13.10.2025
Z głębin społecznego mułu wyroiły się chmary ludzi posiadających otwartą głowę tylko podczas trepanacji czaszki; nastąpiły blokady moralnych hamulców, a do samodzielnych podejmowań decyzji dopuszczano jedynie ludzi wybranych i uzgodnionych przez ścisłe gremia paranoików.
Gremia te stwierdziły, że zapanowała wolność, swoboda wyrażająca się brakiem rygorów. Znalazłeś się więc na rozdrożu: przytłamszony niepewnością. Pomiędzy tym, do czego byłeś przyzwyczajony, a tym, co należy do dzisiejszych wymagań. Byłeś nawykły do rozsądku, a obecna rzeczywistość oczekuje od ciebie zachowań odmiennego rodzaju: masz mówić, myśleć i działać, jakby nie istniały pewniki, a dwa plus dwa było trzy (cztery, to ryzykowna teoria, heretyckie przypuszczenie, wybroczyna matematyka pochodzącego z Niemiec).
Były to mózgowe kompozycje rozmemłanych wariatów. Śliskie koncepcje wyzwolone z obecności wiedzy. Wizje ludzi przebywających na odwyku od myślenia. Istot, które zaczęły od kasacji pojęć, których nie rozumieli. Wedle ich rozeznania każdy człekokształtny człek powinien orientować się gdzie dają piwo, rachować na palcach, zgadnąć, przed kim należy skamleć w godnie wyprostowanej postawie. Więcej przyswoić sobie, to zbrodnia, masakra, przepych. Więc po kiego uczyć się czegokolwiek, znać Historię, wiedzieć, co to filozofia, matma, łacina?
Ale są wyjątki: ludzie, którzy nie dali się nabrać na frazesy typu a po co nam to: twórcza praca nad sobą, znajomość Historii i edukacja, to dla nich podstawa bytu przyszłego państwa. Jest ich niewielu a ich głosy nikną w błotnych powodziach bełkotu. Zawrzeszczane i przytłumione, pojawiają się jednak od czasu do czasu. Jest ich na razie garstka, lecz z każdym dniem dołączają zastępy świeżych. Na szczęście młodych i zdeterminowanych, nieskażonych przeszłością i patrzących w przód.
*
Pryki, zasiedziałe w nawykach do rządzenia, starają się zaistnieć powtórnie. Powiadają, że są w stanie naprawić zepsute. Lecz sprytnie, skrzętnie i cwanie zapominają, że już mieli swoje pięć minut na politycznym świeczniku i że w związku z tym nie pozostaje im nic innego, jak ustąpić miejsca tym, co przybywają z odsieczą i patrzą na świat po normalnemu.
Ps. lecz gdzie są ci, co mają przybyć na ratunek? Czy nie są ciągle tymi samymi histerycznymi nerwusami z prawicowej grzędy, tymi samymi fajfusami przebranymi za orły i sokoły w rogatywkach z Allegro, o których śpiewała Danuta Rinn?

Marek Jastrząb
Pisarz
Debiutował w 1971 roku na łamach „Faktów i Myśli”. Drukował także w wielu innych czasopismach swoje opowiadania, felietony, eseje, recenzje teatralne i oceny książek. Jego prozatorskie miniatury były wielokrotnie emitowane w Polskim Radiu w Bydgoszczy.
źródła obrazu
- jastrzab: BM

Ten felieton to coś pomiędzy literackim stand-upem a intelektualnym zgrzytem zębów — czyli dokładnie to, czego potrzebujesz, by nie zidiocieć na resztę dnia. Marek Jastrząb nie pisze felietonów, on rzuca granaty – we frazesy, w polityczne wygibasy, w współczesnych antymyślicieli z mózgiem w trybie samolotowym.
Czytając Gdzietechłopy, odnosisz wrażenie, że jesteś na balu maskowym, gdzie większość gości przebrała się za idiotów – i niestety, nie żartują. Jastrząb bezlitośnie punktuje rzeczywistość, w której dwójka, plus dwójka, to nie cztery, tylko „potencjalna opresja liczbowa”, a wiedza została wyeksmitowana jak niepłacący lokator.
Ale! Nie wszystko zgniło! Są też ci, którzy czytają książki bez obrazków, znają Historię pisaną przez duże H, i nie pytają „po co matma, skoro mamy kalkulatory?”. I choć jest ich garstka, to autor widzi w nich iskierkę nadziei. (Nie, nie taką TikTokową „iskierkę” – prawdziwą, taką od której można coś zbudować, nie tylko przypalić popcorn.)
Zatem przeczytaj ten tekst. Nie tylko dlatego, że Jastrząb wali słowami jak cepem po głowie, ale dlatego, że to rzadki przypadek, gdy publicystyka ma kręgosłup, zamiast tylko clickbaitowych silikonów. A jeśli nie przeczytasz – spokojnie, nadal będziesz sobą. Tylko głupszym.
No, rusz głową. Jeszcze nie całkiem zarosła TikTokiem.
W oszalałym pląsie kciuków na smartfonach, w zgarbionych szyjach, jakby głowy były dla nich za ciężkie, w bezwiednym wzroku ogarniającym jedynie najbliższą mu perspektywę nie znajdujemy nic co wskazałoby choćby maleńki wektor myśli. Parafrazując słynne powiedzenie – Nic co mądre nie jest mi bliskie. Bo na cóż nauka, na cóż doświadczenie zbierane niekiedy latami, w imię czego tyle wyrzeczeń ? Wszystko podane na tacy, szybko, bez sprawdzenia i weryfikacji. Niepotrzebny wszak wysiłek fizyczny o intelekcie nie wspominając. Ta nieliczna już garstka Ludzi, którym to nie wystarcza, którym się jeszcze chce, którzy nie polegają tylko na wujku Google czy też, jakże teraz modnej, AI budzi we mnie i nadzieję, i radość, i wielki szacunek za to właśnie „chciejstwo”. W tej zaginionej enklawie rzeczywiście tli się iskierka. I nadal wierzę, że żaru wystarczy do rozpalenia umysłów i powstrzymania tej rzeki narastającego prymitywizmu i ślepej wiary logikę chaosu. Dziękuję za tekst.