11.06.2022

Nie uważam, by rozum służył do wbijania gwoździ, choć niekiedy mam wrażenie, iż działania naszych polityków na to wskazują. Obserwuję ten przygnębiający proces wbijania ideologicznych gwoździ w narodowy czerep. Śledzę go nie od dziś i nie od dziś zalewa mnie krew, gdy biorę niechciany udział w laniu krokodylich łez, łez obłudnych, spóźnionych, jak lament nad nieboszczykiem sprzed pięciuset lat.
Płacz oczyszcza nie tylko kanaliki łzowe, ale jest też doskonałym środkiem na przeczyszczenie naszych sfrustrowanych sumień. Na oczyszczenie ich ze sparciałych fobii, urojeń i ksenofobicznych farfocli.
*
Mam nieprzyjemność widzieć to co dnia, gdy zmuszony jestem uczestniczyć w paranoidalnej szopce nieszczęść i utrapień, falstartów i zaniechań, poślizgów i wypaczeń określonej mianem rządzenia.
I podczas tych obserwacji dopada mnie refleksja z przeszłości: w zmurszałej pamięci plącze mi się Dulska, kiedym to, jako nieopierzone pacholę, namiętnie czytywał dramaty Gabrieli Zapolskiej.
Sceneria: jako właścicielka kamienicy oblicza, komu z lokatorów podnieść komorne. Oblicza i w końcu decyduje się na Bogu ducha winną kobiecinę, ponieważ kobiecina ta ośmieliła się wywołać SKANDAL. Skandal zaś polegał na tym, że owa nieszczęśnica próbowała otruć się i karetka pogotowia zajechała PRZED FRONTOWĄ BRAMĘ.
Rezultat? Podnosi jej komorne. Lecz że sumienie Dulskiej jest niewielkie, a poczucie sprawiedliwości – żadne, zacna mieszczka pociesza się szybko: to i co, że stoi tam MAGIEL i ludzie obijają się o niego? Mnie to nie szkodzi, bo ja tamtędy nie chodzę!
Wspomniana sztuka teatralna została tu wykorzystana jako ilustracja postępowania rządu. Dla uściślenia zapodam: KAŻDEGO rządu. A dla jeszcze większego uściślenia, dla każdego ośrodka decyzyjnego. Śmiem twierdzić nawet, że powyżej zaprezentowane wygodne myślenie ludzi kategorii zbiurokratyzowanej jest warunkiem pracy, np. w rządzie.
*
O umiejętnościach w podejmowaniu dalekosiężnych i długofalowych decyzji świadczy wizerunek naszej chropawej rzeczywistości. Bo gdzie się nie obrócimy, tam coś nas uwiera, drażni, wpędza we wściekłość. Gdzie nie spojrzeć i czego by nie dotknąć, jest koślawo i nie tak, jak obiecywano, że będzie. Że będzie mądrzej, lepiej, sprawiedliwiej.
Ekipa sprawiedliwych garuje na ławce rezerwowych, a do gry ruszyła dziarska ekipa uczciwych inaczej i zagorzałych miłośników bezsensu (co prawda jeszcze błyszczy w sondażach, ale już spada w efektach).
*
Problem nie polega na wymianie ekip, a na braku ciągłości: co która znajdzie się na szczytach władzy, zaczyna od dewastacji planów swoich poprzedników. Zmienia nie tylko wystrój swoich gabinetów, ale przede wszystkim sposoby kierowania nimi.
Choćby te poprzednie metody słuszne były, choćby miały przynieść wymierne efekty, traktowane są jak śmierdzące jaja i wyrzucane do kosza. Zjawisko to datuje się od czasu obalenia czerwonej gangreny i zastąpienia jej martwicą koloru nijakiego.
*
Zapominamy, że tyle jest do zrobienia, tyle do naprawienia, nadgonienia, do biurokratycznego doturlania się do wymogów unijnych, tyle wymyślania prochu, dowodzenia uczonym, że ziemia jest płaska jak naleśnik, że oświata, to wymysł niedorozwiniętych intelektualistów tak jak kultura, nauka, czy wspaniale dogorywająca Służba Zdrowia, tyle bezpłciowego debatowania, tokowania, mędrkowania o aferach i kompromitacjach, o spiskowym politykowaniu i chrześcijańskich wojażach z odczytami o gruszkach na wierzbie!
*
Od lat gimnastykujemy się z ubóstwem i kolejny raz zaciskamy pasa. Niczego nie możemy zaplanować, niczego przewidzieć, wszystko jest chwiejne i balansuje na krawędzi rozsądku. Było bezrobocie, były żarty z prezydenta, były śmichy-chichy o tanim państwie dla tanich drani, o wszechobecnych przeciekach, sprzysiężeniach i układach.
Nikogo nie oszczędzono. Pod oszczerczy młotek trafiły i AUTORYTETY, wykształciuchy oraz inne kpy; krótko mówiąc, każdy, kto miał odpowiednią dziurę w dupie, został przykładnie opluty, wyszydzony, wdeptany w błoto.
O tym wie rozmarzony śpioch o ksywie premier. Aż serce mu rośnie na widok przemocy, agresji, znieczulicy ogarniającej pączkujące rzesze administracyjnych patałachów.

Marek Jastrząb
Pisarz
Debiutował w 1971 roku na łamach „Faktów i Myśli”. Drukował także w wielu innych czasopismach swoje opowiadania, felietony, eseje, recenzje teatralne i oceny książek. Jego prozatorskie miniatury były wielokrotnie emitowane w Polskim Radiu w Bydgoszczy.
źródła obrazu
- jastrzab: BM
