Jerzy Łukaszewski: Liliputinki6 min czytania

()

27.02.2022

Rosyjska agresja na Ukrainę wywołała, co oczywiste, falę komentarzy, w ramach której każdy kolejny zabierający głos, szczególnie jeśli jest politykiem, starał się podkreślić ważność swego stanowiska w sprawie.

To, że żaden głos i żadne stanowisko nie ma w tym przypadku najmniejszego znaczenia dla dziejących się wydarzeń – zwykle jest pomijane, bo nie robi „dobrego wrażenia” i nie pozwala autorowi „odegrać roli”.

Obraz zawierający tekst, tablica suchościerna, szkicowanieOpis wygenerowany automatycznie

Jedno wszelako ma znaczenie i warte jest odnotowania. Otóż sposób wygłaszania i treść daje nam trochę informacji o mówiącym i to trafniejszych niż nasze codzienne zgadywanki.

Gdyby np. ktoś miał wątpliwości co do ograniczonych horyzontów wicemarszałka T., wystarczyło posłuchać jego opinii o tym, co zdarzyło się na Ukrainie i bardzo specyficznej „oceny” Putina w tym konflikcie. Wątpliwości znikają jak mara senna.

Jeśli wicepremier odpowiedzialny za bezpieczeństwo narodowe musi wszystkim pokazać, że robi łaskę pojawiając się na naradzie u – było, nie było – prezydenta kraju spóźniając się na nią ostentacyjnie to, co on NAM pokazuje? Co pokazuje oprócz tego, że jest źle wychowanym chamem i prostakiem, który naiwnie wierzy, że spóźniając się (zawsze i wszędzie – bo to u niego reguła) „ma wejście” (!!!)

Jakoś mu nie przyjdzie do głowy, że skoro potrzebne mu „wejścia”, by podkreślić znaczenie własnej osoby, to znaczy, że owa osoba jest wręcz chorobliwie zakompleksiona i rozpaczliwie szuka ratunku w takich durnych gestach. Ktoś, kto naprawdę ma coś do zaoferowania światu nie potrzebuje takich gówniarskich popisów, szczególnie w takim momencie. Stara, choć coraz częściej zapominana prawda.

Jeżeli gość o wyjątkowo zasłużonym pseudonimie „Pinokio” rano w sposób wyjątkowo i obrzydliwie zakłamany napada na Tuska oskarżając go właściwie o współudział w rosyjskiej agresji, a po południu gromkim głosem w sejmie nawołuje do „jedności” w obliczu niebezpieczeństwa, to jakoś ogarniają mnie wątpliwości co do prawdziwego celu, jaki on chciałby osiągnąć.

Wojna za miedzą nie sprawiła, że lokalne problemy poszły spać. Wręcz przeciwnie. One urosły, bo w obliczu wielkiej niewiadomej, która będzie nam teraz towarzyszyła co dnia, stają się one tym bardziej niebezpieczne.

Widać to choćby po tym, jak zachowują się nasi nieudacznicy. Nagle zyskali na werwie, z niezwykłą energią atakują (tych samych co zawsze) ze świętym oburzeniem gromiąc ludzi, którzy „w obliczu niebezpieczeństwa śmią wspomnieć o takich pierdółkach jak praworządność itp.”

Pan premier z odzyskaną nagle pewnością siebie grzmi na całą Europę popisując się swoją antyrosyjską jastrzębowatością i usiłując pretendować nieomal do kontynentalnego przywództwa oskarżając wszystkich o słabość i ustępliwość, zapominając przy tym, że to jego najlepszego sojusznika trzeba było przywołać do wspólnego, europejskiego porządku, bo początkowo niezbyt chętnie skłaniał się nawet do stosunkowo łagodnych sankcji wobec agresora, z którym łączą go liczne interesy.

Prezes di tutti prezesi nagle przypomniał sobie, że Polsce potrzebna jest armia. Na szczęście eks minister Macierewicz jest zbyt zajęty, by się nią zająć, jest więc nadzieja, że chociaż jakieś jej szczątki ocaleją po kolejnej „reformie” zapowiadanej buńczucznie przez wys … , znaczy … wybrańców narodu.

To wszystko naprawdę nie jest śmieszne, bo w przypadku bezpośredniego starcia z agresorem (a kto dziś takie wykluczy?) ci ludzie będą musieli zawiadywać w sposób bardziej bezpośredni naszym życiem i zachowaniem, a jeśli w normalnych, spokojnych czasach tego nie potrafili udowadniając to, co rusz, to jakie mamy gwarancje, że nagle spłynie na nich olśnienie i wykażą się jakimikolwiek umiejętnościami?

Czy potrafią chociaż stanąć na poziomie prezydenta Ukrainy, który w odróżnieniu od naszych miłujących Ojczyznę wodzów w ‘39 roku na propozycję ewakuacji złożoną mu przez Amerykanów odpowiedział, że „teraz potrzebuję amunicji, a nie podwózki. Zostaję.”

Zelenski. Z zawodu aktor. Komik. Brawa przy otwartej kurtynie!

Czy ktoś z naszych bonzów orientuje się, czy w polskich ośrodkach dla Czeczenów, których wyjątkowo dużą liczbą jeszcze niedawno rząd się chwalił są może zwolennicy Kadyrowa? Mam nadzieję, że nie ma, ale na wszelki wypadek bym sprawdził. Ktoś ze służb też?

W sytuacji, w jakiej się znaleźliśmy, na bliskim zapleczu frontu, wszystko ma znaczenie. Moje obawy nie biorą się z niczego.

Nieudaczność naszych polityków na co dzień bywa denerwująca, czasem śmieszna. W obecnej sytuacji jest niebezpieczna. Premier jedzie do Niemiec i grzmi pouczając inne państwo jak należy się zachować i to w niekoniecznie eleganckich słowach.

Jakoś dziwnie zapomina om własnych (między innymi) protestach, kiedy to nas starano się skłonić do jakiegoś rodzaju postępowania. Wtedy było oburzenie, że „nikt nam nie będzie mówił co mamy robić”, a dziś? Pomijam już fakt, że Niemcy zachowali się jak raz poważnie i sensownie najpierw dokonując przewidywanego bilansu zysków i strat, czyli zachowując się jak normalne państwo rządzone przez normalnych.

Jeszcze nie przebrzmiały słowa rzecznika rządu zdegustowanego tym, że „kanclerz nie odpowiedział nam na propozycje (sankcji)”, a już media europejskie ogłosiły jakie sankcje rząd niemiecki uzgodnił łącznie z pomocą wojskową dla Ukrainy. Premier wyszedł na idiotę?

Ależ skąd! Propaganda rządowa ogłosi, że to właśnie efekt wizyty polskiego premiera, że ich skłonił, nieomal zmusił itd. Bez słowa wyjaśnienia, że wojna to nie zabawa małych chłopców na podwórku (fakt, nie wszyscy bawili się na podwórku), ale stan, w którym należy przede wszystkim zachować trzeźwość umysłu.

Drugi geniusz, Andrzej D., zwany prezydentem (a czasem jeszcze inaczej pomimo, iż sąd nie stwierdził jednoznacznie czy to uprawnione pod względem medycznym) w świętym, gówniarskim oburzeniu zagrzmiał ośmieszając się na całą Europę, że „Ukrainę należy natychmiast (!!!) przyjąć do UE!!!” i , że „to się Ukrainie należy!” dając tym samym dowód, że kompletnie nie rozumie co to jest Unia Europejska i jak się zostaje jej członkiem.

Jestem w stanie uwierzyć, że interlokutor „Leśnego Ruchadła” i innych wykwitów współczesnej cywilizacji chce jak najlepiej, choć niewiele umie, ale przecież budżet kancelarii prezydenckiej jest chyba wystarczająco obfity, by zatrudnić choć jednego fachowca, choć jednego, który wie, na jakim żyje świecie.

Jeżeli wicepremier d/d bezpieczeństwa chce uchwalać nową ustawę o obronności Ojczyzny argumentując, że „stara jest mało zrozumiała” (czytaj: prezes nie kuma czaczy i nie czai bazy) to naprawdę jest się czego bać.

A w odróżnieniu od rządzących…

W Zamościu właścicielka sklepu „second-hand” zamknęła czasowo interes („korona mi z głowy nie spadnie”) urządzając w swoim sklepie noclegownię dla uchodźców z Ukrainy. Na dodatek pozostawiła w pomieszczeniach sprzedawane tam zazwyczaj zabawki , bo „przecież mogą przyjść z dziećmi, to się przydadzą maluchom”.

Krótko, konkretnie, bez dziwactw i popisów. Nawet nazwiska nie chciała podać dziennikarzowi.

Można?

Jerzy Łukaszewski

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.