14.11.2025
No to mamy, mamy nowe pojęcie na określenie tego, co dzieje się w Stanach Zjednoczonych Trumpa, Muska i innych baronów od wielkich korporacji działających na rynku informatycznych platform. Ci najbogatsi z bogatych, myślą i robią co chcą w demokratycznym – podobno – amerykańskim społeczeństwie. To nie jest już zwykły kapitalizm, to oligarchiczny kapitalizm, to zupełnie nowy porządek dla świata i ludzi, zwłaszcza gdy idzie w parze z autorytarną władzą.
Bardzo interesująco mówi o tym profesor Jerzy Hausner, ekonomista i kiedyś wicepremier polskiego rządu – polecam rozmowę z prof. Hausnerem w Gazecie Wyborczej. Obraz świata jaki wylania się z jego rozważań to świat pełen napięć i wszechogarniającego chaosu, to wyzwanie dla wszystkich polityków ale i przedsiębiorców, świat spolaryzowany, w którym liczą się tylko wielcy i bogaci, bo to oni decydują o wszystkim. Tym problemom poświęcone będzie spotkanie OAES – Open Ayes Economy Summit jakie odbędzie się jeszcze w tym miesiącu w Krakowie.
Wsłuchując się w głos znanego profesora nie mogę uciec od takiej gorzkiej refleksji – jeszcze tak niedawno świat fascynował się, ja nie, tym co pisał Francis Fukuyama o końcu historii, że nic poza tym do czego doszliśmy już się zdarzy, że poza demokracją liberalną, do której doszliśmy, już nic nowego się nie pojawi. Okazało się raz jeszcze, że prawda zawarta jest w tym starym stwierdzeniu – historia nas uczy, że nigdy nikogo i niczego nie nauczyła.
Jeżeli spolaryzowany świat, w którym oś podziału przebiega na linii USA – Chiny, a cała reszta się nie liczy, będzie trwał w tych kleszczach, to jego koniec jest tylko kwestią czasu.
To na poziomie makro, tam gdzie występują wielkie organizacje czy systemy – państwa, korporacje, instytucje. Na poziomie mikro te decyzje podejmują konkretni ludzie, z ich psychiką, systemami wartości, normami etycznymi i moralnymi. Kapitalizm oligarchiczny ma twarz Elona Muska czy Marca Zuckerberga i Donalda Trumpa – bez takich pieniędzy, ale za to z wielką władzą jaką daje mu obowiązujący w Stanach system prezydencki.
Tyle wstępu, teraz może coś z naszego podwórka. W Polsce Karol Nawrocki, osadzony w Pałacu Prezydenckim jako prezydent Polski jest już tam 100 dni. 100 dni to taka magiczna data, pierwsze sto dni każdej nowej władzy traktowane jest jako jej test – czym jest, czym będzie i czego się można po niej spodziewać.
Pierwsze sto dni Karola Nawrockiego przyniosły odpowiedź na te pytania. Już wiemy, Polska znalazła się w poważnych tarapatach, Karol Nawrocki zapatrzony w swojego idola Donalda Trumpa chce, jak on, być prezydentem, premierem, ministrem obrony, ministrem sprawiedliwości, chce być królem, który wszystko może i tylko jego wola się liczy.
Obchody Święta Niepodległości, jakie odbyły się 11 listopada w Warszawie, jego przemówienie do zgromadzonych żołnierzy i mieszkańców Warszawy przejdą do historii jako przykład buty a nawet chamstwa jakie okazali jego zwolennicy wyjąc i gwiżdżąc, gdy przemawiali minister obrony i wicepremier oraz jeszcze jeden minister rządzącej koalicji. Karol Nawrocki maszerował w marszu organizowanym przez polską prawicę, maszerował jak kibol z białoczerwoną flagą nie reagując na skrajnie rasistowskie hasła i okrzyki. Jeżeli to ma być prezydent wszystkich Polek i Polaków, to jego słowa i zachowania są tego całkowitym zaprzeczeniem.
Polskę czeka trudny czas kohabitacji z prezydentem, który nigdy nie powinien być wybrany na tak ważną funkcję w państwie, a tym bardziej w czasie takich wielkich zawirowań w polityce światowej. A to, że po tych stu dniach w opinii społecznej Polaków większość badanych dobrze ocenia jego rządy, raz jeszcze potwierdza tezę, że wybory nie są najlepszym sposobem wyłaniania władzy. Każdej władzy, w każdym czasie, a w czasach tak trudnych jak obecne tym bardziej.

Zbigniew Szczypiński
Polski socjolog i polityk. Założyciel i wieloletni prezes Stowarzyszenia Strażników Pamięci Stoczni Gdańskiej.

Felieton Zbigniewa Szczypińskiego czyta się jak diagnozę lekarską wystawioną światu: „pacjent znowu nie stosował się do zaleceń, znowu wrócił do złych nawyków, a na dodatek pojawiły się nowe objawy – Musk, Trump i kilka bilionów dolarów w okolicy płuc”. I trudno się z profesorem Hausnerem nie zgodzić: kapitalizm się nam nieco… spersonalizował. Już nie system, tylko kilku panów, którzy zarządzają światem tak, jakby to była ich prywatna spółka z o.o. z siedzibą na Marsie.
Ale jako liberał z lekką skłonnością do śmiechu przez łzy, pozwolę sobie wtrącić nutę optymizmu: no dobrze, ten oligarchiczny kapitalizm wygląda jak „gra bez ograniczeń”, ale wciąż mamy jedno narzędzie, które – przynajmniej w teorii – daje przeciętnemu Kowalskiemu więcej władzy niż Muskowi: wybory.
Owszem, to narzędzie obsługuje się czasem tak, jak Polacy obsługują ekspres do kawy w hotelu: naciskają nie ten przycisk, co trzeba, a potem dziwią się, że jest gorzka.
To, że potrafimy wybrać Karola Nawrockiego – człowieka, który zachowuje się jak młodszy kuzyn Trumpa, tyle że bez miliardów i z większą zamiłowaniem do marszów – jest oczywiście problemem. Ale nie systemu. To problem Narodu i jego świadomości, że z demokracją jest jak z marchewką: niby zdrowa, ale nie każdy ma ochotę ją chrupać.
To nie demokracja zawiodła. To my zawiedliśmy demokrację, z taką nonszalancją i lekkomyślnością, z jaką się przechodzi na czerwonym świetle, bo „przecież nic nie jedzie”.
A że po pierwszych stu dniach prezydentury Nawrockiego większość badanych ocenia go dobrze? Cóż, to już klasyka gatunku: społeczeństwo jak zwykle w najlepszej formie, gotowe zagłosować za każdym razem „tak jak czuje”, a dopiero potem – gdy zaczyna boleć – zastanawiać się, co właściwie sobie wybrało.
Dlatego – wbrew felietonowej tezie – wybory są najlepszym sposobem wyłaniania władzy. Tylko wymagają jednego, drogi Narodzie: myślenia. A to, jak wiemy, jest walutą coraz rzadszą nawet w najstabilniejszych gospodarkach.
Ale cóż, demokracja to system, który działa świetnie pod jednym warunkiem: że ludzie, którzy biorą w niej udział, wiedzą, co robią. A my najwyraźniej ciągle jesteśmy na etapie czytania instrukcji „przetłumaczonej z chińskiego przez Google Translate”.
I dlatego tak właśnie wygląda nasze sto dni z Karolem „Marszowym” Nawrockim.
Ale spokojnie. Wybory wrócą. A wraz z nimi kolejna szansa, byśmy wybrali mądrzej.
O ile, oczywiście, Naród będzie miał akurat wolne i nastrój do refleksji. Bo to już nie jest problem systemu. To jest problem… użytkownika.
Nie przypominam sobie, by gdzieś na świecie toczyły się poważne rozważania w sprawie zastąpienia „demokratycznych” wyborów innym sposobem powoływania osób na ważne urzędy. Powierzenie tego zadania algorytmowi tak genialnemu jak AI uważam obecnie za rozwiązanie jeszcze gorsze – przynajmniej do czasu, gdy ludzie nie będą mogli nią manipulować.
Zastrzeżenie to bierze się stąd, że w ostatnich dniach dwukrotnie mignęła mi informacja, iż podzespół Macierewicza w sześciu różnych wariantach AI za każdym razem uzyskiwał wynik, że tupolew rozpadł się po wybuchu w skrzydle.
W sprawie wyborów jestem minimalistą – zróbmy przynajmniej to, co możliwe.
W wyborach prezydenckich – przeprowadźmy je w sobotę, a nie w niedzielę, by choć trochę zniwelować pranie mózgów uprawiane przez księży katolickich. A KK zapowiedzieć, że sugerowanie wiernym, jak mają głosować spowoduje co najmniej zawieszenie Konkordatu i zakończenie finansowania KK z budżetu państwa. Swoją drogą, dotychczasowe nieprzestrzeganie konkordatu już powinno skutkować jego zawieszeniem.
W wyborach do Sejmu i – odpowiednio – Senatu, jw. A ponadto częściowo zlikwidować „miejsca biorące”, przeżytek PRL-u, drukując karty wyborcze z kolejnością alfabetyczną.
„Polskę czeka trudny czas kohabitacji z prezydentem, który nigdy nie powinien być wybrany na tak ważną funkcję w państwie, a tym bardziej w czasie takich wielkich zawirowań w polityce światowej. ”
To zdanie warto zapamiętać w kontekscie tego, że według wielu obserwatorów wybory w Polsce od 2019 r. do dzisiaj były przez PiS fałszowane. Już Duda nie ;powinien mieć II kadencji, podobnie jak NAwrocki obecnej. Warto przeczytać książkę Jana Pińskiego i Tomasza Szwejgierta „Jak PiS sfałszował wybory” aby otworzyć oczy na to, z czym mamy do czynienia. Może przeliczenie głosów z ostatnich wyborów prezydenckich powinno zostać przeprowadzone do końca, bo Bodnar zamiótł je pod dywan !
Autor niestety po raz kolejny próbuje walczyć z wiatrakami, pisać na Berdyczów i orać na ugorze gdyż o ile w mojej ocenie właściwie wskazuje istotę problemu jakim jest niewątpliwie sam system to remedium na naprawę tego systemu widzi w samym akcie wyborczym dokonywanym przez AI a nie obywateli. I tutaj tkwi zasadniczy błąd, po pierwsze AI na obecnym etapie nie jest wystarczająco wiarygodnym instrumentem aby obiektywnie takich wyborów dokonywać a po drugie co istotniejsze to nie w sposobie wybierania tkwi główny problem a raczej w tym co po wyborach dzieje się dalej, jaka jest realna odpowiedzialność polityków wobec obywateli, wyborców. Odpowiedź nasuwa się oczywista, żadna. I wbrew temu co piszą i mówią niektórzy to jednak demokracja ta nasza demokracja zawiodła i to jest problem tego systemu. To nie naród który nie myśli i dokonuje złych wyborów jest tutaj problemem. Przypomnę jedynie że pewna para znanych (których nazwisk z litości nie pomnę) i zasłużonych ludzi w walce z komuną, zaangażowanych politycznie rozumiejących politykę i jej wszystkie meandry była gorącymi zwolennikami pisu, po pierwszych wyborach pisu szybko przejrzeli na oczy i wycofali się z tego poparcia stając się obiektywnymi krytykami tej władzy. Inny przykład świadomych wyborów myślącej części społeczeństwa to panowie Glinski i Bobko, bez wątpienie ludzie przed wyborami godni najwyższego zaufania i co się stało po wyborach , o ile Bobko nie dał się zdławić podłym działaniom pisu i ostatecznie odszedł z polityki czy raczej został odsunięty to Glinski człowiek przed wyborami zasługujący na pełne poparcie po wyborach całkowicie zatracił się w realizacji podlej anty obywatelskiej polityce władzy. Te przykłady pokazują że obywatele często a dzisiaj szczególnie poddani obróbce socjotechnicznej na etapie kampani wyborczych nie ma ja szans wybrać tych właściwych a po drugie jeżeli nawet wybiorą tych prawych to nie ma żadnej gwarancji że ci wybrańcy nie zeszmacą się. System władzy w którym funkcjonujemy już u podstaw jego tworzenia miał zasadnicze wady które nie mają nic wspólnego z założeniami demokracji i jej niezależnym trójpodziałem władzy. Stworzono np dwoistosc władzy wykonawczej w postaci prezydenta i rady ministrów z premierem na czele czego trójpodział władzy nie przewiduje, poseł pełniący funkcję ministra łączy elementy władzy ustawodawczej i wykonawczej czego trójpodział władzy rowniez nie przewiduje. System quasi demokracji stworzony przez naszych polityków nie służy nam obywatelom jest wadliwy w swoich założeniach a poprzez tzw nakładki i uaktualnienia tworzone i wprowadzane do tego systemu prze kolejne kasty polityków przestał spełniać swoje funkcje i zawiesza się coraz częściej . Tak ten system wymaga głębokiej naprawy być może przywrócenia go do „ustawień fabrycznych”.