19.02.2022
1. Smoki są. Zieją ogniem, dybią i w ogóle są złe. Czy jest wśród nas szewczyk Dratewka?
2. W galerii handlowej dwie jedenastolatki całymi sobą wyrażają; nie: są wcieloną radością życia i hymnem ku czci przyjaźni. Biegają między półkami, przebierają w batonikach, do kasy stoją w objęciach, potem, szczebiocząc, odbiegają gdzieś razem radośnie.
D.O. był jeszcze dzieckiem, kiedy zrozumiał, że najważniejsze są w życiu przyjaźnie, że nic nie daje takiej radości, jak one. Wspólnictwo, robienie czegoś, czego inni nie robią, czego nie wiedzą i nic im do tego: to nasza tajemnica, nasze, z radością dzielone wspólne doświadczenie.
3. Ale łatwo wpaść w pułapkę: dążąc do pomnożenia radości, szuka się kolejnych przyjaciół. Może nie ze wszystkimi jest taki feeling, jak z tym pierwszym, serdecznym, ale, co tam: radość i tak jest, choć pewnie nieco mniejsza.
Niestety, kiedy zbiera się grupa, rodzą się hierarchie. Rodzą się konkurencje. Zazdrości. Zawiści. Rodzi się walka o przyjaźń, trochę większą ze mną niż z innymi. Pożądanie wyłączności. Rodzi się niechęć. Niechęć rośnie pęcznieje. Z przyjaźni można płynnie przejść we wrogość.
4. Każda szkolna klasa ma swojego ogra, osiłka, który przyjaźń i wypływającą stąd radość miał za nic. Osiłek czerpał radość ze sprawiania przykrości, a jeszcze większą – ze sprawiania bólu. Wszystkich już piaskownica nauczyła, że nie swoich zabawek nie można zabierać. Ale nie ogra. Wpajane reguły: nie kradnij, nie bij, nie rób drugiemu, co tobie niemile – były dla wszystkich, ale nie dla ogra.
Któż nie trafił na takiego ogra w którejś klasie, w którejś fazie życia? Kogóż ogr nie nauczył, że bliźniemu nie można ufać, że bliźniego lepiej obchodzić z daleka, bo może sprawić ból? Kogóż ogr nie skazał na przykre godziny samotności, na tęsknotę za ludzkim ciepłem, poczuciem wspólnoty, za beztroską radością?
5. Jedną z częściej powtarzanych maksym Konfucjusza jest: „największym szczęściem jest spotkać w młodości mistrza”. Mistrza, który zechce zwrócić na ciebie uwagę i uformować; dać ci wiedzę i mądrość.
O, takie szczęście to rzadkość, takie szczęście nie każdemu dostępne!
D.O. długo szukał mistrzów, ale nie zwracali na niego uwagi, nie chcieli formować. Lecz D.O. się nie zniechęcił: sam sobie obierał mistrzów i starał się spijać z ich ust mądrości, których pożądał. Mistrzowie nigdy zapewne się nie dowiedzieli, że byli mimowolnymi mistrzami D.O. I nie tylko jego, oczywiście. Aż losy się odmieniły i spotkał wielu na studiach i przemieniał się – choć czasem bolało – w plastelinę, by oni mogli go uformować według swego mistrzowskiego widzimisię.
6. W półdelirium na jawie D.O. widzi te dziewczynki z galerii handlowej: jedna nazywa się Francja, druga Germania. Dobrały sobie jeszcze Italię, Belgię i Holandię. Wśród radosnej euforii, wraz z małym Luksemburgiem stworzyły fenomenalną paczkę przyjaciół: jeden za wszystkich, wszyscy za jednego. Radośnie biegły w przyszłość, przekonane, że nic nie zakłóci ich harmonii. To się tak spodobało innym dzieciom z tej klasy, że stawały na głowie, byleby do tej paczki przystąpić. Ale, kiedy grupa już urosła i okrzepła, zrodziły się w niej hierarchie. Konkurencje. Zazdrości; zawiści nawet. Na szczęście ta piękna przyjaźń rzadko przeradzała się w niechęć, ale sprawy już nie były takie proste, jak na początku, kiedy paczka przyjaciół składała się tylko z pięciu dziewczyn i jednego chłopaka.
Grupa zawsze była na tyle silna, że osiłki wolały trzymać się od niej z dala. Ale pojawił się ogr szczególnie wielki, szczególnie podły, bezczelny i szczególnie bezwzględny.
W zwartej do niedawna grupie też pojawiły się pierwsze rozłamy. Kilkoro jej członków ewidentnie starało się ją rozbić. Fascynował ich ogr. A ten nie szanował nawet granicy między jezdnią a chodnikiem i potrafił tak dalece połamać reguły współżycia, że na chodnik wjeżdżał czołgiem i miażdżył idące nią dzieci.
7. A sposób na ogra jest zawsze taki sam, od wieków, od tysiącleci. Choć łatwo znajduje gorliwych pomagierów, silnych jego siłą, złych jego nienawiścią, radosnych cudzą krzywdą, to jest na ogra i pomagierów sposób.
Zbieramy się wszyscy zaraz po ostatnim szkolnym dzwonku, zaczajamy niedaleko szkolnej furtki. Kiedy ogr wychodzi, naprzeciw niemu wychodzi dwóch odważnych. Mówią mu: „dosyć tego”. Ogr się śmieje i już zamierza zaatakować, kiedy z drugiej strony wychodzi dwóch innych odważnych i powtarzają: „dosyć tego”. Potem kolejni i kolejni. Aż będzie mały tłum mówiący: „dosyć tego”. Aż ogr zrozumie, że tu idzie gra o wszystko. Jeśli odpuści i ucieknie, nie będzie już wzbudzał strachu. Jeśli spróbuje mimo wszystko utrzymać władzę dzięki strachowi, jaki wzbudza, otrzyma potężne lanie. I już nigdy nie będzie krzywdzić, bo go spotka to samo.
To działa.
8. Jest 19 lutego 2022 r. Jutro prawdopodobnie ogr wjedzie na chodnik i rozjedzie pierwsze, idące nim osoby. Zdobi to dokładnie wtedy, kiedy wizjonerzy zapowiadali, że zrobi. Zrobi dokładnie to, to, co prorocy zapowiadali, punkt po punkcie. Bezczelnie, bezwstydnie, krwawo, Zrzucając winę na przechodniów i tłumacząc, że zabija osoby idące chodnikiem w samoobronie.

Wiecie, co robić.
Jacek Pałasiński





