Janusz J. Tomidajewicz: Ruch Macrona bez większości bezwzględnej7 min czytania

25.06.2022

Macron
Photo by gregroose on Pixabay

Jednym z pierwszych komentarzy, jakie przeczytałem po ogłoszeniu wyników wyborów parlamentarnych we Francji było zamieszczone na Onet.pl stwierdzenie:

.

  • W wyborach parlamentarnych we Francji bardzo dobre wyniki odniosły dwa populistyczne ugrupowania: lewicowy sojusz Nupes oraz prawicowe Zjednoczenie Narodowe Marine Le Pen
  • Ruch Macrona nie ma większości bezwzględnej. Prezydent będzie potrzebował poparcia populistów, aby przeforsować jakąkolwiek decyzję
  • Porażka Macrona to zła wiadomość dla Unii Europejskiej, ale w nieodległej perspektywie realny jest jeszcze czarniejszy scenariusz

Komentarz ten (bo to nie tylko informacja) natychmiast wzbudził u mnie sprzeciw, a nawet oburzenie. Po pierwsze dlatego, że w jednym rzędzie postawiono w nim, reprezentowaną przez Nupes francuską lewicę oraz nacjonalistyczne Zjednoczenie Narodowe. Po drugie zaś dlatego, że za zagrożenie uznano w nim konieczność uzyskiwania przez Prezydenta Macrona poparcia tzw. populistów.

Uważam, że nigdy nie wolno w jednym rzędzie stawiać lewicy (nawet tej radykalnej, jaką reprezentuje J. L. Melanchon) i nacjonalistów, takich jak M. Le Pen. To, co zasadniczo różni nawet skrajną lewicę od nacjonalizmu to przede wszystkim to czyje interesy pragną one reprezentować. Ujmując rzecz skrótowo: dla nacjonalistów to „Naród”, zaś dla lewicy to „Lud”. Oczywiście jak zwykle problem tkwi w szczegółach, to jest w tym, jak przez jednych i drugich rozumiany jest „naród” a jak „lud”.

Niezależnie jednak od konkretnych kryteriów i definicji pojęcie narodu zawsze odwołuje się do kryteriów etnicznych, kulturowych a bardzo często także do religijnych, a nawet rasowych. Natomiast użycie określenia lud oznacza odniesienie się do aktualnej sytuacji ekonomicznej i społecznej danej grupy.

Dlatego ruchy nacjonalistyczne zawsze będą stawały w obronie jedynie tej części społeczeństwa, którą uznają za tworzącą naród, przed innymi, których do narodu nie zaliczają. Tym samym nacjonalizm prowadzi do podziału społeczeństwa na lepszych, zasługujących na przywileje i na gorszych, od których należy wymagać podporządkowania i dostosowania się do wymagań narodu. W rezultacie niezależnie od taktycznych deklaracji przedwyborczych, ruchy i partie nacjonalistyczne zawsze będą miały skłonność do braku tolerancji dla różnych mniejszości i do autorytarnego narzucania arbitralnie ustalonych wartości narodowych całemu społeczeństwu. W odniesieniu do ostatnich wyborów we Francji trzeba przyznać, że Le Rassemblement National pod kierownictwem Marine Le Pen starało się ukryć to swoje nacjonalistyczne oblicze i skoncentrowało swą kampanie wyborczą na problemach społecznych i ekonomicznych. Jednak nawet w tak przykrojonym i złagodzonym dla potrzeb wyborczych programie znalazła się propozycja konstytucyjnego wprowadzenia priorytetu narodowego („priorité nationale”) uprzywilejowującego Francuzów w polityce zatrudnienia i w mieszkaniowej.

W przeciwieństwie do tego Nupes, czyli ponownie zjednoczona po latach francuska lewica, w swym programie wyborczym zawarła obok klasycznych lewicowych postulatów socjalnych (takich jak podniesienie płacy minimalnej, skrócenie czasu pracy, tworzenie nowych miejsc pracy czy zapewnienie każdemu stabilnego zatrudnienia), także obietnice walki o równość i likwidację dyskryminacji czy to ze względu na płeć lub orientację seksualną, czy rasę lub miejsce urodzenia. W szczególności w programie lewicy znalazło się stworzenie ułatwień dla uzyskiwania pełnych praw przez imigrantów, objęcie ich wszystkimi prawami socjalnymi, a także walkę z pogwałceniami praw podstawowych wobec uchodźców i migrantów, stosowanymi przez Frontex .

Przy tak podstawowych różnicach programowych stawianie zjednoczonej francuskiej lewicy na jednej płaszczyźnie z nacjonalistyczną partią M. Le Pen jest oczywistym nadużyciem propagandowym, mającym na celu jej dyskredytację w oczach odbiorcy.

To, co zapewne można by uznać za łączące oba ruchy, to pewien sceptycyzm wobec Unii Europejskiej i NATO. Jednak i w tej kwestii różnice są wyraźne. Na lewicy bowiem pewien sceptycyzm wobec UE wyrażał sam Melanchon i jego partia FI, jednak w programie Nupes przekształcił się on w postulat działania na rzecz odejścia UE od neoliberalnego i produktywistycznego traktowania integracji i dążenie do przekształcenia jej we wspólnotę ukierunkowaną na sprawiedliwość społeczną, ekologię, rozwój usług publicznych i postęp społeczny. To jednak coś zupełnie różnego od lansowanej przez M. Lew Pen Europy Ojczyzn.

Także szybkie i łatwe zaliczenie zjednoczonej francuskiej lewicy do populistów trudno określić inaczej jak propagandowe nadużycie. Czym bowiem jest populizm i dlaczego używa się go jako dyskwalifikującej etykietki politycznej?

Zgodnie ze swym encyklopedycznym znaczeniem to «popieranie lub lansowanie idei, zamierzeń, głównie politycznych i ekonomicznych, zgodnych z oczekiwaniami większości społeczeństwa w celu uzyskania jego poparcia i zdobycia wpływów lub władzy». Przy takim rozumieniu populizmu trudno pojąć, dlaczego mielibyśmy oceniać go negatywnie. Chyba jedynie dlatego, że popieranie zamierzeń zgodnych z oczekiwaniami społecznymi traktowane jest przez populistów jako narzędzie zdobycia władzy, a nie jako cel działania politycznego.

Jednak praktyczne rozróżnienie między działaniem partii, która odwołuje się do oczekiwań społecznych jedynie instrumentalnie (czyli populistycznej) a partii dążącej do zdobycia władzy po to, by zrealizować oczekiwania społeczne, traktowane jako wartość sama w sobie (czyli partii „ludowej”), jest bardzo trudne na etapie walki o władzę. Tak naprawdę daje się je przeprowadzić dopiero na etapie realizacji programu, po uzyskaniu władzy przez partię. Dopiero wtedy widać czy partia realizuje rzeczywiste oczekiwania społeczne, czy posługuje się nimi tylko dla utrzymania władzy. W Polsce najlepszym przykładem instrumentalnego traktowania realizacji oczekiwań społecznych, jako narzędzia utrzymania władzy, jest polityka PiS w kwestiach socjalnych.

Innym, już pozadefinicyjnym powodem wiązania z populizmem negatywnych ocen moralnych i politycznych, może być formułowanie przez populistów postulatów, wprawdzie zgodnych z oczekiwaniami społecznymi, lecz nierealistycznych lub powodujących, w szczególności w dłuższym okresie, poważne negatywne konsekwencje społeczne i ekonomiczne. Na podstawie tego kryterium można już próbować oceniać nie tylko realizowaną rzeczywiście politykę, ale także program społeczno-polityczny prezentowany przez daną partię. Problem polega jednak na tym, że niezmiernie trudno jest z góry powiedzieć, które zamierzeń programowych są realistyczne, które stanowią wyraz „marzeń o lepszej przyszłości”, a które są tylko chwytem propagandowym dla pozyskania wyborców. W szczególności często formułowany wobec partii i ruchów lewicowych zarzut braku realizmu lub szkodliwości ekonomicznej ich postulatów w rzeczywistości okazywał się fałszywy. W początkach XX w. dotyczyło to wprowadzenia 8-godzinnego dnia pracy, czy przyznania praw wyborczych kobietom, zaś w czasach dużo nam bliższych, prospołecznych reform wprowadzonych w Brazylii przez L.I. Lula da Silvę a w warunkach polskich katastroficznych wizji wiązanych z wprowadzeniem przez rząd PiS programu 500+. (Niezależnie bowiem od często negatywnej oceny sprawiedliwości i skuteczności tego programu, na pewno nie stał się on katastrofą dla finansów publicznych).

Wskazane tu problemy ze zdefiniowaniem i identyfikacją populizmu powodują, że łatwe etykietowanie ruchów politycznych jako populistycznych należy traktować raczej jako zniechęcający do naszych przeciwników chwyt propagandowy, niż jako składnik racjonalnej analizy społeczno-politycznej.

Dotyczy to także oceny francuskiej lewicy. Dlatego to, że uzyskała ona wynik pozwalający jej blokować niekiedy nadmiernie neoliberalne inicjatywy prezydenta Macrona stanowi dla mnie raczej powód do nadziei na bardziej prospołeczną politykę w samej Francji i w ramach całej UE, niż źródło obaw o przyszłość tej organizacji.

Janusz J. Tomidajewicz

Em. prof. ekonomii na UEP i Uniwersytecie Zielonogórskim.
Założyciel Unii Pracy i wieloletni członek jej władz krajowych i regionalnych.

Print Friendly, PDF & Email
 

Odpowiedz

wp-puzzle.com logo