16.02.2026
Jeśli to prawda o czym rozpisują się media to okazuje się, że TVP za obecnej dyrekcji nie jest więcej warta niż ta, którą stworzył główny propagandzista PiS Jacek Kurski. Za kilka dni minie rok od śmierci jednego z najważniejszych moralnych głosów w polskiej przestrzeni publicznej, którego wyrażenie „Auschwitz nie spadło z nieba” stało się częścią naszej społecznej wrażliwości. Dokument „XI nie bądź obojętny”, zrealizowany, w większości za własne pieniądze, przez trójkę twórców: Andrzeja Wolfa, Andrzeja Krakowskiego i Majkę Elczewską, obejrzany i zatwierdzony na dwa miesiące przed śmiercią przez jego bohatera, ma zostać odłożony na „wieczne później” i stać się pierwszym “półkownikiem“ obecnej ekipy zarządzającej TVP. Trudno o większa ironię. Zmiana w 2023 roku stało się możliwa również dlatego, że wyborcy posłuchali ostrzeżeń takich ludzi jak Marian Turski.
Jest jeszcze czas na opamiętanie i emisje tego ważnego społecznie, a nie tylko „zbyt poruszającego” (ciekawe kogo?) dokumentu, jeśli chcemy by Polska nam do reszty nie zbrunatniała, jeśli chcemy by ludzie tacy jak Kaczyński mówiący już 2015 roku o imigrantach jako zarazkach nie wrócili do władzy, a ludzie tacy jak Braun, negujący Holocaust, tej władzy nie przejęli.
Znana dziennikarka Maureen Down z The New York Times w poruszającym eseju opublikowanym 14 lutego pod tytułem „Witajcie w podróży potępionych” wspomina swoją rozmowę z Elonem Muskiem z 2017 roku, w której Musk z troską wyrażał się o przyszłości sztucznej inteligencji. Użył przy tym historycznego odniesienia mówiąc, że lepiej gdy cesarzem był Marek Aureliusz niż Kaligula. Down komentuje, że faktem jest, że dzisiaj nie jest nim z całą pewnością Marek Aureliusz. Dodaje też, że “chłopcy z Doliny Krzemowej”, którzy kiedyś przejawiali odruchy człowieczeństwa, dzisiaj mają w głowie tylko jedno: „Ale od tamtej pory nawet bogowie technologii, którzy kiedyś mieli dobre intencje, przeszli na ciemną stronę mocy, uwiedzeni miliardami, które można zarobić na sztucznej inteligencji, w tym na erotyce. Ci geniusze, którzy mieli nas poprowadzić ku lepszej, bezpieczniejszej przyszłości, okazali się największymi sprzedawczykami wszech czasów”.
A co mają w głowie decydenci TVP, jeśli boją się obrażać ludzi takich jak Trump, Kaczyński czy Duda, których słowa są w dokumencie przywoływane i boją się słów Mariana Turskiego, który powiedział, że Auschwitz nie spadło z nieba? Chciałbym poznać odpowiedz na to pytanie. Misją telewizji publicznej jest kształcić i budzić wrażliwość społeczna, a nie zapewniać święty spokój i zamykać oczy na brutalizację życia społecznego, która ma swe źródła w konkretnych słowach konkretnych ludzi.


Profesor Obirek znów zrobił to, co potrafi najlepiej: jednym tekstem wyposażył czytelnika w więcej zdrowego rozsądku niż całe gmachy TVP — niezależnie od tego, kto akurat przestawia tam meble. Diagnoza jest bezlitosna, ale trafiona: jeśli dokument o Marianie Turskim staje się „zbyt poruszający”, to znak, że ktoś najwyraźniej woli, by widzowie pozostali nieporuszeni — zwłaszcza intelektualnie.
Ironia historii polega na tym, że telewizja, która miała być odtrutką na kurskizm, zaczyna wykazywać objawy tej samej choroby: alergii na prawdę i nadwrażliwości na odwagę cywilną. Profesor pyta, czego boi się TVP — i odpowiedź nasuwa się sama: boi się lustra, bo w tym filmie odbija się nie tylko przeszłość, ale i teraźniejszość, w której brutalizacja języka znów stała się narzędziem politycznym, a „zbrunatnienie” nie jest metaforą, lecz procesem chemicznym zachodzącym w przestrzeni publicznej.
Obirek przywołuje Musków, Kaligulów i Aureliuszy — i ma rację. Tylko że w Polsce problem jest bardziej prozaiczny: u nas wystarczy, że dwie osoby w TVP uznają, że film „jest ryzykowny”, i już historia Marianna Turskiego ląduje w szufladzie obok teczek z napisem „pokażemy, jak będzie bezpieczniej”.
A przecież misją mediów publicznych nie jest masowanie władzom ego, tylko masowanie społeczeństwu świadomości.
Obirek kończy pytaniem, co mają w głowie decydenci TVP. Odpowiedź jest smutna, ale prosta: na pewno nie to, co Turski miał w sercu.
Telewizja publiczna i dom publiczny maja wiele wspólnego. Może Pan Profesor wypowie takie zdanie w innej telewizji i może to zdanie pomoże odblokować film.
Nic dodać nic ująć!
Dziękuję.
Przekroczono kolejną granicę głupoty – ta telewizja nie jest publiczna !
Nie ukrywam, że właśnie na to liczę, na odblokowanie filmu, bo powoływanie się na red. Marka Zająca jako ostateczną rację zatrzymania emisji oznacza zwyczajną ucieczkę od odpowiedzialności dyrekcji TVP. I o tym trzeba głośno mówić. Akurat w dych dniach w Muzeum Historii Polski otwarto wystawę z jednym eksponatem – to Okrągły Stół. Symbol ścierania się różnych, cześto przeciwstawnych racji, s którego wykluła się wolna Polska. Warto do niego sięgać, właśnie w chwili takich „kontrowersyjnych” filmów i nie traktować społeczeństwa jak niedorozwiniete stworzenia, którym trzeba wszystko podać na tacy.
Czyżby TVP odzyskało niezależność od władzy w ostatnich 2 latach? Już nie realizuje zamówień politycznych? Mam wrażenie, że telewizja publiczna (chyba nie tylko w Polsce) została zakwalifikowana jako rozrywka dla najsłabszych intelektualnie części społeczeństwa. I nie powinno dziwić, że jest traktowana jako najłatwiejszy sposób na tonowanie (lub podgrzewanie) najniższych emocji. Tymczasowo, w sensie politycznym, nie jest korzystne dla kraju wzbudzanie emocji skierowanych przeciwko pomarańczowym alternatywom. To ciąg dalszy zabawy w dobrego i złego policjanta w polityce zagranicznej. Większość ludzi wie, jaki jest stan spraw. Dla równowagi są grupy myślące „w rzeczywistości równoległej”. Szkoda, że „XI nie bądź obojętny” został zrealizowany bez wsparcia instytucjonalnego. Twórcy/inwestorzy liczą przynajmniej na zwrot kosztów i tutaj jestem optymistą, ponieważ widzę 3 alternatywne rozwiązania:
1) VOD / platformy streamingowe – dokument 70–90 minut często lepiej „pracuje” w bibliotece niż w ramówce. Nadawca prywatny lub platforma może to wziąć jako treść prestiżową (wizerunek, wartości, nagrody), nawet jeśli oglądalność będzie umiarkowana.
2) Okno festiwalowo-kinowe + sprzedaż licencji edukacyjnych – film o Turskim ma naturalny potencjał dla pokazów specjalnych, debat, obiegu szkolno-uniwersyteckiego i instytucji kultury. To bywa stabilniejsze niż pojedyncza sprzedaż do telewizji.
3) Pakietowanie z debatą / formatem publicystycznym – prywatny nadawca może być skłonny zapłacić więcej, jeśli dostaje nie tylko film, ale gotowy „event”: emisja + dyskusja + goście + kontekst (co podnosi zasięg i przykleja do marki narrację o odpowiedzialności).
Sam fakt, że film stał się elementem sporu o to, co „wypada” emitować w telewizji publicznej, paradoksalnie zwiększa jego atrakcyjność dla prywatnych graczy: kontrowersja potrafi zrobić marketing, a temat jest nośny społecznie. Pozostaje kwestia telewizji publicznej jako instytucji. Odejdzie wraz z pokoleniami wychowanymi w czasach przed-streamingowych, czy zupełnie się zredefiniuje?
Press.pl:
„Oświadczenie w sprawie artykułu Wojciecha Czuchnowskiego wydało biuro prasowe TVP. „Już tytuł artykułu sugeruje, że Telewizja Polska planowała emisję filmu, co jest nieprawdą. Nadawca publiczny nie planował emisji filmu i nie zdecydował się na finansowy udział w jego koprodukcji, o czym poinformował twórców już w grudniu 2025 roku. Telewizja Polska ma prawo decydować o tym, które projekty filmowe wesprze finansowo i które zaprezentuje na swoich antenach. W tym przypadku w naturalny sposób z tego prawa skorzystała” – twierdzi TVP.”
Witold Liliental napisał w GW felieton zbliżony w tonacji do mojego https://wyborcza.pl/7,162657,32621264,strach-przed-filmem-o-marianie-turskim-jak-strach-wladzy-w.html#s=S.seo-K.C-B.9-L.2.zw Moim zdaniem najgorszy jest niewolnik, który nie wyobraża sobie, ze może stać się człowiekiem wolnym i niezależnym i nie musi się kierować „wyższa racja”. Raz będzie to narzucana przez kościół moralność kiedy indziej określane przez chwilowych decydentów wyższa racja społeczna. Tak było w PRL gdy Wyszynski z Gomułka decydowali, co Polacy powinni czytać i oglądać. Dzisiaj do tej roli pretenduje kierownictwo TVP.