Jerzy Łukaszewski: Geronimo deportowany?6 min czytania

()


01.03.2026

W 1862 roku gubernator Arizony pisał do komendanta Gwardii Arizońskiej:
Dowiaduję się od porucznika J.J.Jacksona, że w pańskiej kwaterze pojawili się Indianie celem zawarcia pokoju. Kongres Skonfederowanych Stanów powziął uchwałę o wytępieniu wszystkich wrogich Indian. Zgodnie z tym podejmie pan kroki celem zwabienia Apaczów czy innych plemion pod pozorem zawarcia pokoju, a zgromadziwszy ich uśmierci pan wszystkich dorosłych Indian, dzieci zaś pojmie i sprzeda jako niewolników dla pokrycia kosztów operacji. Proszę zakupić whisky i wszystko co potrzebne na przyjęcie Indian, a ja dopilnuję wystawienia asygnat na eksponowane sumy. Niech pan nie zaniedba niczego istotnego dla powodzenia akcji i ma w pogotowiu dostateczną liczbę ludzi tak, by żaden Indianin nie uszedł.

Czy ten sposób myślenia nie przypomina kogoś całkiem współczesnego? Biznes zawsze na pierwszym miejscu.

Cyt. Z książki „Geronima żywot własny”

Pod koniec kwietnia 1871 roku z Tucson przywędrował oddział stu czterdziestu sześciu skrytobójców, którzy napadli na uśpiony pokojowy obóz Apaczów Arivaipa w rezerwacie przy forcie Grant. Indianie Papago, Meksykanie i czołowi biali obywatele Tucson, zakradłszy się między szałasy, rozpoczęli nożami i ciężkimi maczugami milczącą rzeź. Po paru minutach, gdy obóz został postawiony na nogi, do akcji wkroczyły strzelby i w pół godziny dokończyły dzieła. Liczbę zabitych oszacowano na stu ośmiu Apaczów, w tym tylko ośmiu mężczyzn, bowiem lwia część wojowników była akurat na łowach. W jakiś czas potem postawiono uczestników „bitwy” przed sąd, ale ława przysięgłych uniewinniła ich po dwudziestominutowych obradach.

Na ponad sto oblicza się zawarte przez Amerykanów umowy z Indianami, z których żadna nie została dotrzymana. Dlaczego? Bo biznes wskazywał, że nie warto umów dotrzymywać.

Oczywiście, kiedy dziś opowiadamy sobie te historie noszące ewidentne cechy ludobójstwa może ktoś łagodzić sprawę, że to inne czasy. Nie znano czegoś takiego jak prawa człowieka itp. Tak? A co głosili ojcowie amerykańskiej niepodległości sto lat wcześniej?
A sto lat później? Obejrzyjcie kiedyś jakiś western z lat 50tych XX w. Tam Indianie zawsze są „tymi złymi”. Postrzeganie nic się nie zmieniło, mimo iż problem indiański w zasadzie przestał istnieć.
Niejaki John Wayne tak się przejął swoimi rolami w tych westernach, że naprawdę zaczął się uważać za szeryfa i gdyby na swojej drodze napotkał Indianina nie wiadomo jak by zareagował.
Amerykanie pukaliby się w głowy czytając powieści Karola Maya.

Zmiana wizerunku Indianina w filmach to dopiero lata 70te XX w.
Na wszelki wypadek przypomnijmy: Indianie byli na tych terenach ludnością miejscową, mordowali ich przybysze głoszący „potrzebę wolności”.
Jeszcze jedna ciekawostka. Kiedy osadzano Indian w rezerwatach narzucano im sposoby zachowania, relacji damsko męskich i in. , ale nie zezwalano na korzystanie z cywilizacji białych. Ten fakt zadaje kłam legendzie jakoby walka z Indianami miała na celu ich „ucywilizowanie”. Znając ten fakt możemy dziwić się słowom Williama Shermana (najzdolniejszego ponoć dowódcy wojsk północy), który pisał: „ … musimy zastosować wobec Siuksów najsurowsze kary aż do wytępienia wszystkich mężczyzn, kobiet i dzieci.[…]Im więcej zabijemy w tym roku, tym mniej będzie do zabicia w następnej wojnie, bowiem im dłużej obserwuję Indian tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że będziemy musieli wszystkich wybić lub utrzymywać jako kastę nędzarzy”. I ani słowa refleksji, że Indianie bronili swojej ziemi, a ten heros wolności był zwyczajnym najeźdźcą. Ani jednej myśli o ew. przystosowaniu Indian do nowej rzeczywistości.

Mieszkańcy Montany konserwowali uszy zabitych Indian, a z czaszek odgotowywali skórę, po czym na pobielałej kości pisali „dowcipy” w rodzaju „Nareszcie jestem w rezerwacie”.

Czirokezi jako pierwsze plemię zaczęli naśladować białych licząc, że po dostosowaniu się do najeźdźcy zostaną zostawieni w spokoju. Zakładali szkoły, biblioteki, warsztaty, kościoły i sklepy. Nic to nie dało. Po pięciu latach Czirokezów zmuszono do kolejnej emigracji. Liczył się tylko konkretny zysk, za każdą cenę.
W brutalnym tłumieniu buntów Indian, którzy bronili własnej ziemi brali udział tacy ludzie jak Abraham Lincoln, Jefferson Davis, Zachary Taylor czy Winsfield Scott, których do dziś pod niebiosa wynosi amerykańska historia.
Dodajmy na koniec specyficzny acz skuteczny sposób walki z Indianami o odebranie im ziemi. Urządzano specjalne wielkie wyprawy celem wybicia bizonów tak, by odebrać przeciwnikom możliwość żywienia się. Bezmyślna rzeź, w której zabito kilka milionów bizonów.

Po co to wszystko piszę? Ot, zacząłem się zastanawiać jak zachowywać się może społeczeństwo wychowane na takich „wartościach”. Jak może wyglądać kompas jego polityki? O niejednym przekonaliśmy się przecież sami. O Jałcie przypomniał minister Sikorski (dobrze, że choć on pamiętał, kto nas wsadził na radziecką minę).
Trump nie ukrywa, że ma wszelkie umowy w … no, w zanadrzu. USA dały na piśmie gwarancję bezpieczeństwa w czasie negocjacji o oddaniu broni nuklearnej. I jak dziś zachowują się Stany? Trzeba być bardzo naiwnym, albo poziomem umysłu zejść do Prezesa, by jeszcze wierzyć w to, co Amerykanie powiedzą, obiecają itd.
Przejrzyjcie historię wojny od czterech lat. Argumentacja używana przez Putina jest dziwnie zbieżna z tą, której używali amerykańscy politycy i wojskowi w stosunku do Indian. Łącznie z traktowaniem indiańskich dzieci.
Pomoc, którą się obiecało? Za ile? No to co, że w umowie nie było nic o cenie. Teraz jest.
Trump to okaz psychiatryczny, to nie ulega wątpliwości. Ale on się idealnie wkleja w politykę amerykańską od wieków. Biznes! I to wszystko. Dziwne, ale są tacy, którzy wciąż wierzą, że USA napadły na Iran celem obrony biednych Irańczyków przed tymi wstrętnymi ajatollahami. Tak jak zaatakowały Wenezuelę porywając prezydenta, ale zostawiając przy władzy jego ludzi.
Ostatnio ambasador amerykański na Islandię oświadczył, że „wejdzie ona w skład USA, a on sam zostanie gubernatorem.” Kiedyś śmielibyśmy się z tego. Kiedyś.

Co do Indian, to ciekaw jestem czy Trump wie skąd się oni wzięli w Ameryce. Gdyby mu powiedzieć, że to ludy syberyjskie, które przez cieśninę Beringa przedostały się do Ameryki, może zechciał by ich deportować do Rosji jak wszystkich „nieprawdziwych Amerykanów. On – najprawdziwszy Amerykanin plus Melania – odwieczna Amerykanka.

Na koniec ciekawostka. Po ostatecznym wzięciu do niewoli wojennego wodza Apaczów (wojennego, w odróżnieniu od dziedzicznego) Geronima, Amerykanie tryumfowali. Mieli powód, bo ten człowiek wielokroć tak kołował najlepszych amerykańskich wojskowych, że mieli uczulenie na jego punkcie.
On sam szybko dostosowywał się do nowych warunków życia, szybciej niż ktokolwiek by się spodziewał.
Amerykanie zawieźli go w 1904 roku na wystawę światową w St Louis, by pochwalić się swoimi sukcesami w wymordowaniu Indian. Tyle, że to już nie był ten sam Geronimo, którego schwytano w 1886 roku. Stał się prawdziwym biznesmenem, który owszem, zgadzał się na robienie zdjęć czy rozdawanie autografów, ale … nie za darmo. Jak sam mówił „Z wystawy światowej wróciłem z furą pieniędzy, jeszcze tyle nigdy nie miałem”. Geronimo stał się bardziej amerykański niż niejeden Amerykanin.
Może nie podpadłby Trumpowi nie doczekał się wydalenia z kraju, który poznał z obu stron. Pewne to nie jest, ale może by nie podpadł…

Jerzy Łukaszewski

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

3 komentarze

  1. Poltiser 02.03.2026
  2. Józef Sawicki 02.03.2026
  3. narciarz2 03.03.2026