Wojciech Kuszko: Wirus nienawiści5 min czytania

()


22.10.2023

Miałem 12 lat, kiedy – bodajże wiosną 1969 roku – mój przyjaciel i kolega z podwórka zdradził mi tajemnicę.
– Moja rodzina się pakuje i wyjeżdżamy z Polski. Pewnie już nigdy nie wrócimy.
– Cooo! Dlaczego?
– Bo jesteśmy Żydami.
– I co z tego? – zapytałem zdumiony.

Jestem wdzięczy moim rodzicom, że uczynili mój umysł odpornym na wirusy, o których pisze Andrzej Koraszewski w opublikowanym równolegle w Studiu Opinii artykule Wirusy tradycji, wirusy kłamstwa, wirusy umysłu”

Odpornym do dziś. I pewnie dlatego nie nazywam tego, co dzieje się teraz na Bliskim Wschodzie – eskalacją konfliktu „izraelsko – palestyńskiego”. Bo choć zaatakowane zostało państwo Izrael, to atakującym nie jest ani państwo palestyńskie, ani palestyński naród, lecz grupa zaczadzonych nienawiścią islamskich fanatyków. Choć to prawda, że fanatycy ci są przeważnie Palestyńczykami.

Nie mam wątpliwości, że gdyby, po wdarciu się na terytorium Izraela, hamasowcy mogli wymordować więcej niewinnych ludzi, zrobiliby to. W maksymalnie okrutny sposób.

Nie mam wątpliwości, że gdyby znany był sposób, by pojmać i postawić przed sądem morderców z Hamasu unikając ofiar wśród cywilnych mieszkańców Strefy Gazy, Izraelczycy by z tego sposobu skorzystali.

Tu nie ma żadnej symetrii i trzeba to na każdym kroku podkreślać.

Wina leży tylko po jednej stronie. To – moim zdaniem – nie podlega dyskusji. Ale wina, to nie to samo, co odpowiedzialność. I o odpowiedzialności dyskutować należy, bo tylko taka dyskusja może doprowadzić do znalezienia wyjścia z sytuacji, która wydaje się być sytuacją bez wyjścia.

Andrzej Koraszewski częścią odpowiedzialności obciąża wirus tradycyjnego antysemityzmu.

Jako dwunastolatek, po raz pierwszy dowiedziałem się, że Hitler nie zabrał tego wirusa ze sobą do grobu i że nadal gnieździ się on w ludzkich umysłach. Póki żyło pokolenie czasów Holokaustu, póki powszechnie obowiązywała poprawność polityczna, do jego obecności we własnej głowie lepiej było się głośno nie przyznawać. Ale czasy się zmieniły i coraz częściej wirus pokazuje, że ma się całkiem nieźle. I ludzie pokroju Korwin-Mikkego, czy Brauna nie tylko się do niego przyznają, ale wręcz się nim chlubią. Bardzo nad tym ubolewam. Lecz wątpię, by to wirus tradycyjnego antysemityzmu odpowiadał za dżihad i islamski fanatyzm.

Moim zdaniem odpowiada za to wirus nienawiści.

Ten wirus miał się dobrze zawsze. A teraz ma się wręcz świetnie. I nie trzeba jechać na Bliski Wschód, by się o tym przekonać. Nie trzeba być muzułmaninem, by się nim zarazić. Rzesze zakażonych zamieszkują katolicką Polskę. Ale i Stany Zjednoczone – kolebkę liberalnej demokracji. Niezależnie od ustroju i społecznych tradycji, wirus bez trudu zaraża umysły tych, którym zaczadzenie nim daje poczucie społecznej przynależności i tożsamości. Poczucie, którego posiadanie jest podstawową potrzebą każdego człowieka. I ludzie z deficytem poczucia przynależności, niezależnie od wyznania czy stopnia inteligencji, dają się omamić przywódcom, którzy zdefiniują podział, wskażą wspólnego wroga oraz ideologię uświęcającą wojnę z tym wrogiem prowadzoną. Najczęściej wojnę polityczną na słowa. Ale czasem, niestety, też wojnę prawdziwą. Świętą wojnę niosącą śmierć. Dżihad.

Dżihad karmi się nienawiścią. Nienawiść zaś karmi się ofiarami po własnej stronie, a nie po stronie przeciwnej. Jestem przekonany, że Hamasowi zależy właśnie na tym, by odwet Izraela za jego atak był możliwie najkrwawszy.

I tu wracamy do odpowiedzialności.

Nienawiść do Żydów i to, że każda szansa do zniszczenia Izraela zostanie przez nich wykorzystana dżihadyści głoszą od lat. To ta nienawiść, a nie sama religia określa ich tożsamość. Tu nic się nie zmieniło. Jedynie pojawiła się szansa, za stworzenie której odpowiedzialność ponoszą w dużym stopniu obecne władze izraelskiego państwa. Zaś odpowiedzialność za prawdopodobny krwawy odwet, choć zrozumiały w tej sytuacji, ale wpisujący się w scenariusz napisany przez hamasowców, spocznie na barkach izraelskich władz w całości. Ofiarom życia nie wróci, pokoju nie przyniesie. Rachunek poniesionych krzywd wyrówna tylko chwilowo, bo przyniesie krzywdy nowe – dużo większe.

Przestrzegał przed tym w czasie ostatniej wizyty w Izraelu Joe Biden, otwarcie mówiąc o błędach popełnionych przez amerykańskie władze po atakach z 11. września. Pisze o tym wielu światowych publicystów. Protestują przeciwko temu demonstrujący na ulicach Londynu. Przestrogi, apele i protesty adresowane są do władz izraelskich. A do kogo miałyby być? Przecież to nie jest konflikt „izraelsko – palestyński”. Naród palestyński nie ma tu możliwości decydowania o czymkolwiek.

Dlaczego wiec większość mieszkańców Strefy Gazy popiera Hamas? A dlaczego partię Kaczyńskiego wciąż popiera ponad 30% polskich wyborców? Dlaczego świat obawia się, że wkrótce większość Amerykanów może ponownie wybrać Trumpa?

Niewykluczone, że niektórzy przestrzegający, piszący i protestujący są zatruci wirusem antysemickiej tradycji. Ale większość – jak myślę – kieruje się rozsądkiem i przekonaniem, że krwawa pacyfikacja Strefy Gazy, na dłuższą metę, jedynie wzmocni islamskich terrorystów. I szczerą, choć, być może naiwną wiarą w to, że na Bliskim Wschodzie można – mimo wszystko – zaprowadzić pokój.

W co bardzo chcę wierzyć i ja.

Wojciech Kuszko

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

14 komentarzy

  1. Magda 22.10.2023
    • Wojciech Kuszko 22.10.2023
      • Magda 26.10.2023
      • Magda 26.10.2023
  2. Andrzej Koraszewski 22.10.2023
    • Wojciech Kuszko 22.10.2023
      • Jacek 31.10.2023
  3. Stanisław Obirek 22.10.2023
    • Magda 26.10.2023
  4. Andrzej Koraszewski 22.10.2023
    • Wojciech Kuszko 22.10.2023
    • Stanislaw Obirek 22.10.2023
  5. Andrzej Koraszewski 22.10.2023
  6. Hazelhard 24.10.2023