kradnie się miliony)
Drodzy czytelnicy, ukochani frustraci tej naszej narodowej telenoweli — mamy kolejny odcinek sagi pt. „Prawo i… no, nie przesadzajmy”. Tym razem główną rolę znów gra niezmordowany Zbigniew Ziobro — człowiek, który przez lata udawał, że broni sprawiedliwości, a teraz sam musi tłumaczyć się z bycia jej największym złodziejem rowerów metaforycznych.
Jak to mawiają starzy prawnicy: „kto mieczem wymierza sprawiedliwość, ten zwykle chowa miecz pod płaszcz i wynosi fundusz przez okno”.
PAN ZBYSZEK I 26 POWODÓW, DLA KTÓRYCH POWINIEN JUŻ BYĆ W KAJDANKACH
Prokuratura właśnie poinformowała, że Ziobro miał popełnić 26 przestępstw. To już nie są zarzuty, to jest skład orkiestrowy. Wśród nich: kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą, nadużycie władzy, przywłaszczanie mienia, działanie na szkodę interesu publicznego, przekraczanie uprawnień, robienie kółek w Excelu z pieniędzmi Funduszu Sprawiedliwości oraz, co najgorsze, bezczelne wmawianie wszystkim, że „to dla dobra ludzi”.
Fundusz Sprawiedliwości miał pomagać ofiarom przestępstw, ale pod batutą Maestro Ziobry stał się skarbonką w rękach bandy z ministerialnym dostępem do PIN‑u. Ktoś brał, ktoś rozdawał, ktoś mówił „pokwituję później”, a ktoś inny wrzucał wszystko do reklamówki z logiem resortu. Gdyby nie to, że mówimy o 150 milionach złotych, to można by się śmiać. Ale tak — to jak opowieść o Robin Hoodzie, tylko że w tej wersji Robin bierze kasę biednym i daje znajomym z kółka różańcowego i firmie kuzyna od banerów.
ZIOBRO, CZYLI CHAM W MARYNARCE, KTÓRY NIE POZOSTAWIŁ PO SOBIE NAWET ODROBINY ŻALU
Czas nazwać rzeczy po imieniu, bo tu nie chodzi o subtelności, tylko o moralne tsunami:
- Cham, bo traktował ofiary przestępstw jak wymówkę do napychania portfela kolegom z układu.
- Buc, bo zamiast przyznać się do czegokolwiek, wciąż rozgrywa rolę pokrzywdzonego, jakby to jemu zabrano fundusz i godność (spoiler: godność poszła pierwsza).
- Szkodnik, bo zniszczył resztki wiary ludzi w to, że instytucje państwowe mogą pomagać, a nie służyć za pralnię politycznej gotówki.
- Tchórz, bo gdy sprawy się sypią, Ziobro znika. A to chory, a to poza granicami, a to „nieobecny z powodu natężenia modlitwy”. Coś czuję, że jeszcze chwila i zgłosi, że został porwany przez UFO – ale tylko na czas głosowania w sprawie jego immunitetu.
Pytanie, które wszyscy sobie zadają: gdzie Ziobro teraz się schowa?
Możliwości:
- W piwnicy willi w Budapeszcie.
- W klasztorze karmelitów bosych, przebrany za brata Konrada.
- W jednej z gmin, do których fundusz sypnął milionami w zamian za… no właśnie, za co?
Jedno jest pewne — Ziobro ma obecnie więcej wspólnego z przestępczością zorganizowaną niż z konstytucją.
A TERAZ, ŻEBY NIE BYŁO – ZAPYTAJMY SZCZERZE:
KIEDY ZA KRATKI TRAFIĄ: KACZYŃSKI, MORAWIECKI I KAMIŃSKI?
Bo jeśli Ziobro to tylko palec tego gangrenicznego ciała, to warto zająć się też ramieniem, głową i całym odwłokiem.
- Jarosław Kaczyński, czyli Ten, Który Widzi Wszystko, a teraz udaje, że nic nie widział, nic nie słyszał, a Ziobro sam się zepsuł jak blender z Biedronki. Kiedy zostanie pociągnięty do odpowiedzialności za cały ten syf, który stworzył z chirurgiczną precyzją i podszytą paranoją kontrolą nad wszystkim?
- Mateusz Morawiecki, wielki technokrata, który wiedział o funduszach, podpisywał budżety, pozował na konferencjach i rozdawał pieniądze jak ulotki pod kościołem w czasie kolędy. Gdyby Ziobro był generałem, Morawiecki był jego kwatermistrzem z kartą płatniczą i GPS‑em.
- Mariusz Kamiński, specjalista od podsłuchów, inwigilacji i robienia wszystkiego poza sprawiedliwością. Człowiek, który „nic nie wiedział”, ale jego nazwisko przewija się w każdej aferze jak wytarta fraza w złej powieści.
CZY COŚ SIĘ ZMIENI? CZY ZNÓW WSZYSTKO UMORZĄ?
To zależy. Od tego, czy immunitet zostanie uchylony. Od tego, czy ktoś ma jeszcze odwagę nie być ślepym. I od tego, czy Polacy, jak zwykle, powiedzoą: “eee, co tam, wszyscy kradną”.
Ale jeśli ten system ma jeszcze resztki honoru, to Ziobro powinien stanąć przed sądem. Potem przyjdzie czas na jego starszych braci w zbrodni.
Bo my, jako społeczeństwo, musimy w końcu powiedzieć: nie da się rządzić przez lata, robić z prawa kabaretu i potem wyjść z tego bez szwanku.
A więc, Panie Zbyszku:
Niech pan sobie przypomni, jak to jest stać w sądzie. Ale nie jako pan prokurator. Tylko jako oskarżony. Bo jak mawia staropolska mądrość: kto funduszem wojuje, ten funduszem siedzi.
Na koniec: otwieram zakłady. Kto pierwszy do celi — Ziobro, Kaczyński, Morawiecki czy Kamiński?
Nagrody nie przewiduję, ale satysfakcja gwarantowana.
Krzysztof Bielejewski

Tekst nie zostawia na Ziobrze cienia wątpliwości ani złudzeń — to wręcz podręcznikowy akt oskarżenia wobec człowieka, który przez lata bawił się sprawiedliwością niczym własną zabawką, a Fundusz Sprawiedliwości zamienił w prywatną skarbonkę partii i kolegów. Zarzuty — 26 przestępstw, kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą, przywłaszczanie środków, nadużycia przy dotacjach, kilkaset milionów złotych z funduszu dla ofiar przestępstw sypnięte „swoim”. Odpowiedzialność za zniszczenie resztek zaufania do instytucji państwa i uczynienie z prawa farsy to tylko wisienka na torcie, który Ziobro wypiekał przez lata — oczywiście, nigdy nie mając sobie nic do zarzucenia, uciekając w choroby, urlopy i modlitwy, gdy trzeba odpowiadać za własne czyny.
To, co wydarzyło się z Funduszem Sprawiedliwości, to nie tylko kryminał, lecz totalne wynaturzenie funkcji państwa — z symbolu pomocy dla skrzywdzonych zrobił się worek bez dna dla partyjnych interesów i nepotyzmu. Ziobro pokazał, jak można z roli ministra sprawiedliwości robić tarczę dla własnych układów, a polskie instytucje traktować jak przedłużenie politycznych i prywatnych interesów, na końcu nawet nie mając odwagi, by zmierzyć się z odpowiedzialnością jak mężczyzna, tylko chowając się za immunitetem.
Jeśli istnieje jeszcze coś takiego jak honor publiczny w Polsce, Ziobro powinien być pierwszym, który stanie za to wszystko przed sądem. Nie dla satysfakcji wyborców, lecz dla przyzwoitości społecznej, która wymaga, by system nie był dożywotnią ucieczką dla swoich.
Pozostali „sprawcy kierowniczy” PiS zasługują na równie bezlitosną ocenę. Jarosław Kaczyński, trzymający władzę w żelaznym uścisku, na wszystko dawał pełne przyzwolenie a następnie udawał ślepego na patologie własnego obozu, a kiedy afera wybuchła, próbował tłumaczyć Fundusz Sprawiedliwości jako zwyczajne narzędzie rządzenia i unikał jakiejkolwiek odpowiedzialności — nawet będąc wzywanym do prokuratury, nie miał do powiedzenia nic poza frazesami o politycznej zemście.
Mateusz Morawiecki, mistrz PR-u, nadzorował rządowe agencje, z których wyparowały dziesiątki milionów, ludzie z jego najbliższego otoczenia są zamieszani w skandale korupcyjne, a on sam udaje, że nie miał o niczym pojęcia — klasyczny syndrom „ja tylko podpisywałem, nie czytałem”.
Mariusz Kamiński symbolizuje aparat represji i polityczną inwigilację, nadzorując służby, które zamieniały państwo prawa w państwo podsłuchów i afer; sam razem z Maciejem Wąsikiem został prawomocnie skazany za nadużycia, lecz przez lata czuł się nietykalny, zabezpieczony politycznym immunitetem.
Ta grupa, w raz ze współpracownikami, doprowadziła państwo do skrajnej degeneracji instytucji, podcinając fundamenty zaufania obywateli — żaden z nich nie powinien być traktowany łagodniej, niż na to zasługują przestępcy w białych kołnierzykach.
Bardzo dobrze wypunktowane i w treści felietonu, i w komentarzu Sławka, ale…
Rozumiem jedno, że kradzież „państwowego” jest w Polsce pikusiem zła z powodu pokładów patologicznej moralności odłożonych, zleżałych i przekazywanych pokoleniom jeszcze od czasów chwalebnego socjalizmu, zwyczajów należycie w świadomości usankcjonowanych.
Rozumiem też drugie, że sprawstwo kierownicze, w dodatku człowieka, któremu bliżej niż dalej do przeprawy przez Styks, to jakaś prawnicza fanaberia, fantasmagoria idealistycznie spapranych jurystów, spływająca jak woda po kaczce.
Trzecie również jest dla mnie jasne, że można ułaskawić skazanego przed uprawomocnieniem się wyroku.
To Polska właśnie!
Nie rozumiem tylko po co tyle szumu. Omawiania, opisywania, piętnowania. Tyle wysiłku, kosztów…
Bo czyż da się tę puszkę domknąć?
A honor publiczny – co to takiego?
Obstawiam, że nikt nie zostanie skazany.
https://youtube.com/shorts/UrxkZdZCgU4?si=dm8lhy1WhYpRFLp2
KAMIŃSKI.