Andrzej Lewandowski: Gra w przymiotniki4 min czytania

()

10.01.2023

ECHA WYDARZEŃ:

Zagrzmiało. Za sprawą pana Fajdka i „Przeglądu Sportowego”.

„PS” ogłosił wyniki swego tradycyjnego plebiscytu (kolebka głęboko w międzywojniu), i zatańczył w pierwszej parze Balu Mistrzów Sportu.

Pan Paweł przybył i przemówił, ale imprezy nie komplementował. Przeciwnie – powiedział, zawiedziony pewnie dalekim miejscem w „klasyfikacji” – że jest sztuczna. Bo obiegowo używa się przymiotnika „NAJLEPSZY” (w bilansowanym balem i ceremonią roku), a wyniki plebiscytu nie są porządną oceną dokonań sportowych.

Tak rzekł bez pieszczot słownych i są echa. W komentarzach. Są dziesiątki krytycznych, włącznie z zarzutami, że styl odległy od taktu oraz fair play; są pochwały za odwagę, szczerość i apel do patronów o logikę, czyli obiektywizm.

Temat nie jest nowy, tylko teraz staje w ostrzejszej formie. I dobrze, bo tzw. sprawie tylko rozważania mogą pomóc.

Inicjatywa kibicowskiego oceniania za to, co się pięknego wydarzyło jest cenna (niech człowiek ma więcej z kibicowania niż skoki ciśnienia), ale niech pomysł skutkuje naturalnością, nie sztucznością. I tu właśnie spór o przymiotniki. Jak można używać określenia NAJLEPSZY, gdy nie było – bo nie ma takowych – zawodów opartych na podstawowej w sporcie zasadzie równego startu?

Jak kazać głosującemu porównywać nieporównywalne? I – po co? Nie lepiej oddać sprawiedliwość przez klasyfikację obrazów, które najmocniej wryły się w pamięć? Na zasadzie: NAJPOPULARNIEJSZY, UKOCHANY, NAJWDZIĘCZNIEJ ZAPAMIĘTANY? Zamiast owego „najlepszy” – pierwszy, drugi, ósmy, gdy w dziesiątce fetowanych laureatów są tylko najlepsi? Ba, w setce innych, których nawet nie uznano za regulaminem godnych nominacji – też. W tle reguła zostawiła wielu autorów ogromnych kibicowskich wzruszeń.

Nie wedle teraźniejszych dyskusji, że coś jest niszowe – bo uprawiane kameralnie, bądź regionalnie. Dla każdego sportowca „nisza” – z takich dysput, to przecież pępek jego świata! I stamtąd też może pochodzić „obraz pamięci” piękniej namalowany niż, jeśli umowny pędzel trzyma np. rekordowe liczbowo środowisko wokół – piłkarskie… Nawiasem, sztucznie TU zaprezentowane – za sprawą nominacji przez solistę – napastnika, nie przez bramkarza, który zakoncertował w mistrzostwach świata obroną „karnych”? Jakie „wapna” lepiej zapadły nam w pamięć?

Można być zarazem najlepszym i najbardziej popularnym jak „pierwsza tancerka sportowego AD 2022”, panna Iga Świątek. Światowe sukcesy, urok, uroda, świetne zachowanie, kapitalne „współautorstwo” tylu długich przekazów telewizyjnych.

Brawo, brawo, brawo! Obrazy pamięci (często nocną porą czekania na mecze wyostrzone), zbiegły się z rozrachunkiem typowo startowym.

Przyłączam się do sławienia, przymiotnika „najlepszy” wśród asów. Bo stało się tak przez fakty, a nie tylko przez głosowanie… Nie komórka, nie list, nie łapka w górze; nie żaden regulamin, nominacja, nawet ew. kapituła. FAKTY z aren plus walory osobiste…

Ale bezdyskusyjność tego wyboru nie jest – także dla mnie – argumentem, iż „najlepszość” i „popularność” to zawsze to samo… I niech się organizatorzy na pana Pawła nie boczą , tylko formę wystąpienia krytykując, lecz TEŻ niech pomyślą – jak z dobrego – w tradycji zrobić jeszcze lepsze…

Od systemu nominacji poczynając. Żeby ów obraz dzielnego bramkarza nie zginął w czasie balowania. Albo, żeby przypomniało się np. że jest szybownik, który ma więcej medali mistrzostw świata niż pewnie zaprezentowana „10’, do tego latał bez silnika nad Himalajami… Za czasów, gdy pasjonowano się podniebnymi wyczynami Żwirki, Wigury, Skarżyńskiego , Góry (pierwszy w świecie „Lilienthal”, potem jeszcze może Makuli i Wróblewskiego – lekarz szybownik też by na Gali balował… Gdyby obraz sportu rzeczywiście solidnie spenetrować…

Kończę – gratulując wyróżnionym i współczując pominiętym. Znów nieśmiało Kolegom z „PS” postulując, by o przymiotnikach oraz metodzie pomyśleli.

A tzw. Bal Mistrzów Sportu? Trochę obejrzałem. Oprawa artystyczna – raczej odległa od poziomu tuzów sportu. Bywałem nawet lekko zażenowany. Ale widząc uśmiechy na twarzach wnoszę, że zawinił mój gust… Polityki w nadpolitycznym ponoć sporcie – przydużo. Wystarczyło wygłoszone świetną – podobno – – angielszczyzną – przemówienie Kliczki. Ale rozumiem – signum temporis, ministra wypadało połaskotać… Sponsorom też… oddać, co sponsorskie; kto płaci – ma mieć rewanż. Co było potem – nie wiem. Podobno talerze przestały być puste (jak długo można czekać?), a balowano do świtu.

Co tradycja – to tradycja, przeciw temu nie mam nic – ja… Jak mawiał mistrz…

Andrzej Lewandowski


Senior polskiego dziennikarstwa sportowego, b. szef działu sportowego „Trybuny Ludu”.

Więcej w Wikipedii

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.