11.05.2026
Redaktor Tomasz Krzyżak w obszernym artykule „Watykan knebluje biskupów” na łamach dziennika „Rzeczpospolita” skomentował poufną instrukcję, jaką otrzymali od nuncjusza polscy biskupi w sprawie dokumentów dotyczących pedofilskich przestępstw kleru.

Wynika z niej, że biskupom rzeczonych dokumentów wydawać nie wolno ani lokalnym sądom, ani państwowej komisji ds. nadużyć seksualnych wobec nieletnich, kierowanej przez prof. Błażeja Kmiecika. Zarówno sądy, jak i komisja o takowe dokumenty występowały wielokrotnie. Czy Krzyżak ma racje, że to Watykan blokuje polskich biskupów, czy może raczej jest tak, że to polscy biskupi „załatwili sobie w Watykanie” takie właśnie podejście do sprawy? To jest pytanie retoryczne.
Watykan nigdy żadnych dokumentów nie udostępniał po dobroci. Zawsze był do tego zmuszany. Tak było w przypadkach najgłośniejszych jak historia założyciela Legionistów Chrystusa Maciela Marciala Degollado czy byłego kardynała Theodore’a McCarricka. Ten pierwszy został surowo przez papieża Benedykta XVI osądzony jako przestępca, a ten drugi przez papieża Franciszka pozbawiony nie tylko godności kardynalskiej, ale również wydalony ze stanu kapłańskiego. Obie sprawy są jednak dalekie od zakończenia i nie można powiedzieć, że Watykan w ich ostatecznym wyjaśnieniu gorliwie współpracuje.
Ale na tym nie koniec, bo nie chodzi tylko o utrudnianie dostępu do kościelnych archiwów, również nagminne lekceważenie, a nawet upokarzanie ofiar pedofilii drapieżców w sutannach budzi uzasadnione oburzenie. O takim przypadku chcemy opowiedzieć. Chodzi o ofiarę księdza pedofila Jana W. Jana Szymika z diecezji bielsko-białej, którą obecnie kieruje biskupa Roman Pindel.
Zacząć wypada od niecodziennej manifestacji, jaka miała miejsce 16 stycznia 2022 roku pod kurią biskupią w Bielsku-Białej z inicjatywy Strajku Kobiet. Jej główne hasło brzmiało: „Jak panu nie wstyd, panie Pindel?”.
Organizatorki na Facebooku napisały: „Bielska kuria oraz biskup Roman Pindel podważają cierpienie ofiary księdza pedofila! Żądają sprawdzenia, czy mężczyzna, który w dzieciństwie przeżył prawdziwą gehennę, nie jest homoseksualistą i czy tym samym relacja z księdzem nie była dla niego źródłem satysfakcji! Przypominamy – mowa o dwunastoletnim chłopcu! Jeśli tak samo, jak nam, trudno Wam sobie wyobrazić coś bardziej plugawego, bądźcie z nami w niedzielę pod gmachem bielskiej kurii! Dajmy wyraz swojemu skrajnemu zniesmaczeniu!”
To znana historia, o której pisały wielokrotnie media, zwłaszcza Onet piórem redaktora Szymona Piegzy. Warto ją w tym kontekście przypomnieć. Otóż ks. Jan W., były proboszcz z Międzybrodzia Bialskiego, jest oskarżany o to, że w latach 80. wykorzystywał seksualnie Janusza Szymika, który miał wówczas 12 lat. Ofiara duchownego twierdzi, że została przez księdza zgwałcona kilkaset razy. W czerwcu 2021 r. Szymik pozwał diecezję bielsko-żywiecką do sądu cywilnego. Domagał się wtedy zadośćuczynienia w kwocie trzech milionów złotych. Jednak diecezja jak informował media Szymik: „totalnie zignorowała wniosek o zawarcie ugody”.
Jednak to, co bulwersuje to fakt, że Kuria biskupia w Bielsku-Białej domagała się w piśmie „dowodu z opinii biegłego seksuologa na okoliczność ustalenia preferencji seksualnych powoda, w tym w szczególności ustalenia orientacji seksualnej powoda”. Stwierdzono także, że Janusz Szymik powinien zostać przesłuchany ze względu „na fakty związane z relacją powoda z księdzem, charakteru tej relacji, okazywania przez powoda zadowolenia z utrzymywania relacji intymnej z ks. Janem W. […] czerpania przez powoda korzyści, w tym materialnych, z utrzymywania relacji z ks. W.”, a także „braku stosowania przez ks. W. względem powoda przemocy, groźby czy podstępu” w utrzymywaniu kontaktów seksualnych.
Trudno się dziwić reakcji Janusza Szymika, który pisał, że „w głowie mi się nie mieści, że biskup mógł mnie tak poniżyć i zaprzeczyć samemu sobie. Próbują udowodnić, że pedofilia nie była dla mnie traumatycznym przeżyciem, a wręcz czerpałem z niej korzyści i zadowolenie. To nie jest zachowanie godne biskupa”.
Dodałbym, że to zachowania jest poniżej godności człowieka, a nie tylko biskupa. Po medialnych reakcjach Kuria biskupia wydała oświadczenie, że „w treści dokumentu, który jest odpowiedzią na pozew, nie powinny się znaleźć pytania dotyczące orientacji seksualnej Pokrzywdzonego oraz sugerujące »czerpania przez niego satysfakcji«. Przepraszamy Pana Janusza oraz wszystkie osoby zgorszone doniesieniami medialnymi. Dążąc do usunięcia wszelkich wątpliwości, na polecenie Biskupa Romana Pindla wniosek dowodowy w tym zakresie zostanie doprecyzowany w najbliższym czasie, aby można było ustalić okoliczności istotne dla prawidłowego rozstrzygnięcia Sądu Cywilnego przy uwzględnieniu wrażliwości Pokrzywdzonego i poszanowaniu Jego godności”.
Otwarte pozostaje pytanie, czy bez medialnej wrzawy bp Pindel zrozumiałby niestosowność swojego zachowania.
Wagi tego pytanie nie umniejszają dalsze wyjaśnienia rzeczonej kuria, która tłumaczy, że „działania Diecezji Bielsko-Żywieckiej nie mają na celu pomniejszania odpowiedzialności sprawcy, który dopuścił się przestępstwa wobec osoby małoletniej, a tym bardziej przerzucania winy na Pokrzywdzonego. Czyny przestępcze, których dopuścił się ks. Jan W., zostały dowiedzione przez proces kościelny, który rozpoczął bp Roman Pindel, a który zakończył się dekretem karnym zatwierdzonym przez Kongregację Nauki Wiary w Watykanie”.
Jak już wiemy z najnowszej watykańskiej instrukcji, którą nuncjusz obdarzył polskich biskupów, zarówno o przebiegu śledztwa, jak i jego ostatecznym wyniku dowiemy się tylko wtedy gdy zarówno biskup, jak i jego watykańscy mocodawcy zostaną do tego zmuszenia przez pana Janusza Szymika i jego prawników.

