05.06.2023
Wybory za nami. Prezydent wybrany został półprocentową przewagą, co przekłada się na nieco ponad 300 tysięcy głosów. Jak na tych 21 milionów głosujących określenie, że będzie „na żyletki” trafnie oddaje to, co się stało.
A gdyby różnica wyniosła pięć, słownie pięć głosów, albo jeden głos, to czy ludzie przyjęliby taki wynik za rozstrzygający?
Myślę, że wątpię.
To co powyżej dotyczy wyniku powszechnych wyborów, w których mają prawo brać udział wszyscy obywatele mający prawo wyborcze – a jest ich blisko trzydzieści milionów, w tym prawie milion mieszkających poza granicami Polski.
Pisałem już wcześniej, wybory polityczne, takie jak wybory parlamentarne muszą być powszechne. To w nich wyborcy wskazują jakąś partię która, ich zdaniem, najlepiej wyraża ich przekonania i „meblują” Parlament – Sejm i Senat. To tam formuje się rząd na kolejną czteroletnią kadencję – to jasne i proste.
Wybory prezydenta, to zupełnie inna bajka. Finalnie wybieramy jednego człowieka, może to być ktoś wskazany przez jakąś partię, ale to nie jest reguła. Do wyborów mogą stanąć wszyscy, którzy myślą, że potrafią przekonać wielomilionową publiczność do siebie, przekonać, by to ich ludzie wybrali w oparciu o to, co o nich wiedzą, jak ich postrzegają. Liczy się to jak ktoś wygląda, jak się zachowuje. Wybory prezydenckie to show, widowisko, główną rolę odgrywają w nim nie racje, a emocje. Ktoś, kto w swojej kampanii postawi przede wszystkim na racje, na argumenty, przegra, racje wymagają myślenia, wymagają wiedzy – to trudne a dla wielu niemożliwe.
Emocje mają wszyscy, emocje nie wymagają wysiłku, same przychodzą…
Jeżeli w wyborach na najważniejszy urząd w państwie najważniejsze są emocje, to zapis o wyborze prezydenta w wyborach powszechnych jest elementarnym błędem. To żadna demokracja, to cyrk i widowisko nie mające nic wspólnego z zasadami demokracji (w starożytnych Atenach, gdzie narodziła się demokracja (mówimy przecież demokracja ateńska) znane było też pojęcie ochlokracji, co najprościej tłumaczyć jako rządy motłochu)
Jesteśmy ponad dwa tysiące lat od tamtych czasów. Wybory to nie proces przebiegający w kilku, czy kilkunastotysięcznych społecznościach. Wybory współcześnie mają miejsce w wielomilionowych społeczeństwach. Mamy zasadniczo różne środki komunikacji między ludźmi. Obecnie dominują elektroniczne media, których tempo rozwoju może przyprawić o zawrót głowy każdego, kto zechce o tym pomyśleć, pomyśleć o tym, jakie mogą być, jakie już są skutki stosowania kłamstwa i wrzucania do sieci filmików i treści całkowicie zmyślonych, wypowiadanych przez postaci wygenerowane przy pomocy AI, mówiących głosem całkowicie nie do rozróżnienia od tego, jaki mamy w pamięci przypisane do danej postaci. Tempo rozwoju tych narzędzi jest oszałamiające i stawiam duże pieniądze, że za pięć lat, w następnej kampanii prezydenckiej, jeśli nie zmienimy zasad wyboru prezydenta, wystartują fikcyjne postaci wyprodukowane przy pomocy AI. Tego nie da się zatrzymać, to będzie silniejsze niż państwo, każde państwo.
Wniosek z tego prosty – trzeba wybierać prezydenta przez Zgromadzenie Narodowe, przez tych 560 wybranych w powszechnych wyborach posłów i senatorów. To będą polityczne wybory, bo mandaty posłów i senatorów są mandatami z politycznych wyborów. Wybory prezydenta przez Zgromadzenie Narodowe wydają się być czymś naturalnym, zwłaszcza gdy pamiętamy o tym, kim jest prezydent w polskim systemie władzy określonym w naszej Konstytucji.
Takich wniosków oczekiwałbym od polskich polityków, to byłby dowód na ich dojrzałość polityczną. Jak dotąd mamy tylko przepychanki, walkę o władzę dla siebie, władzę rozumianą jako możliwość realizacji swoich i tylko swoich interesów.
Jeżeli po tych pierwszych tygodniach krzyków i awantur jakie widzimy na polskiej scenie politycznej nie przyjdzie czas na refleksję, na wnioski pozwalające uciec spod noża populistycznych igrzysk jakimi są wybory prezydenckie w formule powszechnych wyborów, to w następnych wyborach za pięć lat zostaniemy ograni przez postaci wygenerowane przez narzędzia AI, albo co jeszcze gorzej, przez samą AI, ograni jak dzieci i pogrążymy się w chaosie przy którym obecny bałagan będzie oazą porządku i ładu.
Zobaczymy….

Zbigniew Szczypiński
Polski socjolog i polityk. Założyciel i wieloletni prezes Stowarzyszenia Strażników Pamięci Stoczni Gdańskiej.

Mi ten pomysł się podoba. Przypomnę, że w Atenach demokracja wyglądała zupełnie inaczej i nie miano tam dobrej opinii o wyborach powszechnych. Zamiast nich stosowano demokrację przez sortycję. Mam wrażenie, że w obecnej sytuacji politycznej taka metoda byłaby odporna na czynniki takie jak: wpływy lobbystów, innych mocarstw lub niedojrzałość wyborców.
O pomyśle tym napisałem tutaj: https://studioopinii.pl/archiwa/241960
Zgadzam się z Autorem co do konieczności uniezależnienia się od tandetnej powszechności. Cieszę się też, że inaczej niż kiedyś patrzy na AI:).
Cieszę się że zgadzasz się ale nie potwierdzam zmiany w postrzeganiu przyszłej roli I. AI jako nie narzędzia jakim jest obecnie a autonomicznej wręcz istoty a nie narzędzia jaką będzie za te 20-30 lat. Szkoda że tego nie zobaczę
Ależ Panowie, AI już wstąpiła pod strzechy polityków. Co prawda nadal nie potrafią z niej korzystać, ale ambicje już mają. I Pisowcy jak to oni, niczego dobrze zrobić nie potrafią. Ale za chwilę czeladnik cukierniczy będzie AI master, a ciemny lud będzie bił brawo.