20.10.2021

Każdy, kto miał czas i ochotę (ja miałem i jedno i drugie), mógł we wtorek uczestniczyć w spektaklu, jakim w Parlamencie Europejskim było wystąpienie Morawieckiego.
Morawiecki wprosił się na obrady Parlamentu. Sceną, na której wystąpił, jest Komisja Europejska. To tam, gdzie spotykają się szefowie rządów; to jest zresztą właściwe miejsce na wystąpienia i argumenty szefa (ejże, czy aby na pewno?) polskiego rządu. Morawiecki przemówił na wyraźną swoją prośbę, a prowadzący obrady zgodził się; choć nie musiał.
Regulamin obrad Parlamentu Europejskiego, ze względu na jego wielkość, na liczbę zasiadających w nim europarlamentarzystów, jest bardzo surowy. Czasy wystąpień są bardzo krótkie, a prowadzący wyłącza mikrofon tym, którzy przekraczają limit. Premier Morawiecki pokazał prawdziwie polską ułańską fantazję, z pięciu minut, jakie miał do dyspozycji, zrobił trzydzieści trzy, czym rozsierdził salę – mówiła o tym wprost w swoim wystąpieniu jedna z europosłanek. To, że prowadzący na to pozwolił – pozostaje dla mnie sprawą dziwną i do końca niejasną.
Zostawmy jednak sprawy proceduralne, skupmy się na tym, co miał do powiedzenia premier polskiego rządu.
Powiem krótko – Morawiecki, mówiąc młodzieżowym slangiem, powiedział do Parlamentu Europejskiego „walcie się”, nie damy się zastraszyć eurobiurokratom, co nie mając żadnych podstaw prawnych, wymuszają na niepodległej i dumnej Polsce działania godzące wprost w jej suwerenność.
Tego nie da się opowiedzieć, tego trzeba wysłuchać. Są takie możliwości, w sieci jest wszystko.
Nie będę wchodził w te spory. Mamy w kraju wybitnych profesorów prawa i specjalistów od Unii Europejskiej i oni powiedzieli już wystarczająco wiele, by wyrobić sobie zdanie w tym sporze. Chciałbym zająć się sprawą mniej fundamentalną; dotyczącą nie treści, a formy; tego, kto, z kim i jak się spiera.
Z jednej strony mamy organy wielkiej organizacji międzynarodowej, Unii Europejskiej, do której weszliśmy po referendum. W nim większość naszych obywateli wyraziła taką wolę i po ratyfikowaniu późniejszych traktatów, negocjowanych przez Jarosława Kaczyński jako premiera a podpisanych przez Lecha Kaczyńskiego jako prezydent stało się to faktem. Po drugiej stronie mamy Zbigniewa Ziobrę, ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego, magistra prawa i jego bardzo młodych wiceministrów z tym samym statusem naukowym.
To jest różnica kosmiczna.
Magister Ziobro nie ma wiedzy i kompetencji, ma za to pieczątkę ministra konstytucyjnego rządu z woli Kaczyńskiego. Ale ma też coś więcej: kilkunastu posłów Solidarnej Polski, bez których nie ma sejmowej większości — a tym samym dalszej możliwości rządów swojego mocodawcy. To dlatego widzimy to, co widzimy. To dlatego Morawiecki grzmi w Europarlamencie, po to, aby uzyskać pochwałę człowieka, będącego jeszcze wówczas jego podwładnym. To dlatego jedziemy na ścianę, na wyprowadzenie Polski z UE.
Dla takich małych spraw i interesów rządzący rzucają na szalę naszą przyszłość i podstawowe bezpieczeństwo.
Jeżeli taka prawda nie dotrze do Polaków, jeżeli dadzą się znowu kupić za pieniądze, których rząd nie ma, ale dodrukuje, to czeka nas katastrofa.
Cały wczorajszy dzień we wszystkich mediach sprawa wystąpienia Morawieckiego zajmowała prawie całość czasu antenowego. Można było zobaczyć i posłuchać, jak różni ludzie mówią rzeczy jawnie sprzeczne z faktami i logiką; tylko dlatego, że może im to zapewnić jakąś pozycję przy władzy.
To, co wyrabiała „kurwizja” Jacka Kurskiego, a zwłaszcza program TVP Info, przekraczało już i tak niebotyczny poziom kłamstwa i hipokryzji. Piszę to w odniesieniu do tego, co zaprezentował przedstawiciel (bo przecież nie dziennikarz) TVP Info na konferencji prasowej Donalda Tuska, zorganizowanej bezpośrednio po obradach europejskiego parlamentu. Człowiek ten – nazwiska nie wspomnę, bo nie warto – zabrał głos jako pierwszy i zapytał Tuska… dlaczego chce on wyprowadzić Polskę z Unii, dlaczego obrzydza ją w oczach Polaków.
Tak kuriozalnego pytania jeszcze nie było. „Cyngiel” Kurskiego powtórzył je po dwakroć – tak, aby w późniejszym przekazie do „ciemnego ludu” można było to utrwalić w umysłach odbiorców tej telewizji. Słuchałem tego młodego człowieka wykonującego zlecenie polityczne i powiem wprost: było mi go żal. Takie wystąpienia, taki poziom hipokryzji nie bywają zapomniane. Po zmianie, a ona będzie, żadne poważne medium nie będzie chciało mieć takiego pracownika, chyba że na trwałe zostanie on w takich środowiskach, gdzie nie liczy się elementarna prawda, a tylko doraźna potrzeba określona przez szefa gangu.
Wczorajszy dzień dostarczył kolejnych dowodów, że Polski już nie ma, że Polska się skończyła (to cytat z Marii Peszek). Nie da się szybko skleić tych dwóch narodów, dwóch wizji Polski. Boję się, że Kaczyńskiego już nie będzie, nie będzie Ziobry i jego drużyny – a skutki tego, co narobili z nami, zostaną.
Ksiądz Tischner wprowadził niegdyś do obiegu pojęcie „homo sovieticus” na określenie pewnych postaw, wykształconych w czasie trwania tamtego systemu politycznego. Przypomnę, trwał on kilka dziesięcioleci, a nie sześć lat, ale problem jest. No to może spróbujemy wymyślić słowo na określenie tego, co mamy teraz…
Na początek proponuje termin „kaczysta”.
I jeszcze jedna uwaga socjotechniczna, związana z taktyką, a nie strategią postępowania. Wielokrotnie w wystąpieniach posłów opozycji można było usłyszeć – to, co robicie, jest złem. Przyjdzie czas, że za to zostaniecie rozliczeni, te same trybunały i sądy osądzą was i skarzą. To są zdania prawdziwe i słuszne. Nie warto ich jednak wypowiadać. Trzeba to będzie po prostu zrobić, gdy przyjdzie czas.
Sama zapowiedź nie wywołuje żadnych skutków prawnych. Wywołuje natomiast wzrost poczucia „więzi wspólnego losu” (jest taki rodzaj więzi społecznej). Ci ludzie, mając tak zarysowaną perspektywę, zrobią wszystko albo jeszcze więcej, aby oddalić od siebie taką perspektywę. Mówiąc krótko – skutków nie ma, a rośnie poziom integracji tych, których ta perspektywa dotyczy.

Zbigniew Szczypiński
Polski socjolog i polityk. Założyciel i wieloletni prezes Stowarzyszenia Strażników Pamięci Stoczni Gdańskiej.

Jestem ciekaw jak zakończy się sprawa funduszu odbudowy dla Polski – czy i ewentualnie kiedy oraz za jaką cenę zostanie (lub nie zostanie) uruchomiony. Podobnie rzecz dotyczy wypłat z przyjętego budżetu UE na lata 2021-2027.
*
PiS przeraźliwie broni się przed łatką polexitu, aby do niego nie przylgnęła na stałe. Dlatego każde wystąpienie pisowskich kacyków zawiera w sobie deklaracje wiernopoddańcze wobec UE, którą jednocześnie ten sam kacyk w dalczej części speechu odrzuca w kształcie istniejącym. Stąd „dramatyczne” w swoim aroganckim infantyliźmie i kiczowatym wydźwięku wystąpienie Szydło w PE w części dla europosłów. Nagle najwięksi wrogowie UE zaczynają się przysięgać na kolanach, że Polska nie wyjdzie z UE. To zaklinanie rzeczywistości w połączeniu z lawiną kłamstw i oszczerstw pod adresem UE to mieszanka wybuchowa. (Swoją drogą ta persona robi nadęte miny, podobnie jak inny kieszonkowy pisowski fuhrerek pozujący na Mussoliniego. Że też oni koniecznie musza czerpać takie kiczowate i tandetne wzorce. Wypisz wymaluj – polityczne disco-polo. )
Czy ten kieszonkowy to Pan Zbyszek ?
Chcę podkreślić raz jeszcze – to wszystko co widzimy i słyszymy nie jest pochodną od jakiś poglądów, za czy przeciw UE – to jest gra o władzę, Prezes jest skazany na Solidarną Polskę więc nie może jej karać za anty-unijną politykę a pan Zbyszek tylko na tym buduje sobie pozycję na scenie dającej mu szanse na samodzielny start w wyborach. To są zmagania dwóch szulerów, chodzi o to kto lepiej blefuje
Nie – nie zerro. Z pojęciem „kieszonkowy pisowski fuhrerek pozujący na Mussoliniego” zetknałem sie onegdaj w markecie z telewizorami. Na jednym z ekranów przemawiał lokator pałacu prezydenckiego i oglądajaca, mocno starsza pani, użyła tego określenia. To zresztą jedyne cenzuralne słowa z jej komentarza, nadające się do powtórzenia.
Że też sam na to nie wpadłem, To bardziej pasuje do PAD-a niż tego drugiego.
A czy ktoś jeszcze pamięta „duce” Mariana Krzaklewskiego, ten dopiero stroił miny i pozy na wzór Benita.
https://uploads.disquscdn.com/images/5fd8056e8ac14b23dbc95b0c93b084d7c8bd2dea55e07cdb73fbe69d0690c941.jpg
Na marginesie wystąpienia Morawieckiego w Parlamencie Europejskim. Nasze, polskie głosy mogą wydawać się przesadzone, histeryczne, obarczone swojego rodzaju uczuleniem na fatalizm naszej historii. Aby zrozumieć dramatyzm sytuacji w jakiej znalazła się Polska kaczystowska warto posłuchać głosu z zewnątrz. Głosu człowieka, który ani o histerię, ani przesadę, ani uczulenie nie może być posądzany. To głos w tamtej debacie wybitnego polityka zachodnioeuropejskiego. Dla przypomnienia kim jest tenże człowiek krótka informacja biograficzna:
Guy Maurice Marie Louise Verhofstadt – belgijski i flamandzki polityk, premier Belgii w latach 1999–2008, poseł do Parlamentu Europejskiego VII, VIII i IX kadencji, przewodniczący grupy liberalnej w PE. Brat belgijskiego teoretyka liberalizmu Dirka Verhofstadta.
To co mówił jest naprawdę wstrząsające, a to tylko skrót prawdziwego szaleństwa naszej polityki:
(ze wzgledów technicznych wypowiedź podzielona na dwie krótkie części 1/2 i 2/2)
https://twitter.com/i/status/1450443434225983491
Ewidentnie wychodzą na jaw braki w wykształceniu, zwłaszcza w oczytaniu. Bo czy to akolici ZZera, czy „cyngle” Kurskiego, czy harcownicy pisowscy, gdyby czytali klasyków, to wiedzieliby, że:
„Niektóre szczeble kariery wiodą na szubienicę”
S. J. Lec.
Do tych wszystkich akolitów pasuje fragment starej piosenki Andrusa o wczasach w Tunezji:
„Nieostrożności wynikiem i złego losu skutkiem,
Dostał pokój z kierownikiem i musiał mu latać po wódkę.”
A najgorsze, proszę Pana, że ten żenujący spektakl odbywa się rzekomo w moimi i Pana imieniu i z rzekomym „dobrem Polski i Polaków” na ustach. Ja sobie wypraszam i myślę, że Pan również takich „adwokatów”. Kiedy wreszcie większość ludzi w tym kraju ryknie – dość, nie w moim imieniu!!! Idźcie na dno, do Putina, na Białoruś, do mitycznego Bantustanu, który wam tak pasuje i gdzie prawem jest wola lidera i otaczających go zauszników, a sprawiedliwością doraźny interes polityczny, ale sami, bez nas!
To ważne. Najważniejsze jest bowiem nie to co my tu sobie na niezależnych (jeszcze) portalach wypisujemy. najważniejsze jest to co myślą, a może bardziej czują niż myślą, mieszkańcy naszego kraju. Niestety jak dotąd, bardzo duża ich część mówiąc kolokwialnie mówiąc „olewa” te sprawy. Dla nich najważniejsze jest ich jednostkowe życie, sprawy najbliższego otoczenia a Polska, Konstytucja, praworządność to mgła. Tu trzeba się skoncentrować, trzeba się wysilić a na pytanie jak to zrobić odpowiadam tak, jak to już kiedyś pisałem – niech każdy, każdy z naszego obozu, znajdzie jednego człowieka, a na pewno takiego znamy, człowieka obojętnego a nawet myślącego inaczej i w rozmowie, pewnie nie jednej, postara się zmienić jego postawę. Nas też jest dużo, wystąpi efekt skali, to można i trzeba zrobić. Już, zaraz, od jutra a najlepiej od dziś.
Trochę off-topikowo, ale w związku z reprezentatywnością tzw. „partii politycznych” poruszaną w kilku wątkach w ostatnich tygodniach. Media podały, że Tusk został wybrany przewodniczącym 97,4 procentami przez ponad 11.000 głosujących. To i tak ponad tysiąc więcej niż w poprzednim z tego typu zdarzeń, gdzie liczba była czterocyfrowa. To jest wskazówka nieprecyzyjna, ale godna odnotowania, co do ilości aktywnych, żywych i płacących składki członków „największej opozycyjnej partii”. Czyli organizacji czysto nomenklaturowej, której brakuje zupełnie partycypacyjnej reprezentatywności.
Niech to będzie gorzka puenta do tego co stało się w Parlamencie Europejskim a potem na Radzie. Premier Morawiecki, dla bardzo opiniotwórczego dziennika udzielił wywiadu w którym zapowiedział III Wojnę która na pewno wybuchnie wtedy gdy UE nie ulegnie naszym żądaniom.
To już było, był taki film „Jak rozpętałem III wojnę” – ale to komedia była.
Wszystko co mówi i robi Morawiecki jest jego rozpaczliwą próbą utrzymania się na stanowisku premiera, które przecież zależy w 100% od woli prezesa wszystkich prezesów. I tylko Polski żal…
Oczywiście głupstwa wypowiadane przez Morawieckiego to tylko „gra na radykalizmy”. Jemu się zdaje, że taki język uratuje jego posadę przed zakusami Ziobry. JK będzie musiał zmienić premiera, bo zdaje się ten już nic w UE nie załatwi. Czy inny premier załatwi cokolwiek, jeżeli nie spełni warunków KE polegających na przestrzeganiu polskiej konstytucji oraz traktatu akcesyjnego, to sie okaże.
>Magister Ziobro nie ma wiedzy i kompetencji, ma za to pieczątkę ministra konstytucyjnego
>rządu z woli Kaczyńskiego. Ale ma też coś więcej: kilkunastu posłów Solidarnej Polski,
>bez których nie ma sejmowej większości — a tym samym dalszej możliwości rządów swojego mocodawcy.
Rozumiem Pana głębokie rozczarowanie. Tyle, że zanim Pan kogoś, słusznie, skrytykuje to jako były „ekspert” Solidarności powinien się Pan wpierw uderzyć we własną pierś z wyznaniem „mea culpa, mea”. To wasza Solidarność wypuściła kontrrewolucyjnego dżina nacjonalizmu z butelki i jeszcze była z niego dumna. To wy idealizowaliście „suwerenność” II RP i opowiadaliście banialuki o jej wskrzeszeniu przyłączając się do prawdziwie suwerennego imperium UE (szlachic na zagrodzie równy itp.itd).
Więc nie zwalajcie teraz winy na różne ziobry, które się dorwały do koryta twórczo rozwijając głoszone przez was hasła. Ziobro „nie ma wiedzy” ale „ma coś więcej kilkunastu posłów Solidarnej Polski”???? Fajnie Pan to sformułował unikając jak ognia przyznania, że ci ludzi (i to całkiem sporo ich) mają mandat na wymądrzanie się od „suwerena”. Mandat, którego Pan nie ma. Podsumujmy Pana niewczesne żale słowami nieodżałowanego poety: „Miałeś chamie złoty róg”.