25.02.2022

Coś sympatycznego z życia i zachowania polityków (i obywateli).
Nina Smolar (autorka wydanej niedawno książki o Winstonie Churchillu) w rozmowie w dodatku do Gazety Wyborczej „Ale historia”, pisze:
Na osiemdziesiąte urodziny Churchillowie byli we Francji. Trwało wielkie przyjęcie, gratulacje z całego świata. A tu nagle przychodzi złożyć życzenia zwykły włóczęga, któremu Churchill, gdy po wojnie wizytował Francję, dał cygaro. Melduje odźwiernym, że szedł przez całą Francję i zbierał pieniądze, by na urodziny wręczyć Churchillowi pudełko cygar.
* * *

* * *
Zapominamy jak nieporadnie postępowała władza w sprawie pandemii – od samego początku. Prawie dwa lata temu pisałem:
Relacja dziennikarki z przebiegu jej choroby:
Trudno dodzwonić się do sanepidu, tam też często gubią dane pacjentów, nie oddzwaniają, nie udzielają istotnych rad, trzeba wielu prób, żeby przyjechał ktoś i zrobił test na koronawirusa. Dziennikarka przebywała w izolacji w domu, razem z partnerem, który się jednak nie zaraził.
Pacjentka, dwa dni po stwierdzeniu przez lekarza, że jest chora, otrzymała z sanepidu informację, że została objęta czternastodniową kwarantanną. Nie ze względu na chorobę (pani z sanepidu nic o niej nie wiedziała), ale ze względu na kontakt z osobami chorymi.
Drugi test wykonano jej znacznie później niż zapowiedziano. Policja nie kontrolowała przestrzegania izolacji – przyjechali kilka dni po tym, kiedy już okazało się, że pacjentka wyzdrowiała, nazwisko i adres dziennikarki dostali z sanepidu dopiero dzień wcześniej.
To wszystko działo się na początku epidemii w Polsce, kiedy liczba chorych wynosiła tylko 280.
Inna historia, opisana w „Stołecznej”. Ojciec pani Ewy leżał w szpitalu na Bródnie. Któregoś dnia okazało się, że ma także koronawirusa. Pani Ewa go odwiedzała, jej dane były w karcie ojca, ale nikt się z nią nie kontaktował, choć szpital powinien to zrobić. Dzwoniła do stacji sanitarno-epidemiologicznych, żeby wyjaśnić swoją sytuację. Telefony przekierowały ją do placówek poza Warszawą, a tam radzono tylko żeby zadzwonić na pogotowie, kiedy poczuje się źle.
Po tygodniu pani Ewa i jej partner pojechali do szpitala zakaźnego przy ul. Wolskiej, tam przeprowadzono im testy i następnego dnia były wyniki: pani Ewa ma wirusa, partner nie ma. Gdyby sama nie zgłosiła się na badania to by chodziła i zarażała innych.
Podczas kwarantanny kontaktuje się telefonicznie z panią Ewą urzędniczka z Sokołowa Podlaskiego – warszawskie placówki są przeciążone. Urzędniczka nie ma wglądu do wyników badań, kontroluje tylko czy z panią Ewą jest wszystko w porządku.
Po siedmiu dniach od pierwszego testu przyjeżdżają pracownicy Wojsk Obrony Terytorialnej i pobierają wymaz – ale tylko pani Ewie, mimo że zgłoszono, że para razem odbywa kwarantannę, do partnera przyjadą następnego dnia. Po trzech dniach wyniki: partner zdrowy, pani Ewa – wynik nierozstrzygający. Dzięki pomocy opiekunki z warszawskiej placówki powtórzono pani Ewie test po dwóch dniach, a nie po siedmiu. Wynik ujemny.
Następnego dnia do pani Ewy dzwoni pracownik szpitala z Wolskiej i zaprasza na dodatkowy test – niezależny od tego z sanepidu. Wynik jest dodatni! Wynika to z faktu, że w szpitalu pobiera się wymaz z gardła i nosa, więc test jest dokładniejszy. Nie wiadomo czy obecnie pani Ewa jest zdrowa czy chora.
Także w „Stołecznej” reportaż poświęcony pracy pielęgniarek i pielęgniarzy. W szpitalach jednoimiennych wszystko jest, ale w innych szpitalach i domach pomocy brak środków ochrony osobistej, kogo stać to może sobie dokupić w internecie. Fragmenty reportażu:
– Obuwia ochronnego brak, tylko przydziałowe klapki, dziurkowane. Załóż sobie na nie reklamówki, jeśli się boisz.
– Przebieranie w jednej szatni. Fartuch z oddziału wiesza się obok ubrania, w którym wychodzi się do domu. Dwie maseczki na pięć pielęgniarek, jedna przyłbica na cały oddział. Do sal z zakażonymi personel pomocniczy wchodzi praktycznie bez ochrony.
– Jeśli przekroczy się próg DPS-u, w którym stwierdzono koronawirusa, to pielęgniarka staje się jego więźniem. Nie może wyjść nawet przez kilka dób, bo nie ma dla niej zastępstwa. Nie dostaje wystarczających środków ochrony osobistej, ale odmówić pracy nie może. Po kontakcie z zakażonym pacjentem test się nie należy, bo nie ma objawów.
Według oficjalnych danych z początku kwietnia: 17 proc. zakażonych stanowi personel medyczny.
* * *
Marcin Ogdowski, „Przegląd”:
Stała liczna obecność na wschodzie Polski to sprawdzian, z którym wojsko radzi sobie z trudem.
Amerykanie zwożą do Polski całe miasteczko dla ewakuowanych – mówi oficer z 17. Wielkopolskiej Brygady Zmechanizowanej. – W kilka dni zgromadzili wszystko, co byłoby potrzebne do zakwaterowania co najmniej kilkunastu tysięcy ludzi. My przez pół roku nie zdołaliśmy dowieźć na wschód wystarczającej liczby kontenerów mieszkalnych. Nadal część chłopaków mieszka w ziemiankach.
* * *
* * *
Prof. Magdalena Środa:
Przestają nas dziwić kolejna afera, kolejne kłamstwa, kradzieże, przywykamy do tego, że nic nie jest ważne, nic nie jest karalne, a więc nic nie jest złe (ani dobre).
* * *
Nasze władze (i nie tylko one) gardłują za natychmiastowymi surowymi sankcjami wobec Rosji za jej działania przeciwko Ukrainie (piszę to jeszcze przed napaścią Rosji na Ukrainę). Morawiecki skrytykował Unię za opieszałość: „Wstrzymanie Nord Stream 2 to pozytywna wiadomość, ale oczekujemy dalej idących kroków. Nie robi się interesów z agresorem”, Kaczyński: „Pierwsza dawka sankcji powinna być potężna”. Ciągle mówi się o gazociągu Nord Stream 2, który należałoby zamknąć, a najlepiej zlikwidować, bo Rosja otrzymuje pieniądze za gaz i kupuje za nie się zbroi.
Telewidz Szkła Kontaktowego zwrócił uwagę, że głośno i stanowczo domagamy się zamknięcia gazociągu Nord Stream 2, natomiast sami nie zamierzamy zrezygnować ze sprowadzania węgla z Rosji.
Przypomina się zagadka: Kiedy można gołą dupą zabić jeża? Odpowiedź: kiedy go się zabija cudzą dupą.
* * *
Przyznam, że nie rozumiem władców. Co powoduje nimi, kiedy dążą do zdobywania więcej trenów czy dóbr, zamiast poprawiać jakość życia obywateli. O Putinie mówi się, że jego ideą, która go napędza, jest odtworzenie Związku Radzieckiego. Co dziwniejsze, w Rosji jest wiele osób, które podzielają ten pogląd. O przywódcach mówi się też, że chcą przejść do historii. Co ich mogą obchodzić opinie jakichś przyszłych historyków, kiedy ich samych już nie będzie?
Przypomina mi się historia o królu Pyrrusie (tym od pyrrusowego zwycięstwa), który był zdolnym wojownikiem i podbił kilka krain. Otóż kiedy odniósł kolejne zwycięstwo i naradzał się ze swoimi wodzami, jeden z nich zapytał go o dalsze plany. Pyrrus odpowiedział: – Teraz napadniemy na sąsiedni kraj i podbijemy go. – A co dalej? – dopytywał się wódz. – Wtedy napadniemy na następny, a potem jeszcze na tamten – odparł Pyrrus. – A jak już podbijemy te wszystkie kraje, to co dalej? – Wtedy – odparł Pyrrus – będziemy sobie siedzieli i ucztowali. – A czy zamiast tego nie moglibyśmy już teraz usiąść sobie i ucztować? – zapytał wódz.
PIRS
źródła obrazu
- telewizja 3: BM
