Jacek Pałasiński: Drugi obieg (270)10 min czytania

()

18.04.2022

1.

Może być zdjęciem przedstawiającym jedzenie i w budynku
Publicystyczny stół świąteczny u artystycznego odłamu rodziny D.O. I ja tam byłem, miód i wino piłem, a com widział i słyszał, w księgi umieściłem.

Kiedy to było ostatni raz?

Może kiedy z pokaleczoną okropnie stopą, siedział dziecięciem na leżaku przed swym rodzinnym bieda domkiem?

A może na którymś z obozów harcerskich, może na tym, na którym przez dziki fart wygrał konkurs na rzucanie granatem do celu?

W każdym razie musiał być D.O. młody, kiedy ostatni raz siedział sobie – a może leżał – i gapił się w niebo, patrząc z zachwytem na leniwie przepływające chmury.

O, a to jest zajęcie nie lada! Inspirowało pokolenia poetów (no, kto przytoczy z pamięci jakieś wersety?)…

I oddał się D.O. z wielką rozkoszą temu zajęciu w niedzielę, na balkonie mieszkania artystycznej pary cudnych, młodych ludzi, ozdoby jego rodziny. Zaprosili – starowinków – na świąteczne śniadanie, trochę tradycyjne, trochę rozsądne (bo tradycje rzadko rozsądne bywają), a trochę publicystyczne: dlaczego publicystyczne widać po zdjęciu poniżej.

Och, kontemplacja chmur nie trwała długo, może jakiś kwadrans, ale pozwoliła odkryć ponownie dawno zapomniane rozkosze.

Może być zdjęciem przedstawiającym przyroda i chmura
Każda telewizja przy tym odsiada!

D.O. gorąco zaprasza P.T. Czytelników na leżaczek, na koc, na ławeczkę choćby, nos do góry, hajże w chmury!

A jeśli jeszcze pod chmurami będą rosły kasztany, jeśli ich pąki, kiedy się będzie wstawało, będą większe, niż kiedy się siadało, kiedy jakieś ptaki poświergoczą…

2.

Niedzielny przejazd przez Warszawę w świąteczny poranek to rozkosz. Ulice niemal puste, niespieszne, bez klaksonów, wyjących motocykli; kiedy jest na tyle mało samochodów, że Wisłostradę można przejechać niemal bez zatrzymywania się, znajdując na każdym skrzyżowaniu zielone, to prezent, który też każe przypominać młodość, kiedy podobnych wyczynów można było dokonać trabantem kombi, kiedy syrenki i wartburgi były rzadkie i od święta.

No tak… Potem człowiek przytomnieje z tych rozkoszy i przypomina sobie o wojnie, o zagrożeniach, o kłopotach – tu zdrowie, tu pieniądze – przypomina sobie o nigdy niekończącym się festiwalu narodowej nieżyczliwości…

Ale tym bardziej, każda taka chwila bez ponurych myśli, bez tłumienia w sobie niechęci, a nawet nienawiści, to w życiu współczesnego mieszkańca wielkiego miasta skarb.

3.

D.O. wzruszył się prawdziwie, kiedy przeczytał w „Wyborczej” (https://warszawa.wyborcza.pl/…/7,54420,28341460,prof…) wywiad z profesorem Jackiem Leociakiem, kierownikiem Zakładu Badań nad Literaturą Zagłady w IBL-u w PAN. Profesor jest autorem i współautorem wielu książek nt. Getta, w tym „Przewodnika po nieistniejącym mieście” napisanego wspólnie z prof. Barbarą Engelking. Profesor zapowiada, że tam, gdzie to możliwe, dawny Muranów zostanie odkopany, żeby pokazać, że istniał, ba, że istnieje nadal. W Muzeum „Polin” była nawet wystawa cymeliów, wykopanych ze zrujnowanych przez hitlerowców i zasypanych przez budowniczych nowego Muranowa Domów. To nie tylko przedmioty, ale także szczątki ludzkie, bo na terenie Getta nie było systematycznych ekshumacji, nie było powtórnych pogrzebów.

*Kiedy D.O. był młody nie potrafił przejść całkowicie obojętnie obok widocznych wtedy tablic „Tu, dnia tego i tego, hitlerowcy zabili”… i tu liczba Polaków.

Potem go długo nie było, a kiedy po 30 latach wrócił do swojego rodzinnego miasta, zdał sobie jaskrawie i boleśnie sprawę, że stąpa po cmentarzu, że pod jego stopami, wśród wysokich budynków odradzającego się i piękniejącego miasta, jest ziemia przesiąknięta krwią, znajdują się kości zmarłych w strasznych cierpieniach ludzi. I jakoś nie może uodpornić się na tę świadomość, zacząć traktować Warszawę jak każde inne miasto.

*Teraz, widok Buczy, Charkowa i Mariupola, każe do Muranowa, niemego świadka Zagłady 450 tysięcy (tylu ich tu było w szczytowym momencie) obywateli polskich pochodzenia żydowskiego, podchodzić z większym szacunkiem.

*To nie jest to samo uczucie, kiedy się chodzi po Forum Romanum, ale to samo, kiedy się przechadza po Via Appia Antica, wzdłuż której, wisiało sześć tysięcy ukrzyżowanych powstańców Spartakusa.

4.

List Otwarty do Pani Doroty Kozińskiej, Muzykolożki.

Szanowna Pani Doroto.

Nie znamy się, nigdy nie spotkaliśmy, więc proszę wybaczyć śmiałość w łamaniu konwenansu, ale chęć wyrażenia Pani solidarności jest od konwenansu silniejsza.

Jeśli w sobotę wieczorem oddawałem się dwugodzinnemu nic nierobieniu, to w dużej mierze dzięki Pani.

W sobotę wieczorem radiowa „Dwójka” nadawała francuski format „Muzyczny Trybunał”. Trójka muzykologów odsłuchiwała fragmenty dzieł muzycznych w różnych wykonaniach, omawiała je i wybierała najlepsze i zgadywała, kto był odtwórcą. To było diabelnie pouczające i zadziwiające: jak wiele każdy z uczestników wie na temat muzyki, o ile więcej potrafi usłyszeć w każdym wykonaniu, niż szeregowy meloman D.O. (We francuskim radio publicznym też jest to piekielnie fascynujące!)

I kiedy Pani nie było w Muzycznym Trybunale, D.O. był rozczarowany. Bo Pani była jego ozdobą. Ma Pani wiedzę przeogromną, wrażliwość, którą można by obdzielić sporych rozmiarów metropolię, opanowanie polszczyzny level Bralczyk, poczucie humoru i dystansu do siebie, piękny głos, a przede wszystkim osobowość jak stąd do kosmosu, z którego Pani zapewne pochodzi.

I do tego wszystkiego jest pani Porządnym Człowiekiem.

Napisała Pani w prywatnym poście, dostępnym tylko niewielkiemu gronu znajomych, że „obchody nie mają nic wspólnego z autentyczną tragedią, jaka rozegrała się pod Smoleńskiem”. Któryś z Pani znajomych, pewnie Judasz, zrobił print screen z tego krótkiego wpisu i dostarczył do Pisowskiego Radia, zwanego szyderczo „Polskim”. I od razu panią wywalili, rozwiązali umowy o współpracy, zakazali panią zapraszać i wymieniać pani nazwisko, choć jest Pani ekspertem od muzyki klasy światowej.

I dlatego, chciałem Pani powiedzieć, że D.O. już „Muzycznego Trybunału Dwójki” słuchać nie będzie. Ciekawi go tylko, czy red. Hawryluk przejdzie nad tym putinowskim posunięciem do porządku dziennego, czy na znak solidarności z panią poprosi panią dyrektor Putinowskiego Radia, funkcjonariuszkę pisowskiej ubecji, Agnieszkę Kamińską, żeby sobie sama ten program poprowadziła? A może będzie zapraszał tylko pana wicedyrektora Dwójki do spraw Czegoś Tam, Andrzeja Sułka, który podczas ceremonii wręczania diamentowej batuty maestrze Agnieszce Duczmal tak czule i serdecznie witał panią posłankę Joannę Lichocką Od Palca Pokazanego W Sali Sejmowej Chorym Na Raka Dzieciom?

Proszę przyjąć wyrazy szacunku, podziwu i solidarności.

Oddany – D.O.

5.

W ogóle to D.O. nie wie, ile wytrzyma, ale postanowił zrezygnować ze słuchania Katolickiego, Pisowskiego Radia Dwójka. W niedzielę, 10 kwietnia cały program poświęcony był „zbrodni smoleńskiej” (taka nomenklatura obowiązuje teraz, po raporcie Świra Kremlowskiego, w putinowskich mediach podbitych przez szajkę).

Potem, cały tydzień przedpaschalny, nadawano wyłącznie werbalne i muzyczne nawoływania do modlitw, bardziej intensywnie niż muezinów. To oznaczało w dużej mierze skazanie na muzykę dawną, bardzo dawną, z czasów, gdy Europą rządziła Inkwizycja, tak miła sercu dzisiejszej polskiej szajki. To się da znieść jako muzykologiczna ciekawostka przez pół godziny, a nie przez tydzień.

I tak zleciało dni siedem na odwyku od Dwójki. I okazuje się, że można żyć bez denerwującej logorei niektórych prowadzących, bez popisywania się przed innymi muzykologami, a tylko z płytami i pamięcią USB.

One mają oczywiście tę wadę, że zna się je na pamięć, choć to moc terabajtów. Trudno, jakoś sobie poradzimy.

I oto jeszcze jeden powód, by jak najszybciej przegnać szajkę: by także do „Dwójki” powrócił zdrowy rozsądek, by redaktorzy pozdejmowali komże i by modlili się w zaciszu domowym i kościołach, a nie na antenie radia publicznego, skierowanego nie tylko do wierzących katolików, ale także do wyznawców innych obrządków i religii, a także do tej garstki niewierzących, których zniewieścieli don Jędraszewski & don Zi0br0 nie wdeptali jeszcze całkowicie w ziemię.

Bo mimo skoku szajki na Polskę, to jej oficjalna nazwa nadal brzmi „Rzeczpospolita”. A to znaczy WSZYSTKICH! Paniatno, towariszczi putinowcy?

6.

Może być obrazem
Hieronymus Bosch, Wóz z sianem, detal

Zapewne jest, lecz D.O. jej nie zna, antologia muzyki, zwiastującej Szatana. Jest hałaśliwa, zgrzytliwa, niezbornie naśladująca uroczyste fanfary. Jest brzydka, ale fascynuje. Jak sam Szatan. Na przykład Kaprys. op. 13 Paganiniego (https://www.youtube.com/watch?v=5rL2LEGFzxI) albo cała opera „Mefislotele” Arrigo Boito (https://www.youtube.com/watch?v=vd1XL9-lBpY).

Może być zdjęciem przedstawiającym tekst „Vincenzo Civerchio, San Niicola da Tolentini”
Vincenzo Civerchio (Crema, 1470 circa – Crema, 1544), San Nicola da Tolentino (nie „Tolentini”, jak w podpisie), detal. Czy poszedłbyś za takim Szatanem?

Z pewnością jest, ale D.O. jej pod ręką nie ma, antologia reprezentacji Szatana w malarstwie europejskim. Tu panuje mniejsza oryginalność, ale to, co wszystkie te namalowane, figury Szatanów łączy, to brzydota. Szatan jest wstrętny i odrażający.

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
Giovanni da Modena, fragment fresku „Piekło”, znajdującego się w kaplicy Bologninich (zwanej także „Trzech Króli”) w bazylice Świętego Petroniusza w Bolonii. Ten też niespecjalnie pociągający…

No i to jest bez sensu, bo jak zrozumieć, co w szatanie jest takiego pokrętnie pięknego i magicznego, że przyciąga rzesze ludzi, zwłaszcza władców. Za wszystkimi tymi półkozami, rogatymi półsmokami, nikt by nie poszedł, tak, jak mało kto pójdzie za karaluchami, no, chyba, że jakiś niedostrzegający reszty świata entomolog.

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
Jan Van Eyck, Sąd Ostateczny, detal

Muzyka czasem lepiej tłumaczy świat niż malarstwo.

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
Hans Memling, Próżność ziemska i wiecznego zbawienia, detal, Musee des beaux-Arts Strasburg
W tej kolekcji brakuje jednego wizerunku, jakiego?

7.

Teraz i zawsze i na wieki wieków przyzwoitość jest, była i będzie okupywana prześladowaniami, torturami, a często nawet śmiercią. To stały element repertuaru wszystkich nieludzkich reżimów, na których czele stoi zawsze jakiś zimny sqrvysyn z ewidentnymi cechami psychopaty.

Są jak bazyliszki: przyciągają swe ofiary wzrokiem, paraliżują i pożerają.

Ale czasem zdarzają się cuda i takich belezebubów tłum, wśród scen radości, się pozbywa.

Taki dzień nadchodzi.

Jacek Pałasiński

„Drugi obieg” jest publikowany przez Autora na Facebooku. „Studio” udostępnia te teksty Czytelnikom – niekiedy z niewielkimi skrótami w stosunku do oryginału.

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.