10.03.2024

Kilka razy, kiedy krzywiłem się na wypowiedzi różnych bliżej lub dalej znanych mi ludzi otrzymywałem to samo pytanie – czy uważasz, że jestem antysemitą? Ukrywała się w tym pytaniu ironia, gniew, sprzeciw. Odpowiadam zbiorczo postaci fikcyjnej, sklejonej z wielu konkretnych osób i w sumie nie będącej żadną z nich.
Czy jesteś antysemitą? Nie, nigdy nie przyszłoby mi do głowy takie podejrzenie. Jeśli zdefiniujemy antysemityzm jako uprzedzenia wobec osób pochodzenia żydowskiego, to wręcz powiedziałbym, że jesteś przeciwieństwem antysemity.
Ta twoja postawa jest częścią buntu przeciw odrażającym aspektom kultury, w której urodziliśmy się, w której dorastaliśmy i w której żyjemy. Odrzuciłeś antysemickie dziedzictwo naszej kultury narodowej, które sączyło się przez wieki z zachodu i wschodu, przenikało różnymi kanałami, wykorzystując religię, literaturę, media, szkołę, ulicę, przyjaciół i rodzinę.
Jak to jest? Czy możemy w pełni uodpornić się na wirusa nieustannie mutującego w naszym środowisku? Spróbujmy zastanowić się nad tym pytaniem na innym przykładzie.
Obaj jesteśmy ateistami, dość podobnymi, ponieważ obaj przestaliśmy wierzyć we wczesnym okresie dojrzewania. Możemy przestać wierzyć, ale nie możemy wyeliminować wpływu religii na nasze życie. Wiele lat temu rozmawialiśmy o Ukrainie. Byłeś pełen optymizmu. Powiedziałem, że Ukraina jest podobna do Rosji, to oligarchia. Podczas gdy nasi łajdacy cynicznie mówili, że pierwszy milion trzeba ukraść, tam kradnie się pierwszy miliard. Gniewał cię mój sceptycyzm i w końcu wrzasnąłeś „O, boże, przestań!”. To przywołanie boga było zabawne, a równocześnie wystarczające, żeby zmienić temat i nie narażać przyjaźni. Religia jest ciągle obecna w naszym życiu i ateizm tego nie zmienia. To część języka, systemu skojarzeń i myślowych skrótów.
Z antysemityzmem jest podobnie, tkwi w kulturze jak gwóźdź w ramionach krzyża. Wyrzucamy go za drzwi, wraca podstępnie przez okno. Podobnie jak z religią, każdy z nas reaguje na tego wirusa troszkę inaczej. Obaj reagujemy odrazą na widok neonazistów, na wysmarowaną na murze swastykę, na zniszczony grób, na durne antysemickie żarty.
Powiedziałeś kiedyś, że mam obsesję na punkcie Izraela, że zawsze bronię Izraela. Odpowiedziałem z irytacją, że Izraela bronią żołnierze Izraelskiej Armii Obronnej, że ja bronię tylko siebie, że kłamstwa o Izraelu nie są niewinne, mogą uszkodzić moje człowieczeństwo, popsuć moją moralną busolę. To świat ma obsesję na punkcie Izraela, nie chce i nie umie traktować go tak, jak traktuje Danię, czy Belgię. Ta obsesja świata ma swój paskudny podtekst. Jest jak swastyka na murze, ale namalowana przez teoretycznie przyzwoitych ludzi.
Czy zastanawiałeś się nad tym, co się właściwie dzieje w głowach tych, którzy malują swastyki? Rzadko spotykam próby odpowiedzi na to pytanie. Najczęściej słyszę, że robią to na złość, bo wiedzą, że to nas drażni, mamy pewność, że łączy się to z antysemityzmem, czytałem również rozważania antropologa, który zastanawiał się, na ile ten symbol jest wyrazem potrzeby bycia panem życia i śmierci, tęsknoty do sadyzmu i okrucieństwa?
Kilka lat temu „Wyborcza” opublikowała wywiad z nawróconym kibolem, który ostatni raz pchnął człowieka nożem wiele lat temu, a dziś prowadzi zajęcia z dzieciakami, próbując je ostrzec, żeby nie poszły tą samą drogą. Pytany przez dziennikarkę o to, dlaczego został „kibicem” odpowiedział, że nie z miłości do futbolu, bo to skłoniłoby go do pójścia do klubu i grania. Powiedział, że chciał walczyć, bić wroga, bić tak mocno jak się da, ale uważać, żeby nie zabić, bo za wysoka cena.
Przypominając sobie ten wywiad zastanawiam się ilu naszych „kiboli” wzięłoby chętnie udział w hamasowskiej orgii mordów 7 października? Wiesz dobrze o tysiącach zachodnich ochotników, którzy pojechali walczyć w szeregach ISIS, wiesz również o szwedzkich, holenderskich, belgijskich i innych ochotnikach w SS. Nazizm apelował do poczucia wyższości, oferował możliwość bycia panem życia i śmierci, otwierał drogę do sadyzmu i okrucieństwa.
Z komunizmem było inaczej, kusił braterstwem, sprawiedliwością, walką ze złem. Okazało się, że te piękne cele są jak obietnica życia po śmierci. Najpierw musi być walka prowadzona wszelkimi środkami. Nazizm i komunizm miały ten sam cel – zdobycia świata, wyeliminowania wrogów, ustanowienia pokoju przez zniszczenie każdego, kto próbował samodzielnie myśleć.
W amerykańskim magazynie czytałem niedawno artykuł pod tytułem „Powrót swastyki”. Autor opisywał w nim historię z 1959 roku. Czternaście lat po zakończeniu wojny najpierw w Boże Narodzenie nasmarowano swastyki na synagodze w Kolonii, zaraz potem wybuchła epidemia. Swastyki pojawiły się na murach w 20 niemieckich miastach, wandalizowano żydowskie cmentarze, sklepy i synagogi.
Jak pisze autor tego artykułu epidemia swastyk rozlała się w krótkim czasie na cały świat, po trzech miesiącach ta plaga była zauważalna w 34 krajach i była połączona z otwartą demonstracją nienawiści wobec Żydów.
„W samych Stanach Zjednoczonych w 236 miastach i miasteczkach odnotowano 637 takich incydentów, a niektórym z nich towarzyszyły groźby śmierci oraz ataki na Żydów i instytucje żydowskie.”
Po pewnym czasie fala opadła, ale dopiero po latach wyszło na jaw, że była to zorganizowana akcja agentów KGB i ich pomocników z NRD, którzy wykorzystali neonazistowskie grupki, żeby przedstawić Niemcy Zachodnie jako spadkobierców nazizmu. Akcja okazała się nadspodziewanie skuteczna.
W ostatnich miesiącach widzimy znowu epidemię swastyk. Tym razem, plakaty ze swastyką, i napisy na murach sugerują, że Izrael to naziści. Na antyizraelskich demonstracjach możesz usłyszeć okrzyk „Żydzi do gazu” i zobaczyć plakaty z grafiką łączącą gwiazdę Dawida ze swastyką, izraelskich żołnierzy ze swastyką i inne podobne motywy, obok wszechobecnego hasła „od rzeki do morza”, które jest jednoznacznym wezwaniem do eksterminacji ludności Izraela.
Możemy się długo zastanawiać nad pytaniem, kto tym razem miesza w tym garnku i jak to robi? Mnie zastanawia pytanie dlaczego media głównego nurtu (również te polskie), unikają zdjęć tych masowych demonstracji pokazujących wyraźnie ich ogólną wymowę, dlaczego analizy tej plagi znajduję niemal wyłącznie na stronach żydowskich?
Czy widziałeś kiedykolwiek w twojej gazecie zdjęcia członków islamskich milicji organizowanych przez Islamską Republikę Iranu, którzy oddają nazistowski salut?

Na tym zdjęciu widzisz marynarzy Huti, mogę ci pokazać takie zdjęcia bojowników Hezbollahu, Hamasu, Fatahu, Korpusu Strażników Islamskiej Rewolucji.
Ponieważ w obecnych masowych antyizraelskich demonstracjach widzimy głównie wezwania do solidarności z Palestyńczykami (z mniej lub bardziej wyraźnym poparciem dla Hamasu), możemy podejrzewać, że organizatorzy (i fundusze) są związani z Katarem lub Iranem. Czy Rosja może również maczać w tym palce? Nie mam pojęcia. Z pewnością patrzy na to z zadowoleniem, ponieważ odciąga to uwagę od ich napaści na Ukrainę. Jednak nawet jeśli instrukcje i fundusze płyną z Bliskiego Wschodu, wzór jest radziecki. (Rosjanie mieli lepszą propagandę niż technikę już w czasach carskich i zawsze bardziej dbali o wpływanie na innych niż o dobrobyt swoich obywateli.)
Tłumaczyłem niedawno esej Izabelli Tabarovsky. Wiele lat temu wyemigrowała z ZSRR do USA, zajmuje się historią kraju, którego już nie ma. Tabarovsky pisze, iż twierdzenie, że Izrael popełnia ludobójstwo na Palestyńczykach, jest jednym z najdłużej powtarzanych kłamstw na temat Izraela, przywołuje radziecką broszurę propagandową z 1984 roku. Pisze:
„Dzisiejszą skrajną lewicą kieruje ideologia mieszana, którą zapyla krzyżowo marksizm, intersekcjonalność, postkolonializm i teoria krytyczna, i która czerpie z sprawdzonego w boju zestawu narzędzi retorycznych zbudowanych i doskonalonych przez sowieckich mistrzów dywersji ideologicznej w ciągu ostatnich 25 lat zimnej wojny”.
Antysyjonizm był w tej propagandzie narzędziem jednoczenia lewicy. Izrael nie jest ani rasistowski, ani faszystowski, i oczywiście nie jest państwem imperialnym. Wiesz jak to jest, połącz te wyzwiska z Żydem, a w umysłach pojawi się wszechpotężny imperialista, który nie tylko krzywdzi biednych Palestyńczyków, ale rządzi Ameryką i Europą Zachodnią.
Izabella Tabarovsky pisze, że niektórzy zastanawiają się, czy to podobieństwo radzieckiej propagandy i dzisiejszych prezentacji Izraela nie jest przypadkiem naturalne, czy nie jest tak, że propagandyści ZSRR po prostu opisywali rzeczywistość. Autorka odpowiada na to krótko:
„…antyizraelska retoryka, jaką propagują dziś postępowcy, jest fikcją wymyśloną w celach propagandowych i dezinformacyjnych. Czy mogliby sami wymyślić tę fikcję na nowo – z tymi samymi historiami, metaforami i zwrotami? Twoja odpowiedź na to pytanie zależy od tego, czy Twoim zdaniem pisarz mógłby usiąść do napisania nowej książki i przypadkiem odtworzyć Annę Kareninę bez konsultacji z oryginałem lub ChatGPT.”
Ale co to ma wspólnego z nami i twoim pytaniem o zarzut, którego ci nie stawiam? Całkiem niedawno spieraliśmy się o izraelską reformę sądownictwa. Powiedziałem ci, że jako dziennikarz mogę napisać, że to, czy tamto uważam za nierozsądne, od sędziego wymagam jednak solidnej podstawy prawnej. Z chwilą, kiedy sąd może wydawać wyroki w oparciu o wrażenie, że coś jest nierozsądne, zaczyna to przemieniać się w stalinowski trybunał ludowy, lub jak wolisz w watykańską Inkwizycję. Wymiar sprawiedliwości musi być niezależny od władzy wykonawczej, ale nie może uzurpować sobie kompetencji władzy wykonawczej. Przerwałeś dyskusję. Wcześniej, trzy lata temu, wyraziłeś stanowczą opinię o kryminalnych przestępstwach premiera Netanjahu. Kiedy odpowiedziałem, że opierasz się na wyrokach prasowych (a światowa i krajowa prasa pisała o tych winach w piątek i świątek), zgodziłeś się, że być może zbyt pochopnie przyklasnąłeś dziennikarskim wyrokom.
To są wewnętrzne sprawy Izraela. Takie spory w innych krajach nikogo nie podniecają. Dlaczego tak wielu nimi żyje? Wysyłałem kiedyś książką do Izraela, dziewczyna na poczcie nie była pewna, czy Izrael jest w Europie, czy w Afryce. Powiedziałem, że w Azji, kiwnęła głową i powiedziała, że ten Netanjahu powinien siedzieć. Czy sądzisz, że nazwałbym ją antysemitką? Tak niedawno napisałeś, że dla Netanjahu ta wojna w Gazie jest wygodna. Zdanie bez znaczenia, nieprawdziwe, delikatnie przesuwające winy z katów na ofiarę. Antysemityzm? Nie, tylko podatność na wirusa, odmowa zakładania maseczki, niechęć do szukania szczepionki.
Niewiele jest spraw związanych z Izraelem, które nie budzą powszechnych dyskusji, mamy opinie, stanowcze opinie, tak często oparte na doniesieniach wzorowanych na radzieckiej tradycji.
Jesteśmy obaj z pokolenia ludzi, których rodzice uczestniczyli w wojnie. Ocenialiśmy tych, którzy zostali wystawieni na prawdziwą próbę i zastanawialiśmy się, jakbyśmy się zachowali w ich sytuacji. Nie mogliśmy znać odpowiedzi, więc były to naiwne rozważania młodych ludzi, niepewnych kim tak naprawdę są.

Moje życie dobiega końca i nadal nie wiem, kim tak naprawdę jestem. Nie zamierzam jednak akceptować prasowych wyroków, ani połykać strawy gotowanej według przepisów z książki kucharskiej radzieckiej propagandy. W 1981 roku wydałem małą książkę pod tytułem Rycerze domniemanej oczywistości. Dziwnie się ją po latach ogląda, bo pokazuje jak często dawaliśmy się nabrać. Andrzej Płoski, świetny grafik mieszkający w Szwecji, zrobił do niej okładkę, która sporo mówi o jej zawartości.
Nienawiść do Żydów była od zawsze używana w grach politycznych. Łatwo trafia do serc i umysłów, czasem podsycana jest podstępnie, niezauważalnie dla odbiorcy. Nadal nie znamy odpowiedzi na pytanie, jakbyśmy się zachowali, gdybyśmy żyli w czasach, w których żyli nasi rodzice. Próbujemy się upewnić, że bylibyśmy po właściwej stronie powtarzając często „nigdy więcej”. Obawiam się, że mogę dożyć chwili, w której to hasło straci cały sens. Właściwie już straciło, ale otoczone nazistowskimi wrogami malutkie państwo nadal się broni. Czytamy o jego niezwyciężonej potędze, mówią nam, że pokój nastanie, jeśli tylko ci Żydzi przestaną obroną swojego życia przeszkadzać na drodze do pokoju.
Oczywiście, że nie jesteś antysemitą, nigdy mi taki pomysł nie przyszedł do głowy. Po prostu troszkę inaczej widzimy świat, inaczej czytamy gazety, inaczej wsłuchujemy się w odgłosy werbli. Czytam również czasami stare gazety i zastanawiam się, jak je czytali ludzie z pokolenia naszych rodziców.

Andrzej Koraszewski
Publicysta i pisarz ekonomiczno-społeczny.
Ur. 26 marca 1940 w Szymbarku, były dziennikarz BBC, wiceszef polskiej sekcji BBC, i publicysta paryskiej „Kultury”. Więcej w Wikipedii.
Artykuł ukazał się w witrynie Listy z naszego sadu. Publikacja za zezwoleniem Autora.

Ludzie bardzo łatwo ulegają stereotypom, plotkom, wierzą w oczywiste kłamstwa. Bardzo mało wiedzą o sprawach które oceniają pozytywnie lub negatywnie. Moja przyjaciółka, której dziadek został rozstrzelany za ukrywanie Żydów, zapytała mnie kiedyś, czy to prawda że Żydzi dodawali krew chrześcijan do macy. Wyjaśniłem, że to kłamstwo, a w ogóle to religia żydowska zabrania spożywania krwi. Uwierzyła, bo ma do mnie zaufanie, ale wiele osób nadal wierzy w różne brednie. Podsycanie lęków, wzbudzanie nienawiści może łatwo zetrzeć tę cienką warstewkę cywilizacji. W 1968 r. opowiadano taki dowcip:
– Ogłoszenie w gazecie: Izaak Rozenbaum poszukuje pana Jana Kowalskiego, który ukrywał go w czasie wojny. Sprawa nadal aktualna.
I jeszcze dwie historie.
W telewizji Omenaa Mensah opowiadała kiedyś, jak w czasie szykowania programu w terenie zgubiła się wraz z operatorem w jakiejś okolicy. Zauważyli miejscowego i operator podszedł żeby zapytać go o drogę. Ten zaczął wyjaśniać jak iść dalej, ale w pewnym momencie zauważył Omenę, przerwał wyjaśnianie i powiedział: – Nic wam więcej nie powiem, bo jestem rasistą.
Zaraz po wojnie mąż mojej kuzynki zamieszkał w Londynie. W sobotę wybrał się do synagogi i zabłądził w nieznanej mu okolicy. Zauważył Anglika, który kopał sobie w ogródku, więc podszedł i zapytał go o drogę do synagogi. Anglik podszedł do płotu i uprzejmie pokazał mu jak ma iść dalej. W pewnym momencie mąż kuzynki zauważył, że Anglik ma na rękawie opaskę wskazującą na to że jest faszystą. Nie przeszkodziło mu to jednak zachować się uprzejmie.
Kto dziś jest antysemitą? Problem , moim zdaniem, nie do rozstrzygnięcia tak do końca. Dużo zależy od oceniającego.
Miałem w życiu okazję robić interesy z dwoma Żydami. Jeden – emigrant z 1968 roku – zachowywał się tak głupio, że wręcz „produkował” antysemitów, nawet tam gdzie ich nie było. Przykład: zrobił awanturę w banku, w którym obsługująca nas pani zrobiła błąd i pieniądze nie doszły tam gdzie miały.
„- To dlatego, że jestem Żydem!” darł się. Wszyscy patrzyli na niego jak na idiotę (i słusznie), a ilość negatywnych opinii na temat Żydów wzrosła.
Nawiasem mówiąc, kiedy opowiadałem o tym w kawiarence nad morzem śp Nathanowi, nazwał swego ziomka jeszcze dobitniej, niż ja.
Potem miałem do czynienia z pewnym sabrą. Inny świat! Wszystko spokojnie,. normalnie z uwagą na detale i wspólną korzyść. Przesympatyczny gość.
I teraz: inaczej pewnie reagowałem ja, inaczej ci, którzy nas obserwowali z boku. Niepotrzebne były uprzedzenia, wystarczyła obserwacja prostej sytuacji, a ja nie byłem w stanie temu zapobiec.
Gdzie więc źródło.? Odpowiedź nie jest taka prosta jak by się chciało.
Jeśli chce Pan powiedzieć, że wśród Żydów sa frustraci, wariaci, głupcy i ludzie podli, to ja sie z tym zgodzę, z prostej przyczyny, że Żydzi to ludzie, a ludzie są różni. Jeśli chciał Pan zauważyć, że na głupiego Żyda reagujemy inaczej niż na głupiego Polaka nieskazonegop piętnem żydowskości, to też sie zgodze, To takie naturalne. Ostatecznie czysto polski głupol to głupol bezprzymiotnikowy..
Też lubię anegdoty. Żona miała kolegę w pracy – Hindusa, był takim samym Szwedem jak my, ale nas na granicy szwedzko duńskiej nas nigdy nikt o nic nie pytał, a jego za każdym razem proszono o dokumenty. Był przedkonany o rasizmie i dyskryminacji i to tak głęboko, że odbiło się to na jego zdrowiu psychicznym. (A wystarczyłoby mieć ze sobą paszport i reagować na kontrole wyrozumiałym uśmiechem, co oczywiście nie jest łatwe.)
No właśnie usiłuję znaleźć źródło antysemityzmu w dzisiejszym świecie i mam z tym trudności. Stare wyświechtane głupoty odeszły w pomrok dziejów, dziś do nikogo normalnego nie przemawiają, więc skąd się oni wciąż biorą? Może istnieje jakiś „przymus tradycji”, a argumenty dostosowuje się do świata współczesnego? Diabli wiedzą.
A głupcy oczywiście istnieją w każdym narodzie, nie dla każdego ma to jednak takie konsekwencje. Wspomniany głupek prowadził ze mną dyskusje i kiedy mu powiedziałem, że mam zamiar go (i jego rodaków) traktować jak każdego innego człowieka, wielce się oburzył, bo ” on nie jest taki jak każdy”.
Dlatego nazwałem go producentem antysemitów.
Skąd sie bierze antysemityzm? Oczywiście jest wiele różnych odpowiedzi, więc improwizuję. Mieszkając najpierw w Szwecji, a potem w Anglii ze zdumieniem odkryłem, że wszystkie polskie dowcipy o „ruskich” Szwedzi opowiadają o Norwegach, Anglicy o Irlandczykach, a Francuzi o Belgach. (Nie wiedziałem że tak silnie oddziałujemy na cały świat.) Ostatni dowcip jaki słyszałem to jak pewien Amerykanin (ma posadę prezydenta) zaprosił Żyda (premiera) na „spotkanie z Jezusem”. Jak później wyjaśniał u niego we wsi tak się mówiło, kiedy człowiek chciał kogoś zaprosić na poważną rozmowę. U nas we wsi czasem pytali: za co Żydzi ukrzyżowali Pana Jezusa w Wielki Piątek? Za opowiadanie starych dowcipów.
Dlaczego potrzebujemy wyobrażenia, że sąsiedni naród jest narodem głupców? Antagonizm sąsiedzki niby jest dobrze opisany, ale wyjaśnienia nie są zadawalające.. Inny jest nam potrzebny, żebym był bardziej swój. Dlaczego Żyd jest super INNYM? Gdyby wyginęli jak Etruskowie szukalibyśmy namiętnie ich śladów. Dwie największe religie zostały oparte na skradzionej księdze oraz idei. Jedna od dwóch tysięcy lat, a druga od 1400 lat budzenie nienawiści do Żydów uznała za zwornik religijnej wspólnoty. Kulturowa prezentacja Żyda jako antybliźniego jest zatem indoktrynowana od tak wielu pokoleń, że jej śladów nie daje się uniknąć i natykamy się na nie praktycznie każdego dnia..Stulecia dyskryminacji prowadziły do trzech typów reakcji samych Żydów: pokornego kulenia się, przechodzenia na stronę prześladowców, domagania się praw. Wszystkie trzy wzmacniały antysemityzm. Antysemityzm religijny został uzupełniony antysemityzmem laickim. Opowieść Tokarczuk o frankistach, to ciąg dalszy opowieści o hiszpańskiej Inkwizycji i hiszpańskich żydowskich przechrztach. Ucieczką od żydowskiego piętna nieodmiennie okazywała się pułapką.. Komunistyczna obietnica braterstwa dla jednych kończyła się łagrem lub rozstrzelaniem, dla innych bagnem, w którym „trzeba” topić innych, żeby przetrwać.. Oczywiście wielu Żydów pomaga w produkcji nowych wersji antysemityzmu. Dziś jesteśmy świadkami końca złotego wieku żydowskiej integracji w USA. Skąd się to bierze? Z głębokiej potrzeby nienawidzenia i posiadania gotowego, dobrze wyuczonego wzorca. Antysemityzm zaspakaja bardzo ważną potrzebę uproszczonej wizji świata z podziałem na tych dobrych i tych złych. Wszystkie subtelności okazują się tylko arabeskami. . . .
Nie brzmi to optymistycznie, niestety. Wygląda na to, że mamy jako ludzie wbudowaną potrzebę nienawidzenia. To najprostszy sposób dowartościowania się, a jednocześnie zatruwający osobowość. A ludzie wciąż chętnie płacą tę cenę.
Na podsumowanie dyskusji:
Gold opowiada przyjacielowi anegdotę: – Pewnego razu Kohen i Lewin szli…
– Kohen i Lewin, Kohen i Lewin – przerywa przyjaciel. Dlaczego wszystkie dowcipy są zawsze o Żydach? Dlaczego choć raz nie opowiesz kawału o Chińczyku?
– Dobrze, odpowiedział Gold. Pewnego razu Su Lung i Tsu Nu szli na bar micwę siostrzeńca Su Lunga.
Artykuł i dyskusja dostarczają wielu elementów do naszych prób zrozumienia antysemityzmu. Nie mam tak głębokich i wielostronnych przemyśleń jak szacowni rozmówcy, ale podzielę się skromniejszymi obserwacjami.
*
Stając wobec bezmiaru tragedii i traumy holocaustu, jakie w moich dziecinnych wysłuchiwaniach poważnych dyskusji dorosłych, pobrzmiewających w latach 50-tych i 60-tych, zetknąłem się z różnym rozumieniem przyczyn antysemityzmu. Od religijnych, przez kulturowe, ekonomiczne a na przyczynach wynikających z zabobonu, ciemnoty, głupoty i złej woli skończywszy. Jako dorastający człowiek, w wieku 16 lat przeżyłem rok 1968. Po masowej emigracji Żydów ocalałych z pogromu po 1968 r. doświadczałem fenomenu polskiego: antysemityzmu bez Żydów. Po 1989 r. antysemityzm był w mediach mainstreamowych i narracji rządzących nieobecny lub z rzadka obecny, poza okresem 2005-2007 i 2015-2023. Właściwie uważna lektura artykułów Pana Redaktora Koraszewskiego wyczula nieustannie czytelników na kwestie antysemityzmu, obecne nie tylko w Polsce. Nawet przede wszystkim nie w Polsce.
*
Przez całe życie, od kiedy w wieku 5 lub 6 lat zapamiętałem pierwsze refleksje dorosłych o antysemityzmie, próbuję sobie odpowiedzieć na pytania dotyczące przyczyn. Właściwie wszystkie przyczyny podniesione w dyskusji są dla mnie mniej lub bardziej oczywiste. Moje własne obserwacje oraz intuicje spróbuję streścić w trzech obrazkach.
*
Obrazek pierwszy – kilka lat temu, mój syn mieszkający we Wrocławiu zabrał mnie na mały, zabytkowy Stary Cmentarz Żydowski – Muzeum Sztuki Cmentarnej przy Ślężnej, stanowiący zresztą część muzeum miejskiego. Na niewiele ponad 4 hektarowym obszarze znajduje się takie nasycenie grobów wybitnych postaci kultury, nauki, medycyny, biznesu, polityki i wielu innych dziedzin, że intuicyjnie zaczyna się rozumieć nienawiść faszystów, którzy byli „populistami” swoich czasów. Dla wielu zwykłych, porządnych Niemców taka nekropolia to wprost wymarzona strawa ideologii nienawiści i wykluczenia. Trudno takim porządnym ludziom było uwierzyć, że znikoma mniejszość może mieć tylu wybitnych przedstawicieli.
*
Obrazek drugi – kilka lat temu czytałem, że w latach 80-tych uczeni amerykańscy prowadzili badania karier zawodowych dzieci, które jako kilkudniowe a najdalej kilkumiesięczne niemowlęta zostały zabrane matkom w obozach zagłady i umieszczone domach dziecka. Te dzieci z sierocińców w Polsce, Czechosłowacji, ZSRR – obszarów Białorusi i Ukrainy, republik nadbałtyckich nie znały swoich rodziców. Mimo tego większość z nich zrobiła kariery zawodowe wielokrotnie bardziej ambitne i błyskotliwe niż takie same sieroty z tych samych domów dziecka nie mających przodków żydowskich. Podobno długi czas badacze nie wiedzieli jak ten fenomen można wyjaśnić. Dopiero w latach 2005 2015 zaawansowane badania genetyczne dostarczają istotnych wskazówek – kod genetyczny tych osób różni się od podobnego zapisu nie-Żydów. Kolejny powód antysemityzmu.
*
Obrazek trzeci – wyjaśnienie przyczyn zmienionego zapisu genetycznego czyli fenomenu nadzwyczajnych talentów narodu żydowskiego znalazło swoje wyjaśnienie historyczne. W judaizmie od okolic Chrystusa religia wymuszała na swoich wyznawcach powszechną umiejętność czytania, pisania i liczenia od wszystkich dzieci – potomków męskich i żeńskich. Dzieci pozostałych narodów cywilizacji euroatlantyckiej na skalę masową posiadły te umiejętności 1800 lat później, a więc zaledwie ok. 200 lat temu. Nic dziwnego, że przedstawiciele narodu wybranego mają nad innymi nacjami przewagę w wielu dziedzinach, co odzwierciedla zmieniony zapis genetyczny.
*
W latach 1975-1988 prowadziłem z kolegami z uniwersytetu i znakomitego towarzystwa naukowego szkolenia wyższych kadr kierowniczych przedsiębiorstw. Szkolenia, mające charakter gier kierowniczych i psychologicznych służyły nie tylko doskonaleniu umiejętności zarzadzania, ale także podniesieniu integracji zespołów. Z tych szkoleń najbardziej utkwiła mi w pamięci nieustannie powtarzająca się obserwacja. Ci ludzie w większości wysoko wykwalifikowani i mający ponadprzeciętne umiejętności, doświadczenia i wiedzę nie potrafili sobie większości poradzić z wydawałoby się najprostszą prawdą i oczywistością. Że się między sobą istotnie różnią. Nie umieli zaakceptować faktu, że ich kolega/koleżanka, sąsiad, osoba siedząca vis a vis może mieć i najczęściej ma inny pogląd, inne zdanie, inny punkt widzenia. Każdy lub prawie każdy z tych ludzi upierał się, że jego punkt widzenia, pogląd, zachowanie, umiejętność, itp. rzeczy są jedyne i najlepsze a zatem powinny a nawet musza być podzielane przez innych. Słynna fraza z „Dnia świra” – moja prawda jest najmojsza ! Jeżeli zastanawiamy się nad przyczynami antysemityzmu warto abyśmy pamiętali, że Żydzi są po prostu inni. I tę niby prostą i oczywistą prawdę chyba najtrudniej przyjąć do wiadomości większości homo sapiens.
Tysiące książek z próbami odpowiedzi (czytałem ułamek), filozofowie, socjolodzy, pisarze. Świadkowie i obserwatorzy. Wiele razy spotykałem się ze stwierdzeniem, że antysemityzm nic nie mówi o Żydach a bardzo wiele o ludzkości. Do najciekawszych zaliczam „Europe przeciwko Żydom” Götza Aly, (ale to skrzywienie socjologa). Aly sporo pisze o irytującej pracowitości żydowskich obywateli, co spowodowało, że oświeceniowa integracja prowadziła do laickiego antysemityzmu i Zagłady.
Faktycznie ciekawa jest sprawa żydowskich sierot przebijających się mimo wszystkich przeciwieństw. Pełnych statystyk nie ma, wielu jednak poszło pod wodę, ci z sukcesem są lepiej widoczni. A jednak badania uchwyciły w miarę solidną próbę pokazującą, że to nie tylko kultura, ale być może również geny. Czytałem różne dywagacje, jest pewne, że zarówno Żydzi jak i Hindusi mają zdumiewającą skłonność do matematyki (teraz okazuje się, że również Azjaci (południowo-wschodni), więc ten matematyczny Olimp stał się bardziej różnorodny, ale nadal dziwaczny). Genetycy jak dotąd niczego nie znaleźli, ale matematyka wymaga zdolności skupienia się, koncentracji (co oczywiście rzutuje na zdolność uczenia się na wszystkich polach). Teorie są tu różne z weryfikacją gorzej. Pozostaje fakt, że zjawisko antysemityzmu jest trwałe, że zawsze łączy się ze skłonnościami do teorii spiskowych i że nowe ideologie lubią się nim podpierać, bo gwarantuje szybkie rozprzestrzenianie się.
Brytyjski fizyk twierdzi, że antysemityzm jest bramą do krzywdzenia innych, wielu zauważa, że nigdy nie kończy się na TYCH innych. A mądrymi nie będziemy, bo się nie da.
No i to wygląda na najbliższe prawdy.