Marek Jastrząb: Bieg po zadyszkę11 min czytania

()

12.02.2023

Czytajmy, bądźmy zorientowani w otaczającej rzeczywistości. Czytajmy, pogłębiamy wiedzę, ale nie uproszczoną, czerpaną z demagogicznego mędrkowania, gołosłownych pochrząkiwań i zaściankowych uprzedzeń, tylko taką, która wywodzi się ze sprawdzonych źródeł, wieloletnich badań i realnych doświadczeń, opisów sporządzonych przez naukowców, historyków, reportażystów o ugruntowanej renomie.

Niestety, na temat historii lub kultury wypowiadają się ludzie, którzy zaledwie otarli się o PROBLEM; ich namaszczona i niepodważalna wiedza o stanie duszy człowieka z Afryki lub państw Bliskiego Wschodu, jest tak samo przenikliwa, jak wiedza faszysty o współczuciu. Nic dziwnego: współczesny człowiek skazany jest na uproszczenia, na ustawiczne bombardowanie papką.

Zazwyczaj są tu surogaty masowej niewiedzy, a że nie wszystkim uśmiecha się ocena tych uproszczeń, większość zadowala się plotkami, pogłoskami, zapatrywaniami powielanymi mechanicznie. I ta poznawcza inercja ma duży wpływ na częstotliwość popełnianych przez nas błędów.

Tyle do przeczytania, zrozumienia, zaznajomienia się z wartościową literaturą, narzekamy. Skąd wziąć na to wszystko czas? Wzrosła nie tylko liczba ludzi, ale i ilość informacji. Nowinek, ciekawostek, zdarzeń wpędzających nas w euforię rozmyślań! Jest ich teraz tyle, że nie nadążamy ich przetrawić. A każdego dnia, otrzymujemy ich coraz więcej. A wszystkie są ważne. I — by nie wyjść na umysłowego ordynusa — należy wiedzieć o nich jak najwięcej. Gruntownie, do ostatniego wióra, ze szczegółami. Wówczas powstaje zgrzyt pod tytułem: WYBÓR; wiedzieć tak zwane WSZYSTKO, być erudytą, wszechstronnym, oczytanym buldożerem – nie sposób. Choćby z tego powodu, że ludzki mózg nie jest z gumy: ma określoną pojemność, wyporność i przepustowość.

Podróże kształcą

Ciekaw świata, żądny przygód, zbudował dalekomorski jacht, którym zawijał do wszystkich portów Ziemi. Po latach już jako okrzepły wilk morski, powrócił do rodzinnej przystani. Gdy wysiadał na znajomy pomost, ze wzruszenia przestał uważać pod nogi, przewrócił się, wpadł do wody i utonął.

Orzeczenie

Myślenie indywidualnymi kategoriami nie licuje z obecną powagą jednostki. Liczy się myśl zbiorowa. Dawniej, gdy pleniła się pojedyncza, każdy mógł, bez uciążliwych konsultacji, mieć rację. Teraz poglądy mają szansę powstawać szybciej, a często z wyprzedzeniem realiów. Rzecz jasna, możemy obserwować nieuchronną wpadkę. Bywa, że jakiemuś wesołkowi wypsnie się jakaś nieuzgodniona idea, lecz, mój ty Panie, tego rodzaju przypadki są marginalne i od razu tępione!

Kompromis

Nawet garbatego da radę tak sprofilować, by pasował do ściany. Dla chcącego nic trudnego i wystarczy odrobina dobrej woli. Jednakowoż nie tędy droga, bo trzeba by było cofnąć się do średniowiecznej jesieni, czyli łamania kołem, a na to nikt nie pójdzie. Zwłaszcza zainteresowany.

Motyw

Gdy się zwiedza, zawsze coś tam w pamięci zostaje. Jest się wtedy konkwistadorem wrażeń, mędrcem płodzącym zafrasowane refleksje o życiu ludzi człekokształtnych, no i nie bez znaczenia jest fakt, że, jak się powraca z terenów tropikalnych, można być szpanerem z paluchem dziobiącym we wspomnieniowy slajd, można, od niechcenia, napomykać, tu byłem, to widziałem na własne oczy i nikt mi nie powie, że jest inaczej.

Medytacje przed ucinaniem komara

Patrząc w lazurowe oczęta znajomych, dochodzę do wniosku, że nie warto być oczytanym chomikiem. Im się mniej o czymś tam wie, tym łatwiej wykrzesać z siebie właściwą wrażliwość.

Spacerkiem po wspomnieniach

Ostatnio, gdy nikt nie załazi do mnie, by mi ze złością oznajmić, że nie ma mi nic do powiedzenia, gdy bez przeszkód pogrążam się we wzdychaniu, z natarczywą żarłocznością clocharda, przypichcam sobie papu z cebulką. Otwieram wieko skrzyni, w której, oprócz pamiątek przewiązanych wzruszeniami, gnieżdżą się bilety tramwajowe świadczące o tym, że onegdaj bywałem człowiekiem ze wszech miar zamożnym.

Pociecha

Kiedy mam zły dzień i naokoło widzę krążące nade mną rozpacze, zabieram się za dzienniki Kafki; z nich tak słodko wyje solidnym przygnębieniem! Czytając je, konstatuję; ten gość to dopiero miał zgryzy! Wiem, to niskie, pocieszać się, że ktoś ma gorzej. Ale dzięki tej konfrontacji mogę stwierdzić, że nie jestem osamotniony w przeżywaniu boleści

Przepowiednie

Ciężko być optymistą. Co się pojawi jakiś wieszcz, to wyskakuje ze swoim czarnowidztwem. I grzmoci zastraszoną ludność miast i wsi. I niesie jej w darze oliwną gałązkę niepokoju. I straszy, jakby nie należało trzymać dzioba w ryzach: demokrację zastąpi populizm! Wolność obumrze albo zostanie reglamentowana! Kacykowie umoszczą się wygodniej na tronach! Bieda zakwitnie, że hej, a szary zjadacz miski ryżu dalej będzie wieszał się u klamek!

Weryfikacja

Dokonujemy ocen. Stale je weryfikujemy. Co prawda możemy swobodnie poruszać się po dawniej nieosiągalnych obszarach wiedzy, lecz towarzyszy nam przygnębiające przekonanie, że nie potrafimy zmusić się do jej całkowitego poznania. Zatem ograniczamy się do stwierdzenia, że w znajduje się zasięgu naszych możliwości i na tym stwierdzeniu poprzestajemy. Zadowalamy się namiastkami. Jakbyśmy znaleźli się w środku kredowego koła. Rodzi to frustrację. Okazuje się bowiem, że lawina informacji ma na nas pejoratywny wpływ, a cena jest za wysoka.

Kierunek

Obecny świat nowych wyobrażeń rozszerza się, rozrasta w tempie cokolwiek zatrważającym. Razem z upływem lat, oblicze świata coraz mniej przypomina przeszłość, do której byliśmy przyzwyczajeni, a znaczenie faktów, bezdyskusyjnych do wczoraj, dzisiaj jest już niepewne Przebywamy w jakże przytulnej otulinie świata. Zjawisko to nazwać można ujednoliceniem myśli. Refleksji, wrażeń, sposobów widzenia. Zrezygnowaniem z niepowtarzalności człowieka. Zrównaniem go z pozostałymi indywidualistami i zmajstrowaniem indywidualisty zbiorowego. Towarzyszy nam bezmyślne mnożenie nieistniejących, a identycznych światów. Sztucznych bytów i utopijnych tworów. Produkowanie imitacyjnych wizji. Nierealnych miejsc.

Rozwój

Pytania o sens i cel człowieczego życia wyznaczały ludziom zasady postępowania. Człowiek dokonał odkrycia, że jest istotą społeczną, a jego poczynania, wywierają wpływ na uczynki pozostałych ludzi. Ale świat się zmienia, a my razem z nim. Inne są nasze sposoby na opisywanie rzeczywistości. Dysponujemy też odmiennymi środkami wyrazu. Co innego nas bulwersuje i — ogólnie mówiąc — mamy wobec niego, różnorodne oczekiwania.

Kraczydła

Przeptaszenie stało się ciałem. Dzisiaj jest nas dziesięć, no, może dwadzieścia miliardów z hakiem i całym pogłowiem obijamy się na drzewach. Natomiast wczoraj było nas, średnio licząc, ze dwa razy mniej.

Poprzednio nie mogliśmy swobodnie drzeć mordy, bo każdy ptaszek miał swoją zaciszną gałąź. Teraz, jak wszyscy, mamy sublokatora z podsłuchem przebranym za dzięcioła. Im kto wcześniej zaczyna zawodzić, tym prędzej wywrzeszczy sobie większą substancję odpoczynkową – tego też co rychlej przenoszą aż pod koronę drzewa, gdzie przewidziano dla namolnych większe metraże, znośne warunki, istne raje.

Z czasem i dla nich wprowadzono szlaban na kłapanie dziobem. Kto został przyłapany na lamentowaniu bez zezwolenia i pytlował na dziko, tracił prawo do stałego zasiedlania gałęzi. Z punktu dostawał skierowanie do bajora na zadupiu i tam, do upadłego, mógł zajmować się roszczeniami. Niewielu więc było chętnych do oficjalnego kręcenia nosem.

Ten, co pomstował po cichu, zostawał odgórnie doceniony i mógł dopraszać się podciągnięcia pod ulgowy przepis gwarantujący możliwość zasiedlenia całego drzewa. Wtedy wywyższał się na swojej powierzchni, puszył się, szarogęsił i kokosił ze swoją metrażową pomyślnością, aż wszystkich przestrzennie upośledzonych za mocno kłuło to w oczy i nie było wyjścia: musieliśmy przywołać go do porządku i, dla przykładu, zdzielić go w cztery litery, by nabył ogłady.

A cały ten galimatias z zagęszczeniem powstał z powodu wron; wrony od zamierzchłych czasów żyły w opozycji do logiki:

1. opowiadały się za nieskrępowanym znoszeniem jaj,

2. zawzięły się na nas złośliwie postanawiając przekształcić się w liczebniejsze stado i zajęły się nauczaniem śpiewu.

Przemiany

Świat się zmienia, a my razem z nim: inne są nasze sposoby na opisywanie rzeczywistości. Różnymi też dysponujemy środkami ekspresji. Współczesny człowiek skazany jest na uproszczenia, na ustawiczne bombardowanie tendencyjną papką podawaną mu w zależności od przekaźnika.

Pisanie powinno być teraz oszczędne i niemęczliwe. Puszyste utwory w rodzaju Czarodziejskiej Góry lub Nędzników, są dla dzisiejszego czytelnika za długie i z tej przyczyny wycofane z użycia.

Nie ma w tym nic dziwnego, bo świat się spieszy: konsument literatury ma większy wybór tego, co powinien przeczytać. Jest zawalony pstrokacizną dzieł godnych lub niegodnych wzroku. Książki, gazety, całe to mrowie lekturowych możliwości, zaczyna go dusić, nużyć, grać mu na nerwach. Niecierpliwić ilością trudnych słów i zawiłych zdań, zdań tasiemcowych, najeżonych nieznanymi pojęciami, pojęciami odległymi od jednoznaczności, stosowanymi oburzająco często. Słów, których zrozumienie wymaga poznania encyklopedycznych definicji.

Tak, styl T. Manna nie nadaje się do współczesnego odzwierciedlania zdarzeń, nastrojów i przeżyć. Jest to spowodowane przez czas: nikt nie ma tyle, co gdy mieliśmy go pod dostatkiem, gdy pisarz prowadził nas przez wyobraźniowy ocean charakterystyk swoich bohaterów, a nam, gdy przytrafiało się siedzieć w towarzystwie bujanego fotela i szklaneczki czegoś z czymś. Gdy, zapatrzeni w płomienie, zasłuchani w trzaskające odgłosy kominka, lewitowaliśmy po fabule razem z wszechwiedzącym autorem. Powoli, leniwie, smakowaliśmy niezłą prozę, wiedząc, że w każdej chwili możemy powrócić do ulubionych fragmentów.

Fason

Zapanowała moda na nieustanne kreowanie wymyślonego świata, maniera zabudowy przestrzeni naszpikowanych magią, cudownością i uproszczonymi rozwiązaniami. Bajkowe miejsca przedstawiane w identycznej, powielonej scenerii, wiążą się z tymi samymi zachowaniami opisywanymi podobnie; sztampowo, stereotypowo, banalnie. Tu przytoczę słowa H. Heinego: „…pierwszy, który porównał kobietę do kwiatu, był wielkim poetą, ale następny był cymbałem”.

Kreator

Zbigniew Wodecki, niezły przecież estradowiec, kompletnie wyczyszczony z zarozumiałości powiedział, że nie daje koncertów, tylko występy. Koncerty to dawał Paganini, a on doskonale zna swoje artystyczne parametry i nie robi za pyszałka. Podobnie można by rzec, że poetą był Herbert, pisarzem Faulkner, a rozrośnięte stado dzisiejszych wierszokletów i prozaików, to granda w biały dzień; napisze taki ze trzy cherlawe tomiki i już wije gniazdko na Parnasie, już kupuje na Allegro mało używaną aureolę i zmierza tam, gdzie są gwary, aplauzy i jupitery…

Pytanie więc jest takie: kto może uważać się za twórcę? Twórca to taki osobnik, który niezależnie od czasu, nieustannie tworzy. Kiedy śpi, kiedy czuwa, kiedy patrzy przez okno czy teleskop, ciągle myśli, stale pracuje, a przetwarzając powszechnie znaną rzeczywistość, buduje własną.

Dwa światy

Jeden to dziewicza przestrzeń obecnego życia, drugi, to przeszłość z odmiennymi wartościami; kto wierzy w znaczenie guseł, ten jest cywilizacyjnie do przodu. A ten, co im nie ulega, choć ma feudalne życie, choć uprawia nieskuteczne zrzędzenie, jest izolowany od reszty społeczeństwa.

Rozczarowanie?

Dla ludzi żyjących tu i teraz, wspomnienia żyjących minionym są egzotyczne. Natomiast dla ludzi schyłkowych, z wolna zabierających się za pakowanie walizek i za dokonywanie bilansów, obecny świat jest pomyłką, bo nie tak wyobrażali sobie świetlane jutro.

Paradoks

Już Stanisław Lem pisał o książkowych targach we Frankfurcie, że dzieł tam zgromadzonych są miliony i nie sposób przeczytać wszystkie. W tym sensie zdanie Gombrowicza, że co autor, to ignorant, ma sens i nie ma w tym nic obraźliwego.

Nie pamiętam dokładnie, kto to powiedział, ale sens jego myśli był taki, że literat nie może być intelektualistą, bo fakt posiadania nadmiernej wiedzy utrudnia mu, a wręcz uniemożliwia pisanie. Z tym się zgadzam, gdyż dostrzegam, że z trudem przychodzi mi nabazgranie czegoś istotnego, niebanalnego, a zwłaszcza odkrywczego, bo „wszystko już było”.

Ta smutna prawda powoduje, że im więcej dociera do mnie informacji, tym większy jest mój sceptycyzm wobec zewnętrznego świata. Moja wyobraźnia jest wtedy sparaliżowana i rodzą się we mnie obiekcje. Zaczynam się wahać, czy to, co chcę rzec, nie zostało już powiedziane wcześniej i ogarnia mnie lęk, że dorobię się etykietki plagiatora. Mimowolnego naśladowcy i nie daj bóg – złodzieja.

Mam w tej sprawie szereg wątpliwości, bo uświadamiam sobie, że nie ma jednej prawdy i to, co jest nią dla mnie, nie oznacza, iż dla kogoś innego nie zabrzmi, jak fałsz.

Zdarzyć się może, iż niektóre wartościowe umykają naszej uwadze. Giną w natłoku beletrystycznej paplaniny. Przepadają, lecz że natura nie znosi próżni, myśl wypowiedziana w jednym utworze, pojawia się w innym, napisanym przez kogoś innego, i, być może, w innych latach. Raz pomyślana wraca, a wracając, odżywa w nowym kształcie; nie ginie i jest to swoiste pocieszenie.

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

źródła obrazu

  • jastrzab: BM