31.10.2024
Pewnie wszyscy pamiętamy taką pracę Bronisława Malinowskiego, polskiego antropologa i podróżnika „Życie seksualne dzikich” opisującą wyniki badań i obserwacji ludów zamieszkujących w północno-zachodniej Melanezji. To była głośna praca nie tylko ze względu na tematykę ale i fakt, że powstała w wyniku badań i obserwacji ludzi tam żyjących. To był wielki wkład w rozwój polskiej socjologii i antropologii w tamtych latach, na przełomie XIX i XX wieku. Pamiętamy też awanturę wokół słowa „dziki”, kłócącego się z wymogami poprawności politycznej, jaka obowiązuje obecnie, widocznej zwłaszcza w eliminacji słowa „murzyn” łącznie z żądaniem wycofania znanego wierszyka o murzynku Bambo z lektury dla najmłodszych.
Wróćmy do terminu „dziki”. Dla Bronisława Malinowskiego było zupełnie naturalne myśleć tak o ludziach żyjących poza cywilizacją białego człowieka. Ich kultura, odmienna od naszej, na mocy definicji musiała być gorsza. bo to przecież nasza jest lepsza. Lepsza, bo nasza.
To, że nie pokrywało się to z faktami nie było żadną przeszkodą. Jeżeli fakty nie zgadzały się z przyjętymi tezami, tym gorzej dla faktów.
No to wróćmy do podstawowego pytania – kto to jest dziki człowiek, czy można o kimś powiedzieć, że jest dziki?
Próba odpowiedzi na takie pytania jest trudna, ale może warto podjąć takie starania.
Niedawno obejrzałem materiał z podróży nad lasami Amazonki pewnego antropologa, któremu towarzyszył fotoreporter. Lecieli śmigłowcem nad puszczą, tropiąc ślady obecności ludów tam żyjących, ślady w postaci malutkich wycinków puszczy, ot tyle ile trzeba, by postawić kilka chat. Dowiedziałem się z tego materiału, że obecnie do tropienia takich śladów wykorzystywane są zdjęcia satelitarne pozwalające ustalić kierunki migracji tych ludzi, uciekających przed gangami nielegalnie wycinających puszczę i zakładających tam uprawy narkotyków – podstawowego przedmiotu eksportu z tamtych krajów. Eksportu nielegalnego, eksportu zalewającego „cywilizowane” kraje Ameryki i Europy.
Najbardziej uderzające dla mnie były te trzy zdjęcia wykonane z nisko lecącego helikoptera, na których widać było trzy lub cztery postacie ludzi kryjących się w zaroślach. Widać było ich twarze, fotografia zatrzymuje czas, ich spojrzenia na warczącą maszynę mówiły o przerażeniu ale i chęci walki, walki przy pomocy takiej broni jaką dysponowali, łuku i strzały. Widać też było twarze dwóch kobiet i to jest clou tej sprawy.
Twarze tych ludzi, tych kobiet, nie miały żadnych cech twarzy przypisywanym ludom pierwotnym, dalekich nam kulturowo i rasowo, to były bardzo miłe, a nawet ładne w mojej ocenie, twarze ludzi, którzy, gdyby się znaleźli na bulwarach Paryża czy Londynu, o Warszawie nie wspomnę, nie wywołaliby żadnej sensacji, a co najwyżej aprobatę i uznanie.
No to co jest oznaką dzikości człowieka? Skoro sylwetka i rysy twarzy nie, to co?
Trzeba wrócić do Malinowskiego. On pisał, że życie ludzi formowane jest przez warunki materialne, ale i przez normy i zwyczaje wykształcone w ich kulturze.
Jeżeli w puszczy Amazonki, „dzikie” ludy w/g Malinowskiego, żyjąc zgodnie z naturą, nie niszczą środowiska, zachowują swoją kulturę uciekając przed białymi ludźmi, którzy wyposażeni w wielkie maszyny, wycinają miliony hektarów pierwotnej puszczy, której istnienie jest kluczowe dla całego biosystemu naszej planety, zaś dla realizacji swojej przestępczej działalności mordują z broni maszynowej całe klany czy plemiona żyjące tam od wieków, to trzeba zadać proste pytanie – kto tu jest dziki ?
Takie wnioski mogą nasuwać nie tylko po opisanym wyżej przypadku, to były tylko trzy zdjęcia, nie było bezpośredniego kontaktu z tymi ludźmi. Takie bezpośrednie badania w oparciu o metodę obserwacji uczestniczącej prowadzili inni badacze. Wniosek jest jeden – nie ma chęci ze strony tych ludzi, przyjęcia naszych wzorów, naszych norm, naszej kultury. Więcej – znane są przypadki, gdy badacz, po wieloletnim pobycie wśród tych „dzikich”, odmawia powrotu i deklaruje chęć pozostania w kręgu ich kultury.
Wysoka cywilizacja techniczna, mechanizacja, automatyzacja i robotyzacja nie oznacza wysokiej kultury w sferze zachowań i norm. Pamiętam, z czasów studenckich, jak wielkie było zdumienie nad dobrymi skutkami dla życia dzieci w rodzinach, w których funkcję ojca w naszym rozumieniu, pełnił brat matki jako jej najbliższy krewny (bo w tych kulturach nie było pojęcia ojca jako ojca biologicznego), tam dziecko było darem boga i było dzieckiem kobiety a jej mąż, biologiczny ojciec, był dla nich najlepszym kompanem do zabawy. Ojciec – brat matki, mieszkający zwykle w sąsiedniej wsi, przybywał co jakiś czas i wtedy karał, udzielał pochwał, pełnił tę funkcję ojca w naszym rozumieniu.
No to który model rodziny jest lepszy, nasz czy też tych „dzikich” ludzi?
Skoro już stawiamy takie dramatyczne pytania to pójdźmy dalej i zostawmy tamte sprawy badane przez antropologów wśród jeszcze żyjących ludów w różnych częściach naszej planety – niech badają i dokonują syntez, niech porównują to co jeszcze trwa z tym idącym przez świat walcem globalizacji i standaryzacji, niech robią to, do czego są przygotowani. A my wejdźmy na podwórko polityki. Polskiej polityki, ale nie tylko.
To jak to jest, czy zachowania polityków, zwłaszcza niektórych polityków, mieszczą się jeszcze w pojęciu kulturalnego człowieka czy wprost przeciwnie, są przykładem zdziczenia obyczajów i braku elementarnej kultury, po prostu kultury.
Czy da się wytłumaczyć to, co robili politycy PiS, z prezesem na czele, tylko wymogami walki politycznej, czy raczej jest to przykład zdziczenia obyczajów i braku elementarnej kultury – tej naszej, tu obowiązującej, tej kształtowanej od tysiącleci rozumianej jako dziedzictwo kultur greckich, kultury rzymskiej, arabskiej ale i chrześcijaństwa, takiego jakie zostało wprowadzone u nas ponad tysiąc lat temu.
Odpowiedź jest tylko jedna – nie da się!
Słowa i czyny tych polityków zaprzeczają temu po tysiąckroć, i co gorsze – im formalny status danego polityka oparty jest o wyższe tytuły, tym gorsze są jego zachowania. Wystarczy przywołać to jak często Andrzej Duda, jeszcze prezydent, przypominam, że jest on doktorem prawa dobrego polskiego uniwersytetu, zaprzecza tym co robi temu co mówi. Im częściej Jarosław Kaczyński, też doktor, mówi o innych, że to są ludzie gorszego sortu tylko dlatego, że nie popierają go w jego dążeniach do zdobycia i utrzymania jego władzy, tym wyraźniej widzimy, że to nie są ludzie mieszczący się w kanonie naszej kultury.
Można tak przelecieć całą ich politykę, by dojść do wniosku, że polityka w wydaniu tych ludzi dowodzi ich całkowitego zdziczenia, że nie było w niej miejsca na najdrobniejsze nawet zachowania charakteryzujące kulturalnego człowieka – przykład Przemysława Czarnka, profesora prawa na Katolickim Uniwersytecie w Lublinie. dowodzi tego aż nadto wyraźnie.
Żeby nie było, że jadę tylko po naszych politykach – wystarczy wsłuchać się w to co mówi, jak się zachowuje, co zrobił w swoim długim już życiu Donald Trump, skazany wielokrotnie za różne świństwa, by załamać się do końca – na myśl, że już za chwilę taki człowiek może zostać prezydentem Stanów Zjednoczonych AP, wielkiego kraju, którego system władzy to system prezydencki, by dojść do wniosku, że nasze dobre mniemanie, o naszej cywilizacji, o wysokiej kulturze, to zwykła ściema.
Co nam zostaje poza pocieszaniem się, że świat był już w gorszych opałach, że wszystko przeminie, że będzie dobrze.
Będzie, albo nie będzie, a to, że mamy kolejny przykład pokazujący jak słabe są zabezpieczenia przed oszustwami wyborczymi, czasem inspirowanymi walką wewnętrzną albo, co jeszcze gorzej, ingerencją obcego państwa, w tym wypadku Rosji, która brutalnie ingerowała w wybory w Gruzji, jest kolejnym dowodem słabości naszej kultury. Za chwilę powtórzy to w Mołdawii i jeszcze innych krajach dawnego ZSRR.
Zaś to jak silny jest wpływ służb rosyjskich na wybory w Stanach, okaże się już za chwilę.
Wszystko to razem nie nastraja optymistycznie, przeszliśmy daleką drogę od zachwytu nad „dzikim” człowiekiem jaki znajdujemy u Bronisława Malinowskiego, do momentu, w którym widać wyraźnie, że tamci ludzie, żyjący w grupach pierwotnych wtopieni całkowicie w otaczającą przyrodę, prezentowali wyższą kulturę w relacjach między sobą niż my – panowie wszechświata, latający w kosmos i planujący podbój Księżyca i innych planet.

Zbigniew Szczypiński
Polski socjolog i polityk. Założyciel i wieloletni prezes Stowarzyszenia Strażników Pamięci Stoczni Gdańskiej.

100/100
Dzień dobry
Miałem kiedyś okazję przeczytać Życie seksualne dzikich” Malinowskiego i mogę stwierdzić, że Malinowski nie traktował zwyczajów tubylców z jakąś szczególną wyższością. Raczej była to fascynacja zwyczajami płciowymi i reprodukcyjnymi ludów tubylczych przejawiająca się w opisach zwyczajów, mitów i opowieści związanych z aktem płciowym oraz rodzicielstwem.
Bardzo ważne jest jeszcze, żeby NIE PRZYKŁADAĆ dzisiejszych poglądów i „poprawności politycznej” do książki z przed 100 lat. Wówczas „dziki” oznaczało KAŻDEGO, kto nie był białym Europejczykiem (nawet północni Amerykanie byli traktowani nieco lekceważąco, jako chamy i prostacy). Dlatego słowo „dziki” w tytule miało oznaczać kogoś, kto nie należał do cywilizacji europejskiej (a ściślej angielsko/francuskiej, bo przecież po terenie Polski to białe niedźwiedzie ulicami spacerowały).
Dzieło Malinowskiego zostało potem (zupełnie niesłusznie) zapomniane nad czym boleję niezmiernie!
Odnośnie PIS i Antoniego M. mogę napisać tylko, że 40 lat temu pojawiły się pierwsze sugestie, że jest on agentem bezpieki (albo KGB), potem teorie o jego agenturalnej działalności były powtarzane wielokrotnie i KAŻDY, kto się tematem interesował miał wiedzę, o dziwnych zachowaniach Antoniego M. w odniesieniu do rosyjskich szpiegów i innych szemranych agentów wpływu… Co więcej kilka lat temu ukazała się książka p. Piątka na ten temat, gdzie WPROST ukazano dziwne zachowania ex ministra… I CO?
I JAJCO!
Nikt nic z tym nie zrobił!
Ani koledzy z konspiry w latach 80-tych (to do Pana panie Zbigniewie), ani Wałęsa w 1993, ani Tusk w 2007 – 2015.
czyli mieliśmy (prawdopodobnie) rosyjskiego szpiega we władzach NA WŁASNE ŻYCZENIE TZW. ELITY SOLIDARNOŚCIOWEJ…
Ja mam sumienie czyste, bo już kilkanaście lat temu pisałem w necie, że Antoni M. jest (prawdopodobnie) rosyjskim agentem, bo jego działania na to wskazują, ale mnie – małego żuczka – nikt nie brał pod uwagę…
Ale GDZIE BYŁĄ ELITA NASZEGO NARODU?
Bała się procesu, czy nie chciała się babrać w błocie?
Tak czy siak mamy to co mamy a szkody wyrządzone przez radosną działalność Antoniego M. et consortes idą w miliony (jak nie miliardy)
O to mam pretensje do tzw. ELITY naszego kraju!
To prawda – Bronisław Malinowski nie traktował badanych jak „dzikich” ludzi, wręcz przeciwnie widział w ich kulturze wiele dobrych wzorów i norm.
Przywołałem książkę Życie seksualne dzikich tylko dlatego bo zaintrygował mnie ten reportaż z podróży helikopterem nad puszczą Amazonki a dalej poleciało…
Antek Macierewicz to człowiek z pokręconą osobowością, tak pokręconą, że jej zrozumienie wymaga odrębnego badania – Tomasz Piątek zrobił początek…
W latach, o których Pan pisze nie było ani czasu, ani warunków by się tym zając. Odrębna sprawa to to dlaczego prezes wszystkich prezesów postawił właśnie na niego i tak długo trzymał go na tak ważnej funkcji – ministra obrony w swoim rządzie. Tu nie wystarczy stwierdzić, że on jest tak samo pokręcony jak Antek, tu być może są głębsza przyczyny
Dziękuje Panu za wywołanie tej sprawy, u mnie w tekście nie przywołałem Antka jak zdziczałego człowieka bo to za mało tak o nim powiedzieć
Dzień nienajgorszy.
@Krzysztof z Gdańska – Wypowiedź-komentarz zdobyła moje uznanie za zwięzłą rzeczowość.
Pomijam świat „dzikich” Malinowskiego, by wziąć na tapet dzikich współczesnych, europejskich, cywilizowanych od pokoleń. A jest ich wśród nas co niemiara. I tu, niestety, najlepiej będzie, gdy umieszczę odnośnik do własnego tekstu Dziki lud Veenatouzca, opublikowanego na łamach SO we wrześniu 2018 roku (https://studioopinii.pl/archiwa/188832). Kto będzie miał ochotę, to sobie przypomni.
Jeśli zaś chodzi o szalonego Antoniego… Jest spory problem. Ten, kto go w jego nieskoordynowanym locie pochwyci, niech nie ryzykuje daremnie wciskania mu zebranego materiału dowodowego w oczy, gdyż ten nie przyjmuje takich rzeczy żadnymi zmysłami, może raczej niech spróbuje od d… strony. I niech ten hunter weźmie również pod uwagę, że osobnik ów bardziej zasługuje na kaftan niż kraty.
Pozdrawiam.
Dzień dobry
Dziękuję za miłe słowo 🙂
Przeczytałem z ciekawością Pana tekst o dzikim plemieniu Veenatouzca i pomyślałem, z ulgą, że nie jest z nami tak źle, bo w potrzebie umieliśmy dać opór dzikim hordom (szkoda, że DOPIERO jak nam zdemolowali do cna kraj) więc jakaś szansa na przyszłość jest.
Nie znaczy to jednak, że zagrożenia nie ma… Jest jak najbardziej realne, patrz przykład Słowacji, która kilka lat temu odsunęła populistów od władzy tylko po to, żeby 4 lata później oddać im tą władzę NA TACY…
To taka popularna w przyrodzie ludzkiej forma sinusoidy.
Ryszard Kapuściński (pytany, czy gawędziarza z indiańskiej wioski można postawić w jednym szeregu z Szekspirem): „Ale Malinowskiemu nie chodziło o porównywanie kultur, o stawianie znaku równości między Szekspirem a plemiennym gawędziarzem. Nie da się ich porównać, ale w ramach swoich kultur spełniają tę samą rolę: zaspokajają duchowe potrzeby człowieka. Na tym polega istota kultury, że zaspokaja wewnętrzne potrzeby człowieka odróżniające nas od świata zewnętrznego”.
Cywilizacje i Kultury bywają rozmaite, politycy jakoś podobni.
Drugie zdjęcie, z politykami, cóś mi wycięło. Powtarzam polityków
Rywalizacja polityczna zabrnęła w ślepy zaułek. Jest nim porzucenie wszelkich norm i hamulców tylko po to aby zdobyć wyborców, najlepiej bezrefleksyjnych wyznawców. Konsekwencje są i będą daleko idące.
*
Aby nieco złagodzić nastrój proponuję coś lzejszego :