19.05.2022

Od czasów przedpotopowych, czyli od lat przekraczających ludzkie pojęcie, czyli od likwidacji PRL, plączą się po naszej jaźni genialne wizje w sprawie wychodzenia z nocnika. Co jedna zyskuje przewagę, to zaraz pojawia się konkurencyjna i wio! Rozpoczynają się dyskusyjne harce o wyższości jednych nad drugimi. Do boju, na dialogowe noże, wkraczają dyżurne szwadrony sejmowych bęcwałów posługujące się inercyjnymi słowami bohaterów sztuki Mrożka „Indyk”: Trzeba coś zrobić.
Jednakże prócz powiedzenia, że „trzeba” nie sypią się konkrety, a zamiast nich rozprzestrzenia się uwodzicielski zapaszek demagogii. Ów populistyczny smrodek sprawia, że w zdrowych konarach pisowskiego narodu płonie żwawy ogień marazmu, zdycha więc wszelka motywacja do roboty; z powodu nadmiaru koncepcji, myśl o wyjściu z nocnika przechodzi w stan spoczynku. W rezultacie czego recepty nadające się do rozpatrzenia wędrują do kosza na podania, natomiast zdecydowanie głupie, traktowane są na serio; nie idą na przemiał i nie czeka je włóczęga po sejmowej lodówce.
*
Pedagogia, czy pedofilia, to dla suwerena jeden pies. Paradygmat kojarzy mu się z rozdygotaną paranoją, a normalność z wrogiem władzy. Zachwycony własnym tokowaniem, dąży do wklepania rozmówcy w podłoże. Oczarowany osobistymi deklamacjami kontentuje się umoralniającym wrzaskiem o naprawie, poprawie, remontach i wszelkich hecnych koniugacjach tych słów. Zadowala perorami o tym, że byłoby warto coś zasiać.
*
Jak kraj długi i szeroki, od zadeptanych gór po bałtyckie sinice, uwijają się pisowskie głąby naszpikowane frazesami. Czyniąc wokół siebie rozindyczony tumult i warchoł, poprzestają na nicnierobieniu. Starcza im goła intencja, gadanie od rzeczy i dowodzenie, że choć nie mają argumentów, to cieszą się lepszymi płucami i są zdolni przekrzyczeć oponentów.
*
Z przyczyn nieodgadnionych, teoretycznych, rzucanych na ślepo i na rympał, czyli bez zwracania uwagi na to, że zgadzając się na chochoła, zgadzamy się na samo okradanie, toczą się koleje losu przeciętnego Polaka; żyje w ustawicznym oczekiwaniu na zakończenie chocholego tańca.
I choć weselników powinno ubywać, to dzieje się na odwyrtkę, a celebra niemocy nadal trwa.

Marek Jastrząb
Pisarz
Debiutował w 1971 roku na łamach „Faktów i Myśli”. Drukował także w wielu innych czasopismach swoje opowiadania, felietony, eseje, recenzje teatralne i oceny książek. Jego prozatorskie miniatury były wielokrotnie emitowane w Polskim Radiu w Bydgoszczy.
źródła obrazu
- jastrzab: BM
