
Podobnie jak większość z nas (pominąwszy Ojców Założycieli Studia Opinii, którzy w roku 2008 powołali portal do życia) Bogdana Misia poznałem najpierw jako Redaktora moich tekstów. Od chwili, gdy jeden z założycieli, Andrzej Lubowski, skontaktował mnie z BM, właśnie do Niego wysyłałem regularnie różne artykuły. Pisane pospiesznie, na marginesie innych zajęć, były przez Bogdana cierpliwie uładzane. Nie zżymał się gdy „w ostatniej chwili” dosyłałem uzupełnienia czy aktualizacje. Zapisywałem kilka, czasem kilkanaście myśli, nie zawsze uczesanych, a Bogdan dawał im życie. Byłem przekonany, że tak będzie zawsze. Kilka dni przed Jego śmiercią wysłałem tekst, dziwiąc się opóźnieniu… Pomyślałem, że wraz z Jego odejściem 1 lipca 2023 r. skończyła się moja łączność z portalem. Na szczęście tak się nie stało; Studio Opinii działa nadal i w dalszym ciągu można w nim publikować.
Jak niektórzy z nas miałem przywilej osobiście poznać Bogdana. Od początku odnosiłem wrażenie, że znamy się od zawsze. Podobno nie było to odosobnione wrażenie. Bogdan nie tyle skracał dystans, co go niwelował, niszczył, nawiązując przyjacielską, szczerą więź. Interesowało Go, co robię, cieszyły go kolejne publikacje, chciał je czytać, komentował… Nie wiem, jak to robił, siedząc po kilka godzin dziennie nad tekstami przesyłanymi przez wielu z nas? I już się nie dowiem…
Zapewne w imieniu nas wszystkich mogę powiedzieć, że czuliśmy się wyróżnieni i zaszczyceni Jego przyjaźnią. Doceniał to, co robił każdy z nas i nadawał temu głębszy sens. Miałem świadomość, że jesteśmy ulepieni z innej gliny. On matematyk, umysł precyzyjny, „ostry jak brzytwa”, miał do mnie cierpliwość. Wyjaśniał, tłumaczył, zachęcał; dasz radę, mawiał – matematyka i informatyka są dla ludzi, nie dla specjalistów… Przywracał wiarę w możliwość zaprzyjaźnienia się z naukami ścisłymi. Jestem mu za to wdzięczny. Przekonywał też, że obawy przed AI, sztuczną inteligencją, są mocno przesadzone. Jego ostatnie teksty czytałem z przekonaniem, że ma rację, że AI to bardziej niewiadoma niż cudowne rozwiązanie, któremu nie należy się poddawać, ale myśleć i robić swoje…
Dzięki Bogdanowi uwierzyłem, że wyrażanie tego, co się myśli i jak się czuje, jest nie tylko możliwe, ale i potrzebne. Uczył też, jak mądrze się ze sobą spierać. Bezlitośnie eliminował maruderów i złośliwców, zwłaszcza tych, którzy, poza obrzucaniem błotem, nie mieli nic sensownego do powiedzenia. Był idealnym moderatorem dyskusji pod naszymi tekstami. Brzmi to jak banał, ale banalne nie jest – zwłaszcza w dzisiejszej Polsce. Szczególnie po roku 2015, kiedy poczuliśmy, że wokół nas zaczyna się dziać coś niedobrego. Podobnie, jak po 2016 w USA, czy – od marca tego roku – w Izraelu. Zresztą czy można wyróżniać jakieś kraje, skoro od 2014 Rosjanie wierzą, że to, co robi Putin ma sens, a Węgrzy ślepo ufają manipulacjom Orbana…
Bogdan był z jednej strony odtrutką na manipulacje, a z drugiej – na uciążliwą obecność „świętych krów”. Zadeklarowany ateista i antyklerykał, był idealnym przykładem postawy postsekularnej, która – nie ukrywając własnych poglądów – potrafi dostrzec ziarna prawdy w poglądach i zachowaniach adwersarzy. Jestem przekonany, że najlepszym sposobem uczczenia Jego pamięci będzie propagowanie i utrwalanie takiej właśnie postawy.

Pana Redaktora Bogdana Misia znałem z mediów na długo przed powstaniem Studia Opinii. Z czasów Jego pracy w TVP, jako ówczesny namiętny oglądacz programów popularno-naukowych i teleturniejów. Moja (nieżyjąca już) żona zachęciła mnie także do lektury kilku książek opublikowanych przez Redaktora i miała rację, bo wszystkie zapamiętałem jako znakomite.
*
Kiedy w 2019 rozpocząłem publikowanie na łamach portalu, zetknąłem się z bieżącą działalnością Redaktora BM. Gdyby nie Jego żmudna i niewidoczna praca redakcyjna, korekcyjna, selekcyjna i moderująca, Studio Opinii nie byłoby takie fajne, o ile w ogóle zaistniałoby w znanej nam od początku formule.
*
Nadredaktora BM (tak nazywają zmarłego niektórzy autorzy SO) daje się opisać w wielu wymiarach, jako postać przekraczającą ograniczenia bytu jednostkowego. Właściwszą kategorią dla tego rodzaju ludzi jest pojęcie człowieka-instytucji. Matematyk – informatyk – pracownik naukowy – dziennikarz – menedżer- popularyzator nauki – nauczyciel i wychowawca pokoleń dziennikarzy – racjonalista – konsekwentny ateista… W każdej z tych ról, a pewnie również w wielu innych, Pan BM zapisał wspaniałą kartę osiągnieć przekraczających często dokonania pojedynczych ludzi w każdej dziedzinie.
*
Mnie urzekł kilkoma rzeczami. Po pierwsze dziennikarską przyzwoitością oraz rzetelnością warsztatową. Po drugie pasją i konsekwencją w pracy na rzecz Polski światłej i rozumnej. Po trzecie tolerancją – mógł się z konkretnym autorem nie zgadzać, ale jeżeli uznał, że reprezentuje poglądy uzasadnione i racjonalne nie odmawiał publikacji. Kiedyś nie zgadzał się ze mną tak bardzo, że publikacje artykułu odwlókł o kilka dni (zazwyczaj publikował w ciągu jednego dnia) tylko po to, aby opublikować i samemu napisać pierwszy, bardzo krytyczny komentarz. Każdy z tych przymiotów z osobna i wszystkie razem spowodowały, że Pana Redaktora BM podziwiałem traktując jako swojego nauczyciela i mistrza zarazem.
*
Bliskie mi było Jego niezastąpione poczucie humoru i brak zgody na wszelkie absurdy życia publicznego, w tym głównie wywodzące się ze sfery politycznej czy sakralnej.
*
Nie miałem okazji spotkać Redaktora Misia osobiście, choć przez szereg ostatnich lat czułem więź intelektualną dzięki bardzo podobnemu odbiorowi wielu wydarzeń, znanemu głównie z Jego wpisów na Facebooku, zwłaszcza „Upustów żółci”. Niespodziewane odejście Pana Redaktora na początku lipca 2023 odebrałem jako utratę kogoś bliskiego i bardzo dla mnie ważnego. Mając świadomość wielkości i wielowymiarowości osobowości zmarłego w trakcie pogrzebu zdałem sobie sprawę, że uczestniczę w ceremonii pożegnania po prostu porządnego i dobrego człowieka.
*
Kiedy opozycja wygrała wybory 15 października, pierwszą moją myślą związaną z SO była refleksja: „Miś nie doczekał…” choć może najbardziej z nas byłby uradowany i usatysfakcjonowany tą radosną nowiną. Cześć Jego pamięci !
To pięknie, że pojawił się tekst poświęcony Redaktorowi Misiowi, bardzo dziękuje.
Nie miałem okazji poznać Redaktora osobiście, nasza znajomość tylko na łączach. Ale to była dobra znajomość, redaktor przyjmował wszystkie moje teksty, a było ich ponad 600 przez te osiem ostatnich lat, bez żadnej zwłoki, robił korektę interpunkcji(ale to na początek, potem się sam starałem) i „wieszał” tekst po 3-4 godzinach a nie po dniach jak jest to obecnie. Wydaje się, ze zgadzaliśmy się co podstawowych spraw, w drobnych może mniej ale to bez znaczenia. Był dla mnie bliską osobą, mailowaliśmy sobie informacje o stanie zdrowia, o zamiarach na przyszłość.
Redaktor odszedł nagle, poprzedniego dnia jeszcze „powiesił” mój ostatni tekst pod którym rozwinęła się ta dyskusja co dalej, co będzie ze stroną…
Tak było.
Dobrze, że strona SO ma teraz dwóch patronów, Stefana i Bogdana, to zobowiązuje.
Wydawało się, że 'Wspomnienie’ postaci Nadredaktora w Święto Zmarłych uruchomi wypowiedzi osób, które go znały dobrze i od dawna, ale nic takiego się nie dzieje… Mój kontakt z tym niezwykłym człowiekiem trwał krótko, zbyt krótko, zaledwie pięć lat. Rozpoczął się, kiedy – za sprawą Stanisława Obirka – SO zamieściło drobiazg, przeznaczony dla prowincjonalnego pisemka. Zaskoczenie było podwójne, zwłaszcza że Redaktor Bogdan Miś przywitał „nowego felietonistę”… No i się zaczęło. Telefony, mejle, podziękowania, prośby o poprawki i korekty, które zwykle rozpoczynałem apostrofą typu: Domie Złoty, Gwiazdo Zaranna, Stolico Mądrości, Wieżo Dawidowa, albo: Najwyższy Arcykapłanie, Ojcze Przenajświętszy itp. Dla kontrastu podpisywałem się – „rab prawosławny, niegolony, z polsko-ruskiego pogranicza”. Obopólna radość z tej korespondencji była spora, a zabawa – takie odnosiłem wrażenie – przekształciła się w trwałą zażyłość. Trzeba pamiętać, że na starość taka rzecz trafia się rzadko, a ja miałem szczęście…
Cieszyłem się, kiedy Redaktor rozpoczął cykl 'Upusty żółci’, które stały się wentylem bezpieczeństwa dla ludzi stłamszonych nienawiścią, pogardą, szczuciem, wykluczeniem – przez bojowców rewolucji kaczystowskiej…. To w naszym imieniu Pan Bogdan 'dawał odpór’ rodzimym hunwejbinom spod znaku MB Lichockiej.
Wielki znawca nauki i techniki, jej popularyzator w normalnych czasach, był też wytrawnym humanistą, który każdy 'Upust’ kończył złagodzoną, polską wersją zawołania Katona Starszego: 'Ceterum censeo Carthaginem esse delendam’. Szkoda, że ten obrońca zdrowego rozsądku i normalności nie doczekał 15 października i tego, co po nim nastąpi,,,
Dopiero po przeczytaniu komentarza JS zdałem tez sobie sprawę, ze tez mi brakuje głosów ludzi, którzy znali Bogdana Misia lepiej i dłużej niż my. Rozumiem poetykę szorstkiej przyjaźni i zasadę, a co tu można jeszcze dodać, było minęło. Otóż było, ale nie minęło. I warto napisać, ze to co było to było Dzieki bezkompromisowemu oddaniu sprawie Studia Opinii. My wszyscy na tym korzystaliśmy, piszacy, czytający i komentujący czy nawet tylko głosujący na tak lub nie. Bez Misia nie byłoby SO i warto to jasno i wyraźnie napisać!!!
Wydaje mi się, że częściowym wytłumaczeniem zjawiska wskazanego w komentarzu J.S. oraz profesora Obirka jest historia portalu SO po śmierci Redaktora Bogdana Misia. Po 1 lipca SO na ponad półtora miesiąca zamilkło, bo Pan Bogdan był jednoosobową redakcją. Wznowienie nastąpiło dopiero 19 sierpnia 2023. Osoby bliskie BM uczestniczące w pogrzebie , jak i nie będące na tej ceremonii, w tym także czytelnicy SO, nie miały do dyspozycji forum publicznego do odreagowania traumy, smutku i żalu, a także zamieszczenia wspomnień po odejściu Pana Redaktora praktycznie przez okres 4 miesięcy. W moim przypadku, a podejrzewam, że odnosi się to do wielu spośród nas, takie pierwsze odreagowanie następowało w kontaktach bezpośrednich między nami, a częściowo na forach zastępczych, jak utworzona w lipcu lista dyskusyjna na forum: https://groups.google.com/g/studioopinii2023
*
Po wznowieniu SO zabrakło dla jednego z jej patronów takiej rubryki wspomnień jaka pojawiła się teraz. W jakimś sensie wynika to ze stereotypu, że zmarłych wspominamy w okolicach Wszystkich Świętych. Warto pamiętać, że pierwszy z patronów, Redaktor Stefan Bratkowski zmarły na wiosnę 2021, miał szansę na szeroką relację z pogrzebu oraz szereg wspomnień, bowiem SO było wówczas aktywne, a o te relacje zadbał Pan Redaktor Bogdan Miś.
*
„Wspomnienie” o Redaktorze BM zostało zamieszczone 30 października, a więc mniej niż tydzień temu, w okresie kiedy wiele z osób, zainteresowanych zamieszczeniem swoich wspomnień, podróżuje po grobach bliskich, czasami na znaczne odległości i aż do końca tego weekendu może nie mieć możliwości zajrzenia na SO i zainteresowania się tą rubrykę. Dodatkowo, umieszczenie „Wspomnienia” w „karuzeli” rotujących artykułów, także nie sprzyja perspektywie dłuższej jego obecności na łamach SO. Mimo tak krótkiego czasu istnienia rubryki, ilość komentarzy wspomnieniowych, a zwłaszcza liczniki tych, którzy je przeczytali wskazuje na znaczne zainteresowanie PT Czytelników wspomnieniami.
*
Wydaje się, że rola Pana Redaktora Bogdana Misia w powołaniu do życia SO, a zwłaszcza w sukcesie jego 15 letniego trwania, powinna sprzyjać utrzymaniu „Wspomnienia” o Nim przez czas dłuższy niż kilka dni. Po przeczytaniu wpisów wspomnieniowych jestem pewien, że taki postulat pod adresem nowej Redakcji SO, zgłaszam nie tylko w swoim imieniu.
Mistrz i kumpel. A znalismy się kilkadziesiąt lat, więc wiem, co mówię. Wspaniały Człowiek.
Pana Nadredaktora Bogdana Misia, poznałem niebezpośrednio. Poprzez kontakt mailowy w marcu 2020 roku. Tuż po wybuchu pandemii COVID-19. Zaraza i jej konsekwencje, również w postaci lockdown, była podstawową przyczyną rozpoczęcia tej – jakże dla mnie wyjątkowej – znajomości.
Zachęcony przez innego Autora – Mentora, publikującego felietony w SO, kryjącego się pod pseudonimem JS, do napisania jakiegoś krótkiego tekstu dokonałem inicjacji i na łamach Studia Opinii ukazała się ,,Bajka o smoku’’. Okoliczności powstania tego mini felietonu, były ściśle związane z pandemią. Siedząc w domu, jak prawie wszyscy, zacząłem czytać po kolei wszystkie książki Olgi Tokarczuk. Zawsze tak jest ze mną, że gdy czytam coś co mnie poruszy, choćby odrobinę, zaczynam pisać w stylu pisarza lub pisarki, którym się właśnie fascynuję. Gdy czytałem Hertę Mueller, pisałem ultrakrótkimi zdaniami, gdy Thomasa Bernhardta, w mailach do znajomych pojawiały się tasiemcowe, niekończące się kropką wypowiedzi.
Reakcja Czytelników i Pana Bogdana Misia na pierwszy tekst, była dla mnie niezwykle miła. Zacząłem pisać bardziej regularnie, posyłałem kolejne felietoniki do Nadredaktora, za każdym razem inaczej go tytułując. Wyobrażałem sobie jego uśmiech, gdy wymyślałem coraz bardziej dowcipne, nawiązujące do literatury nagłówki. Pan Bogdan, zawsze odpowiadał bardzo lakonicznie. Ale za każdym jego słowem, wyczuwałem życzliwość i dążenie do oszczędzania czasu człowieka, który pracuje tytanicznie i wie, że ma czasu wciąż za mało.
Jedyny raz, gdy zwróciłem się z prośbą o przywrócenie obrazka, który towarzyszył wszystkim moim artykułom (a nazbierało się ich przez ten czas 19) Pan Miłościwie Wtedy Nam Panujący Redaktor, odpisał dwa słowa więcej: ,,Skleroza nie boli’’.
Kolejne objawienie, które zaowocowało eksplozją miłości do Pana Misia, to Upusty Żółci. Czytaliśmy je z Żoną codziennie na dobranoc, zaśmiewając się do rozpuku, czasem przez łzy a innym razem z wybuchem gniewu na absurdy, o których pisał.
Gdy kolejny upust nie pojawiał się, zakradał się zawsze pewien niepokój. Co się dzieje? Chory? Czemu nie ma upustu? Odczuwaliśmy dotkliwy brak co wieczornego rytuału.
Po dwóch, trzech dniach, pojawiał się ponownie i z ulgą i radością zapoznawaliśmy się z kolejną dawką ciętej ironii i inteligentnego sarkazmu, jeśli w ogóle można się tak wyrazić.
Aż nadszedł ten dzień, gdy Pan Bogdan Miś zamilkł na zawsze…..
Są ludzie, którzy powinni żyć wiecznie, albo przynajmniej dwa tysiące lat, są też tacy, których umęczona Matka Ziemia, powinna strącić ze swojego karku w niebyt, jak najszybciej zanim zrobią większą szkodę.
Pan Bogdan należy do tych pierwszych!