04.09.2022
Nie tak dawno sam pisałem o obłudzie Franciszka, ale miało to związek z konkretną sprawą, brakiem reakcji na seksualne nadużycia jego bliskiego współpracownika kardynała Quellete. To jeszcze jednak daleka droga do całkowitego przekreślania tego pontyfikatu i domagania się głośno abdykacji. Nie tak szybko panowie – chciałoby się zakrzyczeć.
Bo jednak chór głosów jest doprawdy zdumiewający: Watykan bez sterów, kiedy wreszcie abdykujesz, to już mój ostatni tekst na ten temat! To tylko niektóre tytuły głośnych watykanistów nadwiślańskich.
Z jednej strony rozumiem emocje, sam im ulegałem. I niczego z krytycznych słów, jakie napisałem pod adresem Franciszka nie odwołuję. Jednak chciałbym skromnie zauważyć, że papiestwo to nie tylko geopolityka, to przede wszystkim globalna organizacja, której zarządzanie wcale nie jest łatwe. Pamiętam zachwyty nad Janem Pawłem II, jakim to wspaniałym był papieżem, jak charyzmatycznie zarządzał globalnym katolicyzmem, jak wszędzie docierał. A po kilkunastu latach pojawiają się wcale nieodosobnione głosy, że być może był to najgorszy pontyfikat w dziejach tej instytucji.
Z Franciszkiem jest podobnie. Wczorajsi entuzjaści stali się dzisiaj bezwzględnymi krytykami. Chciałbym zachęcić do umiaru.
W USA wielu rozpisuje się o genialnej wręcz nominacji kardynalskiej mało znanego wcześniej biskupa Roberta McEnroya. Pisałem o nim już w 2016 roku jako bodajże jedynym, który wyśmiał pomysł Trumpa na mur z Meksykiem. Myślę, że to ważne, że w najnowszych nominacjach zabrakło Polaka. W polskim katolicyzmie dzieją się złe rzeczy, wyraźnie się zapada. I dobrze. Niech się w końcu zapadnie i przestanie wspierać partię, która prostą drogą prowadzi do zapaści państwa.
Franciszek to widzi i dlatego w tę stronę nie patrzy. Patrzy gdzie indziej. I warto czasem spojrzeć tam, gdzie obecny papież szuka i znajduje znaki nadziei.
To może być i dla nas wskazówka, że zapaść obecnej wersji przaśnego, upolitycznionego i magicznego katolicyzmu to jeszcze nie jest cały katolicyzm i tym bardziej chrześcijaństwo.
Warto więc dać szansę Franciszkowi. Niech odnawia katolicyzm i niech jak najmniej wypowiada się na temat polityki, bo się na niej po prostu nie zna. A zresztą nie musi się też znać. Wystarczy by był chrześcijaninem tak jak jeden z jego poprzedników Jan XXIII.


Jakoś do końca mnie to nie przekonuję że postawę Franciszka wobec wojny na Ukrainie można skwitować że nie zna się na polityce. Doceniam szersze spojrzenie i na ten klucz nominacji kardynalskich i wezwanie do umiaru jest to zawsze bardzo potrzebne a takich głosów jest mało. Stare przysłowie jednak mówi że przyjaciół poznaje się w biedzie i jednak nawet my Polacy mamy prawo poczuć się zdradzeni całą narracją Franciszka wobec tej wojny. Wydaje mi się że poglądy geopolityczne Franciszka przesiąknięte są jakiegoś rodzaju klerykalizmem. To co można wyczuć to jakiś lęk przed demokracją liberalną którą kler błędnie postrzega jako największego wroga bo ta stawia mu wymagania którym nie jest w stanie sprostać, zadaje pytania kim jesteście? Jakie jest wasze świadectwo? Pyta o zgodność nauczania z codziennym postępowaniem, pyta o prawa kobiet, małoletnich itd.
Franciszek z Cyrylem złożyli w 2016 wspólną deklaracje że będą stawiać się „moralnej zgniliźnie’ Zachodu. Być może to jest klucz do zrozumienia Franciszka i tego typu mentalności że Kościół katolicki czuje się bardziej komfortowo w reżimach autorytarnych bo w nich nie zagraża mu tzw sekularyzacja.
Pozwolę sobie wkleić fragment mojej wypowiedzi z rozmowy, która się jeszcze nie ukazała (nie wiem gdzie i kiedy się ukaże), która oddaje złożoność sprawy.
Po pierwsze: tu dotknę rzeczy, której myślę, katolicy nie są świadomi, że oni i sam Franciszek do tego zachęca, na przykład wprowadził w ruch cały proces synodalności i mówił o tym, że nie tylko możecie, ale powinniście krytykować swoich przełożonych, biskupów i mnie. Więc myślę, że w tej całej trudnej sytuacji dla katolików dzisiaj, trzeba sobie jasno powiedzieć, że tak jak irytował Latynosów Jan Paweł II, który w 1983r w Nikaragui wtrącał się w politykę tam, co było dla nich po prostu przerażające i mamy te relacje jak on im tam grozi, tym ministrom w rządzie w Nikaragui. Kontekstowo wtedy Jan Paweł II miał obsesję antykomunistyczną i wszędzie widział piątą kolumnę bolszewicką. Myślę, że Franciszek ma inną fałszywą perspektywę, on nie rozumie nas w Europie wschodniej, że dla nas Rosja Putina jest śmiertelnym zagrożeniem. On ma perspektywę Latynosa, który widzi NATO i Amerykę jako tych gringo, który jest szeryfem światowym i robi na tym swoje interesy.
Po drugie: mówienie, że Franciszek jest papieżem Putina to: Dla mnie to jest dotknięcie absurdu. Ja się mogę z Franciszkiem nie zgadzać i się nie zgadzam, bo uważam, że on nie zna się zwyczajnie na wschodniej geopolityce. Na Rosji Putina się kompletnie nie zna, to, że on chce z nim rozmawiać to jest jego prawo, podejrzewam, że ma gdzieś zakodowane w DNA spotkanie Franciszka z Asyżu. Wtedy sułtan rzeczywiście najpierw potraktował Franciszka jak pomyleńca, ale potem ujął go swoją prostotą i zdaje się, że tam rzezi więcej nie było, więc może tutaj są tego typu nadzieje, ale mówienie, że on jest papieżem Putina jest po prostu nieporozumieniem. Jest takim ferworem publicystycznym, który zaciemnia sytuację, a nie pozwala jej zrozumieć.
Po trzecie: wypowiedzi Franciszka na temat wojny to strzępy jego wypowiedzi dla mediów, a nie systematyczne zajęcie stanowiska, więc to nie jest obowiązujące (chodzi tu zwłaszcza wypowiedz dla włoskiej Corierre della Sera. I dla mnie bardzo ważne jest coś, co w Polsce w ogóle jakoś nie wybrzmiało, a mnie się wydaje, że to jest bardzo istotne: na końcu tej rozmowy Franciszek mówi, że polecił przedrukowanie tekstu kardynała Carlo Maria Martiniego z grudnia 2001 roku. Komentuje w nim atak terrorystyczny z 11 września 2001 roku. Martini pyta o dwieście lat upokorzenie Arabów przez Europejczyków. Zachęca do uważnego czytania Biblii. Komentuje fragment Ewangelii Łukasza, gdzie jest mowa o tym, że Piłat zmieszał z krwią ofiar krew niewinnych. I co Pan Jezus mówi, czy oni byli winni, czy Piłat jest winny? Wszyscy jesteśmy winni! Nawróćcie się! I tutaj ja Franciszkowi kibicuję.
I jeszcze taki głos, który jak myślę pokazuje, że głos Franciszka jest jednym z wielu: „Roger Waters, lider Pink Floyd w liście do ukraińskiej pierwszej damy sugeruje, że to Ukraina ponosi winę za rosyjską inwazję i powinna rozpocząć negocjacje pokojowe. Ołena Zełenska: „Proszę pisać do prezydenta Rosji”. „Radykalni nacjonaliści pchnęli wasz kraj na ścieżkę wiodącą do tej katastrofalnej wojny” – pisze Roger Waters w liście otwartym do Ołeny Zełenskiej, który opublikował na swoim koncie na Facebooku. Poucza w nim pierwszą damę Ukrainy, by zamiast prosić Zachód o wsparcie w postaci broni, naciskała na „swojego staruszka”, by zasiadł do negocjacji pokojowych z Putinem. Brytyjski muzyk zamieścił wpis adresowany do Zełenskiej 5 września. Jak tłumaczy, napisał go po przeczytaniu wywiadu, który prezydentowa udzieliła brytyjskiej telewizji BBC.
I jeszcze taki głos:
Roger Waters, lider Pink Floyd w liście do ukraińskiej pierwszej damy sugeruje, że to Ukraina ponosi winę za rosyjską inwazję i powinna rozpocząć negocjacje pokojowe. Ołena Zełenska: „Proszę pisać do prezydenta Rosji”.
„Radykalni nacjonaliści pchnęli wasz kraj na ścieżkę wiodącą do tej katastrofalnej wojny” – pisze Roger Waters w liście otwartym do Ołeny Zełenskiej, który opublikował na swoim koncie na Facebooku. Poucza w nim pierwszą damę Ukrainy, by zamiast prosić Zachód o wsparcie w postaci broni, naciskała na „swojego staruszka”, by zasiadł do negocjacji pokojowych z Putinem. Brytyjski muzyk zamieścił wpis adresowany do Zełenskiej 5 września. Jak tłumaczy, napisał go po przeczytaniu wywiadu, który prezydentowa udzieliła brytyjskiej telewizji BBC.