WaszeR coraz mniej londyński: Niedośmiech trzeci. O ważniaku, który się ciulom nie kłaniał6 min czytania

()

Człek małpokształtny

04.03.2023

To wyjątkowo przaśny umysł, zważywszy na uzyskane wykształcenie, wlokące się za nim tytuły oraz zajmowane stanowiska i pełne obawy przed utratą reputacji funkcje. Jeden z wielu habilitowanych bezprawników topowej przestrzeni publicznej. I, jak pozostali utytułowani przeniewiercy, z wątpliwą szansą na ludzki szacunek i rehabilitację w przyszłości. Naukowiec bez dorobku naukowego. Za to nałogowiec opętany samouwielbieniem. Rozpoznawalny dzięki drażniącej aktywności parlamentarno-rządowej oraz kokieteryjnemu brylowaniu we „właściwych” środowiskach i mediach. Ordynus i arogant.

Wyciągnięty za słuchy z lubelskiego matecznika klerykalnego, jako mąż opatrznościowy rzucony na już rozjeżdżony przez poprzedników grunt edukacji i nauki. Miał go ostatecznie uformować, może nawet zabetonować na lata, ale wyłącznie według fundamentalnych wskazówek opatrzności boskiej i przyziemnych dyrektyw partyjnej opaczności poglądów Prezesa i kliki. Ku aplauzowi rodzimych talibów spośród kuratorów oświaty, dyrektorów szkół, różnej maści przykościelnych pseudo edukatorów i prawicowych popaprańców docinających puzzle, nie tylko historii najnowszej, do kształtów własnych zakutych czerepów.

Przekonany o wyższości mniejszości nad większością, okazał bezgraniczną lojalność fanatycznym poglądom klanu. Szybko więc został sterem, żeglarzem, okrętem w szpicy przetrzepanej już i z lekka dryfującej prawicowej floty dowodzonej przez szurniętego nadadmirała rozochoconego wizją prowadzenia niepokonanej armady do zwycięstwa. Pokładane olbrzymie zaufanie i ponadnormatywne wymagania trąciły paranoicznie naciągniętą ambicjonalną strunę. Zamarzył zabłysnąć na edukacyjnym firmamencie jak supernowa w kosmicznych czeluściach. Światłością i falą uderzeniową zainicjować przeistoczenie szkolnego narybku w nowe gwiazdy, planety i co tam jeszcze dziewiczo nieskażonego a wymagającego ukierunkowanego tchnienia. Nawet się stosownie nadął do tego z boskiego nadania chuchnięcia, okazale wybrzuszył odpalając przestarzałej konstrukcji torpedę, gdy wtem…

Problemy zaczęły się i właściwie chwilę po starcie skończyły spektakularną klapą w buńczucznie potraktowanym akwenie wirów i raf, gdzie wpadł pod zmasowany ostrzał. Rozpaczliwe halsowanie tylko dołożyło spustoszeń. Musiał, biedaczyna, dwukrotnie z niesmakiem dać całą wstecz, by z wytarganą srodze miną zacumować przy pirsie pod uroczą nazwą Lichocka’s Finger, odgrażając się szczeniacko. Każdego innego pochłonęłaby natychmiast czarna dziura dziejów, ten, widocznie namaszczony na czarnego konia batalii, musiał się dźwignąć.

Odrodził się w skórze egzekutora w szatańskim planie zemsty. Może i jako pomysłodawca, pewnie współautor scenariusza, bo wydaje się niemożliwe, by bezwstydnie w tym łap aż po łokcie nie maczał sam spiritus movens wszelkich knowań na prawo od rozumu, bardzo lubiący wysługiwać się większymi intelektualnymi miernotami. Cóż oni takiego sobie wyobrazili? Niewątpliwie to, że w bitewnych warunkach o wszystko przejdą niezauważone pewne szemrane manewry na skrzydłach. No toż wypisz wymaluj ruskie odmóżdżenie jak na dłoni!

Ustalono otóż, by pospiesznie podzielić skórę na niedźwiedziu, który wydawał im się już we wnykach. Naczelny edukator dysponował wszak niemałą kasą do rozdzielenia. Nie na edukacyjne bynajmniej, bezpośrednie cele, ale równie ważne, jeśli nie ważniejsze, wspomożenie różnych ośrodków zasiadania, badania, krzewienia, mające na wiele sposobów procentować w przyszłości ulokowanym tam teraz kapitałem. Na takie rentowne wyspy-oazy-przetrwalniki. To wszystko na wypadek gdyby…

Ale w tym nadal optymistycznym obozie jeszcze mało kto oficjalnie zajmował się katastroficznym gdybaniem. Jedynie ta wszędzie węsząca i nie mająca krzty zrozumienia opozycja natychmiast bezczelnie publicznie dogdybała: …gdyby dryf pokiereszowanej armady zakończyła stypa u Posejdona. A że całość wydawała się nader smrodliwa, zaczęto natychmiast drążyć materię, rozsupływać podejrzane zawiłości i szczegółowo lustrować kryminogenne aspekty finansowej mozaiki. I cóż się takiego okazało? Że machina już była w biegu, że całość wystartowała cichaczem, by na moment poddania pod błyskawiczne głosowanie wszystko było zapięte na ostatnią agrafkę.

No i sprawa się rypła. I nieparlamentarnie zakotłowało w parlamencie. Czterdzieści milionów nawet polskich złotych to niemała kasa, zwłaszcza że budżetowa, uciułana przez podatników. A biorąc pod uwagę jej garściami sypnięcie dziwnym instytucjom, fundacjom, niektórym dopiero co dla potrzeb skleconym i nieokrzepłym, na jeszcze dziwniejsze ich zamglone cele, to skandal nie do obrony. A tejże właśnie zechciał spróbować przywołany do sejmowej mównicy hojny rozrzutnik z nie swojej kiesy, w którym to wystąpieniu o kilka bezczelności przeszedł samego siebie, mając oparcie w sforze zajadłych szczekaczek z własnej watahy. Jarmarczny bez mała tumult tylko podgrzał atmosferę obrad. I oto stało się. Z niemałym trudem, onże kruchciany profesor dolewitował wreszcie do mentalnego zenitu osiągniętego drzewiej przez pewną ogólnie znaną jejmość z powiatu oświęcimskiego, dotkniętą syndromem nie na jej miarę wysokiego stołka. No a lot z tych wyżyn – wiadomo – to już albo boleśnie na pobocze, albo na… zdrowotne eurookłady do Strasburga.

Nie poradził tytan. Zawiodła również jakże soczysta laudacja wywrzeszczana wydatnymi ustami wybitnego przedstawiciela prawicowego planktonu politycznego. Nie utrzymała się cała ta dęta reduta w ogniu krytyki. Nawet wśród sprzysiężonych wystąpiła polaryzacja: jedni uderzyli w amnezję, inni ratowali się korytarzowym sprintem, jeszcze inni rakiem na grząski teren niezbornych wyjaśnień. W dodatku zbyt głośno zrobiło się o sprawie, by nie przewidywać, bodaj dla oka, kontrolnych reperkusji. Prawdziwa klęska! Kolejna.

Lecz on, ten balon nadęty, wywinie się i teraz, bo po nim jak po parasolu. Choćby znalazł się za burtą, a sam przecie nie wypadnie kurczowo wpijając się w partyjną łajbę, to po tylu bohaterskich atakach rodzimy matecznik przywróci go z otwartymi ramionami. No i przyjazne media są, i zaczipowanych prawicowo dziennikarzy chmara, sprawna telewizja – a jakże, teraz i na wieki wieków dziewica, też. Krzywdy nie będzie z tą aureolą syna prawie marnotrawnego – toruński farbowany ojczulek przytuli przeprośną cołaskę.

Wydaje się, że nadszedł już czas, by tego nieokrzesanego osobnika wystrzelić z powrotem tam, skąd przybył. Właściwie dla bezpieczeństwa nawet dużo dalej. Z biletem w jedną stronę. Może na Marsa? Niechby na tamtym dziewiczym terenie poszukał nowych pionierskich wyzwań. Szansa zostania interdyscyplinarnym omnibusem nie do pogardzenia. I ego zapączkuje, i dorobek naukowy zyska.

Jednakowoż z niego ziemianin całą gębą, choć z podsufitką w niebiosach. I – jak podziwiany guru – nie strachliwy. Nie tylko nie upuścił powietrza, ale idzie jak taran. Właśnie dopiero co doświadczył pierwszego taktycznego zwycięstwa – w rytm chińskiej wersji bieliźnianego przeboju zespołu Bayer Full, wykorzystując intelektualne wsparcie gromady hunów, rzucił na deski Opery Wrocławskiej Cyganerię Pucciniego. Niepojęte osiągnięcie!!

A muminki: Taki buc, jaki wódz.

WaszeR coraz mniej londyński

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.