Zbigniew Szczypiński: Demokracja? Merytokracja?6 min czytania

09.11.2022

Pojęcie demokracji ma swoje korzenie w starożytnej Grecji gdzie w miastach-państwach, w których żyło po kilka tysięcy wolnych obywateli i kilkanaście tysięcy niewolników ich obsługujących. To tam narodziła się demokracja pojmowana jako rządy ludu, władza ludzi wolnych mogących pomieścić się na agorze, miejskim placu gdzie mogli dyskutować i decydować o wszystkich ważnych sprawach.

Tyle ideał, ale grecka rzeczywistość to również rządy oligarchii i rządy tyranów. Mimo to pamięć o demokracji ateńskiej przetrwała wieki. Obecnie pojęcie demokracji zawiera wiele jej typów, od bezpośredniej przez demokrację liberalną do parlamentarnej. W Polsce pamiętamy też demokrację ludową jako propagandowe określenie systemu autorytarnego, w którym rządziła jedna partia polityczna.

Wspólną cechą systemów demokratycznych jest to, że kluczowe decyzje podejmowane są przez wybranych przez obywateli posłów i senatorów a czasem i prezydenta. Decyzje w takim systemie podejmują ludzie, mający mandat uzyskany w wyborach, które powinny spełniać określone standardy. To skomplikowany system, w którym na starcie nie ma równych szans dla wszystkich, którzy o mandat chcą się ubiegać. Liczba możliwych wypaczeń i manipulacji jest tu ogromna – wszędzie, we wszystkich krajach, tak starej, jak i młodej demokracji. Za fasadą wielkich słów kryją się niekiedy bardzo ciemne interesy ludzi czy organizacji biznesowych, a nawet interesy innych krajów, zainteresowanych tym, aby rządy w danym kraju przejęli określeni ludzie.

Piszę o tym ogólnie, ale każdy może przywołać wiele faktów czy zdarzeń tak z naszego, polskiego poletka, jak i z innych krajów, małych i wielkich z największymi włącznie.

Trzymając się polskiego podwórka, przywołam głośne, ostatnio ujawnione przykłady korupcji politycznej, polegającej na tym, że zajmujący wysoko płatne stanowiska w spółkach państwowych dyrektorzy czy prezesi wpłacali, podobno dobrowolnie, wysokie kwoty na kampanie osób startujących z list partii rządzącej. Żenujące tłumaczenia, że to przecież zgodne z prawem, że te kwoty nie przekraczały wielkości określonej w prawie i dlatego wszystko jest w porządku, ukazują tylko zakłamanie władz, które swój mandat uzyskały może i w wolnych, ale na pewno nie w równych wyborach.

To tylko przykład patologii, jakich pełno w polskim systemie demokracji przedstawicielskiej i parlamentarnej. Szkoda czasu na ich pełne wyliczanie, tak było zawsze. Z tym że obecnie skala przekrętów wyborczych przekroczyła wszystko, co było dotąd, a zapowiedzi prezesa partii rządzącej, dotyczące najbliższych wyborów odebrać można tylko jako zapowiedź systemowych przekrętów i manipulacji. Wybory, które odbędą się w czasie wskazanym przez prezesa i według ordynacji najlepszej dla władzy, w których okręgach liczbę i granice określi prezes, w których liczenie głosów będzie kontrolowane przez 70-tysięczną armię „woluntariuszy”, a potem przez opanowane przez władze instytucje – takie jak Państwowa Komisja Wyborcza i Sąd Najwyższy, który orzeka o prawomocności i wyniku wyborów, to przykład słabości systemu demokratycznego, w którym wszystko to jest możliwe.

Po drugiej stronie modelu sprawowania władzy i systemu wypracowania i podejmowania ważnych decyzji jest model merytokratyczny, w którym tylko kompetencje i zdolności decydują o tym, kto może i powinien podejmować kluczowe decyzje dotyczące zbiorowości. Merytokracja stanowi przeciwieństwo władzy budowanej na podstawie więzów rodzinnych (nepotyzm), przynależności do określonej klasy społecznej (np. oligarchia) czy narodowości (nacjonalizm).

Zostawmy wszystkie wiążące się z tymi terminami zawiłości, jakich pełno w naukach społecznych. Niech najważniejsze będzie pojęcie sprawczości i trafności podejmowanych decyzji. Na tym polu merytokracja to coś znacznie lepszego niż demokracja.

W modelu merytokratycznym można sobie wyobrazić skuteczne i trafne podejmowanie decyzji w wielu skomplikowanych a ważnych sprawach. Najprostszy przykład – Rada Polityki Pieniężnej Narodowego Banku Polskiego. Rada to dziewięć osób wybieranych w demokratycznych procedurach przez demokratyczne ponoć władze. To te dziewięć osób wraz z Prezesem NBP podejmuje decyzje rzutujące na życie nas wszystkich. To podobno są kompetentni ludzie, ale ich działania są przykładem chaosu i nieskuteczności. Powiem wprost – zamiast Rady w NBP powinien pracować duży komputer wyposażony w najlepsze programy, który bazując na danych dostarczanych mu przez pracujących w banku analityków oraz na opiniach wielu ekspertów i naukowców powinien „wypluwać” swoje decyzje dla prezesa NBP. Patrząc na to, co tam się dzieje, nie mam wątpliwości, że byłby to krok w dobrą stronę.

To tylko przykład, liczba miejsc, w których trzeba byłoby zastosować podobne rozwiązanie jest ogromna.

Ze starych czasów pamiętam takie rozróżnienie trzech poziomów podejmowania decyzji. Opowiem to na przykładzie budowy mostu nad rzeką w małym mieście, które rosnąc, musi zdecydować się na bezpieczne skomunikowanie obu części leżących po przeciwnych stronach rzeki. Decyzja o tym, czy budować już most, który zastąpi istniejącą od zawsze przeprawę promową – to decyzja, która powinna zapaść we w pełni demokratycznej formie, takiej, w której wszyscy mieszkańcy powinni mieć szansę się wypowiedzieć. Może to być referendum jako przykład demokracji bezpośredniej. Po podjęciu decyzji, że tak, że budujemy most – czas na drugi poziom decyzyjny: gdzie ten most zlokalizować. To jest taki typ sytuacji decyzyjnej, w którym musi być miks demokracji i merytokracji. Mieszkańcy powinni mieć prawo wypowiedzieć swoje zdanie i opinie, ale głos muszą mieć też fachowcy, tacy, którzy się na tym znają. Po rozstrzygnięciu gdzie most zlokalizować przychodzi czas na trzecią sytuację decyzyjną – jak zbudować ten most. I tu już nie ma miejsca na żadną demokrację, tu decydować muszą tylko fachowcy od budowy mostów.

Tyle opowieść a teraz morał – w Polsce bardzo często jest tak, że to władza podejmuje tę pierwszą decyzję i mówi, że zbuduje mieszkańcom most, a potem to ludzie decydują jak ten most budować. Skutki tego widać na każdym kroku.

I na koniec – nieuchronnie, wraz z rosnącym stopniem komplikacji i ilością globalnych problemów musi nastąpić taki moment, w którym takie ciała decyzyjne jak to, które zebrało się teraz po raz dwudziesty któryś, tym razem w Egipcie, by debatować nad nieuchronną klęską klimatyczną zagrażającą wszystkim żywym istotom na Ziemi, zostaną zastąpione przez dużą SI, która wolna od ludzkich emocji i ograniczonych często kompetencji wypracuje zadania dla świata.

A czy świat ludzi zrobi, co trzeba – to już inna sprawa.

Nasz pan prezydent obecny tam powiedział, że teraz nie czas na takie debaty, teraz trzeba zapewnić ludziom ciepło na zimę. I to jest polski wkład w światowy problem klęski klimatycznej, jaka nieuchronnie dotknie wszystkich już za chwilę.

Zbigniew Szczypiński

Polski socjolog i polityk. Prezes Zarządu Stowarzyszenia Strażników Pamięci Stoczni Gdańskiej.

Print Friendly, PDF & Email
 

Odpowiedz

wp-puzzle.com logo