05.11.2025
„Do Europy tak, ale razem z naszymi syjonistami. Przywracanie znaczeń”, taki tytuł nosił wykład, a właściwie, jak to nazwali organizatorzy, prelekcja janionowska prof. Piotra Foreckiego z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza z Poznania wygłoszona 4.11.2025 w muzeum Polin.

Zainaugurowała ona działalność Fundacji Marii Janion. Na początku spotkania, którego częścią była rzeczona prelekcja, Kazimiera Szczuka przedstawiła trzyosobowy zarząd Fundacji i jej dwuosobową radę oraz przypomniała, że Fundacja istnieje już od kilku lat, gdyż powstała tuż po śmierci swojej Patronki w 2020 roku. Jednak to właśnie prelekcja Foreckiego otworzyła niejako jej publiczną obecność. Od razu powiem, że był to początek znaczący i właśnie w duchu Janionki, jak czule nazywają profesor Marię Janion jej uczennice, uczniowie i przyjaciele. Tzn. nie była to celebracja pamięci słynnej humanistyki, ale wychodząc od impulsów jej radykalnego myślenia, prelegent stawiał ważne pytania na temat toczącej się współcześnie debaty dotyczącej miejsca Żydów w naszej wyobraźni społecznej. Tytuł nawiązywał oczywiście do jednej z najbardziej znaczących w dorobku Marii Janion książki „Do Europy tak, ale z naszymi umarłymi”, w której – jak podkreślają różni wydawcy tej wielokrotnie wznawianej, a wydanej po raz pierwszy w 2000 roku książki – „tytułowi nasi umarli to przede wszystkim Żydzi. Książka Janion, jako dzieło historyka literatury, ma niezwykły klimat. Jest próbą zapoczątkowania pracy żałoby nad utraconą żydowską częścią kultury Polski”. Jak się wydaje, ten rodzaj myślenia jak dotąd nie znalazł kontynuatorów. Wprost przeciwnie, robi się wiele, by tę pamięć kompletnie wymazać.
W wykładzie Foreckiego ten nakaz pamiętania o obecności Żydów w kulturze polskiej przybrał nowy kształt. To radykalny i bezkompromisowy apel o zaprzestanie wykorzystywania starych antysemickich kalek do bieżących ideologicznych sporów (może trafniej należałoby powiedzieć rozgrywek), w których doszło do nieoczekiwanego zbliżenia dobrze znanego dyskursu radykalnej prawicy (z Grzegorzem Braunem na czele) z nowym antysemickim dyskursem lewicy (jak się zresztą okazało wcale on taki nowy nie jest, bo ma dość precyzyjną genealogię w sowieckiej propagandzie). Jest on obecny przede wszystkim na łamach portalu Krytyki Politycznej i w działaniach partii Razem oraz w coraz liczniejszych publikacjach gwiazd radykalnej lewicy jak Monika Bobako i Paweł Mościcki. Jak się okazuje to właśnie celebryci nowej lewicy, którzy z badaniami na temat historii Żydów czy Holocaustu dotąd nie mieli żadnego kontaktu nagle przepoczwarzyli się w ekspertów od „kwestii żydowskiej” wygłaszając i wypisując radykalne sądy proporcjonalne do posiadanej na ten temat wiedzy, a raczej jej kompletnego braku. Nie wspominając o znajomości języków hebrajskiego czy arabskiego, w których podstawowe teksty na temat istniejącego konfliktu na Bliskim Wschodzie są pisane.
Nie będę nawet próbował streszczać wywodu Foreckiego licząc na jego rychłą publikację. Moim bowiem zdaniem powinien się on stać punktem wyjścia do dalszych rozmów na ten temat. Natomiast chciałbym skreślić kilka uwag na marginesie wykładu i komentarzy wypowiedzianych po jego wygłoszeniu przez słuchaczy. Na początek słów kilka o wykładowcy, który jest osoba rozpoznawalną w środowisku badaczy Holocaustu, a każda z jego dotąd opublikowanych książek stanowiła istotny głos w ciągle niezamkniętej debacie na temat miejsca Zagłady Żydów w polskim dyskursie publicznym i akademickim. Pierwsza z nich z 2010 roku zatytułowana „Od Shoah do Strachu. Spory o polsko-żydowską przeszłość i pamięć w debatach publicznych”, która kreśliła mapę ideologiczną głównych uczestników tytułowego sporu i została trzy lata później udostępniona w wersji angielskiej jako „Reconstructing Memory. The Holocaust in Polish Public Debates”. Jednak to tłumaczenie było czymś więcej niż tylko przełożeniem na język angielski bo wpisywało polski dyskurs w obieg międzynarodowy, gdzie głosy polskich antysemitów nie są znane. I trzecia książka z 2018 roku, zatytułowana „Po Jedwabnem. Anatomia pamięci funkcjonalnej”, stanowiła sejsmograficzny zapis prawdziwej erupcji emocji związanych z historycznie udokumentowanym współudziałem ludności polskiej w Zagładzie żydowskich sąsiadów. Nie tylko w Jedwabnem przecież. Do tych książek należałoby dodać wiele artykułów i publicznych wystąpień, które odznaczają się rzeczowością i dbałością o rzetelną dokumentację formułowanych tez.
Najistotniejsze odwołania wyznaczające główne trajektorie wywodu Piotra Foreckiego to książka Michała Głowińskiego „Marcowe gadanie”, która na gorąco chwytała syjonistyczną nagonkę na polskich Żydów w roku 1968, oraz liczne opracowania tamtego okresu z książką Piotra Osęki z 1999 roku Syjoniści, inspiratorzy, wichrzyciele. Obraz wroga w propagandzie Marca 1968, czy niedawno wydanej, a przeze mnie omówionej na tych łamach książki Pawła Machcewicza o dziedzictwie Mieczysława Moczara (https://studioopinii.pl/archiwa/247013). Jednak równie ciekawe były przywołane wydarzenia z ostatnich lat, które nie przestają określać nie tylko debatę akademicką, ale przede wszystkim kształtują opinię publiczną i rosnącą sympatię do polityków z coraz większą śmiałością odwołujących się do haseł antysemickich.
W głosach stanowiących bardziej komentarze niż pytania do prelegenta wybrzmiało szczególnie zaskoczenie tak mocną obecnością języka antysemickiego w dyskursie polskiej lewicy. Jeszcze większym zaskoczeniem (przynajmniej dla mnie) było wyjaśnienie Foreckiego, że tej dyskurs wcale nie jest nowy, ale doskonale zadomowiony i w gruncie rzeczy niczym nie różniący się od dyskursu radykalnej prawicy. Podobnym zaskoczeniem było stwierdzenie, że w przypadku moralnego wzmożenia dotyczącego powszechnego oburzenia zarówno na lewicy jak i na prawicy konfliktem w Gazie (dla pełności obrazu dodajmy, że nikt o zdrowych zmysłach nie kwestionuje tragedii Palestyńczyków!) i domaganie się praktycznie likwidacji państwa Izrael (słynne hasło zwolenników Hamasu, „od rzeki do morza”) przy jednoczesnej łagodności w podejściu do imperialistycznej polityki Putina i jego pełnoskalowej wojny na Ukrainie czy innych dyktatur na świecie.
Krótko mówiąc spotkanie w Polin wyznaczyło nowe standardy debaty na temat Żydów i ich obecności w polskim dyskursie publicznym (i to zarówno akademickim jak i publicystycznym), w którym miejsce inwektywy i jałowych i rytualnych oburzeń weszły rzeczowe argumenty i szacunek do zdania oponenta. Trudno o lepszy początek przywracania dziedzictwa intelektualnego Marii Janion, polskiej debacie publicznej, co jest głównym celem Fundacji jej imienia.


Interesujaca relacja na kanwie wykładu prof. Piotra Foreckiego, który zainaugurował działalność Fundacji Marii Janion, podkreślając znaczenie debaty o miejscu Żydów w polskiej wyobraźni społecznej, oraz konieczność walki ze świeżymi i starymi formami antysemityzmu w polskiej sferze publicznej i politycznej. Ciekawa konstatacja prof. Foreckiego, że współczesny antysemityzm przenika zarówno skrajną prawicę, jak i radykalną lewicę. W przypadku lewicy korzeni antysemityzmu dopatrywać sęe można w tradycji propagandy sowieckiej.
Do wyobraźni odbiorcy przemawia sformułowanie o celebrytach nowej lewicy, którzy występują w roli ekspertów od „kwestii żydowskiej” „wygłaszając i wypisując radykalne sądy proporcjonalne do posiadanej na ten temat wiedzy, a raczej jej kompletnego braku.” To przypomina absurd polskiej rzeczywistości po II wojnie światowej opisywanej jako „antysemityzm beż Żydów”.
Debatę akademicką i publiczną w Polsce naznacza potrzeba rzeczowej rozmowy o przeszłości Żydów w Polsce, odejścia od stereotypowych ataków i szacunku do poglądów innych. Prof Obirek przypomniał też wezwanie prof. Marii Janion do pracy nad utraconą, żydowską częścią polskiej kultury, zauważając, że tej perspektywie grozi dziś wymazanie, mimo wysiłków badaczy i publicystów.
Zgoda – to nie felieton. To elegancka intelektualna rozbiórka na zimno. Coś jakby Maria Janion wstała z grobu i powiedziała: „Halo, myśleliście, że po moim pogrzebie będzie już tylko bełkot i emocjonalne TikToki o Holocauście? Nie tym razem, kochani.” A potem posłała na scenę profesora Foreckiego w roli swojego egzorcyzmu kulturowego. I tak właśnie wyglądała ta prelekcja, której Obirek – z wdziękiem starego profesora i cierpliwością kogoś, kto już nie raz widział, jak rozum dostaje w zęby od ideologii – napisał coś, co warto oprawić i powiesić nad łóżkiem każdego dziennikarza i intelektualisty. O ile ktoś z nich jeszcze potrafi czytać dłuższy tekst bez rozproszenia przez powiadomienie z Twittera.
Bo oto mamy sytuację absolutnie cenną: inteligentną, elegancką i, co dziś graniczy z cudem, niehisteryczną rozmowę o antysemityzmie. Nie o „kontrowersjach”, nie o „różnicy poglądów” – tylko o bardzo konkretnym, bardzo ohydnym problemie, który jak widać, nie musi już nosić onucy i szalików z orłem – wystarczy, że ma modny t-shirt z cytatem Fanona i konto na TikToku z „analizami sytuacji w Gazie”.
Forecki w precyzyjny sposób pokazuje, że nowy antysemityzm nie jest wcale nowy, tylko ma nowe opakowanie. Takie bardziej etyczne, bardziej zaangażowane, z opcją „prześladowanie level woke”. I to jest dla wielu, jak się okazuje, wielkie zaskoczenie, bo jak ktoś z lewicy, z tytułem doktora, z dobrym dostępem do słów takich jak „hegemonia”, „kolonializm”, „intersekcjonalność”, to przecież nie może być bigotem, prawda? Otóż może. I bywa. Wystarczy, że pogubi się między emocją a wiedzą. Albo jeszcze gorzej – uzna, że emocja ją zastępuje.
Obirek celnie punktuje, że Forecki nie tylko diagnozuje, ale wyznacza nowe standardy rozmowy. To tak, jakby ktoś po długim meczu okładania się mikrofonami powiedział: „Ej, może sprawdźmy źródła, zanim rzucimy kolejną bombę moralną?” Nieprawdopodobne. I niebywale potrzebne.
A ten fragment o tym, że antysemityzm lewicy i prawicy różni się tylko brandem, to złoto. Bo tu już nie chodzi o barwy partyjne, tylko o to, że obie strony kochają mówić o Żydach, kiedy tylko mogą użyć ich jako metafory dla swoich wrogów. Raz to „banksterzy i globaliści”, raz to „koloniści i okupanci”. W obu wersjach – Żyd staje się figurą w grze, pionkiem do ustawiania swojej racji. I to jest największe obrzydlistwo. I największy banał.
Obirek, zamiast wygłaszać pogadankę ku pokrzepieniu, rzuca ten tekst jak kamień w wodę. Niech robi fale. Niech zaboli. I niech zostanie.
Więc jeśli kiedykolwiek zapyta ktoś: „Ale co konkretnie znaczy kontynuować dziedzictwo Janion?” — to proszę bardzo. To właśnie to. Myśleć radykalnie, mówić precyzyjnie, widzieć więcej niż tylko memy i przekonania, które głaszczą nasze ego.
Podsumowując: Obirek zrobił coś, co jest dziś niepopularne – napisał mądrze o rzeczach trudnych bez popadania w kaznodziejstwo ani autoerotyzm moralny. A Forecki? Cóż. Jeśli to ma być nowy standard, to proszę – więcej takich prelekcji. I mniej takich Facebookowych ekspertów od historii Żydów, którzy myślą, że „Zagłada” to jakaś nowa gra na PlayStation.
Szacunek. I proszę o więcej.
Dziekuje za oba życzliwe komentarze, które tak naprawdę odnoszę do znakomicie skonstruowanego wywodu P. Foreckiego opartego na żmudnych i czasochłonnych kwerendach obejmujących bardzo zróżnicowane pola badawcze. Co ważne dotyczyły one nie chorobliwych objawów antysemityzmu, które dobrze znamy z ekscesów nie tylko przecież G. Brauna ale tysięcy jego entuzjastów i naśladowców. Jego wykład skupił uwagę na antysemityzmie „ludzi dobrych i łagodnych”, jak ich określił w klasycznym eseju T. Mazowiecki. Są to tez ludzie o jaj najlepszych intencjach, szczerze współczujący Palestyńczykom. Ich problem polega na tym, ze nie są w stanie dostrzec własnej ślepoty, ze ich wysiłki tak naprawdę maja na celu dokończenie dzieła Hitlera – ostatecznie i raz na zawsze rozwiązać „kwestie żydowska”. Uświadomienie im tego rodzi gniew i agresje. Ale to dobrze bo być może po raz pierwszy dane im będzie zobaczyć granice własnej „dobroci”.
Dziękuję za przekonywujący komentarz. Ze swojej strony pragnę dodać że przy emocjonalnych bez powodu, miałkich intelektualnie, lewostronnych i prawostronnych zawirowaniach, posuwanie naszego Świata do przodu jest coraz mniej skuteczne.
Sama technologia nie gwarantuje przetrwania. Amnezja historyczna pogłębiana „postmodernistyczną histerią” na temat przeszłości odbiera kolejnym pokoleniom perspektywę pragmatycznej i realistycznej motywacji do tworzenia wspólnoty „która dałaby radę przeżyć”.
Mało tego – jest coraz więcej entuzjastów konfliktów jako uzasadnienia „czystości” populacji. Z czego oni chcieliby nas oczyścić? Z człowieczeństwa?
Niedawno opublikowano artykuł opisujący dowody znalezione w ludzkim genomie, na przeżycie katastrofy klimatyczne około 900 000 tysięcy lat temu przez niewielką grupę około 1280 Homo Erectus z którymi wszyscy jesteśmy dzisiaj spokrewnieni. Mam nadzieję że następny kryzys – nie koniecznie klimatyczny – przeżyje większa grupa…
„Mądry Polak po szkodzie?”
Nikt rozsądny nie podróżuje bez własnego bagażu.
Łączę serdeczne pozdrowienia.
„… perspektywę pragmatycznej i realistycznej motywacji” – coraz bardziej jestem przekonany że za owy brak prostoty odpowiada w dużej mierze system edukacji. Na lekcji języka polskiego nauczyciele dostają ekstazy kiedy ktoś porównuje jakąś lekturę z innymi lekturami a kompletnie nie jest wyciągana osobista perspektywa choćby proste pytanie co czujesz? Książki akademickie często są nie do przebrnięcia przez nadmierną cytologię. Mistrzami nauki języka obcego są dzieci dopóki nie trafią do …profesorów -wtedy utkną na całe lata na poziomie podstawowym. Proste rzeczy stają się skomplikowane panuje ubóstwo bezpośrednich doświadczeń, wszystko etykietujemy i sprowadzamy do rozmaitych idei i teorii zamiast czasem skupić się na tym co przeżywamy i doświadczamy. Tak ukształtowana osoba nie byłaby w stanie chodzić w muzeum Auschwitz jako prawicowiec, lewicowiec, katolik czy anty katolik etc. Patrzyłaby na wszystko bez etykiet bez odnośników bez bibliografii prosto jak człowiek
Chętnym podaje link do wykładu udostępniony przez Organizatorow:
https://m.youtube.com/watch?v=0umz57UFvG4