12.12.2025
Może czas już na zdefiniowanie tego, co od dwóch tygodni zaprząta uwagę opinii publicznej i jest przedmiotem licznych komentarzy wszystkich polityków, choć nie polskiego prezydenta – mam na myśli NSS, Narodową Strategię Bezpieczeństwa Stanów Zjednoczonych AP. To nie był wywiad do gazety, to nie była wypowiedź w jakimś studio telewizyjnym, to jest oficjalny dokument podpisany przez Donalda Trumpa, amerykańskiego prezydenta. Tego nie można bagatelizować, opowiadać, że ten prezydent, za kolejne dwa tygodnie powie coś zupełnie innego. Nawet jeżeli tak się stanie, to będzie to kolejny dowód na to, z czym i kim mamy do czynienia. Taka niestabilność na tym poziomie władzy, to kolejne wyzwanie dla świata, a nie pociecha, że nie jest tak źle, że to niewiele znaczy…
Wróćmy do sedna – w oficjalnym dokumencie rządowym, z podpisem prezydenta, Ameryka mówi światu, że to co było już się skończyło, a czy wróci to się okaże, wróci jeżeli będzie się to opłacało Ameryce, a właściwie amerykańskim oligarchom, do których zalicza, chce się zaliczać, Donald Trump. Nikt nie powiedział tego wyraźniej, polityka to biznes, w polityce słuszne jest tylko to, co przynosi mierzalne korzyści temu, kto tę politykę robi, a miara tych korzyści jest określona w miliardach dolarów. Cała reszta to lipa, takie tam gadanie tych, którzy nie mają realnej siły by zapewnić sobie sukces. W polityce liczą się silni i tylko oni, gadanie o jakiś wartościach, prawach człowieka czy konieczności dotrzymywania zobowiązań to puste gadanie, liczy się konkret. A konkret oparty jest na sile.
Czytając ten dokument przypomniała mi się historia, w której Józef Stalin, władca Związku Radzieckiego, w rozmowie z jakimś dyplomatą, w której wskazywał on na potrzebę uwzględnienia stanowiska papieża i stolicy apostolskiej w Watykanie, przeciął dyskusje pytaniem – a ile dywizji ma ten papież? Nie ma dywizji, a więc się nie liczy.
Skala proponowanej zmiany w polityce amerykańskiej jest tak wielka, że pragnę postawić następującą tezę – to nie jest propozycja zmiany politycznej, to jest propozycja zmiany cywilizacyjnej.
Cywilizacja to pojęcie znacznie szersze od polityki, cywilizacja to nie tylko określony poziom rozwoju materialnego, ale i wszystkie wartości i instytucje państwowe i publiczne charakterystyczne dla danej cywilizacji. Wydawało się nam, że żyjemy w cywilizacji zachodniej od zawsze, a po wejściu do Unii Europejskiej tym bardziej. Zjednoczona Europa i sojusz wojskowy NATO, sojusz w którym Stany Zjednoczone pełnią/pełniły bardzo ważną rolę utwierdzał nas w tym przekonaniu coraz bardziej.
Utwierdzał do teraz. To co zawiera strategia bezpieczeństwa Stanów Zjednoczonych kończy ten czas. Teraz jest czas nowego porządku dla świata, porządku w którym Donald Trump mówi wprost, że dla Stanów wrogiem są Chiny i Europa, Europa dlatego, bo traci swą tożsamość, ulega lewackim wpływom i nie zamyka granic przed migracjami z krajów, w których mieszkają nie ludzie a zwierzęta. W określeniu kto jest wrogiem nie pada słowo o Rosji. Wręcz przeciwnie, Rosja jest krajem, z którym można i należy robić interesy, bo to się opłaca. Pada tam tyle szokujących stwierdzeń, że pojawienie się newsów jakoby Trump był i jest rosyjskim agentem pada na sprzyjający grunt.
Nie wiem czy Trump to rosyjski agent ale wiem, że to co mówi i robi sprzyja Rosji i Putinowi…
Widziałem w Internecie taki obrazek: trzy twarze i przypisane do nich cytaty – Adolfa Hitlera – Żydzi nie są ludźmi, są zwierzętami.
Donalda Trumpa – Nielegalni emigranci nie są ludźmi, są zwierzętami
Jarosława Kaczyńskiego – Przeciwnicy dobrej zmiany to nie ludzie, to element animalny.
Trzy postaci, a język taki sam. Czy to mieści się w sporze politycznym, czy go przekracza? Moim zdaniem to są wypowiedzi z innej półki. Cywilizacyjnej, a nie politycznej.
Bardzo znamienne jest to, że odnośnie tej strategii, strategii która dla Polski oznacza całkowitą zmianę polityczną, ale i cywilizacyjną, Karol Nawrocki zachowuje wyjątkową wstrzemięźliwość, Pałac Prezydencki nie zwołał Rady Bezpieczeństwa, by omówić naszą sytuację i nasze perspektywy zwłaszcza gdy ukazały się dalsze szczegóły tej strategii, w której Polsce wyznaczono rolę rozwalenia Unii od środka, Polska wraz z, a jakże, Węgrami, Austrią, Rumunią i Włochami ma doprowadzić do rozbicia Unii. Ameryka deklaruje wprost, że będzie ingerować we wszystkie wybory odbywające się w Unii, a zwłaszcza w tych krajach, w których mogą wygrać partie nie popierające Trumpa i jego biznesowej polityki.
Czy to ma być powrót do lat minionych, w których to „Wielki Brat” wyznaczał kierunki w każdym z krajów tego obozu, w którym byliśmy podobno najweselszym barakiem ?
Czy to ma znaczyć, że ten cały wysiłek by obalić tamten system i wyjść z niewoli w jakiej tkwiliśmy przez czterdzieści lat ma iść na śmietnik i ma obowiązywać prawo Trumpa ?
Wierzę, że to się Trumpowi nie uda, wierzę, że Ameryka się obudzi i zrobi porządek z takimi ludźmi, którzy nigdy nie powinni zajmować takich stanowisk.
Wierzę, że w Polsce, gdy przyjdzie czas próby, ludzie wybiorą cywilizację Zachodu, a nie nowy wariant tego co było tylko w jeszcze gorszym wariancie.
To są naprawdę bardzo ważne chwile w naszej historii. Ta wielka zmiana w polityce światowej i rosnące niebezpieczeństwa wewnętrzne związane z rosnącą rolą Grzegorza Brauna i partii jawnie faszystowskiej wymagają zmiany tego co może państwo. Jeszcze jest czas, by w procedurze prawnej zatrzymać tych ludzi, jeszcze jest czas, by to nie kryteria uliczne rozstrzygały spory polityczne. Ale tego czasu jest coraz mniej.
Po to, aby nie trzeba było sięgać do aparatu represji jakimi dysponuje każde państwo trzeba przyspieszyć proces rozliczeń poprzedniej ekipy, rozliczeń nie politycznych, a prawnych, by za te wszystkie przekręty i oszustwa stanęli przed sądem i usłyszeli wyroki. Prezes wszystkich prezesów zapowiada wprost gdzie znajdzie się premier Tusk gdy PiS wróci, z poparciem Trumpa, do władzy. Wtedy zobaczymy jak sprawne może być państwo bezprawia realizujące nową strategię Donalda Trumpa.
Oby nie…

Zbigniew Szczypiński
Polski socjolog i polityk. Założyciel i wieloletni prezes Stowarzyszenia Strażników Pamięci Stoczni Gdańskiej.

Szczypiński uderza w ton groźny i niepokojący – jakby pisał raport z cywilizacyjnego końca świata. I słusznie, bo nowa NSS to nie notatka z lunchu w Pentagonie, tylko brutalna deklaracja interesów. Znika pudrowanie o „wartościach Zachodu” – zostaje cennik.
Ale jeśli rzeczywiście mówimy o zmianie cywilizacyjnej, to może warto dodać coś jeszcze: każda cywilizacja definiuje się nie tylko przez stosunek do siły, ale też przez stosunek do słabości – czyli jak traktuje słabszych, innych, wykluczonych. W tym sensie Trump proponuje nie tylko reset polityki, ale antycywilizację: opartą na gardzeniu empatią, współpracą i prawem.
Zabrakło też pytania, które się samo narzuca: Co my właściwie z tego mamy? Bo jeśli mamy być „rozwalaczami Unii”, to może warto chociaż sprawdzić, ile biorą za to Austriacy? W euro, nie w punktach prestiżu.
A poza tym – nie wiem jak ty, ale ja tęsknię za czasami, kiedy polityka zagraniczna nie brzmiała jak memy z Reddita i apokaliptyczne TikToki.
To, co Autor podkreśla w końcowym fragmencie, jest bardzo słuszne: to są naprawdę szczególnie ważne chwile w naszej historii. Wielka zmiana w polityce światowej, rosnące zagrożenia wewnętrzne związane z faszyzmem, a jednocześnie ostatnia szansa na proceduralne, prawne zatrzymanie tych procesów – zanim będzie konieczne sięganie po aparat represji. Artykuł trafnie diagnozuje, że pozostało na to coraz mniej czasu.