06.05.2023
Gęsto od wydarzeń na scenie politycznej; tej małej, polskiej. Wydarzeń jest tyle, że nie wiadomo, nad czym się pochylić. Kampania wyborcza przyspiesza, ujawniane są kolejne afery w instytucjach takich jak NCBiR, prezes wszystkich prezesów podejmuje rozpaczliwe próby naprawy sytuacji w Trybunale Konstytucyjnym Julii Przyłębskiej, Solidarna Polska jest teraz Suwerenną Polską – co nic nie znaczy dokładnie tak samo, jak wtedy gdy nazywała się solidarna…

Do suwerena, a ten ma podobno decydujący głos w wyborach, od których zależy kto będzie miał władzę w kolejnych latach, dociera specyficzny przekaz medialny: liczy się w nim kto komu przyłożył, kto dobrze wypadł na politycznej scenie, a kto się ośmieszył. Takich zdarzeń jest tak wiele, że nikt nie jest w stanie ogarnąć wszystkiego. Liczba fejków w sieci jest tak ogromna, że łatwo można się pogubić.
Szkoda życia, szkoda czasu.
Zamiast śledzić wydarzenia – może więc warto uruchomić myślenie i spróbować wyobrazić sobie jak muszą wyglądać prawdziwe relacje i rozmowy w małych grupach; tych, w których każdy jest stale obecny, tych które są naprawdę ważne, które kształtują i formatują każdego człowieka.
Mała grupa to ważna kategoria w socjologii. To te 12 – 15 osób, z którymi jesteśmy w stałych relacjach, z których opinią się liczymy. Dynamika procesów zachodzących w małych grupach jest duża. Znamy różne teorie pozwalające przewidywać co stanie się z ich członkami w trakcie zachodzących zmian.
Nie mając jednak żadnych możliwości prowadzenia empirycznych badań wśród licznych małych grup, składających się na rządzącą Polską partię i jej przystawki, proponuję uruchomić myślenie i wyobrazić sobie jak przebiegają rozmowy w tych małych grupach wokół prezesa wszystkich prezesów, wewnątrz Solidarnej/Suwerennej Polski, partii Bielana i innych jeszcze mniejszych partyjek tworzących obóz „Zjednoczonej Prawicy”.
Spróbujmy sobie uświadomić skalę tego rozziewu pomiędzy komunikatem końcowym przesyłanym do mediów a treścią i emocjami przeżywanymi w trakcie. W komunikacie końcowym zawsze pojawiają się wielkie słowa: Polska, Polacy, Demokracja, Suwerenność, Sprawiedliwość, Odpowiedzialność przed bogiem i historią i inne takie; a tym, co naprawdę było ważne, co motywowało tych ludzi do walki o swoją pozycje w grupie trzymającą władzę i na politycznej scenie, było całkiem co innego.
Jeżeli szukać ostatecznego argumentu za odejściem od dotychczasowego modelu wyłaniania władzy w społeczeństwie ludzi, to zapis tych różnic byłby wystarczający – tak dalej się nie da!
Prawo i Sprawiedliwość po ośmiu latach rządzenia doprowadziło kraj do katastrofy. W zgodnej ocenie obserwatorów stało się tak dlatego, że skala korupcji politycznej i zwykłego złodziejstwa przekroczyła wszystkie dotychczasowe standardy. To ważne: różnica jest – tylko i aż – w skali patologii, a nie w samym zjawisku; to zjawisko jest powszechne i występowało we wszystkich ekipach rządzących Polską.
Jeżeli jednak wybory dają władzę ludziom o tak patologicznej osobowości, jak to jest obecnie, jeżeli system wyborczy demokracji przedstawicielskiej umożliwił oddanie władzy takim ludziom jak Jarosław Kaczyński, Zbigniew Ziobro, Przemysław Czarnek – a to tylko wierzchołek góry lodowej, to tak dalej się nie da.
I nie chodzi tu o doprecyzowanie systemu czy wprowadzanie obowiązku uzyskania świadectwa zdrowia psychicznego przed objęciem ważnych funkcji państwowej – chodzi o fundamentalną zmianę w podejmowaniu kluczowych decyzji, kluczowych dla wszystkich obywateli.
Jest konieczna.

Zbigniew Szczypiński
Polski socjolog i polityk. Założyciel i wieloletni prezes Stowarzyszenia Strażników Pamięci Stoczni Gdańskiej.

„Jest koniecza”. To prawda i powinniśmy zrobić wszystko aby stała się rzeczywistością po wyborach. Nie nastąpi od razu, to dłuższy proces, który należy rozpocząć i pierwszym krokiem będą wybory. Wcześniej potrzeba wiele kroków aby te wybory wygrać i rozpocząć ten pierwszy krok. Sprzyja temu narastający poziom konfliktów wewnątrz rządzącej ekipy. Po stronie opozycji demokratycznej także należy wykonać wiele pracy aby wspólnie święcić sukces po wyborach.
To co Pan proponuje poza badaniami psychologicznymi? I kto miałby to wprowadzić, skoro żadnej partii, która rządzi tym krajem, nie jest to na rękę? Ograniczenia są przecież dla suwerena, narodu, czy obywateli, a nie dla rządzących.
Zmiana systemu jest w zasięgu świadomej części obywateli i ich organizacji, a o potrzebie zmian w ordynacji wyborczej – w moich tekstach tuż obok…. Sprawdzone przykłady „pozytywnej selekcji” w polityce i wszystkim innym w państwie, dzięki ordynacji większościowej – już istnieją w krajach rozwiniętych, tylko trzeba po nie sięgnąć.
Bez czekania na ciągle nieosiągalny cud „sztucznej inteligencji”, która na razie przerabia nam SMSy: jestem w ZUSie, na … :-)… Pozdrawia autor książki „Gospodarka nie-wiedzy”, dostępnej w PDF w Bibliotece szacownego Studia Opinii. Krzysztof J, Konsztowicz