22.01.2023
Każdy zlikwidowany w Ukrainie rosyjski czołg i wszystko inne (w tym tzw. siła ludzka) to bezpieczniej na naszej granicy lub na terytorium Polski. Każdy uratowany Ukrainiec to uratowany sąsiad. A ratowanie w każdy sposób każdej/każdego z Nich przypomina nam czas okupacji 1939-1945, gdy ratowaliśmy sami siebie.

Wtedy nasi żołnierze walczyli o wolność w całej Europie. Tak jak oni dzisiaj walczą i za nas i za całą zachodnią demokrację.
Nie oszukujmy się. Jeżeli Ukraina przegra (nie dajmy się zwieść hurra optymizmowi zdjęć z sukcesów Ukraińców, bo różnica potencjałów ludzkich i materialnych Rosja/Ukraina jest bardziej niż niekorzystna dla Ukrainy), to będziemy mieli Rosję u naszych granic.
A może tak być, że po kilku latach my będziemy następnym celem. Bo po ataku Rosji na Ukrainę widać, że wszystko, co wydało się niemożliwe po II Wojnie Światowej, dzisiaj w wykonaniu Rosji jest możliwe. Ukrainie trzeba pomagać, bez żadnych ograniczeń.
Oddanie Adolfowi Czechosłowacji w 1938 roku (pod pozorem pokoju) pokazało, że dyktator przed niczym się nie cofa.
Dawanie dzisiaj Ukrainie kroplówek w postaci starannie wyselekcjonowanego sprzętu wojskowego – to za mało. Wiara, że Ukraina z tymi kroplówkami wygra z Rosją jest złudna.
Strach przed bombami atomowymi Rosji jest realny. Nadzieja, że po Putinie przyjdzie w Rosji ktoś normalny jest złudna (patrz historia Rosji).
Na dzisiaj trzeba jak najszybciej dać Ukrainie wszystko (szkolenia żołnierzy itd.). Z czołgami, samolotami i bronią jak najdalszego zasięgu też.
Bez kretyńskich dyskusji i bez strachu (że będzie to wojna Zachodu-NATO z Rosją i ze strachu przed wojną atomową). Bo ta wojna już trwa z dziesiątkami tysięcy i więcej ofiar zabitych Ukraińców, walczących za nas. I Putin może ją wygrać, bazując na strachu Zachodu przed katastrofą nuklearną.
A jak Putin wojnę z Ukrainą wygra? I jego armia stanie u naszych – Zachodu – granic? To „w imię pokoju” – patrz porozumienie z Adolfem 1938 – zagrożenie jego atomem zniknie? Nie zniknie.
Słowa „musimy pomagać Ukrainie” – to za mało. Bo to wojna. Naszej cywilizacji z obcą.
Pomagamy uchodźcom z Ukrainy mądrze i skutecznie. Wspaniale i na co dzień. Ale to za mało. Bo pomagamy głównie kobietom i dzieciom, uciekającym przed śmiercią od pocisków i rakiet.
Musimy pomagać wszystkim Ukraińcom walczącym na swojej ziemi o wolność. Bez jakichkolwiek ograniczeń. Walczącym przecież również za nas.
P.S.
Załóżmy na chwilę, że to nas Rosja zaatakowała. Czy bronilibyśmy się tak bohatersko, jak Ukraińcy? Przez rok? Przy takiej dysproporcji sił? Czy też, jak w 1939, rząd by uciekł?
A Zelenski jest, żyje i walczy niesamowicie. Jak i oni.
To jak?
Dajemy im kroplówki militarne i patrzymy z boku czy się Ukraina wykrwawi i podda, czy też wymęczy Rosję na tyle, aby oddając ok.20% swojego terytorium zawarła pokój i rozejm? Czy też w każdy sposób walczymy ramię w ramię z Ukrainą? Bez ograniczeń.
Ktoś powie, że prowokuję do wojny atomowej.
A jaka jest gwarancja, że dziś czy kiedyś Rosja jej nie zacznie? Tak jak niemożliwe wydawało się, że Rosja nie zaatakuje Ukrainy. A Chiny (mają bomby atomowe) i Tajwan? A Indie i Pakistan (oba kraje mają bomby atomowe)? A Iran, budujący swoją bombę atomową?
Zło trzeba zabić w zarodku. I nie mieć skrupułów.

