Zbigniew Szczypiński: Krajobraz po i przed…6 min czytania


08.12.2023

Każda zmiana władzy to wstrząs, mniejszy lub większy, w zależności od stopnia różnicy pomiędzy wymieniającymi się ekipami. Zmiana, jaka stanie się w Polsce, już za kilka dni, gdy po poniedziałkowym spektaklu, jakim będzie expose ustępującego premiera sprawującego swój urząd z woli prezydenta Dudy aż przez całe dwa tygodnie i „debacie”, jaka się odbędzie w Sejmie i głosowaniu nad wotum. Głosowaniu, którego wynik znamy od 15 października, a więc od dwóch miesięcy i wyborze nowego premiera mającego za sobą większość sejmową, procedurze jego zaprzysiężenia i wręczenia aktów nominacji premierowi wszystkim ministrom – ta zmiana stanie się, będziemy mieli nowy rząd.

To nie będzie standardowa zmiana, to będzie zmiana wszystkiego!

Nie chcę wchodzić w szczegóły, w to, co i kiedy zmienić trzeba już a co za chwilę, to jest temat na osobne analizy. Tym, co chciałbym zająć się w tym tekście jest psychologiczny kontekst takiej zmiany, tego jak mogą i jak powinni się czuć ludzie, którzy przez „osiem ostatnich lat” – to cytat niezapomnianej premier Beaty Szydło, „naszej Beatki” jak mówił o niej lud pisowski – czuli się panami Polski, „ludźmi, którym się to należało” – to też cytat z tego samego źródła. Patrząc na postaci takie jak magister Zbigniew Ziobro będący Ministrem Sprawiedliwości i Prokuratorem Generalnym, wydającym polecenia prokuratorom i sędziom, uznającego lub nie wyroki sądów europejskich i krajowych, wydającego ogromne kwoty z Funduszu Sprawiedliwości, funduszu przeznaczonym na pomoc osobom pokrzywdzonym przez sprawców przestępstw na cele całkowicie poza statutowe, takie jak wydatki na kampanie partyjną czy zasilanie podmiotów związanych ze swoją partią, czującego się ostateczną instancją w toczących się procesach, stojącego ponad prawem krajowym a zwłaszcza europejskim, (z tej złej Europy, w której szaleje moralne zepsucie i „lewactwo”), chroniącego swą prywatność tak dalece, że wprowadzony został zakaz przelotu nad domem ministra wszystkim statkom powietrznym czy dronom, osoby niesłuchającej nikogo poza własną żoną, wożonego rządową limuzyną, korzystającego z ochrony funkcjonariuszy służby ochrony państwa – taką osobą był magister Zbigniew Ziobro przez całe dwie kadencje.

Obecny status Zbigniewa Ziobro to status szeregowego posła małej partii wchodzącej w skład koalicji niemającej większości parlamentarnej, zmuszonego wykonywać polecenia nowego Marszałka Sejmu stosującego po prostu regulamin, niemogącego zabrać głosu poza porządkiem, jako konstytucyjny minister, pozbawionego tych wszystkich przywilejów a dodatkowo mającego przed sobą wizję stawania przed komisją śledczą jedną, drugą, trzecią, mogącego się spodziewać wezwań procesowych i wyroków skazujących za wszystkie swoje przekręty i przestępstwa.

Czy to nie jest wystarczająco wiele, by się załamać, by wydać wojnę temu złemu światu, który tak się zmienił, że odrzucił tą wielką szansę, jaką mogła być trzecia kadencja, w której dokończona zostałaby reforma sądownictwa i zabetonowana władza Jarosława Kaczyńskiego i Zbigniewa Ziobry, jako jego delfina.

Postać Zbigniewa Ziobro, to tylko symbol tej zmiany władzy, jaka przed nami. Warto przyglądać się też innym. Na przykład Piotrowi Glińskiemu, profesorowi socjologii, mającemu kiedyś jakąś pozycję w swoim środowisku akademickim, któremu władza całkowicie pomieszała w głowie raz jeszcze pokazując, że to nie tytuły, a charakter i osobowość świadczą o człowieku. To bardzo dobry socjologiczny eksperyment mieć możliwość obserwowania zachowania posła Glińskiego w nowym sejmie, jego stosunek do innych posłów, do dziennikarzy – to dobry temat na pracę, przynajmniej magisterską.

Wymieniam tu tylko niektóre postaci odchodzącej ekipy, nic o takich ludziach jak Jacek Sasin czy Przemysław Czarnek – tu szkoda czasu, ich osobowości są żadne, co znaczy, że zmiana spłynie po nich jak woda po kaczce.

Skoro o kaczce mowa, to Jarosław Kaczyński wydaje się człowiekiem zajętym bez reszty zamianą klęski w podwalinę przyszłego sukcesu. Jego złamać może nieuchronna – na teraz – klęska w wyborach samorządowych i do parlamentu europejskiego.

To, co na teraz, to nie znaczy, że na potem.

Dynamika procesów politycznych jest wielka, nowy rząd dopiero zacznie borykać się z rzeczywistością ukształtowaną przez tych, co przegrali, a teraz pragną za wszelką cenę się odegrać. Mają powody, by zrobić wszystko, zrobić każde świństwo, wykorzystać każdą szansę, by nowej władzy szkodzić. To, że szkodzą też Polsce nie ma znaczenia, bo Polska to oni a ci, co przejmują władzę, to zdrajcy i niemieccy agenci z Tuskiem na czele.

Jeżeli pokazujemy zmienne, pochodne od stanów psychicznych ludzi, którzy stracili władzę i muszą dostosować się do nowych sytuacji, to warto też zastanowić się nad tym, co czują, co myślą ci, którzy władzę obejmują, już zaraz, za klika dni.

Ekipa Tuska to mieszanka starych wyjadaczy i ludzi nowych, bez doświadczeń w sprawowaniu funkcji rządowych. Rząd składać się będzie z przedstawicieli różnych partii i środowisk politycznych mających różne cele i wartości. Wspólnym celem było odsunięcie PiS od władzy i zapobieżenie klęsce, jaką byłaby trzecia kadencja Jarosława Kaczyńskiego. To się już stało, teraz jest czas próby. Dla wszystkich, dla Donalda Tuska przede wszystkim.

Jako tylko obserwator sceny politycznej powiem tylko tyle, że dla mnie największym atutem jest postać Donalda Tuska, człowieka, którego pamiętam z dawnych lat, jako młodego człowieka, członka partii liberałów, jaka powstała w środowisku Uniwersytetu Gdańskiego, a właściwie Wyższej Szkoły Ekonomicznej w Sopocie – Uniwersytet to dopiero później, powstał z połączenia tej szkoły i Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Gdańsku. Kongres Liberalno-Demokratyczny to te słynne „liberały”, to krańcowe rozumienie gospodarki, jako poligonu wolnej gry sił rynkowych, w których ludzie to tylko „zasoby ludzkie”.

Donald Tusk dojrzał, zmienił priorytety, doświadczenie osobiste, w tym praca fizyczna, ale i bycie europejskim politykiem dużego formatu w Unii Europejskiej uczyniły go innym człowiekiem. Nie ma w Polsce obecnie nikogo, kto mógłby mierzyć się z Donaldem Tuskiem, kto byłby lepszym premierem wyprowadzającym Polskę z zapaści po Jarosławie Kaczyńskim.

Dodam, że mówi to człowiek o zdeklarowanych lewicowych poglądach, krańcowo różnych od poglądu polskich liberałów, a są jeszcze tacy.

Niech mu, a więc nam wszystkim, się powiedzie!

Zbigniew Szczypiński

Polski socjolog i polityk. Prezes Zarządu Stowarzyszenia Strażników Pamięci Stoczni Gdańskiej.

Print Friendly, PDF & Email
 

One Response

  1. Czrownica 12.12.2023