Krzysztof Bielejewski: Pokój według pomarańczowego błazna6 min czytania

()


20.11.2025

Czyli, jak Donald Trump wpadł na genialny pomysł, by oddać Putinowi w dzierżawę Wschodnią Europę

Gdyby Donald Trump miał okazję osobiście negocjować pokój w Ukrainie, to zapewne próbowałby najpierw przekupić Zełenskiego dwoma pudełkami McNuggets i darmowym dostępem do Trump Tower. Ale skoro musiał to zrobić wysłannik, pan Witkoff, to efekt był równie absurdalny — tyle że ujęty w aż 28 punktach. To nie plan pokojowy. To lista zakupów Putina przed Gwiazdką.

Oddajcie Donbas, uznajcie Krym, rozpuśćcie armię, zrezygnujcie z pomocy USA, przekażcie Rosji język, cerkiew i mapę kraju — a w zamian dostaniecie ciepłe słowo od Donalda i nieoficjalne błogosławieństwo Białego Domu. Brzmi znajomo? Owszem. Bo to plan kapitulacji, który nawet Chamberlain uznałby za zbyt odważny.

Trump chce pokoju, ale na warunkach agresora. A jego zwolennicy, w tym ci z Polski — od Karola Nawrockiego, przez PiS i Kaczyńskiego, po różne egzemplarze z Konfederacji i grup rekonstrukcji politycznej z Braunem, Mentzenem, Bosakiem i Bąkiewiczem na czele — wzdychają do tego planu jak do broszury z promocjami w Castoramie. Pokój za cenę nie swojej wolności? Biorą w ciemno.

AMBASADOR, KTÓRY NIE WYPAKOWAŁ WALIZKI, A JUŻ MÓWIŁ, CO MAMY ROBIĆ

Nie sposób pominąć tu pewnego jegomościa w garniturze z Indiany. Ambasador USA, znany szerzej jako pan Rose, zanim jeszcze zdążył powiesić płaszcz w szatni ambasady, już zdążył nas pouczyć, jak mamy myśleć, jak rozumieć demokrację, i w jakiej kolejności zadowalać Trumpa. Jak na dyplomatę, jego styl przypominał raczej wykład z wychowania obywatelskiego w technikum, niż rozmowę między partnerami.

To ten sam pan, któremu Kosiniak-Kamysz pokazywał drony, a on reagował z takim zaangażowaniem, jakby oglądał rozkład jazdy autobusów w Pułtusku. Ale czego się spodziewać po człowieku, którego największym sukcesem zawodowym jest zekranizowana książka o uwalnianiu wielorybów? Miło. Tylko szkoda, że teraz to my jesteśmy tym wielorybem.

ZAMROŻENI, ROZBROJENI I PRZEKONANI, ŻE TO SUKCES

Plan zakłada oddanie części Donbasu, także tego, którego Rosja nie zajęła, ustanowienie rosyjskiego jako języka państwowego w Ukrainie, nadanie statusu oficjalnego Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej, ograniczenie liczebności ukraińskiej armii i uzbrojenia, wycofanie wsparcia militarnego USA. To jakby ktoś zaproponował strażakom gaszenie pożaru, ale tylko konewką i pod warunkiem, że nie będą przeszkadzać podpalaczowi.

Oficjalnie, piłka ma być po stronie Zełenskiego. Nieoficjalnie — to kij baseballowy, którym grozi się Ukrainie: albo podpiszesz, albo odcinamy cię od wszystkiego. Witkoff, negocjator wysłany przez Trumpa, zaprezentował propozycję bardziej wygodną dla Rosji niż luksusowy bunkier w Soczi.

I właśnie dlatego Putin promienieje. Bo Zachód znów uwierzył, że z tyranem można się dogadać, o ile dostanie wystarczająco dużo prezentów.

RÓWNOWAGA MILITARNA W WERSJI TRUMP: SAUDOWIE MAJĄ TO, CO CHCĄ

Tymczasem Trump, oprócz planowania pokoju przez kapitulację, znalazł też czas na małe prezenty militarne. Właśnie sprzedał F-35 Arabii Saudyjskiej. Tak, tym samym Saudom, których następca tronu ma więcej krwi na rękach niż rzeźnik z Syberii.

Na forum w Waszyngtonie Trump klepie się po plecach z MBS-em, zapewnia, że „różne rzeczy się zdarzają” (tak skomentował zabójstwo Khashoggiego), a w tle podpisuje umowę, która może całkowicie przetasować układ sił na Bliskim Wschodzie. Tylko patrzeć, jak ktoś w Arabii kliknie „Dodaj do koszyka” przy bombach kasetowych.

Ale spokojnie, Izrael podobno ma coś przeciwko temu. Jeszcze.

OKRĘT JANTAR I LASER PATRIOTYZMU

Jeśli myślisz, że już dość absurdów, to nic z tego: oto Rosja przypływa do Wielkiej Brytanii swoim szpiegowskim cackiem „Jantar” i strzela laserem do brytyjskich samolotów. Nie, to nie zwiastun nowego „Bonda”, to rzeczywistość z listopada 2025.

Brytyjski minister obrony zapewnia, że mają „opcje militarne”, ale nie powie jakie, żeby Putin się nie połapał. Mamy więc scenariusz, w którym Rosja testuje granice, a Zachód testuje cierpliwość — swoją, cudzą i wszystkich dookoła.

TRUMP CHCE ZWOLNIĆ SZEFÓW. WSZYSTKICH. MOŻE NIECH ZACZNIE OD SIEBIE

Donald Trump ma już dość szefa Rezerwy Federalnej. Jerome Powell to według niego „klaun” i facet z „problemami psychicznymi”. Trump stwierdził, że chętnie by go wykopał, ale nie wypada, bo Scott Bessent, jego sekretarz skarbu, błaga go, żeby tego nie robił. Oto światowe supermocarstwo prowadzone jak reality show z lat 90.

Ale przecież nie o niezależność banku centralnego chodzi. Chodzi o to, żeby Trump mógł kontrolować wszystko — od stóp procentowych po pogodę w Kalifornii.

ROSJA ATAKUJE, A PRAWICA BOI SIĘ… BRUKSELI I BERLINA

Podczas gdy Litwini, Estończycy i reszta normalnych ludzi alarmują o „gorącej fazie” wojny hybrydowej — Polska, ta prawicowa, z Nawrockim na czele, boi się głównie Brukseli, Berlina i myśliwego z Niemiec, który może nielegalnie przejść przez granicę z ekologicznie uprawianym kabanosem.

Minister spraw zagranicznych Litwy ostrzega o „bardzo niebezpiecznej fazie eskalacji”, Rosja wysyła drony, balony, agentów, sabotażystów, a Unia rozważa kolejne sankcje. Airbus apeluje o europejski parasol nuklearny. A u nas? U nas Karol Nawrocki mówi, że „urząd i inteligencja” nie pozwalają mu podpisać ustawy.

Na froncie wojny hybrydowej jesteśmy nie tylko celem, ale też miejscem treningowym — i nawet o tym nie wiemy. Ale spokojnie, najważniejsze, że Konfederacja jest przeciwko „niemieckiej dominacji” i że nikt nie zapomni o polskojęzycznej tabliczce z lat 30.

UKRAINA JAKO KŁOPOT, NIE BOHATER

Zamiast wspierać Ukrainę, Trump ją karze. A jego otoczenie – z Nawrockim w tle – klaszcze. Bo przecież silna Ukraina przeszkadza w narracji o słabej Europie. Ukraina walczy za nas wszystkich, ale amerykański populizm woli paktować z agresorem niż płacić cenę wolności.

Tymczasem ukraińskie drony walczą, systemy obrony powietrznej działają, Zełenski spotyka się z amerykańskimi generałami, a rosyjska ofensywa się wzmaga. Polska pokazuje drony Rose’owi, ambasadorowi USA, i liczy na więcej niż tylko uścisk dłoni.

Trump i jego ludzie chcą pokoju przez poddanie. Europa powinna chcieć pokoju przez zwycięstwo.

BRAK PIENIĘDZY? NIE TAK SZYBKO

Tymczasem Europa — a przynajmniej ta część, która nie śpi snem narodowych fantazji — stara się jakoś pomóc. Unia Europejska próbuje zebrać 140 miliardów euro na wsparcie Ukrainy, ale Belgia, z wdziękiem urzędnika celnego w środku strajku, blokuje wykorzystanie zamrożonych rosyjskich aktywów.

Premier De Wever boi się, że Rosja pozwie Belgię, a Bruksela będzie musiała oddać Putinowi jego zamrożone ruble z procentem. Ursula von der Leyen próbuje go przekonać, że to nie czas na księgowość, tylko na politykę. Jeśli plan upadnie, to Europa będzie musiała sama pożyczać — a na to Włochy i Francja patrzą jak na paragon z lotniska: z bólem i niedowierzaniem.

ZAKOŃCZENIE: NIEDZIELA DLA PUTINA, PONIEDZIAŁEK DLA NAS

Ten cały „plan” — od F-35, przez Donbas, aż po rozbrajanie ofiary — pokazuje jedno: Zachód zbyt łatwo ulega iluzji stabilności. Putin nie chce pokoju. On chce ciszy. A cisza w Europie zawsze była podejrzana.

Trumpowi rośnie broda, sondaże lecą w dół, a Polska staje się poligonem dla sabotażystów. Ale spokojnie, Karol Nawrocki ma już pewnie przemówienie: „Zrobiliśmy, co mogliśmy. Oddaliśmy, co nasze. Teraz czas na pokój. Pokój wieczny. Dla nich.”

Ale nie dla nas.

Krzysztof Bielejewski

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

One Response

  1. slawek 20.11.2025