09.10.2023
10.10.2023
1.

Wprawdzie lato się skończyło, ale dobra pogoda ciągle sprzyja, więc sezon żeglarski jeszcze trwa, w tym różnego rodzaju wyścigi morskie, czyli regaty. A tam obok, na wielkiej fali kampanii przedwyborczej trwa finałowy wyścig wielkich regat politycznych o władzę nad krajem na południe od Morza Bałtyckiego.
Osobliwie wczesną wiosną tego roku, czyli jeszcze na początku sezonu żeglarskiego, nasz nieodżałowany Redaktor Studia Opinii ś. p. Bogdan Miś opatrzył pewien artykuł o ziemskich interesach aktywistów pewnej partii politycznej zdjęciem regatowego jachtu morskiego. Tytuł tego artykułu to:
„Nowe oblicze megalomanii narodowej, czyli fantazje Jana Żaryna”
W Studio Opinii opublikował go 24.04.2023 Profesor Stanisław Obirek, i ciągle można go odnaleźć:
Stanisław Obirek: Nowe oblicze megalomanii narodowej – Studio Opinii
Od wiosny intrygowało mnie to pytanie, jaką też wizję mógł mieć nasz przyjaciel Bogdan Miś zestawiając taki właśnie obraz z tym tekstem? Jaki związek może mieć jacht morski z tymi ziemskimi interesami? Otóż może, a odpowiedź tkwi w tytule – to choroba zwana megalomanią, a podtytuł może brzmieć – korupcja publicznych pieniędzy kanałami pozabudżetowymi.
W swoim artykule prof. St. Obirek nie pisze żegludze, a o J. Żarynie, dyrektorze Instytutu Dziedzictwa Myśli Narodowej, powołanego przez jego kolegę partyjnego i ministra propagandy P. Glińskiego, między innymi do finansowania faszyzujących bojówek chuliganów pseudo-narodowych, jak i do innych wycieków gotówki państwowej na cele partyjne. Prof. St. Obirek cytuje też w tym artykule książkę Jana S. Bystronia (z 1935 r.) „Megalomania narodowa” i przytacza to wybrane z niej zdanie:
„W miarę coraz to większego zaślepienia stopniowo zaczyna upadać kultura, a państwo idzie ku kataklizmowi”…
2.
Jeszcze większym od wskazanego wyżej instytutu narzędziem politycznej megalomanii partyjnej jest Polska Fundacja Narodowa, na której budżet składają się spółki skarbu państwa, niezgodnie zresztą z ustawą o finansach publicznych. Setki milionów złotych wydawane są poza kontrolą na cele polityczne partii „trzymającej się władzy”, a statut PFN został tak rozcieńczony, że wydatki mogą dotyczyć dowolnego celu, w tym także… żeglarstwa morskiego. A dlaczego nie?…
Ten wątek żeglarski zostanie niżej nieco rozwinięty, żeby pokazać jak przez niekompetencję i chore polityczne pomysły marnuje się polskie pieniądze publiczne, także i w tej odległej od ziemskich spraw dziedzinie.

Oto we wrześniu 2018 roku Gazeta Wyborcza przekazała taką radosną dla obywateli nowinę:
„…przy Nabrzeżu Prezydenta w Gdyni Polska Fundacja Narodowa zaprezentowała jacht VO 70, który początkowo miał być przez najbliższe trzy lata polską wizytówką na zagranicznych akwenach i portach. Podczas długiego rejsu miał ich odwiedzić aż setkę, a w międzyczasie brać udział w drogich i prestiżowych regatach, sławiąc przypadające w tym roku 100-lecie niepodległości Polski.”
Dokładniej, bo w maju tego roku, Polska Fundacja Narodowa (PFN) zakupiła za około 900 tysięcy euro ten jacht klasy Volvo Ocean 70, który nazwano „Polska 100”, z tym dumnym zamiarem, żeby w 100 portach świata – choć nie w pełni wiadomo jakich – sławić owo 100-lecie. Jako że PFN wydaje pieniądze „innych ludzi”, więc cóż to dla nich prawie milion euro… Chaos i spóźnione planowanie „na wczoraj” znowu zawiodło, bo żeby na 100-lecie zdążyć do 100 portów, to przygotowany tylko do takiego rejsu jacht musiałby wypłynąć ze dwa lata wcześniej.
Jeszcze słabiej wyszło z tym, żeby w „międzyczasie” startować w „prestiżowych regatach”, bo to zupełnie inny cel, organizacja, inne wyposażenie jachtu i całkiem odmienne działania załogi. Tego, „w międzyczasie” nie da się załatwić z doskoku. Do każdych regat trzeba solidnie przygotować sprzęt, serwis logistykę i wyścigową załogę, a to zajmuje dużo czasu i jeszcze więcej pieniędzy. Więc – albo odwiedzanie portów, albo poważne regaty. Coś tu nie gra…
3.
Jako że 100-lecie okazało się chybione i już nieaktualne, więc jacht przemalowano i przechrzczono na pompatyczne „I love Poland”, co miało pomóc skupić się na drugiej części zapowiedzi, czyli na promowaniu tego kraju w najważniejszych regatach światowych. Na swojej stronie PFN dumnie oznajmia, z tym lekkim powiewem megalomanii:
„I Love Poland” to wyjątkowy, największy projekt promujący Polskę za granicą. Zrodził się z inicjatywy Polskiej Fundacji Narodowej i zakładał udział polskiego jachtu w najważniejszych i najbardziej prestiżowych regatach na świecie… W tym celu Polska Fundacja Narodowa sfinansowała zakup supernowoczesnego jachtu jednokadłubowego trzeciej generacji Volvo Open 70…”
Tu wystąpił kolejny kłopot, może nawet większy niż poprzednio, bo jacht klasy Volvo Ocean 70, choć bardzo dobry, to jednak już starsza generacja regatowa, rozwiązanie projektowe sprzed 20 lat i do wygrywania tych „najbardziej prestiżowych regat” teraz nie bardzo się nadaje. Nie trzeba głębokich ekspertyz, wystarczy spojrzeć do Wikipedii:
(Volvo Ocean 70) is the former class of racing yachts designed for the Volvo Ocean Race.It was first used in the 2005–06…
4.
Wśród najsłynniejszych imprez żeglarskich świata, regaty Sydney-Hobart są o tyle wyjątkowe, że to jedyne regaty na tym szczeblu rozgrywane z udziałem załóg mieszanych – zawodowców i amatorów, czyli w formule pro/am. Nie wiadomo czy z tej racji, czy z wrodzonego hurra-optymizmu, w PFN zdecydowano, że jacht „I Love Poland” wystartuje w tych właśnie regatach.
W zapędzie chyba nie zwrócono uwagi na fakt, że samo założenie takiego startu już niesie w sobie widmo porażki. W tych regatach najdroższych jachtów, jednostka o długości 70 stóp ma dość marne szanse na zbliżenie do czołówki, może zebrać punkty w swojej klasie, ogólnie jest użyteczna do wypełnienia listy obecności. Przy startujących tam 100-150 jednostkach, światowe media pokazują na mecie (ze wszystkimi korzyściami) czołówkę 3-5 najlepszych jachtów, ale to są dużo szybsze jachty super-maxi o długości 100 stóp i kosmicznych budżetach… Taki mniejszy jacht mógłby nie przewinąć się przed kamerami i nawet przez listy tych, co dotarli do mety w przewidywalnym czasie. Może być spóźnienie, więc kiedy, jak i czym tu sławić, …☹…
W ostatnich latach w Hobart najczęściej wygrywał australijski super-maxi jacht s/y „Wild Oats XI ‘, na przemian z amerykańskim s/y „Comanche”. Sama budowa jachtu „Comanche” pochłonęło około 100 mln dolarów. Jacht s/y „Comanche” jest niedościgłym dotąd rekordzistą dobowego przebiegu, bo aż 618 mil morskich (1144km), ze średnią prędkością 25 węzłów (46 km/godz). Czyli całe regaty Sydney – Hobart (628 mil) zajmują mu dobę i trochę. No a kto spóźniony, to sorry, mate…
5.
Oprócz wymienionego wyścigu Sydney-Hobart Race, czołowe regaty najszybszych jachtów w świecie to America’s Cup, Volvo Ocean Race, Louis Vuitton Cup i Vendee Globe. Jak ktoś chciałby zobaczyć jak wyglądają te najszybsze jachty, to łatwo może w You Tube sprawdzić regaty wokółziemskie Volvo Ocean Race 2023 (klasa IMOCA 60), albo obejrzeć wstępne regaty America’s Cup (klasa AC40) na redzie Barcelony. Nawet niefachowe oko szybko dostrzeże, że te dzisiejsze wodoloty wiatrowe czy wiatroloty wodne (jak to zwać?…) – już nie płyną – a pędzą na uchylnych hydropłatach cztery razy szybciej niż wiatr, nawet do 100 km/godz. To zupełnie nowy świat, zupełnie inne konstrukcje niż jednokadłubowe Volvo Ocean 70 sprzed prawie ćwierci wieku. Znowu spóźnienie…

(Image Copyright – COR 36 | Studio Borlenghi)
Ponieważ z racji okoliczności wszyscy znamy się dzisiaj na lotnictwie wojskowym, to porównanie może być takie: Volvo Ocean 70 to bardzo dobry jacht regatowy, może taki jak samolot F-16 w wojsku. Tylko, że teraz czołówka lata na jeszcze lepszych i dużo droższych F-35, i trzeba się więcej uczyć…
Koszty najlepszych jachtów uczestniczących w czołowych regatach świata są dziś niebotyczne, nawet dla bardzo bogatych ludzi. Wielokrotnie większe są nie tylko pieniądze na budowę samej jednostki regatowej z ultralekkich a ultra-wytrzymałych tworzyw kompozytowych na bazie włókien węglowych, bo to i tak mała część wydatków. Trzeba do tego dodać równie drogie jachty treningowe, całoroczne utrzymanie nietaniej zawodowej załogi, symulatory i komputery, oprogramowanie specjalistyczne, treningi suche i mokre. A jeszcze zmiany odzieży funkcyjnej, wyżywienie, trenerzy, masażyści, liczni serwisanci techniczni, cała logistyka, no i hangary, narzędzia, podróże, hotele, konsultanci, by nie wspomnieć zaplecza naukowo-badawczego z ogromnymi kosztami badań. No to gdzie my się chcemy wpychać z tą gospodarką nie-wiedzy, centralistycznym chaosem organizacyjnym, a do tego z K. Macierewiczem, jako naczelnym ekspertem d/s aerodynamiki? …
6.
Nawet uwzględniając skromniejszy koszt złotówkowy utrzymania krajowej załogi zawodowej, nie da się uniknąć innych wydatków. Roczne koszty utrzymania w ruchu regatowym takiego (drugoligowego już) jachtu jak Volvo Ocean 70, można ostrożnie oszacować na około 40 milionów złotych. Skromnie, bo przecież ani tu nie produkujemy materiałów do ewentualnych napraw, ani nie robimy żadnych komponentów, więc w razie poważniejszej awarii, a te się zdarzają, koszty tylko muszą rosnąć.
A jaki zwrot z takiej inwestycji?…
„Najdroższe i najbardziej prestiżowe regaty świata” to na pewno nie jest miejsce na wtapianie jakichkolwiek milionów, czy nawet pojedynczych złotych, z polskiego chudego budżetu wydrenowanego przez liczne fundacje partyjne, bezsensowne i megalomańskie inwestycje, rady nadzorcze kolesiów i polityczne rozdawnictwo. W każdym racjonalnym biznesie, na każdym etapie działania robi się analizę SWOT (skrót z angielskiego, do sprawdzenia np. w Wikipedii) i gdy słabości i koszty przerastają oczekiwania i przychody, to nawet na etapie wstępnym projekt się zamyka, bo inaczej grozi bankructwo…
Więc gdy ktoś wymyśla udział w wielkich światowych regatach jachtu finansowanego z dziurawej kieszeni ubogiego polskiego podatnika, a do tego z nieefektywnym centralnym zarządzaniem, to tylko wypada zacytować znany z centrów handlowych slogan reklamowy pewnej firmy:
„Nie dla idiotów”…
7.
Za takimi marnotrawnymi idiotyzmami Polskiej Fundacji Narodowej może stać niejaki pan P. Gliński, minister ds. propagandy partyjnej, profesor tzw. belwederski, ale (jak wielu podobnych, w tym jego kolega J. Żaryn, opisany przez St. Obirka), bez realnego wkładu w naukę, czyli bez międzynarodowego dorobku potwierdzonego danymi biblio metrycznymi. Minister Gliński deklaruje się, jako entuzjasta żeglarstwa, ale, jeżeli na żegludze zna się tak jak na pracy naukowej, na której przecież się nie zna, bo nie uprawia, to wynik nie jest trudno przewidzieć…
A to nie są tylko „jakieś” pieniądze jakichś „innych ludzi” – do rozrzucania lekką ręką dla dobra partii.
To są pieniądze moje i Twoje, trzeba je szanować, bo tu jest, na co wydawać z głową…
Polskie budżetowe miliony marnowane na taką (żeglarską) megalomanię, a za to podkradane medycynie czy oświacie, są nie tylko bezsensowne, ale to po prostu kryminalne przestępstwo sprzeniewierzenia funduszy podatnika, którego kraj finansuje naukę na poziomie kroplówki przetrwania, czyli 0,4 PKB, a „partia trzymająca władzę” okrada nie tylko oświatę i medycynę przeznaczając środki budżetowe na propagandę partyjną, ale także podatnika europejskiego, szabrując pieniądze z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju. To jest Podłość i Szulernia…
Dlatego partyjne wydatki PFN to raczej kolejny temat dla CBA i innych tak licznych w tym kraju służb. Może już niedługo, choć jeszcze nie dzisiaj… Dzisiaj nawet nie dla partyjnej prokuratury, może tylko dla Watchdog Polska, OKO.press czy Superwizjera TVN, póki istnieją…

Krzysztof Jan Konsztowicz (ur. 6 listopada 1945) – polski naukowiec z dziedziny inżynierii materiałowej i publicysta, nauczyciel akademicki, profesor (emerytowany) Akademii Techniczno-Humanistycznej w Bielsku-Białej. Były kapitan jachtowy. Więcej w wikipedii.

Dziś pojawił się ciąg dalszy już nie tylko marnowania pieniędzy podatnika, ale psucia państwa i to w najbardziej wrażliwej tkance – wojska. Fachowcy rezygnują zostsaja klakierzy ministra nieudacznika…
Na psucie i marnowanie to są długie listy. Jest nadzieja, że Trybunał Stanu może wreszcie się wybudzi (albo zostanie wybudzony…) z wiekowej drzemki. W ciągu stu lat finansowania przez podatnika skazał tylko dwie osoby. Teraz mogą być potrzebne nadgodziny …