07.12.2025
Kończy się nasz świat – ten świat w którym żyliśmy przez ostatnie dziesięciolecia. Ten świat jaki powstał po upadku muru berlińskiego a wcześniej po powstaniu ruchu społecznego znanego jako NSZZ Solidarność, ruchu w którym było 10 milionów członków (rekord świata niepobity jak dotąd).
To wszystko już było i właśnie się kończy – to co będzie jest niewiadomą ale taką dziwną niewiadomą o której możemy powiedzieć z pewnością absolutną, że będzie gorsza. Spierać się możemy tylko o to o ile gorsza, sporów co do kierunku nie ma. I jeszcze jedna uwaga wstępna – ta zmiana jest poza nami, jest zmianą globalną, dotyczy nie naszego podwórka, dotyczy świata, na którym znaczymy tyle ile znaczymy – to znaczy niewiele.
Stało się to, co można było przewidzieć – Donald Trump i ci ludzie wielkich pieniędzy, którzy go otaczają, bez których ten Donald nic nie znaczy, wyłożyli karty na stół – świat ma być taki, jaki oni określą, taki w którym liczą się tylko ich interesy, bardzo konkretne i mierzalne, mierzone ilością kolejnych miliardów jakie mają zasilić ich konta. Polityka jest wtedy dobra, gdy im przynosi korzyść, korzyść mierzalną w wartościach liczonych w pieniądzu. Żadne inne wartości się nie liczą, a ci którzy mówią o jakiś tam wartościach są śmieszni, bo nieskuteczni.
Nie będę wchodził w szczegóły ogłoszonej właśnie narodowej strategii bezpieczeństwa (NSS), zajmą się tym inni, lepsi ode mnie, ja chciałbym skupić uwagę na sprawach fundamentalnych, na tym na czym budowaliśmy swoje oczekiwania co do przyszłości. W tym myśleniu od zawsze raziło mnie zawężanie „naszego świata” do naszego małego podwórka, do Polski, a po naszym wejściu do UE, do Europy, tak jakby na tym kończył się świat. Gdzieś tam był ten „trzeci świat, gdzie toczyły się okrutne wojny, gdzie dzieci umierały z głodu, to było gdzieś, nie u nas. Teraz to się skończyło, świat jest jeden i nie ma tak by można było powiedzieć „to nie nasza chata”, że nas to nie dotyczy. Chichot historii jest w tym, że taką propozycję „myślenia po całości”, proponują Donald Trump i Musk – ludzie składający się wyłącznie z tego, co wchodzi w skład ich ego i niczego więcej. To kolejny dowód na to, że obecne systemy wyłaniania władzy są już całkowicie niedostosowane do współczesnego świata, w którym władzę dają pieniądze.
Zostawmy ten poziom meta, zejdźmy na niższy, ale ten, na którym żyją ludzie, zdecydowana większość ludzi. Co przyniosą nadchodzące dni, tygodnie czy miesiące, bo nie lata, bo to będzie teraz, już, za chwilę, a nie za lata, co nas czeka, tu i teraz, w Polsce ale i w Europie?
Powiem krótko, czeka nas wojna, nie ta hybrydowa, która już jest, ale taka gorąca, w której trup pada gęsto, a miasta płoną – widzimy to już w Ukrainie.
Czy jesteśmy na to przygotowani, my Polacy, tu w Polsce?
Słuchając głosów polityków, prezydenta i jego ministrów, czy liderów obecnej opozycji wiem jedno – oni będą nadal przekładać swój mały interes polityczny wyżej niż potrzeby Polski.
Czy wystąpi „efekt flagi” – skupienia się wokół tych, którzy mają władzę i mogą działać, a nie tylko mówić – nie wiem, ale mam nadzieję że tak, że staniemy na wysokości zadania i nie powtórzy się ewakuacja rządu tak jak w 39 roku, gdzie nawet wódz naczelny uciekł z kraju zostawiając walczących żołnierzy.
Czy podjęte ostatnio próby szkolenia obronnego dla chętnych, nie powszechne szkolenie wszystkich, wystarczą by zapanować nad chaosem jaki jest zawsze w chwili gdy wali się stary porządek?
Czy wojna będzie tylko nasza, czy w ramach naszych sojuszy?
Jak długo będzie trwać – tydzień, miesiąc czy rok?
Takich pytań można stawiać więcej, ale te wystarczą!
I na koniec taka osobista refleksja – moje życie zaczęło się w chwili wybuchu największej jak dotąd wojny – czy jego koniec ma też być w takim czasie ?

Zbigniew Szczypiński
Polski socjolog i polityk. Założyciel i wieloletni prezes Stowarzyszenia Strażników Pamięci Stoczni Gdańskiej.
Gdańsk

Większość porządków globalnych podlega historycznym zmianom. Tak było w wyniku I wojny światowej, gdzie trzy mocarstwa europejskie i światowe przestały istnieć, w wyniku czego szereg krajów, w tym Polska, odzyskało niepodległość. W wyniku tych wydarzeń dominacja W. Brytanii na morzach i oceanach zastąpiona została dominacją USA. Podobnie po II wojnie światowej upadły imperia kolonialne. Po 1989 r. upadło imperium kolonialne pod nazwą ZSRR. Szereg krajów Europy środkowo-wschodniej dołączyło po 1989 r. do wspólnoty państw zachodnich. W wyniku tego ostatniego procesu świat dwubiegunowy stał się światem zdominowanym przez jedno mocarstwo. Ten porządek na naszych oczach podlega zmianom – zamiast jednego bieguna, wyłania się znów świat dwubiegunowy USA – CHINY.
*
Od dłuższego czasu USA sugerowały taką zmianę, jeszcze w okresie prezydentury Baracka Obamy, namawiając Europę do wzięcia większej odpowiedzialności za swoje bezpieczeństwo, w tym m.in. zwiększenie wydatków obronnych. Większość krajów europejskich lekceważyło te sygnały. Dopiero wojna Rosji z Ukrainą zmieniła podejście państw europejskich a i to nie od razu. Niezależnie od tego czy USA i ewentualnie kiedy wycofają się z Europy możemy zakładać, że albo Europa stanie się samodzielna w kwestii bezpieczeństwa albo będzie miała problemy. A jeżeli Europa to Polska także. Jeśli chodzi o wojnę kinetyczną, jak to się dzisiaj nazywa, to jej przewidywanie jest dostatecznie dramatyczne aby wzmóc wielorakie środki zaradcze. Im więcej ich podejmiemy tym prawdopodobieństwo tego rodzaju konfliktu będzie malało.
Komentarz pana Sławka to taki intelektualny bulion warzywny – pełen sensu, ale lekko przegotowany.
Z jednej strony, trudno się nie zgodzić: historia to nie jest folder „Stałe rzeczy 1.0”, tylko raczej plik Excel, który co chwila ktoś nadpisuje w trybie „wszyscy edytują wszystko”. I fakt, globalne porządki zmieniają się regularnie – jak trendy na TikToku, tylko z większą liczbą ofiar.
Z drugiej strony, pan Sławek odrobił lekcję z historii międzynarodowej i postanowił się tym pochwalić – w komentarzu pod felietonem. Czyli jakby ktoś na pogrzebie powiedział: „wiecie, śmierć to część większego procesu ewolucyjnego, który trwa od paleolitu” – no niby racja, ale to może nie jest ten moment.
Jego konkluzja o Europie, która musi „stać się samodzielna”, brzmi jak życzenia urodzinowe dla nastolatka: „Obyś wreszcie wziął odpowiedzialność za swoje czyny”. Bardzo szlachetne, tylko że Europa ma wciąż mentalność dwunastolatka z kartą kredytową taty.
Ogólnie: mądrze, tylko przydałoby się odrobinę mniej wykładu, a więcej człowieka. I może choć jedno zdanie, które nie brzmiałoby jak brief NATO.
Zbigniew Szczypiński w felietonie serwuje nam elegancki zestaw: nostalgia z pierwszego tłoczenia, geopolityczny fatalizm premium i odrobinę melancholii domowej roboty. Wszystko to okraszone pesymizmem tak gęstym, że można by nim smarować sucharki na czarną godzinę.
Mądrze? Oczywiście. Autor wie, że świat się nie kończy z hukiem, tylko z konferencją prasową Donalda Trumpa.
Pozytywnie? Cóż, przynajmniej nie musimy się już łudzić.
Dowcipnie? Skoro chichot historii to jedyna forma rozrywki, jaką mamy, to proszę bardzo – śmiejmy się razem przez łzy.
Krótko mówiąc: Szczypiński to ten wujek na weselu, który po trzecim kieliszku zaczyna mówić prawdę. Nieprzyjemnie trafną, ale taką, której głupio nie słuchać.
Ja nie do tego wujka i do wesela a do miary trzech kieliszków – trzy kieliszki (wina, bo wódki nie piję) to trochę mało, kiedyś to była butelka wina, teraz pół butelki.
Ale reszta się zgadza…