06.02.2023

„Wszystko przemija”, „Przemija postać świata”, „Przemija postać tego świata” – to tylko wybrane cytaty z wielości podobnych jakie można znaleźć w literaturze. Pomijając całą metafizykę jaka znajduje się w tych zdaniach, trudno odrzucić proste następstwa czasu, tego, co było, tego, co jest, a nawet tego, co będzie. Czas to też wielkość fizyczna określająca kolejność zdarzeń i odstępy pomiędzy nimi – wymyśliliśmy sobie takie jednostki jak lata, dni, godziny i inne większe i mniejsze.
Upływ czasu możemy obiektywnie mierzyć i subiektywnie przeżywać; to dwie różne sfery. Czas może nam się dłużyć lub przyspieszać, godziny mogą wlec się w nieskończoność a dni, tygodnie, a nawet lata, potrafimy przeżywać jak krótką chwilę.
Ten trochę mętny wstęp przywołujący tytuł znanej książki Hanny Malewskiej czy teksty biblijne, w których całą złożoność świata tłumaczy pojęcie boga, piszę po to, by przedstawić proces powstania, rozwoju i upadku Stoczni Gdańskiej – największej polskiej stoczni produkcyjnej.
Stocznia Gdańska powstała w Gdańsku po jego zdobyciu, zdobyciu, a nie wyzwoleniu, w 1945 roku przez oddziały Armii Radzieckiej, którym towarzyszyły oddziały Wojska Polskiego utworzonego wcześniej w Związku Radzieckim – koalicjanta i sojusznika Stanów Zjednoczonych, Anglii i Francji w wielkiej wojnie z Trzecią Rzeszą Adolfa Hitlera.
W Gdańsku już w czasach średniowiecza były warsztaty budujące drewniane łodzie i okręty żaglowe. W Gdańsku, poczynając od 40. lat XIX wieku budowane były statki handlowe i okręty wojenne z żelaza i stali, z napędem parowym dla pruskiego państwa, którego Gdańsk był znaczącym centrum handlowym, miastem portowym, w którym powstały i rozwijały się dwie stocznie: Stocznia Cesarska i Stocznia Schichaua. To właśnie z połączenia obu tych stoczni powstała w 1947 roku Stocznia Gdańska.
Stocznia Gdańska powstała w 1947 roku jako przedsiębiorstwo państwowe i upadla w 1996 roku jako spółka prawa handlowego – i jest to znaczące dla zrozumienia fenomenu jej rozwoju i upadku.
W ciągu kilkunastu pierwszych lat po powstaniu, działając w ramach tamtego systemu państwowego socjalizmu jaki obowiązywał w PRL, w ramach podzielonego świata – według słów premiera W. Churchilla „żelazną kurtyną” – na dwa wrogie obozy Stocznia Gdańska stała się największą polską stocznią produkcyjną a w latach 70. jedną z najlepszych stoczni na świecie.
Wszystko to stało się w Polsce; w kraju, w którym nie było wcześniejszej tradycji budowy statków, w którym zachodziły wielkie rewolucyjne zmiany w strukturze społecznej i materialnej. Stocznia Gdańska stała się polską firmą, marką znaną na całym świecie, w której budowano najnowocześniejsze statki przystosowane do połowu i przetwórstwa ryb na morzu, statki-kontenerowce, statki „ro-ro”, chłodniowce, największe szkolne żaglowce i wiele innych. Wszystkie te statki były zaprojektowane przez stoczniowych projektantów i inżynierów; to były nasze polskie konstrukcje i projekty.
Odbiorcami tych statków były różne kraje, w tym oczywiście Związek Radziecki, do którego trafiło 68% spośród 1000 zbudowanych statków. Warto tu jednak zauważyć, że to dzięki zamówieniu przez tego armatora w pierwszej połowie lat 50. wielkiej, liczącej ponad 50 egzemplarzy serii statków do przewozu drewna z dalekiej północy, przystosowanych do pływania w Arktyce, ze wzmocnieniami lodowymi – załoga Stoczni Gdańskiej w ogóle nauczyła się budować statki. Bez tego zamówienia Stocznia Gdańska byłaby małą stocznią, pracującą na użytek polskiej gospodarki, niedużego kraju walczącego ze skutkami wojny.
Pracę w Stoczni Gdańskiej przez wszystkie lata jej działalności znalazło ponad 140 tysięcy ludzi, dla których praca tu i zamieszkanie w Gdańsku oznaczały wielki awans społeczny i cywilizacyjny. To Stocznia Gdańska zapewniała wszystkim możliwość zdobycia zawodu i dalszej nauki ze studiami włącznie, otrzymanie mieszkania i korzystanie z bardzo rozbudowanej infrastruktury socjalnej i kulturalnej – w stoczni realizowany był model paternalizmu zakładowego wymyślonego w latach trzydziestych przez Henry Forda w Stanach Zjednoczonych AP. To właśnie dlatego dla bardzo wielu ludzi stocznia była jak matka – a praca w stoczni była dla nich całym życiem.
Stocznia Gdańska była też miejscem, w którym działa się historia. Strajk w grudniu roku 70, który doprowadził do zmiany ekipy rządzącej Polską, którego ofiary upamiętnia Pomnik Poległych Stoczniowców poprzedził strajk sierpniowy z roku 80, który zapoczątkował proces wielkiej zmiany w Polsce i świecie. Stocznia Gdańska to był nie tylko wielki zakład przemysłowy, nie tylko znacząca światowa firma budująca najnowocześniejsze statki pełnomorskie i silniki okrętowe, to było również miejsce w którym powstał związek zawodowy którego nazwa stała się naszym znakiem rozpoznawczym na świecie.
Stoczni Gdańskiej już nie ma.
Zostały tereny, na których kiedyś tętniła praca, pracowały dźwigi i pochylnie, widać było ruch i słychać było hałas pracujących maszyn i urządzeń. Na tych terenach powstaje nowa dzielnica Gdańska – Młode Miasto, powstają różne centra kultury, stoi wielki budynek Europejskiego Centrum Solidarności, chodzą grupy zwiedzające stoczniowe tereny i stojące jeszcze XIX-wieczne hale i budynki, w tym budynek dyrekcji i historyczną Salę BHP, w której toczyły się obrady Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego i podpisano słynne porozumienie.
Tereny stoczniowe zostały sprzedane różnym firmom, które realizują swoje cele nastawiane na zysk. W starciu z logiką zysku pamięć przegrywa – jak zawsze i wszędzie. Za dziesięć – dwadzieścia lat nie będzie śladu po największej polskiej stoczni. Tak przemija postać świata.
Dla zachowania pamięci, jej śladów materialnych ale i w umysłach i emocjach ludzi, Stowarzyszenie Strażników Pamięci Stoczni Gdańskiej, które powstało w grudniu 2018 roku, ogłosiło i przeprowadziło konkurs na wspomnienia – „Stocznia Gdańska jaką pamiętamy – wspomnienia stoczniowców”. Rezultatem są dwa tomy, każdy mający ponad 800 stron, zawierające zapis wspomnień o pracy, o ludziach i wydarzeniach, jakie zapadły w pamięć i jakie piszący chcieli utrwalić.
Są tam wspomnienia pionierów podejmujących pracę w wyzwolonym Gdańsku w 1945 roku i przejmujących majątek poniemiecki od władz radzieckich sprawujących władze w pierwszych miesiącach po zdobyciu miasta, pracujących przy odgruzowaniu i uruchamianiu pierwszych maszyn, pracujących za miskę zupy, która była cenną zapłatą za pracę w tamtym czasie. Są wspomnienia wielu osób, pracujących na wszystkich wydziałach i biurach w tym w biurze konstrukcyjnym, w administracji i obsłudze prawnej, w tak egzotycznym, jak na warunki stoczniowe dziale jak Dział Analiz Społecznych i Humanizacji Pracy, w zakładzie budowy silników okrętowych i wielu innych. Na stronach zapisanych wspomnień przywołane są setki, a nawet tysiące nazwisk ludzi, z którymi współpracowali autorzy. Te nazwiska, ci ludzie przywołani we wspomnieniach piszących są najważniejsi – bo stocznia to ludzie. Maszyny, dźwigi, pochylnie i urządzenia można kupić czy zbudować, wielotysięcznej załogi mającej poczucie więzi opartej na wspólnej pracy, poczucie solidarności wynikające ze wspólnych doświadczeń odtworzyć się tak łatwo nie da, a nawet nie jest to w ogóle możliwe.
Dwa tomy wspomnień pracowników Stoczni Gdańskiej wydane w Wydawnictwie Bernardinum znajdują się w zasobach wszystkich najważniejszych bibliotek w Polsce w tym w Bibliotece Narodowej.
W tym miesiącu wyszła kolejna książka „Jak działała Stocznia Gdańska” autorstwa Andrzeja Trzeciaka – historyka i Andrzeja Nawrockiego – inżyniera i długoletniego pracownika Stoczni Gdańskiej. Autorzy wykonali mrówczą pracę i zinwentaryzowali wszystkie pozostałe obiekty z przywołaniem ich historii, struktury, funkcji, elementów wyposażenia i otoczenia. Odtworzyli plany stoczniowych terenów, sieci technicznych, pokazali aktualne zdjęcia obiektów podając wiele szczegółów dotyczących procesów i funkcji, jakie pełniły one w procesie budowy statków.
Opis i dokumentacja, zdjęcia i plany – to trwały zapis stoczniowych artefaktów, jakie decydować będą o pozytywnym zakończeniu starań o wpisanie Stoczni Gdańskiej na listę światowego dziedzictwa UNESCO jakie państwo polskie prowadzi od kilku lat na forum międzynarodowym.
W pierwszej części książka zawiera opis historii budownictwa łodzi i statków poczynając od czasów średniowiecza, przez czasy nowożytne poczynając od połowy XIX wieku, poprzez lata drugiej wojny światowej do czasów powojennych, w których powstała Stocznia Gdańska.
Dwa tomy „Wspomnień” i książka „Jak działała Stocznia Gdańska” to nasza próba powstrzymania tego, co nieuchronne – przemijania świata.

Zbigniew Szczypiński
Polski socjolog i polityk. Założyciel i wieloletni prezes Stowarzyszenia Strażników Pamięci Stoczni Gdańskiej.
PP Komentatorów prosimy, by uwzględnili fakt, że wszystkie komentarze są czytane przez moderatora. Niektóre są publikowane natychmiast, inne nie; reguluje to system automatycznie zgodnie ze swoimi regułami. Wielokrotne wpisanie tego samego komentarza nic nie daje: musi on tak czy tak poczekać na zatwierdzenie. Może to oznaczać oczekiwanie na efekt nawet 24 godziny.

Opinię należy czytać pamiętając o treści publikacji tego samego Autora „Państwo PiS-szkic do analizy systemu” z dnia 07.07.2022. We wprowadzeniu zawarte są treści na temat „…wielu inżynierów i techników…”.
Należy też przeczytać wypowiedź autorstwa Kazimierza Sołtysiaka „Pochwała Kadrze Stoczniowej” z dnia 11.07.2022, która jest dostępna na http://www.mystocznia.pl.
Z Autorem znamy się dobrze, oczywiście mogę mu to powiedzieć i nie pisać „odpowiedzi”, ale wolę napisać, dla wszystkich czytających opinie publikowane w Studiu.
Zbyszkowi powiem, że w moim odbiorze treści w materiale z 07.07.2022 i 06.02.2023 nie są spójne.
Wiele osób wypowiada się na temat Stoczni Gdańskiej 1947-1996, Wielu z wypowiadających się powtarza tylko słowa na potrzeby chwili. Smak Stoczni Gdańskiej jest znany tylko Stoczniowcom. Kto nie był z brygadą monterów na pochylni w lutym na drugiej dwunastogodzinnej zmianie, o drugiej w nocy przy minus 10, na dwa tygodnie przed wodowaniem, ten nie zna tego smaku. Stoczni. To przykład, oczywiście sytuacji, gdzie Stocznia Gdańska „pasowała” pracownika na Stoczniowca było więcej. Uważam, że warto słuchać i czytać tylko tych, których Stocznia „pasowała” do godności Stoczniowca Stoczni Gdańskiej. To, co napisałem, nie jest dogmatem, to jest wyłącznie moje zdanie.
Nie polityka, jak chcą „zawodowi zbijacze kapitału politycznego”, zredukowała Stocznię Gdańską w nowych czasach do nieistotnej pod każdym względem roli, lecz globalizacja produkcji statków morskich. Już w 80-tych latach Stocznia Gdańska była w finansowych tarapatach z powodu nierentownej produkcji(co sprytnie punktował Premier Rakowski na strajkowym spotkaniu ze Stoczniowcami). W nowych czasach brak restrukturyzacji z silnym niepaństwowym kapitałem w stoczniach przyspieszył proces ich upadku(pod kontrolą głównie polityków i związkowców z politycznymi ambicjami). W 90-tych latach w Stoczni Gdańskiej wciąż pracowało ok. 7.000 pracowników przy produkcji kilku statków rocznie, gdzie uważało się na Zachodzie, że 5.000 pracowników to bardzo duża stocznia. Stocznia Gdańska w centrum dużego Miasta zajmowała ponad 1 km2 powierzchni z infrastrukturą przestarzałą i niezdolną do szybkiej i niedrogiej masowej produkcji statków. Co z tego, że chwalono nas za dobre jakościowo statki, jak nie potrafiliśmy na tym zarabiać, a długi wobec ZUS i US rosły nieregulowane. Wokół Stoczni Gdańskiej było tak dużo ambicji politycznych, że wypaczyły one pamięć chwalebnej przeszłości. Biedny Śp. Adamowicz chciał tą przeszłość właściwie upamiętnić(zachować historyczny wygląd słynnej bramy Stoczni), to „Solidarność” z zawziętości wbrew Niemu utworzyła białą plamę w tym miejscu, cenzurując historyczną nazwę Stoczni w akcie wandalizmu wykonanego szlifierkami. Ja się cieszę, że Stoczni podzieliła los Dinozaurów, bo nie potrafiła „żyć” w nowych czasach.
To wszystko prawda, zmiany na globalnym rynku nie dawały szans na utrzymanie Stoczni Gdańskiej na takiej pozycji jaką miała w latach 70 Jej położenie, w centrum wielkiego miasta, to też argument za jej likwidacją. Ale taki rozpad, taka degrengolada to już efekt tego, ze stocznia była „kolebką”, była symbolem, była polityczna a nie była przedsiębiorstwem.
Tak to wygląda gdy używa się argumentów racjonalnych. Inna sprawa gdy spojrzy się na problem emocjonalnie, tak jak patrzą na to starzy stoczniowcy. To tam grają emocje, tym silniejsze im dłuższy staż pracy i ile lat na karku.
O tym jest ten test o przemijaniu świata…