24.04.2025
Rozmawiał z papieżem w wielkanocną niedzielę od godz. 11.30 i rozmowa trwała wszystkiego siedemnaście minut. Podobno była to grzecznościowa wymiana komplementów na błogosławieństwo. Jednak z tego, że Vance nie przyprowadził po nie rodziny, można by wnosić, że omawiano coś jeszcze. Wiadomo, że różnili się w kwestii deportacji imigrantów. Vance, katolik od 2019 roku, powoływał się na ordo amoris, porządek miłości św. Augustyna, rozwinięty przez św. Tomasza z Akwinu. Jest to hierarchia miłości, poczynając od osób najbliższych, kończąc na obcych. Na tej podstawie wiceprezydent uważa, że państwo ma przede wszystkim dbać o swoich obywateli, America first, a imigranci już się nie mieszczą w hierarchii.
Oburzony Franciszek odpowiedział listem do biskupów USA, w którym się powoływał na słowa Jezusa: „Będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego” z przypowieści o dobrym Samarytaninie, w Ewangelii wg. św. Łukasza; X,29-31. To przykazanie znajduje się też w Ewangelii wg. św. Mateusza; XXII, 37-40 i św. Marka; XII,29-31.
O wojnie w Ukrainie Vance miał rozmawiać z kard. Parolinem. To temat też różniący Waszyngton i Watykan.
Wiceprezydent powiedział później, że widać było, iż papież jest bardzo chory. Umarł następnego dnia, w poniedziałek o godz. 07.35, na skutek udaru i trwałej niewydolności kardiologicznej. Nietrudno sobie wyobrazić co o przyczynach tej śmierci powiedziałby Jarosław Kaczyński, gdyby nie jego wiernopoddańcze uczucia do Ameryki Trumpa.
Trump jest nieobliczalny. Świadczy o tym jego pomysł na trzecią niekonstytucyjną prezydenturę.
Otóż na prezydenta miałby zostać wybrany Vance, a Trump kazałby się wybrać na wiceprezydenta. Zaraz potem Vance podaje się do dymisji, prezydentem z automatu znowu zostaje Trump.
Na taki numer mógł sobie przed laty pozwolić Władimir Putin z Dmitrijem Miedwiediewem. Teraz Wowa nie zaryzykowałby takiej roszady z Dimą i z nikim innym.
J.D. Vance jest bardzo obliczalny i już by się z Białego Domu nie wyprowadził, a Trump zostałby pośmiewiskiem Ameryki i świata.
Obliczalny wiceprezydent nie przewiduje zapewne takiego obrotu sprawy. Celuje na wybory prezydenckie w roku 2028 i pewnie w 2032.
Dyktatorem, takim jak Putin, Erdogan, Xi Jinping, trudno by było mu zostać, aczkolwiek wszystko się może zdarzyć. USA to Zjednoczone Państwa Ameryki, bo „state” to państwo, czyli mamy prawdziwą, a nie putinowską, federację pięćdziesięciu państw z wieloma różnymi prawami. Chociażby z karą śmierci lub bez niej.
W USA jest sporo ponad pół miliona stanowisk z wyboru. Poczynając od gubernatorów stanów, aż do niskich funkcyjnych w hrabstwach i miasteczkach. Wybrany jest mniej zależny od zwierzchnictwa niż mianowany. Ma większą decyzyjność i wyższy szczebel ma problem, gdy chce takiego usunąć. Suma decyzji, które ci ludzie mogą podejmować jest nie do opanowania przez jakiekolwiek centrum. Prezydent ma wielką moc sprawczą w USA i całym świecie, ale nie może wszystkiego nawet u siebie. Może się jednak starać o więcej, co Trump robi głupio, a Vance chytrze.
Pełnowymiarowe zajęcie wiceprezydenta, to kierowanie pracami Senatu, z prawem decydującego głosu, kiedy zdarzy się równowaga w głosowaniu. Jeśli prezydent mu zleci, to go wyręcza w mniej ważnych okolicznościach, reprezentując zawsze swojego szefa, który przeważnie nie chce mieć wspólnika w rządzeniu. Dopóki w kwietniu 1945 nie umarł prezydent F.D. Roosevelt, jego wice, Harry Truman nie wiedział, że prowadzone są prace nad bombą atomową. A Vance przyzwyczaja wszystkich do traktowania go jako ważniaka, demonstrując się jako współrządzący.
Zaskakujący był jego aktywny udział w rozgrywaniu Zełenskiego w Gabinecie Owalnym. Byłem w tym pomieszczeniu w 1989 roku, gdy prezydent G. Bush senior, dorzucając drew do kominka, odpowiadał na pytania dziennikarzy z dwunastu wybranych gazet świata. Po drugiej stronie gabinetu, oparty o biurko prezydenta stał Brent Scowcroft, były generał US Air Forces, politolog, autor liczących się książek. Doradca do spraw bezpieczeństwa prezydentów, Nixona, Forda i Busha. Bardzo często doradca czy sekretarz stanu, bywa najbliższym współpracownikiem szefa. Kto pamięta, że za Busha seniora wiceprezydent nazywał się Dan Quale, uprzednio niewyróżniający się członek Izby Reprezentantów i Senatu ze stanu Indiana.
– Jak to z tym jest, Brent? – co jakiś czas pytał Bush, bo wiedział, że Scowcroft jest lepiej od niego zorientowany w światowej polityce, lecz doradca przy prezydencie nie odzywał się niepytany. A Vance, na oczach świata, starał się nie ustępować Trumpowi.
Na zeszłorocznej konferencji bezpieczeństwa w Monachium, Kamala Harris będąca wówczas wiceprezydentem USA przedstawiała stanowisko swego szefa, Joe Bidena. W tym roku, Vance w Monachium brutalnie oskarżał europejskich przywódców o … naruszanie demokracji i tłumienie wolności słowa. Domagał się zaniechania krytyki antyeuropejskich wypowiedzi, m.in. Elona Muska w jego mediach społecznościowych. Obwiniał też europejskich polityków o zły stosunek do szefowej AfD, Alice Weidel, z którą się spotkał. Była to jasna próba wpłynięcia na mające się wkrótce odbyć wybory parlamentarne w Niemczech.
Wypowiedzi jego pryncypała, Trumpa, są łagodniejsze.
Trump jest przeciwnikiem Xi Jinpinga, ale spotykał się z nim i rozmawiał, zachowując dyplomatyczne standardy. Vance zaś ośmielił powiedzieć, że chińscy wieśniacy sprzedają Stanom swoje wyroby, za pieniądze pożyczone od nich przez Stany. Na pewno wiedział, że obraża bardzo uczulonych Chińczyków. Reakcja władz ChRL mieści się w założonym zaostrzaniu stosunków Waszyngton – Pekin.
Być może Vance jest człowiekiem Trumpa od brutalnych zagrywek i z zadania wywiązuje się z zapałem, nie bez korzyści osobistych. Pełno go w świecie. Pokazuje, że będzie aktywnym i silnym prezydentem. Jeżeli będzie, na co się bardzo zanosi.
Na pewno nie będzie się liczył z Muskiem. Najbogatszy człowiek świata nie jest demiurgiem, który może wszystko i nawet wymienić Trumpa na kogoś innego, jak sugerują niekiedy polscy publicyści. Póki co tandem Trump – Vance korzysta z Muska, który rozwala i opanowuje dla nich struktury państwo.
Teraz ta trójka przejmuje, na ile się da, kompetencje państwa „działając wspólnie i w porozumieniu”, jak się formułuje zarzuty wobec zorganizowanych grup przestępczych. A w trakcie tej roboty zawsze wyłania się najsprawniejszy i najbardziej wyzuty ze skrupułów. Najbardziej prawdopodobne, że miejsce to zajmie J.D. Vance.
Ameryka zapłaci. Traci zaufanie, sojuszników i moc sprawczą w świecie. I to gdy coraz mocniej napierają coraz mocniejsze Chiny wielkorządcy Xi. Gdy prezydenta USA wodzi za nos Putin, do którego nie dociera, że rządzi już państwem upadłym.
Nie ma zbyt wysokiej ceny, której narody nie miałyby uiścić za szczęście bycia rządzonymi przez swoich autorytarnych mężów opatrznościowych i dyktatorów.
Wiemy coś o tym.

Ernest Kajetan Skalski
Ur. 18 stycznia 1935 w Warszawie) – dziennikarz i publicysta,
z wykształcenia historyk.

Zgadzam się z Panem Redaktorem Skalskim co do tego, że J.D. Vance jest groźnym politykiem dla Ameryki i dla świata, w tym przede wszystkim dla Europy i dla Polski także. Ta jego bardzo groźna rola w przyszłości uzależniona jest od okoliczności kluczowej – wielkiego sukcesu jaki musi odnieść administracja Trumpa w oczach Amerykanów. Na razie od trzech m iesięcy prezydentury ten wielki sukces ma charakter werbalny. Trump i jego urzędnicy zapowiadają taki właśnie sukces. Suma podjętych działań przez administrację USA zapowiada zgoła co innego. Utrata wiarygodności w oczach sojuszników, obłędna wojna celna wytoczona niemal całemu światu, oraz arogancja w relacjach międzynarodowych, takiego sukcesu nie tylko nie wróżą, ale wręcz zwiastują pełną klapę. Klapę przede wszystkim na rynku amerykańskim, a przy okazji niepotrzebne podniesienie kosztów dla wielu państw na świecie. NIE WIEM JAK ADMINISTRACJA USA MIAŁABY WYJŚĆ ZE SWOJEJ WŁASNEJ NIEKOMPETENCJI I SERII BŁĘDÓW. Obawiam się, że nie tylko ja tego nie wiem, ale przede wszystkim nie wie tego sam Trump, Vance i inni czołowi przedstawiciele tej administracji. Z uwagą będę obserwował rozwój sytuacji.
Dowodem na to jak groźny jest ten trzyletni katolik, świadczy jego spotkanie z papieżem, po którym Franciszek zmarł na udar! My też mamy takiego polityka, z którym spotkanie kończy się śmiercią (jego sekretarki)…
Z dawnych wykładów pamiętam: post hoc, non est propter hoc (po czymś nie oznacza wskutek tego). To w sprawie śmierci Franciszka. Poza tym podzielam jak najbardziej opinie na temat tego żałosnego z wyglądu i z wypowiedzi polityka.
Posłużyłem się logiką ludową, a nie klasyczną, ani prawniczą…
Neofici są z natury bezkompromisowi i niebezpieczni. Takim był Pawel z Tarsu, do dzisiaj nie sposób się pozbierać po jego „bezkompromisowości”. Powoli się od niej odklejamy, ale z trudem. JD Vance jest przebiegły i wyrachowany. Jego protektorem jest Peter Thiel, równie przebiegły gracz. W sumie USA znalazły się w czarnej dziurze. Trump jest impulsywny i skrajnie nieodpowiedzialny, jest tez nieudacznikiem. Jeśli następca będzie Vance to będziemy z rozrzewnieniem wspominać Trumpa.
A czy JDV będzie następcą Trumpa?
Przy całej nieudaczności tego drugiego, to jest on jednak mistrzem autopromocji. Pewnie jego pompatyczny styl i samouwielbienie zjednują mu tyle samo wrogów, co zwolenników, ale ci zwole nicy są urzeczeni.
Czy byliby urzeczeni Vancem?
Czy ruch trumlistów bezwarunkowo by poszedł za tym vice bez wyrazu?
Bardzo słusznie red. Skalski zauważył, że Vance bardzo strata się promować siebie. Ale mimo wszystko świeci światłem odbitym.
Nie wierzę, że mógłby sam porwać tłum.
Jeszcze dwa słowa. Wiesław Saniewski w najnowszej „Odrze” przypomina – przytoczone wcześniej przez prof. Kuźniara – słowa Zbigniewa Brzezińskiego, który napisał, że nie zdziwi się, gdy „ze względu na bardzo niski poziom edukacji publicznej, wulgarną kulturę masową i kilka innych właściwości amerykańskiego systemu społecznego Amerykanie wybiorą kiedyś na prezydenta szarlatana”..