16.01.2023
ECHA WYDARZEŃ:

Mój Marcin (synal) często używa określenia „na bogato”. Podobno teraz tak się mówi… Więc – było na bogato… Zakopane w dniach skakania nawiedzane tłumnie. Barwnie, głośno. No, i nie tanio – sport też podrożał, inflacja również go – i nas w sportowej pasji – dopadła.
Z SIECI:
50 zł. Tyle trzeba było zapłacić za noc w najtańszym pokoju dwuosobowym w sobotę… Pokój trzyosobowy z własną łazienką to już koszt 240 zł. Oczywiście w opcji najtańszej. A to oznacza, że korzystając z najbardziej budżetowego rozwiązania, jedna osoba mogła zapłacić nawet od 75 zł za noc… 50 zł. Tyle trzeba było zapłacić za noc w najtańszym pokoju… Ceny biletów na konkursy główne zaczynały się od 200 zł. Na kwalifikacje – 100.
Ceny biletów na konkursy główne zaczynały się od 200 zł. Na kwalifikacje – 100.
A było – na „zabiletowanych” trybunach – i kolorowo, i tłumnie. Choć paliwo też przecież drogie, a dojechać trzeba…
Obraz skakania – też na bogato. Reklama wciąż goni reklamę, czyli sponsorzy są.
Nawet eksprezes PZN Apoloniusz pokazuje się nadaj w ubiorze à la słup reklamowy, jakby TO miał w kontrakcie. Może ma… Niech ma, na zdrowie. I jako dowód, że narciarskie skakania ma się za co rozwijać…
Kibicowałem taniej, via TV. Przy pomocy EUROSPORTU, więc wypada mi zauważyć, że skakanie ukształtowało tam ciekawą formę oraz ekipę. Weteran – fachman, wspomniany wyżej konsultant i grono fajnej młodzieży. Luz, dowcip, a i wiedza także.
Coś jak kiedyś Wyrzykowski z Jarońskim (teraz w liczniejszej ekipie „wychowanków) w kolarstwie…
Skoczkowie też nie zawiedli, choć matka – natura wichrami ich raczyła. Może rzeczywiście dlatego wygrał Norweg, a nie pan Dawid, choć po pierwszej kolejce pierwszy „nie miał prawa zwyciężyć”, a nasz as już „musiał wygrać”…
Innym zostawiam dyskurs o gospodarowaniu „zielonym światłem” – kogo zieleń wsparła, a komu – sama przez się – prymat zabrała.
Jasne, żal mi – serdecznie – pana Dawida, ale sławię go tak, jakby wygrał. Spokojny, niepłaczący nad mlekiem, którego nie sam rozlał, kulturalny, bez udawania radości, gdzieś ze sportową złością – w tle, ale… znów jak dojrzały mistrz oraz lider Pucharu Świata.
Z uznaniem się ogląda i słucha także pana Kamila – z refleksjami łączącymi emocje z analizą…
Ładne to były widowiska, takiego sportu jesteśmy stęsknieni. Zakopane zadziałało podniecająco.
Co dalej? – Pytanie to już wierci kibicowskie umysły. Bój o Puchar trwa, a pan Dawid prowadzi. Teraz długa podróż i znów zawody – niewiadome. Bo gdy w grę wchodzi adaptacja do innej strefy czasowej – zawsze jest znaczek zapytania. Teoria – „w tamtą stronę” podpowiada – godzina różnicy, to dzień adaptacji, ale przecież każdy z nas jest inny… I dni mamy różne… Raz się wstanie prawą nogą, raz lewą…
Piłka – bez niej się nie da. Pan Robert znów strzela gole – dla dobra Barcelony. Media śledzą każdy strzał, każdy gest, każde słowo. Jakby działo się coś nadzwyczajnego, a przecież solidny piłkarz „tylko” wykonuje pracę, którą opisuje kontrakt. Ja to szanuję, ale dnia świątecznego dla uhonorowania kolejnego gola nie oczekuję… Podobnie zresztą, jak nie szukam go (święta) w związku ze ślimaczącą się decyzją kto i jak ma dowodzić kadrą, a wcześniej określić jej skład. Wedle „nowej wizji”, bo starą uznaliśmy za prowincjonalną.…
Jeden z mistrzów mawiał, że „najgorzej jest się przeczekać…” A kalendarz swoje… Gadaniem go nie zatrzymasz…
Jest echo Kataru. Meksykańska federacja została ukarana przez FIFA za kibiców – podczas tego remisowego i nudnego meczu z Polską.
Walę się w biust za to, że wątpiłem w przestrogę pana Bońka, który mówił, że jeśli FIFA weźmie się za wieść, że któryś rodak prosił Argentyńczyka o litość (wyrażoną zaprzestaniem ataków), mogą nam zrobić kuku.
Teraz widzę, że mogą. FIFA bywa tolerancyjna – ale dla siebie, gdy karze innych lubi popisać się pryncypialnością… I wali po kieszeniach.
Na koniec – pytanie bez odpowiedzi. Jak robią wielki sport w niewielkiej (obszar, ludność) Słowenii? Skaczą na nartach – gromadnie i daleko, w kolarstwie – błyszczą światowo; siatkówka, koszykówka, futbol… W szczypiorniaku – jako goście nalali gospodarzy, czyli naszych tak, że głowa do dziś boli. Mają lepszego ministra sportu?

Andrzej Lewandowski
Senior polskiego dziennikarstwa sportowego, b. szef działu sportowego „Trybuny Ludu”.
Więcej w Wikipedii
