25.10.2022

Wzór do naśladowania: powinniśmy sprecyzować, kto jest, a kto nie. Zawczasu też przepraszam, że ośmielam się mieć rację sprzeczną z podglądami oddalonymi od moich; z grona autorytetów wykluczam polityków ufarbowanych na czarno, szaro i buro. Nie zgadzam się też na obecność manipulatorów od etyki, a czynię to dlatego, że mówimy tu o przyszłości oraz naprawie.
Skoncentrujmy się na meritum. A sedno, to międzypokoleniowa tolerancja, gdyż upolitycznienie, kapryśne i uporczywe stwarzanie podziałów, mnożenie przeszkód, podejrzeń i zastrzeżeń co do listy uprawnionych do dialogu, nie przywiedzie nas do pojednania, lecz przeciwnie, skieruje w sam środek bagna wzajemnych zarzutów.
Wracając do baranów: autorytetem z pewnością nie jest dla mnie przypadkowy jegomość z Biura Narzekań, choćby referent Piszczyk, idol krętaczy i nieudaczników. Ale na pewno jest nim facet (lub facetka) wyróżniający/a się niepodważalną fachowością, cieszący się prestiżem, odznaczający się merytoryczną wiedzą potwierdzoną licznymi dokonaniami. Nielipnym dorobkiem. Autorytet to dla mnie profesjonalista w swojej dziedzinie. W niej i tylko w niej, ponieważ nie można być wyrocznią uniwersalną; autorytet, to nie kandelabr, który świeci, gdzie go postawią.
Osobnik pretendujący do miana arbitra w jakiejkolwiek dyscyplinie nazywa się niedoukiem lub dyletantem. Autorytetem jest więc dla mnie aktor występujący od lat, lubiany za niejedną stworzoną kreację, mistrz wykonywanego zawodu, na którego spektakle drzwiami i oknami walą tłumy, ktoś, kogo pojawienie się w spektaklu sprawia, że uczestniczę w artystycznym wydarzeniu. Trzeba mu raczej oddać honory za to, że chce być wystawionym na krytykę ludzi niemających zielonego pojęcia, kim jest i co sobą reprezentuje, niż potępiać go bez dania racji.
Trzeba, lecz nie w naszym piekiełku, gdzie skłonnością Polaka jest robienie fermentu dla fermentu, zmuszanie odbiorców sztuki, teatralnej, malarskiej literackiej, do uczestniczenia w doznaniach przekraczających granice dobrego smaku i elementarnej subtelności, zmuszanie do namolnego tropienia podtekstów, aluzji, nieistniejących dziur w całym. Trzeba, lecz nie w naszym piekiełku, w którym do dobrego tonu należy popisywanie się uczoną niewiedzą przy jednoczesnym, arbitralnym ferowaniu dezawuujących wyroków.
źródła obrazu
- jastrzab: BM
