08.11.2025
Nic o Ziobrze i jego ludziach, ten serial trwa już za długo, a pewnie jeszcze potrwa. Dlatego też coś zupełnie innego, coś co już jest w przestrzeni publicznej i co dzieje się w głowach ludzi młodych – a to oni są przecież „przyszłością narodu”.
Rozmawiałem niedawno z młodym człowiekiem, w tym roku matura, o tym co w życiu ważne, co warto robić. Ten młody człowiek wyznał, że to co go interesuje, to karuzela wat- owska, taki zorganizowany system okradania państwa, a więc nas wszystkich. Był wyraźnie zafascynowany tymi, którzy to zrobili, a to, że wpadli i mają procesy i pewnie trafią do więzienia, to nic takiego – kary nie będą dotkliwe, a jak ktoś wpada po raz pierwszy, to może nawet kary więzienia będą w „zawiasach”.
Gdy powiedziałem mu, że moim zdaniem, praca jest tylko wtedy pracą, gdy wytwarza jakieś dobro, jakieś wartości, wyraźnie tego nie zrozumiał, dla niego liczyło się tylko to ile daje pieniędzy. Na tym samym poziomie jest ogromne zainteresowanie młodych rynkiem kryptowalut, tych wszystkich bitcoinów, których rynek jest wielki i stale rośnie. Być operatorem na tym rynku – to jest kariera, lekka praca i ogromne pieniądze.
To tylko dwa przykłady z długiej list tego, co interesuje młodzież – cynizm i wyrachowanie. Liczy się kasa i nic więcej.
Nie będę wchodził w głębszą analizę tego zjawiska, to wymagałoby czasu, a rezultat nie zmieściłby się na tej stronie. Chciałbym zająć się czymś innym, tym jak postrzegana jest kara za przestępstwa jaką w naszym obecnym systemie prawnym jest kara pozbawienia wolności, kara więzienia. Pozbawienie wolności wydaje się być straszną karą – normalny człowiek odbiera to jako straszną karę, wali mu się całe życie, pobyt w więzieniu to wielka trauma i piętno.
To jest prawdą, ale tylko w odniesieniu do „normalnego człowieka” , takiego który nie jest recydywistą. Dla recydywy, zawodowych przestępców, więzienie to zupełnie naturalne środowisko, w którym czują się jak u siebie. Znamy przecież przypadki drobnych przestępców, którzy gdy zbliża się zima – trudny dla nich okres, wybierają świadomie takie wykroczenie, za które dostaną kilka miesięcy więzienia i idą tam z ochotą mając zapewniony dach i wyżywienie, a co najważniejsze – kontakt ze swoją grupą znajomych a nawet przyjaciół. Znają język więzienny, zwyczaje i normy panujące w tym środowisku – są u siebie. Kara więzienia nie jest dla nich żadną karą, a nawet wręcz przeciwnie.
Służba penitencjarna w wymiarze sprawiedliwości nie jest i nigdy nie była na pierwszej linii zainteresowania mediów i opinii publicznej, chyba, że tak jak dzieje się obecnie w Wielkiej Brytanii gdzie z powodu ogromnego bałaganu w tej służbie, wypuszczono na wolność – przez pomyłkę – dwóch groźnych przestępców. Jeżeli już, to problematyka więziennictwa pojawiała się w kontekście walki o prawa człowieka, o poprawę warunków bytowych dla osadzonych – „bo to też są ludzie”.
Pamiętam jak ten wielokrotny morderca, który zamordował kilkanaście młodych ludzi w jednym z krajów skandynawskich i został osadzony na wiele lat w więzieniu, skarżył się na to, że w jego jednoosobowej celi internet działa za wolno i sąd przychylił się do jego żądań, by to poprawić Warunki pobytu w polskich więzieniach może nie mają tych samych standardów ale – powtarzam- dla recydywy to jest dobre miejsce do życia.
Ten młody człowiek wspomniany na wstępie nie wie co to znaczy trafić do więzienia, dla niego liczy się kasa, duża kasa. A więzienie nie jest wystarczająco odstraszające by tak myśleć.
Zostawmy młodego człowieka – może zmądrzeje – świadectwo maturalne to podobno świadectwo dojrzałości…
No to co zrobić by kara więzienia była odbierana przez przestępców i złodziei jako kara, a nie wakacje?
To co napiszę może wywołać protesty wszystkich pięknoduchów i wrażliwców od praw człowieka i tym podobnych, ale trudno. Moim zdaniem, dla tych od karuzeli wat-owskich i innych „przekrętasów” i oszustów, kara pozbawienia wolności musi oznaczać obóz pracy, takie miejsce gdzie osadzeni pracują ciężko fizyczne, przez 10 godzin dziennie na swoje utrzymanie obejmujące ich zakwaterowanie i wyżywienie. Taka kara – praca fizyczna przez kilka lat zostanie zapamiętana i mało kto będzie chciał otrzymać ją raz jeszcze.
Już słyszę te głosy oburzonych, że nie wolno tak deprecjonować pracy, że godność i prawa jednostki ludzkiej, że to sięganie do najgorszych wzorów totalitarnych reżymów – to wszystko jest prawdą ale prawdą tamtych systemów i tamtych czasów – tam nie karano obozem pracy przestępców, a zwykłych ludzi. W tych znanych z historii obozach pracy, gułagach i innych takich cierpieli ludzie, których tamte systemy karały nie za przestępstwa a za to kim byli – a nie byli oni przede wszystkim zwolennikami tamtych systemów. Jeżeli nadal zostanie tak jak jest, to tacy młodzi ludzie będą za wyborem swojej ścieżki życiowej opartej nie na pracy a na oszustwie. Dla nich liczą się pieniądze a nie praca na rzecz innych ludzi. Taka praca nie daje wielkich pieniędzy i to jest ta praprzyczyna wszystkich naszych nieszczęść.
I to by było na tyle.

Zbigniew Szczypiński
Polski socjolog i polityk. Założyciel i wieloletni prezes Stowarzyszenia Strażników Pamięci Stoczni Gdańskiej.

Pogląd, by kara była uciążliwa, a nie umowna, jest dzisiaj niepopularny i szanse na jego ziszczenie są w tej chwili żadne. Oczywiście należy ciągle walczyć z traktowaniem więzienia jako sanatorium, ale nie oczekiwałbym szybkich zmian w podejściu do spraw związanych z pierdlem. Świat zabrnął w ślepą uliczkę postępu i już nie da rady „cofnąć się do tyłu”. Zachodzi więc paląca potrzeba edukacji na odcinku rozumienia sensu wymierzania kary, a edukacja powyższa winna być kierowana do sędziów głównie, którzy bawią się w surowość.
pan Szczypiński. Oto człowiek, który patrzy na świat z taką mieszanką westchnienia, sarkazmu i rozczarowania, że aż czuć, jak zaparza herbatę w kubku z napisem „Kiedyś to było”. Jego felieton to coś pomiędzy kazaniem dla zbłąkanych owieczek a listem do redakcji „Tygodnika Przestroga i Gorycz”.
Zacznijmy od tego, że jego spotkanie z „młodym człowiekiem” to klasyczna scena z opowieści pokoleniowej: starszy pan z misją moralną napotyka młodzieńca, który śmie sugerować, że życie to nie tylko praca w pocie czoła, ale też – o zgrozo – pieniądze. Kto by pomyślał, że młodzi ludzie są zainteresowani bogactwem? Co za degeneracja! Za jego czasów interesowały ich harcerstwo, trzepak i węgiel kamienny.
Felieton zdaje się wołać: „Gdzie się podziały tamte więzienia, gdzie więzień cierpiał z godnością?” Bo według Szczypińskiego kara ma boleć. Nie, nie symbolicznie. Naprawdę. Tak fizycznie. Spoconymi plecami opartymi o łopatę. I może jeszcze bez klimatyzacji. Pojawia się też klasyczny refren: „To nie są ci sami przestępcy, co kiedyś – teraz to recydywa luksusowa, z własnym slangiem i kartą stałego klienta”.
W jego propozycji kary więzienia jako obozu pracy, czuć fascynację prostym rachunkiem moralnym: skoro ukradłeś, to teraz kop ziemniaki przez dekadę. To taki staropolski odwet w wersji ergonomicznej. Czyli ból, pot, i może coś na reumatyzm.
Oczywiście, pan Szczypiński uprzedza, że teraz odezwą się „pięknoduchy”, co w języku publicystyki znaczy: właśnie zamierzam zaproponować coś, co od 70 lat uznawane jest za kiepski pomysł, więc muszę wyśmiać każdego, kto się oburzy. I robi to zgrabnie. Gdyby felieton był potrawą, byłby gorzkim rosołem z grudkami żalu i makaronem z populizmu.
A na koniec, zgrabna puenta: cała nasza cywilizacyjna zapaść wynika z tego, że młodzież nie chce ciężko pracować dla wspólnego dobra. Oczywiście. To na pewno nie dlatego, że świat, który im zostawiamy, to klimatyczna apokalipsa na kredyt z inflacją 2-cyfrową.
Podsumowując: felieton jak porządna ławeczka w parku – trochę skrzypi, ale da się na niej usiąść i zamyślić. Jest coś ujmującego w tym nostalgicznym lamentowaniu o upadku wartości, nawet jeśli przypomina czasem dziadka, który twierdzi, że wszystko się popsuło od momentu, gdy przestaliśmy nosić kapelusze i mówić „dzień dobry” do tramwajarzy.
Można tak jak zawsze u Krzysztofa – ironicznie ale sympatycznie. A brutalna prawda jest taka, ze ta młodzież, gdy dostanie prawo do głosowania, zagłosuje na Konfederację i będzie posprzątane.
Być może uda się opracować inne formy kary, które będą dostatecznie uciążliwe a nie tak kosztowne społecznie… A sędziom przyda się chęć stosowania takich form – niektóre już są możliwe, lecz zdaje się są rzadko orzekane.
To będzie komentarz a właściwie próba wyjaśnienia tego co napisałem w tym tekście.
To miała być taka intelektualna prowokacja, chciałem zobaczyć jak zostanie przyjęty taki tekst będący całkowitym zaprzeczeniem treści jakie są na tej stronie. Jeżeli ktoś naprawdę myślał, że to są moje prawdziwe poglądy na to czym jest praca i jak powinna wyglądać kara orzekana dla przestępców w państwie sprawiedliwości i prawa to pragnę przeprosić – tak nie jest.
Praca rzeczywiście jest pracą gdy w jej rezultacie powstają jakieś wartości, dobra czy idee, za pracę należy się ekwiwalent – jak dotąd płacowy. Problemem jest to ile i komu się należy za jego pracę, tu spór trwa i trwać będzie jeszcze długo – być może kiedyś ,praca będzie wartością jako taka, bo nie będzie pieniędzy jako jej miernika. Ale to jeszcze tylko marzenie…
Praca jako kara jest zaprzeczeniem tego czym praca jest i czym być powinna, próby tworzenia systemów opartych na pracy jako karze pokazują czym to się kończy dla tych systemów. Tyle o pracy – mógłbym o tym jako ktoś kto zajmował się socjologią pracy jeszcze długo, bardzo długo…
Teraz kara – kara musi być sankcją ale taką, która odstrasza od popełniania czynów za które grozi kara i gwarantować ma to, że zmniejszy się szansa na recydywę. Najważniejsze jest to by kara zmniejszała motywacje do łamania prawa, ilość środków jakie ma państwo jest olbrzymia, można wybierać i tworzyć całe systemy. Oparcie kary tylko na cierpieniu jest najprostsze i najmniej skuteczne, wszystkie te bardziej subtelne systemy karania wymagają od państwa wiele pracy. Jak dotąd nie mamy systemów i zakładów karnych w których procesy resocjalizacji byłyby skuteczne. Pójście do więzienia jest raczej ścieżką deprawacji i wejścia w świat przestępców zwiększający szansę na recydywę.
Smutne ale prawdziwe
Kara powiązana z pracą pożyteczną dla społeczeństwa, to nie herezja. To konieczność i byłby czas uwierzyć, że solidny zapieprz bez wynagrodzenia, nie jest znęcaniem się nad recydywistą, ale próbą jego resocjalizacji.
Z lekcji religii w podstawówce zapamiętałem, że praca jest karą za grzech pierworodny.
Tego uczył ksiądz spędzający noce u matki mojej koleżanki z klasy. Może nie tylko z matką.
Do więzień, wkroczyło współczucie dla niedoli osadzonego; zrezygnowano z kazamatów i pręgierzy, a w to miejsce wstawiono do celi telewizor i leżankę, klawisz daje mu całuska na dobranoc i karalucha pod poduchę, a kamieniołomy stają się przykrym wspomnieniem czasów ciemnoty. Kraty jednak istnieją nadal, lecz istnieją tylko i wyłącznie dla uspokojenia praworządnych, że jest jakaś różnica między więzieniem, a SPA.
Nic więc osobliwego w tym, że zapuszkowani złodzieje traktują nieprzychylnie wszelkie braki i niedogodności w luksusowych warunkach odsiadki i uważają się za szykanowane ofiary politycznej dintojry i nielegalnych spisków.
no i dyskusja zdechła: było do przewidzenia.