Zbigniew Szczypiński: Prezydent – praktyk, Lech Wałęsa6 min czytania

()

09.10.2022

Lech Wałęsa ma trwałe miejsce w najnowszej historii Polski. To oczywista oczywistość jak mówi klasyk. Miejsce – to jedno; ale jakie to miejsce, jak będzie on zapamiętany, to drugie.

Inspiracją do tego, co niżej, jest niedawna„Kropka nad i” – audycja Moniki Olejnik w TVN 24, w której gościem był dawno niewidziany i dawno niesłyszany Lech Wałęsa.

W ostatnich uroczystościach związanych z kolejną rocznicą zakończenia sierpniowego strajku w Stoczni Gdańskiej Lecha Wałęsy nie było. Oświadczył, że czuje się źle, tak fizycznie, jak i psychicznie. Lech Wałęsa postanowił, że nie będzie już brał udziału w takich uroczystościach, ponieważ władza go poniża i próbuje wymazać z najnowszej historii Polski. W jego zastępstwie wystąpiła i głos zabrała Danuta Wałęsa – żona Lecha.

Jej wystąpienie, to co powiedziała i jak to powiedziała, było zdecydowanie lepsze, i w treści, i formie, od wszystkich poprzednich wystąpień Lecha Wałęsy.

Ostatnio Lech Wałęsa miał kłopoty ze zdrowiem. Leżał w szpitalu, mówił, że czas już pożegnać się z życiem. Wyzdrowiał, pojechał w kolejną podróż do Stanów, gdzie jak zwykle zarobił niemałe pieniądze za spotkania i „wykłady”, za które płacą organizacje polonijne. W studiu telewizyjnym u Moniki Olejnik wyglądał krzepko i zdrowo i niech tak będzie jak najdłużej.

Wygląd i kondycja fizyczna to jedno, a to, co Lech Wałęsa mówił i jak to mówił, to drugie.

Całość jego wywodów na bardzo skomplikowane tematy współczesnego świata sprowadzić można do starej formuły, w której Lech Wałęsa czuje się najlepiej – „Ja to zrobiłem, ja to wymyśliłem, to ja zwyciężyłem”. Usłyszeliśmy, że to on napisał traktat, na mocy którego Armia Czerwona stacjonująca w Polsce została wycofana. Dokonał tego Lech Wałęsa, wprowadzając odręczne poprawki do tekstu przygotowanego przez polskiego ministra spraw zagranicznych. Ponieważ odręczne poprawki Lech Wałęsa pisał polskim alfabetem, to głupi Rosjanie nie wiedzieli, co podpisują i stało się – musieli wycofać swoje wojska.

Tego nie wymyśliłby żaden satyryk, bo to przekracza granicę ludzkiej wyobraźni. Lech Wałęsa mówił to z poważną miną człowieka, który ma tę przewagę nad tymi wszystkimi mądralami, co to naczytali się książek, ale nie znają się na praktyce; a on jest praktyk, książek nie czyta, ale to on pokonał komunizm. Mimo że, jak stwierdził, komunizm jest lepszy niż kapitalizm – tylko, niestety, nie można go zrealizować.

To on trzymał w Kancelarii Lecha I Jarosława Kaczyńskich; dopóty, dopóki pasowali mu do jego koncepcji.

O Jarosławie Kaczyńskim powiedział, że on go nawet rozumie, ale ponieważ Kaczyński „naczytał się książek”, to nic mu nie uda się zrobić. Przyparty pytaniem redaktor Olejnik o współpracę ze służbami PRL powiedział, że to Kiszczak chciał tak wszystko zmontować, aby to wyglądało na jego współpracę z „bezpieką”, bo to Kiszczakowi było potrzebne. Gdy redaktor Olejnik powiedziała, że przecież podpisał papiery, że przecież już to wcześniej przyznał, powiedział coś nieprawdopodobnego – „przecież wszyscy podpisywali”.

W końcówce programu przedstawił swoje przemyślenia nad losem świata, skutkami globalizacji i wielkiego postępu technicznego. Wszystko to, jego zdaniem, wymaga ciągłego stawiania pytań o przyszłość świata i ludzkości.

Akcentem końcowym była jego reakcja na książkę Jarosława Kurskiego, będącą sagą rodzinną rodziny Kurskich, mających po matce żydowskie korzenie. Lech wziął książkę, zważył w ręku i powiedział – „ale cegła”. To na pewno dobrze rokuje, że książkę przeczyta z uwagą.

Tyle impresji z oglądu i odsłuchania „Kropki nad i” Moniki Olejnik z udziałem Lecha Wałęsy, przywódcy sierpniowego strajku w Stoczni Gdańskiej w 1980 roku, przewodniczącego NSZZ „Solidarność”, laureata pokojowej nagrody Nobla, Prezydenta RP, doktora honoris causa ponad czterdziestu największych i najlepszych uniwersytetów z całego świata, emeryta z emeryturą przynależną byłym prezydentom, który ostatnio mówił, że ta emerytura (kilkanaście tysięcy złotych) nie starcza jego żonie na utrzymanie domu i dlatego on, były prezydent, musi jeździć po świecie z „wykładami”, by przeżyć.

Pamiętam Lecha Wałęsę ze strajku sierpniowego.

Pamiętam go jako człowieka, którego wir wydarzeń wyniósł w ciągu kilkunastu dni na taki poziom, że potem już wszystko było tego konsekwencją, pamiętam go jako przewodniczącego Komisji Krajowej po 89 roku i powrocie Solidarności na polityczną scenę, który nie zajmował się związkiem, a raczej udzielaniem wywiadów zagranicznym korespondentom i walką z różnymi koteriami, jakie powstawały we władzach związku zawodowego „Solidarność”. Obserwując go z bliska (pracowałem w tym samym budynku, prowadząc Ośrodek Badań Społecznych przy Zarządzie Regionu Gdańskiego NSZZ „Solidarność”) wiem jedno – ten człowiek odleciał, stracił kontrolę nad sobą, uwierzył, że jest genialny. Genialny dlatego, że jak mówił, nie przeczytał żadnej książki, że jest praktykiem, a to jest najważniejsze.

Taka była nasza historia wychodzenia z opresyjnego ustroju narzuconego nam po zakończeniu największej jak dotąd II Wojny Światowej. Wir historii postawił na czele 10-milionowego ruchu takiego człowieka jak Lech Wałęsa. Lech Wałęsa był prostym robotnikiem, w pierwszym pokoleniu, bez matury i bez chęci kształcenia się. Słuchając go w studiu telewizyjnym w rozmowie z Moniką Olejnik zastanawiałem się, czy gdyby to nie Lech Wałęsa stał się tym przywódcą strajku, potem związku zawodowego, potem prezydentem (ale tylko jedną kadencję), potem legendą i ikoną polskiej Solidarności, to być może bylibyśmy w lepszej sytuacji niż ta obecna, w której władza zawłaszcza wymiar sprawiedliwości tak jak zaczął to Lech Falandysz w kancelarii Prezydenta Wałęsy (pamiętamy „falandyzację prawa”), w której to Jarosław Kaczyński zbudował swoją pozycję jako członek ekipy Prezydenta Wałęsy…

Widziałem jak to się wszystko zaczęło i wiem jedno – rola przypadku w tworzeniu się historii jest ogromna. Logika zdarzeń, „konieczność historyczna” zawiera w sobie ogromną masę zdarzeń przypadkowych; takich, które mogły, ale nie musiały się stać. Przykład – strajk sierpniowy w Stoczni Gdańskiej zaczął się bez Lecha Wałęsy. Gdyby spóźnił się on jeszcze o kwadrans, to komitet strajkowy, wybrany w obecności dyrektora stoczni przeszedłby do budynku dyrekcji, a wtedy żaden Wałęsa nie przejąłby władzy w strajku, w związku zawodowym, w Polsce…

Gdyby…

Zbigniew Szczypiński

Polski socjolog i polityk. Założyciel i wieloletni prezes Stowarzyszenia Strażników Pamięci Stoczni Gdańskiej.

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

One Response

  1. narciarz2 09.10.2022