05.01.2026
Ojczyzna bohatera walk o niepodległość Ameryki Południowej, Simona Boliwara doświadczyła upokarzającego epizodu schwytania i wywiezienia z kraju jej prezydenta przez północnego, mocarstwowego sąsiada. To szokujące i rzadkie, chociaż nie odosobnione wydarzenie poruszyło opinię na całym świecie i zrodziło niepokój o jego następstwa.
Na razie nie ma jasności co do przyszłości samej Wenezueli bowiem możliwe są rozmaite opcje rodzące różne skutki. Władza pozostaje w rękach zwolenników uprowadzonego prezydenta Maduro i nie wiadomo, jak przebiegnie zapowiadana przez Waszyngton transformacja, której charakter nie został skonkretyzowany poza ogólną deklaracją prezydenta Trumpa wykluczającą kontynuację polityki obalonego populistycznego przywódcy. Upubliczniona niechęć amerykańskiego prezydenta do liderów wenezuelskiej opozycji może wskazywać na priorytet proamerykańskiego nastawienia, a nie demokratycznych kwalifikacji przy wyborze następcy Maduro. W każdym razie, zapowiadana zmiana może się spotkać ze zbrojnym oporem i koniecznością wprowadzenia wojsk okupacyjnych.
Korzyści USA obejmują przerwanie łańcucha przerzutu narkotyków na swoje terytorium, demonstrację siły i stanowczości, pozbawienie władzy brutalnego dyktatora oraz, co wydaje się kluczowe: dostęp do bogatych zasobów ropy naftowej umożliwiający kontrolę światowego rynku tego strategicznego surowca. Konto przeprowadzonej operacji obciążą natomiast straty wizerunkowe, z którymi jednak Trump się nie liczy. Widoczna jest natomiast irytacja Chin z powodu utraty miejsca zakupu dużych ilości taniej ropy, a także obawy Kuby, zasilanej pomocą Maduro ze sprzedaży tego surowca.
Zwraca uwagę reakcja Rosji ograniczona do rutynowych dyplomatycznych formuł i łagodzona różnymi wypowiedziami, jak ta Miedwiediewa, że atak USA na Wenezuelę był nielegalny, ale nie można w nim nie dostrzec obrony interesów kraju. To dla Rosji aspirującej do roli sojusznika i gwaranta interesów krajów Południa sytuacja niewygodna, ale, na razie przeważa troska o przychylność USA w jej wojnie z Ukrainą.
Powściągliwe jest również stanowisko Europy co ma zapewne źródło w rozumieniu znaczenia sojuszu z USA dla bezpieczeństwa naszego kontynentu. Podobnie reagują polscy politycy, którzy, słusznie, analizują i monitorują ewentualne konsekwencje dla środkowo-europejskiego regionu zaistniałej (ale jeszcze rozwojowej) sytuacji. Pomijam personalne ekscesy ze środowiska skrajnej prawicy, bo te dyskredytują tylko jej autorów. Nie wydaje się, żeby atak USA na Wenezuelę oznaczał carte blanche dla rosyjskiego podboju Ukrainy.
Przed światem, na nowo, może z jeszcze większą wyrazistością niż dotychczas zaistniał dylemat: czy przy pomocy nielegalnych metod z naruszeniem prawa międzynarodowego, a nawet wewnętrznego ( w przypadku USA, zgody Kongresu) można zwalczać przestępczych polityków, czyli złem zwalczać zło? Trzeba będzie pewnie częściej odpowiadać na to pytanie, bowiem w miejsce ładu opartego na zasadach i prawie na naszych oczach nabierają znaczenia strefy wpływów i polityka siły.


Ok. 75% ropy Chiny sprowadzają z Wenezueli. Amerykanie właśnie im to zablokowali. Zdaje się, że jest to główny powód agresji. Maduro prawdopodobnie dalej byłby prezydentem gdyby nie „flirtował” z Rosją i Chinami.
USA mają swoją ropę ze złóż łupkowych i są w zasadzie samowystarczalni.
Po „obstalowaniu” w Wenezueli „swojego” prezydenta uzyskają pełną kontrolę nad wydobyciem i eksportem wenezuelskij ropy.