16.11.2025
No to może coś konkretnie, ale po całości. Karol Nawrocki zapowiedział nową konfrontację z rządem Donalda Tuska – będzie to sytuacja w polskich szpitalach i w całej służbie zdrowia. Wiem, wiem, nie należy tak mówić, bo nikt nie lubi by nazywano go służbą, ale jak zwał tak zwał – chodzi o to, że w wielu szpitalach odsyła się pacjentów i odkłada się planowane zabiegi na przyszły rok, bo szpital jest bez pieniędzy. Minister finansów znalazł jakieś 3,5 miliarda ale i tak brakuje jeszcze kilkanaście miliardów, by opieka zdrowotna w Polsce miała potrzebne jej pieniądze.
Zdrowie i system jego opieki to zawsze ważny a nawet najważniejszy resort w każdym rządzie, nie ma przecież ważniejszej potrzeby niż zdrowie i życie. To są potrzeby tak podstawowe, że wszystkie inne to tylko dodatek. To dlatego w Stanach Zjednoczonych Donalda Trumpa ten najdłuższy, jak dotąd, kryzys rządu miał swoją przyczynę w walce o utrzymanie praw pacjenta przyznananych za czasów rządów prezydenta Obamy, które Trump chce radykalnie ograniczyć. To dlatego rząd Donalda Tuska chwali się rekordowym wzrostem nakładów na opiekę zdrowia w Polsce. Udział w budżecie nakładów na zdrowie jest rzeczywiście rekordowy, ale sytuacja pacjentów nadal zła – coś jest tu nie tak, trzeba spojrzeć na sprawę całościowo i szukać błędów w systemie.
Nie znam się na tym, to nie moja działka i dlatego nie będę się tu wymądrzał, niech głos zabiorą specjaliści – byle nie byli to ludzie od Karola Nawrockiego i on osobiście, bo to będzie zaprzeczenie wszystkich standardów. Pałac Prezydencki zapowiedział już zwołanie posiedzenia z rządem na ten temat, łatwo sobie wyobrazić jego przebieg.
Skoro nie o błędach w systemie opieki i o tym co trzeba zmienić w NFZ i pozostałych częściach systemu, to o czym będzie ten tekst – będzie o lekarzach jako grupie zawodowej, bardzo dużej i bardzo podzielonej. Polska jest krajem, w którym mamy dużo uczelni i szkół medycznych, kształci się w nich też wielu zagranicznych studentów, płacących w twardej walucie za swoje studia. Oni, co naturalne, nie planują pozostać w Polsce po zdobyciu dyplomu. Gorzej, że tak myśli też spora część polskich studentów, wielu z nich planuje wyjazd z kraju po zdobyciu dyplomu. Na pytanie kto w takim razie będzie leczył ich rodziców i rodaków wzruszają ramionami i mówią, że w Polsce jest dużo Ukraińców.
No to co takiego stało się z zawodem lekarza, że młodzi ludzie patrzą na swój zawód głównie przez pryzmat ilości pieniędzy jakie można w nim zarobić. Jak dalece odeszliśmy od wzoru literackiego jakim była postać doktora Judyma z „Ludzi bezdomnych” Stefana Żeromskiego – kogoś, kto z poczuciem misji niósł pomoc potrzebującym i cierpiącym.
To oczywiste – nie wymagam od młodych lekarzy by byli współczesnymi Judymami, ale przejście w obecnych warunkach, na twarde reguły rynku jest też nie do przyjęcia.
W Polsce trwa obecnie dyskusja nad tym ile powinien zarabiać lekarz i czy sytuacja szpitala, w którym nie ma pieniędzy na jego działalność a niektórzy lekarze specjaliści osiągają bardzo wysokie wynagrodzenia sięgające dwóch milionów złotych rocznie jest normalna czy nie?
No to po całości – płace lekarza powinny być bardzo wysokie, jego praca dotyczy zdrowia i życia ludzi – nie ma nic ważniejszego. Place lekarzy są wszędzie na świecie w czołówce zawodów, których płace są najwyższe. W Polsce tylko niektórzy lekarze mają takie płace, płace medyków po studiach są katastrofalnie niskie i jest z tym problem. Może trzeba zacząć od tego by zawody medyczne były od razu płacone lepiej niż inne, może trzeba zacząć od tego, że to nie doradca podatkowy czy prawnik, czy inny „specjalista” od biznesu, a lekarz i pielęgniarka znajdą się na szczycie piramidy płac w Polsce. Niech tak się stanie, niech do zawodu idą najzdolniejsi i niech wiedzą, że ich praca będzie wynagradzana zgodnie z logiką życia, a nie logiką rynku.
Mamy w Polsce narastający proces prywatyzacji opieki zdrowotnej, rośnie ilość prywatnych szpitali i placówek leczniczych. To powoduje naturalny przepływ kadr medycznych, ci najlepsi idą do prywatnych szpitali i placówek, bo tam otrzymują lepsze pieniądze. Jak dalej tak będzie, to będziemy mieli dwa systemy opieki zdrowia, jeden dla bogatych i drugi dla biednych. To najkrótsza droga do społecznego konfliktu, konfliktu przy którym obecne, znane nam konflikty będą drobiazgiem. Nie wolno do tego dopuścić, za żadną cenę.
Kolejnym sygnałem tych patologicznych procesów jakie mamy w Polsce jest dramatycznie niski wskaźnik wyborów niektórych specjalizacji, na przykład w dziedzinie gerontologii, przed którym stoją lekarze po studiach. Ilość miejsc dla lekarzy wybierających tę specjalizację jest znacznie większa niż ilość chętnych. Pytanie – czy nie jest to też skutek tego, że w tej specjalności perspektywy płacowe są znacznie gorsze niż w pozostałych? Jeżeli to, tak to mamy kolejny dowód na patologię w zawodzie lekarza.
Kolejny to to, co dzieje się na linii psycholodzy – psychoterapeuci. Tu ilość sporów i jego długość jest imponująca. Pytanie – co za tym stoi, czy przypadkiem nie są to pieniądze?
Jeżeli problemy polskiej opieki zdrowia sprowadzają się głównie do sporów o pieniądze, nie te pieniądze na całość opieki zdrowia, a te konkretne dla konkretnych, ludzi to czarno widzę przyszłość pacjentów w Polsce, a przypomnę – każdy jest, albo będzie pacjentem.
I to by było na tyle…

Zbigniew Szczypiński
Polski socjolog i polityk. Założyciel i wieloletni prezes Stowarzyszenia Strażników Pamięci Stoczni Gdańskiej.

Tutaj, w krótkim tekście, poruszono wiele wątków, zresztą nie da się inaczej. Na razie jeden komentarz: systemu „prywatny” i „publiczny” nie są i, raczej, nie będą rozłączne. W skrocie: system prywatny jest w porządku, dopóki „wszystko w porzadku”.
Przyklad: 20 tysięcy Polaków umiera rocznie na raka płuc. Operacyjnie rąk płuc leczony jest na oddziałach chirurgii klatki piersiowej. Jest ich w Polsce kilkanaście. Wszystkie „panstwowe”.
Na prywatne leczenie nowotworów stać by było wyłącznie bogaczy. Na potencjalne ubezpieczenie (jeśli w ogóle) – też.
A, niestety, spora część populacji ma tego pecha i choruje/zachoruje na choroby, które są cholernie drogie w leczeniu.
Pan Szczypiński po raz kolejny próbuje ratować polską debatę o zdrowiu, chwytając się — jak wielu przed nim — argumentów moralnych, literackich i emocjonalnych. Szkoda, bo dokładnie z tego samego powodu od 30 lat nie jesteśmy w stanie naprawić systemu: wciąż rozmawiamy o Judymach, misji i powołaniu, a ani słowa o tym, jak ten system działa — albo, częściej, dlaczego nie działa w ogóle.
A skoro Karol Nawrocki chce urządzać „konfrontację” w temacie ochrony zdrowia, to już wiadomo, że skończy się na patriotycznym biadoleniu i paleniu zniczy pod SOR-em, zamiast na diagnozie opartej na faktach. W tym sensie felieton Szczypińskiego niestety idzie podobną drogą: mówi o lekarzach, a nie mówi o systemie. A to system jest problemem — system zarządzania, nie medycyny.
1. Nie brakuje pieniędzy. Brakuje zarządzania.
To podstawowy fałsz powtarzany w debacie. Autor powiela narrację o „braku kilkunastu miliardów”, tymczasem problemy polskich szpitali wynikają przede wszystkim z braku profesjonalnego zarządzania: przerostów zatrudnienia, chaotycznych struktur, braku controllingu, braku jednolitych systemów IT, złej organizacji pracy, braku nadzoru nad kosztami i spirali zadłużenia.
Nie potrzebujemy więcej pieniędzy — potrzebujemy lepszych decyzji.
2. Rządy popełniają ten sam błąd: dają pieniądze bez procesu.
Każda kolejna reforma ochrony zdrowia jest dokładnym powtórzeniem tej samej tragedii: najpierw dosypmy miliardy, a potem zobaczymy, co z tego wyjdzie. Tymczasem nie wyjdzie nic, bo nie istnieje żadna spójna mapa procesów działania systemu.
Tym brakującym elementem jest Wzorcowa Księga Procesów — narzędzie, które określałoby, jak funkcjonuje ochrona zdrowia na poziomie ministerstwa, województw, powiatów i pojedynczych szpitali. Bez opisanych procesów, bez modeli referencyjnych, bez standardów — każda reforma to błądzenie po omacku.
Reforma bez procesów to jak remont dachu bez projektu domu.
3. Konsolidacja — słowo, którego zabrakło w felietonie.
Szczypiński opisuje problemy kadrowe, odsyłanie pacjentów, niewydolność szpitali — ale ani słowem nie wspomina o jednym rozwiązaniu, które działa w całej Europie: konsolidacji szpitali powiatowych.
W obecnym kształcie żaden szpital powiatowy nie ma szans na przetrwanie. Konsolidacja daje realne oszczędności i realną poprawę jakości: wspólną administrację, wspólne zakupy, wspólne systemy IT, lepsze wykorzystanie łóżek i bloków operacyjnych, rozwój specjalizacji. Zamiast trzech małych szpitali konkurujących o tych samych lekarzy — jeden silny organizm, który może planować, zatrudniać i inwestować.
Bez konsolidacji będziemy mieć dokładnie to, co mamy dziś: prowincjonalną konkurencję o pacjenta i lekarza. I kolejki.
4. Lekarze nie uciekają przez niskie płace. Uciekają przez chaos.
Felietonista zakłada, że młodzi lekarze patrzą wyłącznie na pieniądze. Tymczasem ich decyzje są przede wszystkim reakcją na brak organizacji: niestabilne grafiki, przeciążone oddziały, nieefektywne struktury, brak decyzyjności, brak rozwoju i brak zaplecza technologicznego.
Jeśli chcemy, aby lekarze zostawali w Polsce, musimy stworzyć środowisko pracy, w którym mogą wykonywać zawód, a nie walczyć z systemem. To nie moralne apele zatrzymają kadry — tylko profesjonalne zarządzanie.
5. Publiczne vs. prywatne? To nie jest konflikt ideologiczny.
Szczypiński ostrzega przed rozwarstwieniem zdrowia na publiczne i prywatne. Słusznie — ale nie zauważa, że sektor prywatny rośnie nie dlatego, że jest lepszy klinicznie, tylko dlatego, że jest lepiej zarządzany.
Prywatna placówka ma procesy, ma systemy, ma standardy. Publiczna pracuje w chaosie organizacyjnym przypominającym lata 90. Jeśli nie zmienimy zarządzania — prywatyzacja będzie rosła w sposób naturalny i nieunikniony.
6. Najważniejsze zdanie, którego zabrakło w felietonie.
Nie polska chciwość lekarzy zniszczy ten system. Nie prywatyzacja. Nie brak misji ani postawa absolwentów medycyny.
Ochronę zdrowia w Polsce zabije brak zarządzania.
7. Trzy rzeczy, które naprawdę mogą uratować system.
1. Konsolidacja szpitali powiatowych — zamiast kilkudziesięciu słabych jednostek, kilka silnych organizmów.
2. Stworzenie Wzorcowej Księgi Procesów — opisania, jak działa system, zanim go znowu spróbujemy reformować.
3. Profesjonalizacja zarządzania — controlling, budżetowanie, integracja IT, strategia regionalna, szkolenie kadr.
Tylko tyle i aż tyle.
A na koniec…
Jeśli kolejną reformę ochrony zdrowia organizować będzie Karol Nawrocki, to jedyne, co powstanie, to nowoczesny system ideologiczno-historyczny z rekonstrukcją bitwy pod SOR-em. Pacjentów i tak będzie odsyłać ten sam przeciążony oddział we wciąż samotnym, niewydolnym szpitalu powiatowym.
A mogłoby być inaczej — gdybyśmy wreszcie zaczęli mówić o zarządzaniu, a nie o misji.
To może mój polemiczny głos z autorem. Od razu zaznaczę, że również nie jestem specjalistą od służby zdrowia, więc prawdziwą analizę zostawiam tym, którzy się na tym znają. Niemniej nie zgadzam się z częścią tez przedstawionych przez autora, ale zgadzam się z jedną fundamentalną – problemem jest system. Jak widać od wielu lat, nieważne jak dużo pieniędzy znajdzie się w służbie zdrowia to ciągle jest za mało. Jeżeli połowę przyszłorocznego budżetu stanowi zdrowie i obrona, to jestem absolutnie przekonany, że i tak pieniędzy będzie za mało. Mam nieodparte wrażenie, że służbę zdrowia w zakresie sprzętu i infrastruktury finansuje Owsiak i WOŚP – bo dodatkowe pieniądze z budżetu są przejadane przez podwyżki dla lekarzy. I zgadzam się ponownie z argumentem, że nie wymagajmy od lekarzy, aby byli Judymami (wiem, misja i etos lekarski też się zmienił – teraz bardziej są managerami), ale uważam jednocześnie, że zarabianie prawie 3 milionów złotych rocznie jest niemoralne i nieetyczne. Od razu wyjaśnienie – wiem, że „problem” tak niemoralnych w mojej ocenie zarobków dotyczy promila tej społeczności – ale i tak uważam, że jest to promil za dużo. Oczywiście lekarze powinni zarabiać godnie i bardzo dobrze. Idąc za tropem autora – młodzi lekarze po studiach powinni być na szczycie piramidy płac – jak wiemy, żyjemy w układzie naczyń połączonych. Więc idąc tym tropem – na tej samej piramidzie powinny się znaleźć inne zawody: np. prawnicy (to w końcu od jakości tych ludzie zależy prawo stanowione w parlamencie), żołnierze (to w końcu oni zapewniają nam bezpieczeństwo), informatycy (żyjemy w czasach AI, więc od wiedzy tych ludzi będzie zależało jak Polska będzie wyglądała), inżynierowie (to w końcu oni konstruują m.in roboty, którymi operują ci lekarze), – długo można wymieniać. Więc nie jest to dobre rozwiązanie.. Powinniśmy znaleźć sensowny sposób. Jaki? Nie wiem, myślę, że to czas na dyskusję specjalistów. Co się stanie jak nie zapłacimy tym lekarzom tyle ile chcą? Wyemigrują? I tak się tak stanie – wszyscy mamy świadomość, że nie jesteśmy w stanie konkurować z krajami arabskimi, krajami bogatymi jak Szwajcaria, Norwegia, USA, itp – więc zawsze znajdzie się ktoś, kto zapłaci im więcej. Autor w swoim artykule nie poruszył drugiej strony medalu – odpowiedzialności tych ludzi za nasze zdrowie i ewentualne koszty ich zaniedbań. Temat jak wszyscy wiemy jest skomplikowany. To, że skłaniamy się aby płacić tym ludziom niemoralnie duże pieniądze to znak czasów, w których żyjemy. Ale nie uznawajmy, że jest to normalne. To, że Amerykanie wybrali Trumpa na prezydenta – musimy się z tym zgodzić, ale nie musimy uznawać, ze jest to normalne. I jeszcze jedna obserwacja. Autor porusza fakt znany, że rośnie ilość placówek i szpitali prywatnej służby zdrowia. Racja. Pakiet prywatnej opieki medycznej jest powszechny w wielu firmach. Zapewnia to pracownikom bardzo szybki dostęp do specjalistów. Ale proszę zwrócić uwagę co się dzieje, kiedy pacjent zostaje zdiagnozowany jako poważnie chory (nowotwór, kardiologia itp) – 99,9% tych pacjentów korzysta z państwowych szpitali i klinik. W takiej sytuacji ogrom tych ludzi (z pominięciem miliarderów, którzy i tak mogą się leczyć na całym świecie) udaje się do państwowej placówki zdrowia. Żaden pakiet medyczny nie udźwignie finansowo skomplikowanej operacji w wysoko specjalizowanym ośrodku, przez równie wysoko wyspecjalizowanych specjalistów. Sprawa jest bardzo skomplikowana i wymaga bardzo poważnej analizy i dyskusji, ludzi, którzy się na tym znają, gdyż jak napisał autor a ja ostatni raz w tym komentarzu się zgadzam, każdy z nas był, jest albo będzie pacjentem.
Problem ochrony zdrowia nie jest wyłącznie polskim wynalazkiem. Dotyczy wszystkich krajów cywilizowanych, z tym zastrzeżeniem, że w niektórych krajach opieka zdrowotna działa dużo lepiej niż w naszej ojczyźnie. Są dwie grupy zawodowe odpowiedzialne za słabe działanie systemu opieki zdrowotnej w Polsce. Część środowiska lekarskiego oraz politycy. W okresie rządów Jerzego Buzka zreformowano nieefektywny system zdrowia tworząc Kasy Chorych. To był pierwszy etap reformy. Drugim miała być prywatyzacja Kss Chorych przez wielkie instytucje i fundusze ubezpieczeniowe. Tak zorganizowane są najlepsze na świecie systemy. To nie spodobało się wierchuszce środowiska lekarskiego (konsultanci, profesorowie medycyny, etc.) i za czasów premiera MIllera ówczesny MInister Łapiński (sam profesor medycyny) scentralizował ponownie Kasy Chorych tworząc NFZ. To była zbrodnia na systemie, ponieważ wrócono do nieefektywnego, komunistycznego wzorca. Potem już politycy nie byli ww stanie zreformowac systemu, głównie przez PiS, który oskarżał PO o chęć prywatyzacji służby zdrowia. Wszystkie późniejsze zabiegi usprawniające ochronę zdrowia sa tylko pudrowaniem trupa, który pożera rocznie wielkie pieniądze a usługi publiczne w tym zakresie są pod zdechłym psem. Beneficjentami tego systemu są profesoroiwe medycyny, konsultanci krajowi i wojewódzcy oraz najlepiej zarabiający lekarze. A reszta personelu oraz pacjenci to raczej ofiary tego prywatni-państwowego potworka. Dopóki nie przeprowadzi się radykanej reformy system się nie zmieni. Wszelkie nawoływania i apele zwłaszcza do pobudek moralnych nie maja najmniejszego sensu. Uczciwością, skromnością i rzetelnością nie nakarmi sie dzieci i nie utrzyma rodziny.
Pełna zgoda co do tego, ze trzeba reformować system, jak to robic nie wiem ale to co piszą atorzy tych wpisów pozwala sądzić, ze są ludzie którzy mogą to zrobić. Szkoda tylko, że zamiana poprzedniej ministry która była polskim filologiem na kogoś z branży nie daje, jak dotąd, żadnych rezultatów.
Ze swej strony dodam, że zawód lekarza jak malo który będzie zastępowany przez AI. Już teraz w diagnostyce algorytm jest znacznie szybszy i pewniejszy niż nawet nalepszy specjalista ktory ma w głowie góra dwa tysiące przypadków gdy algorytm wyciąga wnioski z wielotysięcznych zbiorów danych. Roboty chirurgiczne, już teraz, są bardziej precyzyjne niż nawet najlepszy chirurg.
Ale to przyszlość, na teraz trzeba tego o czym tak fachowo pisze Krzysztof.