Marek Jastrząb: Wyznanie dziadersa3 min czytania

()

08.10.2022

Nie ujawnię państwowej tajemnicy, jeśli powiem, iż pasjami lubię publikacje naukowe. Często są one dla mnie poza zasięgiem rozumu. Nic mi to jednak nie przeszkadza w snuciu marzeń. Wyobraźniowych podróży po latach świetlnych, miliardach gwiazd i genezach wszechświata.

Nasza galaktyka składa się z miliardów gwiazd, a jej wielkość, to sto tysięcy lat świetlnych. Sąsiadka Drogi Mlecznej, Andromeda, ma tych gwiazd około biliona i zajmuje obszar przeszło dwustu lat świetlnych.

Patrząc na ziemskie sprawy z tych astronomicznych perspektyw, zaczynam się śmiać. Rechotać, gdyż z punktu widzenia otaczającej nas nieskończoności, chaotyczne i rozpaczliwe ruchy naszej coraz mniej błękitnej planety nie mają znaczenia. Tym bardziej nie mają go ciemnogrodzkie podskoki kotłujących się na niej ludzi. Jakichś mikrobów odstawiających WIELKIE PRZEŻYWANIE z powodu własnych ułomności. Kalekich niedostatków zapominalskiego charakteru.

Lecz owe radosne chwile zdarzają mi się rzadko. Przeważnie dociera do mnie kanonada bełkotów i poświsty zardzewiałych szabelek. Pohukiwania, groźby karalne i groźby ostemplowane skowytem histerycznej aprobaty.

Pół biedy, gdy są to odgłosy osobistości z pierwszych stron gazet. Osoby ważne w sejmowych pomieszczeniach, natomiast wśród zwykłych obywateli, odgrywających rolę pętaków. Gorzej, gdy dobywają się z miejsc mających zasadniczy wpływ na los mojej rodziny.

Jako człek piśmienny bywam nałogowym oblatywaczem rozmaitych stron internetowego rykowiska i niekiedy przytrafia mi się znaleźć informację wypraną z nonsensów. Wówczas oddycham z ulgą. Na myśl, że ten mój zdewastowany świat nie zgłupiał do końca i tlą się w nim resztki niegdysiejszego rozsądku, zaczynam wierzyć w możliwość ocknięcia się z absurdu i odzyskanie szans na kolejny powrót do rozumu. Na powrót nie jakichś pojedynczych, intelektualnych wyskrobków z poselskich ław, ale całych tabunów ludzi z politycznego marginesu.

Z punktu widzenia humanisty współczuję dinozaurom. Panowały nad pozostałymi zwierzątkami wielkie mnóstwo milionów lat wstecz, a Ziemia istniała w całości. Lecz kiedy na piastowskie ziemie przyszedł obrzydły Tusk, raczyły wyginąć ze strachu.

Po następnych sześćdziesięciu milionach z hakiem, na naszym padole szczęśliwości zagościł Człowiek: żarłoczna osobliwość Macochy Natury. I tenże dopust boży wziął się za prędziutką kasację globu (stąd nazwa globalizacja). Jak bardzo się nią zajął, widać po unicestwieniach rajskiego życia.

A przecież minęło zaledwie 40 tysi lat od nieszczęśliwego pojawienia się człekoluda, gdy w szybkich porywach czasu i nie zwlekając ani chwili, uporał się z likwidacją nadziei na świetlaną przyszłość. Gdy wprowadził w czyn zbójecki proceder niszczenia świata.

Otóż ponieważ mam (do wyboru: powyżej, poniżej, gdziekolwiek i jakkolwiek) serdecznie dosyć zabawy w głuchy telefon i nie rajcują mnie dialogowe pykania tenisowe, w ramach urlopu od spraw psychiatrycznych, otwieram się na czytanie wieści oddalonych od idiotyzmów powszedniego dnia. Wyzwolonych spod łachmaniarskiego nacisku bezhołowia i biedy. Oswobodzonych ze skutków węglowej zgryzoty. I wtedy czuję, że nareszcie jestem wolny od koszmarnych wizji z nuklearną wojną i rabunkową jatką w humanitarnym pakiecie.

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

źródła obrazu

  • jastrzab: BM