19.11.2025
Czas jakiś temu Donald Tusk powiedział, że żyjemy w przedwojennych czasach. I nie chodziło mu o odniesienia do II Wojny, a o to, że teraz jesteśmy przed wojną, wojną która będzie, wojną która już jest – wojną hybrydową, w której walczą nie czołgi, a drony i wojną która już toczy się w sieci.
Ostatnie ataki na infrastrukturą kolejową, wysadzenie toru i próba wykolejenia pociągu to nowy etap tej wojny. No to jak jesteśmy przygotowani jako państwo i jako społeczeństwo do tego, co jest już i tego co będzie za chwilę.
W państwie bez zmian, trwa wojna pomiędzy rządem a prezydentem, to co widzieliśmy, gdy w polską przestrzeń powietrzną wleciały rosyjskie drony, gdy prezydent i premier razem pokazali jak reaguje państwo w chwilach zagrożenia już nie wróciło, mimo że zagrożenie obecne jest większe. Myślę, że opozycja i prezydent za wszelką cenę nie chcą dopuścić do powstania efektu flagi, tego fenomenu który znamy polegającego na skupieniu się ludzi przy tych, którzy mają realną władzę i rządzą w chwilach zagrożenia. Polska opozycja i aspirujący do jej przywództwa prezydent wyżej stawiają swój mały interes polityczny niż dobro państwa.
Wracają najgorsze demony przeszłości, te które wielokrotnie doprowadzały do upadku państwa. Teraz jest czas próby, teraz potrzebna jest determinacja i sprawczość w rządzeniu, koniec z certoleniem się i dzieleniem włosa na czworo. Albo my albo oni…
Wsłuchując się w głosy „zwykłych ludzi” wiem, że do nich nie dociera groza sytuacji, nadal liczy się tylko tu i teraz. Wszystkim, którzy mówią, że nie rozumieją jak w takich chwilach można nie rozumieć takich egzystencjalnych zagrożeń, jak można nie rozumieć nawet tak oczywistych argumentów jakie przedstawił ostatnio w sejmie premier, chciałbym przypomnieć myśl Artura Sandauera – nie różnice poglądów dzielą ludzi, lecz różnice poziomu… A skoro tak to trzeba się z tym pogodzić i liczyć na to, że gdy zacznie się naprawdę, to do wszystkich ludzi dotrze ta stara prawda.
Zanim zacznie się naprawdę trzeba się wyczulić na wojnę informacyjną, na te wszystkie głosy, które świadomie lub nie, wchodzą w buty rosyjskiej propagandy i działają, świadomie lub nie, w interesie agresora. Może czas już na radykalne działania wobec tych Braunów, Bąkiewiczów czy Kaczyńskich. Żaden immunitet nie może bronić przed odpowiedzialnością za słowo.
Słowo jest narzędziem, wszystko zaczyna się od słów.
Zapowiedzi wprowadzenia zmian w prawie, zapowiedzi które już wywołują burzę i protesty, że to cenzura, że zamach na wolność słowa, należy pominąć – teraz jest czas wojny, a wojna ma swoje prawa.
I na koniec taka mała osobista refleksja – urodziłem się trzy tygodnie przed wybuchem II Wojny, teraz mam już dużo lat i myślę, że może się to powtórzyć z tym, że to nie będzie to początek mojego życia, a wręcz przeciwnie….

Zbigniew Szczypiński
Polski socjolog i polityk. Założyciel i wieloletni prezes Stowarzyszenia Strażników Pamięci Stoczni Gdańskiej.

Szczypiński pisze z perspektywy człowieka, który pamięta świat sprzed apokalipsy – i najwyraźniej dostrzega, że sequel już trwa, tylko bez czołgów na ulicach, za to z internetem jako polem bitwy i kawalerią trolli w natarciu.
Jego felieton to coś między testamentem a syreną alarmową – krótki, konkretny, z poczuciem humoru wisielca, który umie jeszcze rzucić kąśliwą uwagę na temat poziomu dyskusji publicznej i „certolenia się” w obliczu sabotażu.
Mądrze, trafnie, z przekąsem. I jak zwykle – ci, którzy powinni to przeczytać, będą akurat zbyt zajęci obrażaniem się na rzeczywistość.
Ten esej to ważny głos i apel o mobilizację społeczeństwa, oraz krytyka bierności, partykularyzmu politycznego i ignorancji wobec nowoczesnych zagrożeń. Autor stawia kluczowe pytania o rolę państwa, mediów i obywateli, podkreślając, że współczesna wojna to nie tylko konflikt militarny, ale także starcie na polu informacji, świadomości i solidarności. Przeciwdziałanie opozycji prawicowej potencjalnemu efektowi flagi jest tyleż lekkomyślne co szkodliwe.