22.03.2026
Akurat w tym spotkaniu ważniejszy jest brytyjski dziennikarz Gareth Gore – autor książki „Opus Dei. Brudne pieniądze, handel ludźmi i skrajnie prawicowa organizacja kościelna” (https://www.proszynski.pl/product/opus-dei-brudne-pieniadze-handel-ludzmi-i-skrajnie-prawicowa-organizacja-koscielna), która pojawi się w księgarniach 24 marca. Dzięki uprzejmości wydawcy miałem okazję nie tylko już tę książkę przeczytać, ale nagrałem na jej temat dwie rozmowy dla podcastu „Wysłuchanie” Artura Nowaka.
Wydawca tak zachęca do lektury: „Korzystając z dostępu do dokumentów bankowych i relacji osób z wewnątrz oraz wypowiedzi sygnalistów z samego Opus Dei, Gore ujawnia, jak pieniądze z banku wykorzystywano do budowania potęgi organizacji i w jaki sposób z kobiet z biednych środowisk robiono darmową siłę roboczą, służącą numerariuszom. Śledzi także wzrost znaczenia Opus Dei w Stanach Zjednoczonych, pokazując jego rolę w finansowaniu wielu prawicowych inicjatyw”. I dodaje: „Gore opowiada wstrząsającą historię pieniędzy i władzy, rozciągającą się na dekady i kontynenty. Dokumentując po raz pierwszy tajemną historię Opus Dei, ten porywający reportaż śledczy stawia ważne pytania o mroczne siły kształtujące nasze społeczeństwo”.
Na temat Opus Dei napisano wiele książek. Szczególnie wstrząsające są dwie książki-świadectwa, bliskiej współpracowniczki założyciela Opus Dei Marii del Carmel Tapia. Opisała w nich, niejako z pierwszej ręki, mechanizmy zniewalania i podporządkowywania sobie ludzi przez człowieka i stworzoną przez niego instytucję. Być może sukces „Opus Dei. Brudne pieniądze, handel ludźmi i skrajnie prawicowa organizacja kościelna” sprawi, że i te książki ukażą się po polsku.
A teraz wracam do spotkania z Leonem XIV. Jak wiadomo spotkanie z papieżem, to dla autora wielka gratka, z którą łączy się zwykle zdjęcie z papieżem i możliwość reklamy książki. W tym przypadku chodzi o coś więcej niż tylko przysłowiową fotkę. Gareth Gore nigdy nie krył się ze swoim krytycyzmem wobec kościoła katolickiego i jego sposobu rozwiązywania problemó, ludzi doświadczonych przemocą ze strony Opus Dei. Był przekonany, że nawet działania papieża Franciszka nic się nie zmienią (o działaniach Jana Pawła II szkoda wspominać, gdyż znane było jego bezkrytycznej uwielbienie dla tej instytucji). Po spotkaniu z Leonem XIV zmienił zdanie i jest przekonany, że Watykan zaczyna brać na serio kierowaną pod jego adresem krytykę. Napisał o tym na swoim Substacku, który został przedrukowany przez National Catholic Reporter (https://www.ncronline.org/opinion/gareth-gore-my-audience-pope-leo).
Czy ma rację pewnie przyszłość pokaże.


Znany, także na SO, profesor filozofii wyznaje zasadę, że najlepszym patentem na dobrą redakcję tekstu jest redukcja. To samo dotyczy KRK. Dopóki ta instytucja nie nauczy się powstrzymywania swoich wybujałych apetytów wpływania na życie ludzkie w skali indywidualnej i (zwłaszcza) społecznej, do póty wszelkie sposoby reformowania jej struktur i procedur będą powierzchowne i w najlepszym razie kosmetyczne.
Ostatnio znajomy przesłał mi napisany przed lat tekst o Matce Teresie, tak mu odpisałem: „ Przeczytałem Twój tekst, jest rzetelny i głęboko odczytuje osobliwe wyznania tej kobiety. Moje zdanie znasz. Jest krytyczne głównie ze względu na jej fundamentalizm religijny i ścisłe związki z władza i pieniędzmi. Ostatnio duże wrażenie zrobiła na mnie rzetelna książka Garetha Gore’a o Opus Dei. Josemaria Escriva to bardzo podobna struktura mentalna do Matki Teresy i Karola Wojtyły. Ubóstwienie posłuszeństwa w jego najbardziej odrażającym kształcie było tez częścią mojego doświadczenia u jezuitów, jednak nigdy nie przybrało form tak patologicznych i do tego ubranych w slogany miłości do Chrystusa i Matki Bożej. Ta trójka nie tylko pokazała i praktykowała nieludzkie oblicze katolicyzmu, ale określiła ten rodzaj przezywania chrześcijaństwa przez miliony ludzi wykopując prawd iwa przepaść miedzy rozumem, a wiara a mnie w dużej mierze popchnęła w kierunku agnostycyzmu”. Mysle, ze nie jestem odosobniony w takim myśleniu.
Dawno temu podwładny zaprosił mnie na spotkanie modlitewno-medytacyjne do okazałej willi w centrum Krakowa. Dyskretnie nie wspomniał o organizatorach ani towarzystwie. Najpierw był wykład hiszpańskiego księdza, który łamaną polszczyzną 'wyjaśniał’ jakieś zawiłe kwestie teologiczne. Nie było dyskusji tylko pokorne słuchanie a potem indywidualna medytacja w ciszy. Odniosłem wrażenie udziału w zebraniu sekty, w której panuje dyscyplina, posłuszeństwo, rytuał i tajemnica. Potem się okazało, że to jedno z pierwszych, 'instalacyjnych’ spotkań Opus Dei w naszym mieście.