17.06.2022
1.
Zbliżamy się do równonocy, więc zmrok zapada późno. Lecz nim zapadnie, dzieją się rzeczy cudne i prawie już zapomniane. Rozmawiają psy z całej, rozległej wsi. Szczeknie jeden, odpowiada drugi, trzeci, dziesiąty. Rzadko naraz: czyżby miały jakąś ustaloną kolejność lub przestrzegały dyscypliny, jak w chórze? Zrazu wydaje się, że to jakiś efekt elektroniczny, sztuczne pudło rezonansowe, nadające ujadaniu specyficzny pogłos.
A to po prostu echo.
W mieście w zasypianiu przeszkadza każdy hałas, tu szczekanie koi do snu.
No i słowiki. Są jeszcze słowiki! Tak dawno niesłyszane.
A jak gada jezioro! Kumka, kwacze, pluszczy, szumi, świerka i gdacze, ale jakoś tak kojąco.
2.
Lampaduza. Bardzo duza. To ona wyrywa człowieka ze snu o wpół do piątej. Przebija się przez moskitierę, szybę, firankę i zasłonkę, która skutecznie przesłania światło ulicznej latarni, ale nie jej: lampyduzej. Ale nie masz do niej żalu, choć poszedłeś spać zaledwie kilka godzin temu, pracując nad kolejnym wydaniem D.O.
Lampieduzej towarzyszą tryle. Najpierw jeden, pewnie jakiegoś ptaka alfa, potem coraz więcej i więcej. Kiedy się już wypowiedzą, kiedy wyczerpią tematy do ptasiej konwersacji, rozfruwają się na cztery strony świata i kawie na tarasie towarzyszą już tylko subtelne popiskiwania jaskółek, tych dużych i tych małych.
Niesprawiedliwe: ludzkie dzieci drą się w niebogłosy, torturują rodziców stu trzydziestoma decybelami świdrującego wrzasku. Dzieci ptasie dopominają się o swoje papu subtelnie, cichutko. Rozdziawiają dzioby, tworząc ogromną jamę, żeby przypadkiem kąsek od jaskółka czy jaskółki nie upadł gdzieś poza nią.
A psy? Milczą. Odsypiają.
3.
A w lesie to po prostu orgia. Koncert gigantycznego big-bandu na tysiące głosów. Niektóre śpiewają znane, choć dano niesłyszane pieśni, inne używają instrumentów zupełnie nieznanych w innych regionach świata. Wysokie sosny poskrzypują jedna do drugiej, gdy wiatr zawieje: „co tam panie dziejaszku”? – „Ano nic, łupie w sękach… ech… starość… A dęby na swoich liściach grają jak na subtelnym tamburynie i tylko czasami w tej koncert wdzierają się kastaniety. Woda, rozeźlona dmuchaniem, zmarszczy czasem czoło, ale pod wieczór, gdy woda czerwienieje, wygładza oblicze w kokieteryjnym uśmieszku. O zmierzchu, bez skargi, bierze na barki i niesie w świat dźwięk dzwonów z nieodległego kościółka. Do nozdrzy doleci zapach dymu z jakiegoś niewidocznego ogniska, na krótką chwilę uszy wypełni strzęp czyjegoś śpiewu… A potem na scenę wstępują psy.
4.
Choćbyś, jak ja, odwiedził sto katedr, wiesz, że żadna nie może się równać z doskonałością katedr ze stuletnich sosen. Czyś ty, kiedyś, człowieku, uroczył kolumnę o stumetrowej wysokości? Tak cienką? Tak giętką i tak twardą jednocześnie? I tak kolorową: od brązów i szarości na dole, poprzez żywą pomarańcz aż do zielonej grzywy, którą sosna uwielbia potrząsać?

I. w samochodzie mówi, że pisała pracę magisterską o sosnach i wie, że te, rosnące z brzegu, na pierwszej linii walki z wiatrem i śniegiem, są o wiele mocniejsze, niż te w środku lasu, wzajemnie się wspierające. Inna konstrukcja, siła, potęga. Gdy ktoś nieświadom wytnie sosny z kraja, te, które pozostają, łamią się pod naporem wiatru jak zapałki. Potem kolejne, kolejne… Stąd te katastrofalne spustoszenia po orkanach. Na linii frontu muszą być najsilniejsi, bez nich pada cała społeczność.
5.
Na szosach ze wschodu nadal stałe i ruchome łapanki. Ciekawe, czy kogoś ułowili w ten sposób? D.O. podejrzewa, że tylko robią sztuczne zatory, narażając ludzi na wypadki. Często tam w ostatnich paru dekadach bywał i – ale cicho! – wie, że, jak to zawsze przy głupich, zamkniętych granicach, prosperują przemytnicy. Jeszcze nie tak dawano na bazarze w Augustowie można było kupić każdy sowiecki towar, na ogół szmelc, ale jakoś znajdował nabywców. Czy wolno to było wwozić? Oczywiście, że nie było wolno! Czy działała polska służba celna? Oczywiście, że działała. A towar jak miał dojeżdżać, tak dojeżdżał. Gdy na którejś z szos pojawiał się patrol, a to policji, a to służby celnej, na trzy cztery wszystkie łady i zaporożce dawały nura w leśną przecinkę. Gdy patrol znikał, wracały na asfalt i jechały dalej. A nikt nie miał odbiorników CB ani krótkofalówek. Czasami, miejscowy ludek zawsze jakoś to wiedział, w środku lasu jakiś samochód otwierał bagażnik, podjeżdżały inne, szybka wymiana towaru na pieniądze i wszyscy, zadowoleni, rozjeżdżali się do domów. To zawsze tak działa, przy każdej granicy. Kiedyś, w biały dzień, palestyński taksówkarz dowiózł D.O. do samiutkiego środka teoretycznie okrążonego ze wszystkich stron przez wojsko izraelskie Betlejem i żaden wojak tego nie zauważył. Był miejscowy, miał rodzinę i znajomych i miał telefon komórkowy, prymitywny, bo to było w epoce przedsmartphone’owej.
Więc, możecie sobie, łotry, stawiać swoje haniebne płoty, a kto ma zostać przewieziony z Białorusi do Niemiec, i tak zostanie przewieziony.
6.
A co z tą wizytą europejskiej „trojki” w Kijowie? Rzeczywiście jest tak źle, jak napisał wysłannik „Die Welt”, co „Wyborcza” przedrukowała jako najważniejszą wiadomość wczorajszego wieczoru (https://wyborcza.pl/7,179012,28589913,koszmar-zelenskiego…)? Christoph B. Schiltz napisał, że za kulisami, Macron, Scholz i Draghi naciskali na Zełenskiego, by rozpoczął rozmowy pokojowe z Rosją (czyli wyrzekł się części ukraińskiego terytorium).

Cóż, to możliwe, ale D.O. woli wierzyć wysłannikom i korespondentom Reutera (https://www.reuters.com/…/german-french-italian…/), którzy napisali: „Po wcześniejszym odrzuceniu sugestii o łagodnym traktowaniu Rosji, Macron stwierdził, że Zachód nie będzie żądał od Ukrainy żadnych ustępstw, a okoliczności rozmów pokojowych będą na warunkach Kijowa”.

Jeśli to Reuter ma rację, a nie Welt ma rację, to i tak nie ma powodów do radości, bo absolutnie niezbędna broń zachodnia ma miejsce walk nie dojechała. Część zniszczyli Rosjanie, których szpiedzy donieśli o dokładnej lokalizacji owego sprzętu, w tym tak bardzo potrzebnych haubic. I Rosjanie zniszczyli jego część w okolicach Tarnopola kilka dni temu oraz w obwodzie lwowskim przedwczoraj.
I tu jest poważny problem, nie tylko – jakby mogło się wydawać – logistyczny, ale i polityczny. Dostarczenie sprzętu wojskowego na granicę niczego nie załatwia. On jest potrzebny 1200 kilometrów dalej na wschód. A zanim tam dotrze Rosjanie uderzą weń rakietami, a jeśli się spóźnią, to w pociągi, a w najgorszym dla nich wypadku w mosty lub tunele.
Gdyby kraje zachodnie zdecydowały się dostarczać rakiety i artylerię bezpośrednio w pobliże frontu, to „wygralibyśmy w 2-3 dni”, jak powiedział minister obrony Ukrainy.
W oczach Zachodu jednak byłoby to posunięcie niebezpieczne. Rozdrażniłoby Rosję. Uznałaby dostarczanie broni tam, gdzie jest ona potrzebna za bezpośredni udział w wojnie i mogłaby „wyciągnąć konsekwencje”.
Niestety Zachód nadal uważa, by Rosji nie upokarzać, to nie tylko Macron. Robi, co może, by nie być uznanym za stronę konfliktu.
To krótkowzroczność, ba: brak mądrości politycznej. Putin i tak już ich ma za stronę konfliktu i jeśli utrzyma się przy władzy i jeśli tajemnicza choroba go nie zmoże, to się na krajach dostarczających broń Ukrainie zemści. Więc, czy dostarczą broń tu, czy dostarczą tam, do dla Putina wsio rawno. To pamiętliwy i zawzięty suqinsyn.
Gdybyż tylko Zełenskiemu udało się było przekonać zachodnią trojkę do tej prostej prawdy! Ale z żadnego komunikatu, z żadnej korespondencji nic takiego do tej pory nie wynikło.

Wtf?
Nie posłuchają, ale D.O. i tak zaapeluje: nie wsadzajcie, drodzy Scholz, Macron i Draghi tego sprzętu do pociągów! Wpakujcie go do samolotów transportowych i zawieźcie jak najbliżej Siewierononiecka.
Świat już patrzył, jak nic nie robiliście podczas męczeńskiej agonii Mariupola. Nie pozwólcie, by obrońcy Siewierodoniecka zostali do nogi wybici lub pomarli z głodu i pragnienia.
7.
W drodze z Kijowa do domów, paru dziennikarzom udało się do liderów zbliżyć i coś tam podpytać. Jak dotąd żaden wersji „Die Welt” nie potwierdził. Najbardziej zaskakującej odpowiedzi na pytanie o przebieg rozmów z Zełenskim udzielił Mario Draghi, premier Włoch: „Nie prosił nas o nową broń” – powiedział (https://www.repubblica.it/…/ucraina_draghi_macron…/…).

Milusi… Do tej pory Ukraina leżała na biegunie południowym.
A ta sama „Repubblica” uznała wspólną podróż „trojki” z Medyki do Kijowa za „dowód połączenia Ukrainy z Europą”.
8.
Do tej pory D.O. nie wspominał jeszcze o rzeczy, z powodu której gula mu rośnie. Nawet dwie: jedna z jednego, druga z drugiego boku. Przejrzyjcie, proszę, P.T. Czytelnicy, gazety lub portale zachodnie. Owszem, gdzieś między wierszami niektóre piszą, że wśród trzech wielkich liderów plątał się jakiś czwarty, mniej ważny, z jakiegoś mało ważnego kraiku. Większość w ogóle go nie odnotowuje.
A liderów było czterech, przy czym czwarty, prezydent Rumunii Klaus Iohannis, zdaniem D.O jest mądrzejszym człowiekiem i lepszym politykiem od pozostałych trzech razem wziętych.
No to teraz popatrz, Czytelniku, poniżej, na zdjęcie strony Fox News. Iohannis został przez prawicową, amerykańską stację informacyjną mianowany prezydentem … Polski.

D.O. pisze o tym, byś, Czytelniku, zdał sobie sprawę z miejsca Polski w świecie. I Rumunii też. I tak cud, że niektórzy rozróżniają. Dla opinii publicznej to wszystko jakaś amorficzna mgławica, występująca pod nazwą „Eastern Europe”, „Europe de l’Est”, „L’Europa dell’Est”. Podobno tam są jakieś różne kraje, ale nikt nie wie, jakie. Co? Parę z nich jest w Unii Europejskiej? Niemożliwe!
Polskie media piszą sporo o „upokorzeniu Polski” faktem, że wśród liderów nie znalazł się żaden boss szajki.

Otóż D.O., bez emocji i zajadłości oświadcza tu niniejszym, że tak, jak D.O., tak, jak Czytelnicy, tak i wszyscy liderzy cywilizowanych krajów doskonale wiedzą, że zarówno mlaskający Blues Brother, jak i Kombinator Kościelno-Obligacyjny, oraz niezbyt dzielny Wojak Szwejk to pajace, na których nie warto tracić czasu, natomiast warto stanąć na głowie, żeby nie musieć ich spotykać, ani z nimi rozmawiać.
9.
A ten gnojek Miedwiedew, tak wkurzony, że swojej willi i swojej winnicy w Toskanii z ukradzionych Rosjanom pieniędzy nie dają mu odwiedzać – daje popis na twitterze: „No lubią europejscy koneserzy żab, wątróbek i makaronów odwiedzać Kijów. Korzyści – zero. Znowu obiecali wstąpienie do UE, stare haubice, dziabnęli gorzałki i do pociągu, jak sto lat temu, – do domu. I wszystko dobrze. Tylko to pokoju do Ukrainy w żaden sposób nie przybliża. A zegar tyka”…
A wcześniej, na wiadomość, że Amerykanie podpisali dwuletni kontrakt na dostawy do Ukrainy swojego ciekłego gazu z odłożonym czasem płatności palnął: „A kto powiedział, że za dwa lata Ukraina będzie jeszcze istnieć”?
No nikt nie powiedział.

I dziś mało kto postawiłby dolara na to, że za dwa lata Miedwiediew będzie istnieć. I Federacja Rosyjska będzie istnieć…
10.
No to jeszcze parę fleszy:
• W USA w ciągu ostatniego roku powstało sto nowych księgarń wielobranżowych (bookstore), a dwieście innych wznowiło działalność (https://www.repubblica.it/…/librerie_indipendenti…/…).
• Jens Stoltenberg bronił wczoraj NATO przed oskarżeniami papieża, jakoby Ukraińska wojna była „być może jakoś sprowokowana”.
• W niedzielę odbędzie się druga tura wyborów prezydenckich. Szanse na wybór ma psychopata Rodolfo Hernández, b. burmistrz miasta Bucaramanga, który swoich radny lubi bić po twarzy, używa całych serii wulgaryzmów w polemikach internetowych i kiedyś określił Adolfa Hitlera jako „wielkiego niemieckiego myśliciela”. Filmik z mordobicia: https://www.theguardian.com/…/rodolfo-hernandez…

• Na centralnym placu San Carlo w Turynie odbył się trzeci etap światowego konkurs mielenia kawy. By dowiedzieć się, dlaczego mielenie jest tak ważne, jaki jest idealny stosunek zmielonego ziarna do wielkości dziurek w sitku, jaka powinna być temperatura wody, przesączanej przez zmieloną kawę i wielu innych rzeczy, musisz, Czytelniku, przebrnąć przez parę grubych ksiąg. Na razie uwierz D.O. na słowo, że to ważne (https://video.repubblica.it/…/il-primo…/418538/419472…).

11.
Koło 7.30 lampaduza znikła. Nadciągnęły sine chmury. Od tamtej chwili, co chwila leje deszcz. 10-12 stopni. Ciasny pokoik w drewnianym domku, kominek, herbata i gadanie.
Tfu, tfu, tfu, na psa urok!

Jacek Pałasiński
„Drugi obieg” jest publikowany przez Autora na Facebooku. „Studio” udostępnia te teksty Czytelnikom – niekiedy z niewielkimi skrótami w stosunku do oryginału.
